REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Człowiek Roku CZŁOWIEK ROKU 2020. Junior PAMS: Łączy nas polskość

CZŁOWIEK ROKU 2020. Junior PAMS: Łączy nas polskość

-

Są młodzi, ambitni i trzymają się razem. W Związku Lekarzy Polskich gromadzą doświadczenia, ale wprowadzają też nową jakość. O działalności Junior PAMS z członkami zarządu organizacji rozmawia Grzegorz Dziedzic.

Grzegorz Dziedzic: – Junior PAMS, czyli „młodzieżówka” Związku Lekarzy Polskich w Chicago, to inicjatywa młoda podwójnie – powstała blisko trzy lata temu i zrzesza młodych lekarzy oraz osoby, które lekarzami pragną zostać. Skąd wziął się pomysł jej stworzenia?

REKLAMA

Dr Damian Grybowski, prezes Junior PAMS: – Wszystko zaczęło się na początku 2018 roku, kiedy to grupa młodych lekarzy, rezydentów i studentów kierunków medycznych, którzy poznali się dzięki PAMS (Związek Lekarzy Polskich w Chicago, Polish American Medical Society – red.), postanowili zorganizować się i formalnie założyć swoją organizację w strukturach PAMS. Pierwszym prezesem został dr Adam Studniarek. Do Junior PAMS należą młodzi lekarze, rezydenci i studenci kierunków medycznych nie tylko z Chicago, ale również z innych stanów, a nawet krajów. To nie jest jednorodna grupa. Niektórzy z nas są Polakami urodzonymi w Polsce, niektórzy Amerykanami polskiego pochodzenia.

Daniel Borsuk, wiceprezes Junior PAMS: – Do Junior PAMS należy 45 osób, a do zarządu cztery osoby.

Jaka była lub jest Wasza droga do zdobycia zawodu lekarza?

Dr Monika Halas: – Pochodzę z małego miasteczka w Polsce. Moi rodzice są nauczycielami, a ja, od kiedy pamiętam, zawsze chciałam zostać lekarzem. Rozpoczęłam studia na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, ale miałam wrażenie, że to za mało, bo zawsze chciałam się rozwijać, wyjeżdżać i obserwować, jak działa medycyna w innych krajach. Najpierw wyjechałam do Anglii, później dzięki stypendium studiowałam przez rok w Niemczech, które mają według mnie najlepszą medycynę w Europie. Na ostatni rok medycyny pojechałam do Mediolanu i w międzyczasie zaczęłam przyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych. Bardzo mi się tutaj spodobało, bo w Ameryce wszyscy są pracoholikami (śmiech). W tutejszym szpitalu musiałam być już o godzinie piątej rano, a wychodziłam  późnym wieczorem. To był najlepszy czas mojego życia. Po ukończeniu studiów dostałam ofertę pracy na Illinois University w Chicago, w zespole zajmującym się badaniem kurczliwości serca i testowaniem najnowszych leków kardiologicznych. Stamtąd przeniosłam się na Northwestern, gdzie pracuję na oddziale kardiochirurgii.

Dr Damian Grybowski: – Ja skończyłem medycynę w Polsce, na polskim kierunku w Poznaniu. Po przylocie do Stanów Zjednoczonych chciałem włożyć sporo energii w badania naukowe, ponieważ uważam, że to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie można połączyć pracę akademicką na wysokim poziomie z pracą z pacjentami. Projekty, w których brałem udział są jednym z doświadczeń w moim życiu, które absolutnie zmieniły moje postrzeganie nauki i medycyny. W gruncie rzeczy jest jeszcze pełno do zrewolucjonizowania i przemyślenia. Obecnie po kilku latach pracy w researchu, zdałem wszystkie niezbędne egzaminy i w tym momencie aplikuję na rezydenturę.

Kasia Murzański: – Ja ukończyłam studia w kierunku fizykoterapii, ale życie zweryfikowało moje zawodowe plany. Mama mojego męża zachorowała na raka, a ja spędzałam z nią dużo czasu w szpitalu, w którym była leczona. Wielką inspiracją stała się dla mnie pielęgniarka, która tam pracowała i opiekowała się moją teściową. Podjęłam decyzję, że chcę zostać pielęgniarką. Od dwóch lat pracuję w tym zawodzie, a dodatkowo jestem na pielęgniarskim programie doktoranckim. Jestem też wykładowcą na Elmhurst University i pracuję w hospicjum. Jestem osobą bardzo zajętą, ale kocham to, co robię.

