REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Człowiek Roku CZŁOWIEK ROKU 2020. Prezes ZLP: Każdy może zostać lekarzem… 

CZŁOWIEK ROKU 2020. Prezes ZLP: Każdy może zostać lekarzem… 

-

Tegoroczny tytuł Człowiek Roku „Dziennika Związkowego” powinien zostać zamieniony na Ludzie Roku, ponieważ po raz pierwszy w historii gazety wyróżnienie to przyznawane jest grupowo. Jego laureatem jest Związek Lekarzy Polskich w Chicago, z którego prezesem, doktorem Piotrem Brukaszem rozmawia Grzegorz Dziedzic. 

Grzegorz Dziedzic: – Zacznijmy od tego, w jaki sposób powinienem się do Pana zwracać – „panie doktorze” czy „panie prezesie”?

REKLAMA

Dr Piotr Brukasz: – Wydaje mi się, że obie te formy są równie poprawne, choć wolę „panie doktorze”.

Piotr Brukasz fot. arch. pryw.

Zatem – Panie Doktorze – serdecznie gratuluję Panu i Związkowi Lekarzy Polskich w Chicago wyróżnienia „Człowiek Roku Dziennika Związkowego”, które po raz pierwszy w historii swojego istnienia zostało przyznane grupowo, a nie indywidualnie.

– Chcielibyśmy bardzo podziękować za tak wspaniałe wyróżnienie. Nie spodziewaliśmy się go zupełnie. Dla naszej organizacji jest ono zwieńczeniem wieloletniej pracy i działalności w środowisku chicagowskim. Jest ono dla nas dowodem, że nasza praca jest przez innych zauważona i doceniona.

Związek Lekarzy Polskich w Chicago to organizacja znana wśród Polonii, choć przeciętny Polak, tak jak ja, kojarzy związek głównie z wystawnym i eleganckim Balem Lekarzy. To chyba duże uproszczenie. Niewiele osób wie, że ZLP istnieje od 75 lat i jest największą organizacją zawodową poza granicami Polski.

– To prawda, że o naszych balach słyszy się najwięcej, bo są one wydarzeniami najbardziej propagowanymi. Jednak rok, który mija pomiędzy balami, nie jest czasem, który spełza na niczym. Jest to rok ciężkiej pracy i postępowania zgodnie z misją naszego związku. Wkrótce będziemy obchodzili 75-lecie istnienia organizacji. W roku 1946 podpisane zostały dokumenty nadające związkowi statut organizacji nieprofitowej, czyli takiej, której wszystkie zbierane fundusze przeznaczane są na pomoc potrzebującym.

W takim razie dowiedzmy się więcej na temat Związku Lekarzy Polskich w Chicago. Ilu członków należy do organizacji?

– Trudno dokładnie określić, bo do związku oprócz praktykujących lekarzy należą członkowie honorowi, często emerytowani lekarze i ludzie młodzi, jak choćby studenci medycyny oraz naukowcy, nie tylko z aglomeracji chicagowskiej, ale również z innych stanów, z Polski i z całego świata. Razem jest nas kilkaset osób.

Od wielu lat obserwuję polonijne organizacje i ich działalność. Niestety wiele z nich zostało w przeszłości, przestało się rozwijać i pokrywa je warstwa kurzu. Czy Związek Lekarzy Polskich nadąża za duchem czasów?

– Zacznę od tego, dlaczego zostałem prezesem Związku Lekarzy Polskich. Otóż wierzę, że związek ma bardzo wiele do zaoferowania i oddania innym. To główny cel naszej działalności. Nie jest to związek, który zamyka się tylko w swoich szeregach. Staramy się wychodzić na zewnątrz, ponieważ mamy możliwości dzielenia się ze społecznością, nie tylko polonijną, ale choćby z młodymi ludźmi pochodzącymi z USA i Polski. Związek Lekarzy Polskich nie ulega zmurszeniu ani zastygnięciu w swoich poczynaniach. Mamy XXI wiek i zmiany w poglądach i przekonaniach są wszechobecne, a galopująca technologia nie pozwala pozostawać w miejscu. ZLP to organizacja, która nieustannie się odmładza. Stawiamy na młodych adeptów sztuk medycznych, a warto dodać, że w naszym gronie oprócz lekarzy medycyny i stomatologii mamy także lekarzy weterynarii. Najważniejsze jest, że każdy ma głos i jest w organizacji słyszany, a jeśli jest chętny do pomocy i zmotywowany do działania, to jesteśmy zawsze otwarci na nowe pomysły. Rozbudowujemy szeregi ludzi, którzy zasilają związek swoimi pomysłami i czynami. To często młodzi, którzy dopiero wchodzą w świat medycyny i chcieliby coś w nim zmienić. Oferujemy im pomoc, nie tylko stypendialną, ale i mentorską. Ja wychodzę z założenia, że doktorem może zostać każdy, jeśli ma talent i pasję. Niestety ilość polskojęzycznych lekarzy w Stanach Zjednoczonych systematycznie maleje.