Daniel Borsuk: – Moja droga do medycyny zaczęła się, kiedy miałem 16 lat i pracowałem jako wolontariusz w Advocate Lutheran General Hospital. Rozwoziłem po całym szpitalu pompy do kroplówek i odkryłem w sobie pasję do medycyny. Następnie przeniosłem się na oddział dziecięcy, gdzie jako wolontariusz pracowałem do końca liceum, a potem poszedłem na neurobiologię na Uniwersytecie Michigan. Po studiach poświęciłem się badaniom i pracowałem jako technik przy operacjach w szpitalu. Obecnie jestem studentem pierwszego roku medycyny w Chicago Medical School.

Jakie są drogi do kariery medycznej dla młodego człowieka mieszkającego w Chicago? Można przecież pójść na studia na miejscu albo wybrać tańszą opcję studiowania w Polsce. Która z nich jest najlepsza?

Dr Monika Halas: – Dokładnie tego tematu dotyczyła konferencja, którą zorganizowaliśmy z myślą o młodych ludziach myślących o karierze medycznej. To bardzo skomplikowany temat. Na konferencji wystąpiło kilkoro ekspertów, wśród których była dr Kornelia Król, która wykazała odrębności amerykańskich studiów medycznych od studiowania w Polsce i Ameryce Łacińskiej. Jeśli teraz byłabym w liceum i planowałabym podjęcie studiów medycznych, zaczęłabym od wolontariatu w szpitalu. Medycyna nie jest dla każdego. Trzeba mieć serce, żeby troskliwie zająć się pacjentem, ale i dużo samozaparcia i dyscypliny. Medycyna to obecnie popularny kierunek, bo zapewnia dobrą przyszłość, ale tak naprawdę bycie lekarzem to bardzo ciężki zawód.

Dr Damian Grybowski: – Drogi do zostania lekarzem są oczywiście różne. Z naszych doświadczeń wynika, że najlepiej jest skończyć studia medyczne w USA, w tutejszym systemie i po angielsku. Konkurencja do rezydentury jest ogromna, a amerykańskie studia dają lepszą szansę na zdobycie specjalizacji.

Kasia Murzański: – Jeśli wywiad ten czytają osoby, które dopiero planują studia medyczne, to bardzo chętnie z nimi porozmawiamy. Jako Junior PAMS chcemy być waszymi mentorami i chętnie podzielimy się naszymi doświadczeniami.

Rozumiem, że mentoring przyszłych lekarzy to jeden z obszarów Waszej działalności. Czym jeszcze zajmuje się Junior PAMS?

Dr Damian Grybowski: – Wielu ludziom często wydaje się, że pozornie prozaiczne sprawy, jak zdanie egzaminów czy złożenie aplikacji na specjalizację, są proste. Rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Po drodze kandydat na rezydenta napotyka na wiele logistycznych problemów, a egzaminy są bardzo trudne. Dlatego zwrócenie się do nas o pomoc, jako do tych, którzy już ten etap przeszli, może wiele ułatwić.

Dr Monika Halas: – Mentoring działa w dwie strony. My doradzamy młodszym kolegom, a sami korzystamy z doświadczeń związkowej starszyzny. W Związku Lekarzy Polskich w Chicago jest wielu wybitnych lekarzy, wręcz autorytetów w swoich dziedzinach, na przykład dr Radwańska to światowej klasy sława medyczna. To, co nas wszystkich jednoczy w organizacji, to nasza polskość. Ja i Damian przyjechaliśmy do Stanów z Polski i związek daje nam poczucie przynależności i bliskości domu. Z kolei Kasia i Daniel urodzili się tutaj, mając polskie korzenie i też mają bardzo mocne poczucie polskości.

Polskość i medycyna to drogi, które zaprowadziły Was do PAMS. Co Was skłoniło, żeby do ZLP dołączyć?

Kasia Murzański: – Ja każdego roku odwiedzam moją rodzinę w Polsce. Moi rodzice są Polakami i dla mnie ważne jest, żeby przebywać wśród Polaków. Chciałam bardziej zjednoczyć się z moją polskością. Należałam do innych polonijnych organizacji, na przykład do Legionu Młodych Polek i kilku klubów polskich, ale dopiero Związek Lekarzy Polskich w Chicago zaoferował mi połączenie polskości z medycyną. Bycie w organizacji ma tę zaletę, że jestem otoczona ludźmi, którzy przeszli lub przechodzą przez to samo, co ja. Jest to szczególnie ważne w trudnej dla wszystkich sytuacji pandemii.

Daniel Borsuk: – Dołączyłem do Junior PAMS, bo czuję się Polakiem. W domu mówiło się po polsku. Chodziłem do polskiej szkoły i polskiego kościoła. Po wyjeździe z Chicago na studia tęskniłem za polskością. Tam dołączyłem do uniwersyteckiego klubu polskiego i zostałem jego wiceprezesem. Kiedy wróciłem do Chicago, pojawiła się możliwość pomocy przy założeniu Junior PAMS. Uważam, że to świetna metoda na utrzymanie polskiej tożsamości w grupie lekarzy polskiego pochodzenia. Poza tym, jesteśmy przecież przyszłością Związku Lekarzy.

Dr Monika Halas: – Związek Lekarzy Polskich w Chicago bardzo wspiera młodych lekarzy, a ja jestem osobą, która tego wsparcia doświadczyła. Chcę działać, żeby kiedyś, już jako doświadczony lekarz, móc pomóc kolejnemu pokoleniu adeptów medycyny. Chcemy pokazać starszym kolegom, że ich wysiłki nie idą na marne, a my bardzo je doceniamy. Chcemy kontynuować ich pracę.

Dr Damian Grybowski: – Jako lekarze, jesteśmy uznawani za opiniotwórczych wśród swoich rówieśników już na poziomie szkół medycznych. Związek to pole do wymiany doświadczeń i kolektywnej oceny sytuacji. Do Związku Lekarzy należy wielu wybitnych specjalistów, jak choćby prof. Siemionow, która wraz ze swoim zespołem dokonała pierwszego w Stanach Zjednoczonych przeszczepu twarzy. Korzystanie z ich doświadczeń jest bezcenne zarówno dla nas, jak i dla młodych lekarzy i studentów przyjeżdżających do Stanów z Polski. Wszyscy razem tworzymy taką wielką medyczną rodzinę i zawsze mamy mnóstwo wspólnych tematów. Organizacja łączy w sobie to, co najlepsze w polskiej kulturze, z tym, co najlepsze w kulturze amerykańskiej.

Większość z organizacji polonijnych, szczególnie tych najstarszych i najbardziej zasłużonych, ma problemy z przyciągnięciem do siebie młodych kadr. Nie potrafią przyciągnąć młodych lub nie chcą wpuścić ich w swoje szeregi. Czy w PAMS młodzi mają głos?

Dr Monika Halas: – Zdecydowanie tak. Czujemy od starszych kolegów pełne wsparcie i ilekroć wychodzimy z jakimś nowym pomysłem, zawsze wiemy, że nas poprą i pomogą. Nikt nie narzeka, że coś jest ryzykowne lub zbyt kosztowne. Oczywiście, wszystko jest oparte na planowaniu i dyskusji, my bardzo cenimy ich zdanie i doświadczenie. Odpowiedź związku na nasze inicjatywy jest zawsze pozytywna.

Kasia Murzański: – Zawsze możemy liczyć na pomoc „starszyzny”. W zeszłym roku na Uniwersytecie Northwestern zorganizowaliśmy konferencję, w czym starsi koledzy bardzo nam pomogli. Czuliśmy ich wsparcie, bo przecież nie mamy w środowisku medycznym takich kontaktów, jak oni. Doświadczeni koledzy należący do Związku Lekarzy Polskich doskonale wiedzą, jak trudną drogę trzeba przebyć, żeby zostać lekarzem, a jednocześnie zdają sobie sprawę, jak bardzo potrzebni są ich następcy, więc nie tylko nie utrudniają nam startu, ale go umożliwiają.