Tak jak i ilość emigrantów z Polski. 

– To też, ale lekarzy jest coraz mniej. Dlatego tak ważne jest, aby dotrzeć do młodych ludzi z rodzin polonijnych i żeby ci młodzi znaleźli w sobie ten głos powołania do zawodu lekarza.

Tylko czy młodzi ludzie chcą wstępować do ZLP? Polonijna młodzież to grupa świetnie zasymilowana. Wielu młodych świadomie odwraca się od Polonii, nie chcą żyć tak, jak pokolenie ich rodziców i dziadków. Są wykształceni, mówią bez akcentu i często mówią Polonii „do widzenia”.

– W tym miejscu nie mogę się zgodzić z tą diagnozą. Jeżeli chodzi o młodych ludzi urodzonych w USA i pochodzących z polskich rodzin, to mamy ich w naszych szeregach wielu. To, co jest budujące i wspaniałe, to obecność pierwiastka polskości, który w tych ludziach jest bardzo silny. Prawda, młodzi wychodzą poza polonijną społeczność, ale nie zapominają o swojej polskości. Mam nadzieję, że dzięki naszej rozmowie i wyróżnieniu „Dziennika Związkowego” dotrzemy do wielu młodych ludzi i ich rodziców. Być może w kimś zakiełkuje myśl, żeby w przyszłości zostać lekarzem i kształcić się w kierunkach medycznych.

Przyjmijmy, że jestem młodym człowiekiem, decyduję się na studia medyczne, kończę je i po rezydenturze zostaję lekarzem. Dlaczego powinienem zapisać się do Związku Lekarzy Polskich?

– Do naszego związku nie należą tylko wykształceni już lekarze, ale także studenci. ZLP jest  największą organizacją zawodową poza granicami Polski. Najważniejsze jest dla nas to, aby naszym członkom dać poczucie przynależności i wspólnoty. Właśnie we wspólnocie jest nasza siła. Dzięki niej możemy kontynuować naszą misję i wspomagać potrzebujących. Bardzo ważna jest wymiana doświadczeń zawodowych i naukowych. ZLP nie jest organizacją nadającą prawa lekarskie ani osądzającą kogokolwiek, bo od tego są inne organy. Naszym zadaniem jest zrzeszać, tworzyć wspólnotę i pomagać innym. Ważne jest też to, iż jako największa lekarska organizacja polonijna na świecie mamy możliwość działania poza granicami USA. Związek Lekarzy Polskich w Chicago jest filarem Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych, organizacji międzynarodowej. Docieramy do naszych rodaków nie tylko w Polsce i w krajach Europy Zachodniej, ale także na wschodzie. Nasi koledzy zza wschodniej granicy Polski mają okazję nie tylko wymienić się z nami doświadczeniami, ale też odwiedzić Stany Zjednoczone i zobaczyć jak tutaj pracujemy i na czym polega amerykańska medycyna. Ci ludzie mają zresztą szczególne miejsce w moim sercu.

Medycyna w USA jest uważana za najlepszą i najnowocześniejszą na świecie. Tymczasem w medycynie polskiej od dziesięcioleci panuje permanentny kryzys, który pandemia COVID-19 właśnie obnażyła w sposób bardzo bolesny. Czy dzięki działalności Państwa organizacji można choć trochę zniwelować różnice pomiędzy medycyną polską i amerykańską?

– Na pewno mielibyśmy z tego obopólne korzyści. W związku z pandemią codziennie jesteśmy karmieni mnogością danych: ile mamy nowych zarażeń, ile hospitalizacji, ile szpitalnych łóżek jest zajętych, itd. Pomiędzy USA i Polską istnieje wymiana doświadczeń. I tutaj i tam lekarze walczą o zdrowie swoich pacjentów i robią to tak, jak są tego nauczeni.  Najważniejsze ograniczenia dotyczą dostępności leków, ich zaaprobowania oraz standardów i algorytmów leczenia. Jeśli chodzi o COVID-19, to staramy się połączyć siły i czerpać nawzajem ze swoich doświadczeń.

Rozmawiamy pod koniec 2020 roku, w momencie, kiedy wokoło trwa uderzenie drugiej fali pandemii. W jaki sposób Związek Lekarzy Polskich w Chicago zareagował na pandemię COVID-19?