Ale jakie są Wasze wymierne korzyści z przynależności do Związku Lekarzy Polskich w Chicago?

Dr Damian Grybowski: – Dla mnie najważniejsze jest poczucie wspólnoty i możliwość organizacji przedsięwzięć. Jak to ujął dr Mazurek, były prezes Związku Lekarzy Polskich, związek jest tym, czym ty chcesz, żeby był. Zadaniem związku jest wspomagać ciebie w realizacji twoich celów. Tak jest i my to czujemy. Wspólnie działamy i na tym wspólnym działaniu wyrastają przyjaźnie.

Dr Monika Halas: – Pytanie brzmi nie „co ty możesz dostać od związku”, ale „co ty możesz dać związkowi”. Ludzie obecnie nie chcą wstępować do organizacji, bo na wejściu pytają „co ja będę z tego miał?”. Będziesz miał tyle, ile od siebie dasz. Tak powiedział nam dr Mazurek, i ja uważam, że to najlepiej podsumowuje tę odpowiedź. Na tym to polega. My w Junior PAMS robimy wiele rzeczy, których wcale nie musimy robić, a robimy je, bo chcemy pomagać. Dr Rudnicki zawsze we wrześniu organizuje konferencję na temat historii medycyny. Nie robi tego dlatego, że musi, a dlatego, że chce. Związek daje nam możliwości rozwoju i działania.

Dr Damian Grybowski: – Problem polega na tym, że wiele osób chciałoby mieć wszystko podane na tacy, na przykład rezydenturę. A to się nie dzieje. Jako Polacy w Stanach Zjednoczonych jesteśmy od razu na starcie w gorszej sytuacji, dlatego też nie możemy oczekiwać od starszych kolegów tak bezpośrednich form pomocy.

Czy możliwość rozmowy z autorytetami i sławami medycyny jest jednym z benefitów przynależności do związku? Przyjaźnie, które zawieracie pomiędzy sobą, także zaowocują kiedyś wymiernymi korzyściami.

Dr Damian Grybowski: – Mentoring jest czymś bardzo potrzebnym w karierze medycznej. Istnieją też korzyści mniej oczywiste. Ja na przykład nauczyłem się od doktora Rudnickiego, jak prawidłowo zjeżdżać slalomem na nartach. Także etykiety politycznej, czyli jak się prawidłowo komunikować i porozumiewać oraz tego, jak rozwiązywać konflikty i honorować ludzi, co jest częścią akademickiej pracy lekarskiej. To są rzeczy, których nie sposób nauczyć się z podręcznika.

Dr Monika Halas: – Czujemy się częścią rodziny. Ja dzwonię do profesor Radwańskiej, kiedy potrzebuję jakiejś porady. Albo nawet z prostymi pytaniami. I taki „kaliber”, jak prof. Radwańska rozmawia ze mną, jak z dobrą znajomą. To dla mnie ogromny zaszczyt. Potrafi mi zawsze doradzić, ale też jednocześnie „postawić do pionu”, kiedy tego potrzebuję. Nie ma słów, żeby wyrazić, jak bardzo to doceniam.

Kasia Murzański: – Ja w ZLP nauczyłam się bardzo wiele. Oprócz wiedzy medycznej, także organizacji konferencji i prezentacji. Uczę się też bycia wśród Polonii, a to za sprawą naszego corocznego balu, na który przychodzą ciekawi ludzie z różnych środowisk.

Daniel Borsuk: – Ponieważ jestem najmłodszy w tej grupie, dla mnie najcenniejszy jest mentoring. Od każdego w ZLP mogę coś wziąć, czegoś się nauczyć. Od doktorów Rudnickiego i Adama Studniarka, który był pierwszym prezesem Junior PAMS, nauczyłem się, jak pisać aplikacje. A od Moniki nauczyłem się, jak się tańczy oberka.

Rozmawiamy w momencie, kiedy wokół panuje pandemia COVID-19. Jesteście reprezentantami świata nauki. Co macie do powiedzenia Waszym rówieśnikom, którzy bagatelizują zagrożenie?

Dr Monika Halas: – To bardzo dobre pytanie. Wielu ludzi rzeczywiście uważa, że koronawirus nie istnieje. Że to jakiś żart. A przecież to nieprawda. Ciężko jest słuchać takich słów osobom, które pracują w szpitalu i codziennie widzą umierających ludzi. Jak się wtedy zachować, jeśli słyszymy wkoło, że pandemia to wymysł rządu albo opozycji? To jest trudne. Myślę, że najważniejsze jest, aby próbować tłumaczyć i przedstawiać fakty, ale bez agresji. Ludziom łatwiej jest myśleć, że wirus nie istnieje, bo wtedy czują się bezpieczniej. Świadomość, że mogę zarazić się i umrzeć jest trudna do przyjęcia.

Dr Damian Grybowski: – Niektórzy ludzie mają problem z oceną rzeczywistości i z autorytetami. Ja myślę, że ludzie, którzy w mediach społecznościowych próbują udowodnić, że wirus nie istnieje, w rzeczywistości mają jakiś inny problem. Przecież wystarczy posłuchać relacji z oddziałów szpitalnych, na których przebywają pacjenci chorzy na COVID-19. To dramatyczne relacje i obrazy. Niestety giną one w gąszczu nieprawdziwych informacji. Tymczasem to, co się dzieje, jest bardzo prawdziwe, nawet jeśli nie dotknęło nas w bezpośredni sposób. Być może stąd bierze się ta iluzja bezpieczeństwa.

Kasia Murzański: – My, ludzie medycyny, na co dzień otoczeni jesteśmy wynikami badań i zestawieniami statystycznymi. Na podstawie badań powstają zalecenia dla ludzi spoza branży medycznej, ale one zmieniają się wraz z rosnącym poziomem wiedzy i kolejnymi wynikami badań. Problem jest w tym, że kiedy zmieniają się zalecenia i wytyczne, ludzie zaczynają kwestionować wiarygodność badań. Stają się podejrzliwi, bo często nie rozumieją nauki, która stoi za zaleceniami. Naszym zadaniem jest przybliżyć ludziom wiedzę naukową w najbardziej przystępny i przejrzysty sposób, dlatego obecnie na popularności zyskuje tzw. storytelling, czyli propagowanie faktów naukowych za pomocą opowieści i anegdot. W ten sposób ludzie mogą emocjonalnie odnieść się do opowieści. Prawdą jest, że obecna pandemia jest mniej widoczna, bo ludzie trafiają do szpitali, a nie umierają na ulicach, jak choćby podczas średniowiecznej epidemii dżumy. Nie widzimy tej pandemii na własne oczy, więc jesteśmy skłonni uwierzyć, że jej nie ma. Jak już wspomniałam, pracuję w hospicjum. Liczba śmierci, które notujemy w ciągu miesiąca wzrosła pięciokrotnie. Sytuacja jest dla nas, pracowników służby zdrowia, ekstremalnie trudna. Tym trudniejsza, że stanięcie po stronie faktów i nauki niejednokrotnie obraca się przeciwko nam.

Jak zatem wygląda pandemia „od środka”, z Waszej perspektywy, bo przecież jesteście na pierwszej linii frontu w walce z COVID-19? I jak sobie radzicie w tej trudnej sytuacji?

Kasia Murzański: – Jest trudno. Pracuję między innymi w domach prywatnych i z pacjentami z domów opieki. Wielu pacjentów, którzy zmarli w hospicjum, mogło żyć dłużej. Zmarli, nie mając okazji, aby pożegnać się ze swoimi rodzinami lub żegnali się przez telefon lub Zoom. W takich chwilach czujesz, jakby serce pękało ci na pół. Niektórzy z pracowników załamują się i rezygnują z pracy, u innych te codzienne dramaty odbijają się na zdrowiu psychicznym. Dlatego też przynależność do takiej organizacji jak Związek Lekarzy Polskich w Chicago jest w tych czasach bezcenna, bo bezcenne jest mieć obok siebie ludzi, na których możesz polegać. Ludzie, którzy nie pracują w służbie zdrowia, nie zdają sobie sprawy, jak trudna i intensywna jest teraz nasza praca. Nigdy nie myślałam, że będzie mi dane zobaczyć na własne oczy globalną pandemię na taką skalę.

Ale czy to nie jest tak, że pandemia o takiej skali, która zdarza się raz na sto lat, jest szansą, aby czegoś się nauczyć? Czy to doświadczenie uczyni z Was lepszych lekarzy?

Dr Monika Halas: – Myślę, że zdecydowanie tak. Ja nauczyłam się wielu rzeczy, ale przede wszystkim pokory. Mimo tego, że chcę zajmować się kardiochirurgią, w obecnej sytuacji muszę zajmować się tym, co jest ode mnie wymagane. Pandemia zupełnie zmieniła funkcjonowanie szpitali.

Daniel Borsuk: – Ja pracowałem przy operacjach i normalne było, że używaliśmy codziennie kilku maseczek. W pandemii dostajemy jedną maskę na cały dzień i ewentualnie zmienia się ją na nową, kiedy już nie nadaje się do noszenia. Nie wyobrażałem sobie, że coś takiego może być możliwe.

Kasia Murzański: – Dla mnie najważniejszą rzeczą, z której zdałam sobie sprawę w pandemii jest to, że mamy system opieki zdrowotnej, nad którym musimy nieustannie pracować. Potrzebujemy w polityce więcej lekarzy i ludzi medycyny, którzy będą nas reprezentować, ponieważ to, co stało się wiosną i dzieje się teraz, jest nie do zaakceptowania. Potrzebujemy zmian systemowych, nowych rozwiązań i inicjatyw jakościowych. Kiedy porównamy sposób, w jaki radzimy sobie z pandemią do strategii innych krajów, okaże się, że możemy się od nich sporo nauczyć.

Dr Damian Grybowski: – Temat pandemii jest trudny, a lekcja, jaką można z niej wyciągnąć bardzo duża. Nas lekarzy pandemia nauczyła, że dynamika i kierunek rozwoju epidemii jest jak przewidywanie pogody oraz jak bardzo bezradna potrafi być nauka w starciu z teoriami spiskowymi. To smutne, ale to prawda.

Zostawmy temat pandemii i wróćmy do Związku Lekarzy Polskich. Z młodością zawsze nadchodzi energia i innowacja, a nierzadko rewolucja. Patrząc na ZLP z perspektywy młodości, co byście w nim zmienili?

Dr Monika Halas: – Myślę że nie trzeba nic zmieniać, można natomiast rozwijać działalność. Ma to wiele kierunków  można by na przykład stworzyć sekcję prawną do wsparcia lekarzy. Myślę, że związek się rozwija, a przez to, że Junior PAMS powstał i jest silną grupą, inni czują jeszcze większy poryw do działania. Stąd zapewne pomysł, żeby rozszerzyć działalność związku na całe Stany Zjednoczone. Czy związek należy zmienić? Myślę, że nie, ale należy wciąż go rozwijać.

Dr Damian Grybowski: – My tylko „updejtujemy” to, co już Związek Lekarzy zrobił. Do niektórych pomysłów PAMS podchodzimy bardziej progresywnie. Staramy się wnieść powiew nowoczesności i na przykład zaproponować na bal trochę inną muzykę, co niekoniecznie się udaje (śmiech). Ale szczerze mówiąc, jeśli chodzi o związek, to nie ma czego zmieniać. Natomiast warto go unowocześniać i rozwijać.

Nie mam żadnych wątpliwości, że zdołacie tego dokonać. Czas na puentę tego wywiadu.

Dr Damian Grybowski: –Jesteśmy ludźmi ambitnymi i posiadającymi konkretne cele. Przedzierając się przez skomplikowany system medyczny, często zamykamy się we własnych głowach i zapominamy, że najważniejsi są ludzie. Potrzebujemy kontaktu z innymi i głównie temu służy Junior PAMS.

Serdecznie gratuluję Wam tytułu Człowiek Roku „Dziennika Związkowego”. Życzę powodzenia, wytrwałości i dziękuję za rozmowę.

gdziedzic@zwiazkowy.com

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Trudny wizjoner

Na śmierć i życie

Wykradziony mózg Einsteina

Zbrodnie Candymana

Romantyczny twardziel

REKLAMA

REKLAMA