– Cieszymy się, że zareagował bardzo szybko. Dzięki inicjatywie poprzedniego prezesa, doktora Marka Rudnickiego, wyszliśmy naprzeciw pandemicznym wyzwaniom. Dzięki dyskusji i wymianie doświadczeń w naszym gronie, mogliśmy przekazać wiedzę dotyczącą sposobów postępowania w sytuacji pandemii nie tylko lekarzom, ale przede wszystkim społeczności polonijnej w Chicago i okolicach. Na początku pandemii powstała linia telefoniczna, dzięki której można było uzyskać informacje na temat prewencji zakażeń, objawów i sposobów leczenia. Dzięki tej wiedzy wiele osób trafiło do szpitali i zostało uratowanych. Nasi członkowie pisali w polonijnych gazetach artykuły na temat pandemii, występowali w polonijnych stacjach radiowych i w telewizji. W kwietniu 2020 r. do Chicago przyleciała Polska Misja Naukowa, specjaliści z Polski, którzy zdobywali wcześniej doświadczenia w dotkniętych pandemią COVID-19 Włoszech. Zauważmy, że na wiosnę wiedzieliśmy o sposobach walki z wirusem bardzo niewiele. Teraz mamy drugą falę pandemii, bo powiedzmy sobie szczerze, wielu ludzi nie traktowało tego wirusa poważnie. Niestety wielu z nich boleśnie przekonało się, jak jest groźny. Obecnie nie wierzę, że są jeszcze wśród nas osoby, które nie znają kogoś, kto ciężko przeszedł COVID-19.

Ja też widzę, że optyka powoli się zmienia. Od początku pandemii byłem zaszokowany negowaniem ewidentnych faktów na temat wirusa i zaleceń mających minimalizować jego rozprzestrzenianie się. Jako lekarz i przedstawiciel świata nauki, co chciałby Pan przekazać wyznawcom teorii spiskowych mówiących o „plandemii” i „koronaświrusie”?

– Odsuńmy na bok teorie spiskowe i aspekty polityczne. Nie da się zaprzeczyć kilku faktom: ten wirus istnieje i może zabić, a zachorowań jest bardzo dużo. Musimy zrobić wszystko, ażeby zmniejszyć, a w rezultacie zlikwidować jego działanie. Zdrowy rozsądek nakazuje stosowanie się do trzech podstawowych reguł: utrzymywania dystansu, noszenia maseczki i częstego mycia rąk. W ostatnich dniach dużo mówi się o szczepionkach, które są niezbędne w wytworzeniu tzw. odporności zbiorowej i zatrzymaniu pandemii. Patrzę w przyszłość z optymizmem. Ta pandemia musi się przecież skończyć.

To prawda, tymczasem wczoraj byłem na zakupach w polskich delikatesach, a tam połowa klientów miała maski pod nosem lub pod brodą. Dlaczego jako społeczność jesteśmy odporni na wiedzę?

– Ja też raz w tygodniu chodzę do polskiego sklepu i niestety widzę to samo. Jesteśmy nie tyle odporni na wiedzę, bo większość z nas zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie ten wirus niesie, co jesteśmy odporni na nakazy i zakazy. Trudno jest nam się im poddać, w związku z czym wybieramy często, aby nie akceptować powszechnie znanych faktów. Dlatego apeluję – jeśli już nie dbamy o swoje zdrowie i życie, to przynajmniej dbajmy o innych.

Z pandemią o wiele lepiej radzą sobie społeczeństwa kolektywne, których działanie oparte jest na dbałości o dobro wspólne, na przykład krajów azjatyckich, niż te oparte na skrajnym indywidualizmie, czyli Amerykanie i Polacy. Jak walczyć z pandemią, skoro indywidualizm przyswajamy z mlekiem matki?

– Ile pokoleń musiało przejść po pustyni, aby dojść do ziemi obiecanej? Nie da się przyspieszyć procesów społecznych. Jedyna nadzieja w autorytetach, dzięki którym może inni zaczną rozumieć i asymilować myśli i prawdy, a następnie zaczną je realizować i wprowadzać w życie.

Póki co widzimy jak na dłoni, ile ta pandemia obnaża. Jak nasze przekonanie na temat tego, jacy jesteśmy jest sprzeczne z tym, jacy naprawdę jesteśmy. Okazuje się, że nie jesteśmy zainteresowani byciem we wspólnocie, nie obchodzi nas często zdrowie i życie innych, a najważniejszy okazuje się być koniuszek własnego nosa. Tego niezakrytego maseczką.

– To smutne stwierdzenia. Trochę mogę się z nimi zgodzić, ale w gruncie rzeczy uważam, że w każdym z nas mieszka wiele dobra. Jest w nas dużo poczucia odpowiedzialności za innych, ale nie każdy potrafi je w sobie znaleźć, bo jest to pogrzebane doświadczeniami całego życia. Ważnym czynnikiem kontrolującym nasze zachowania jest nasze wychowanie. Wielu z nas zostało ukształtowanych w warunkach niesprzyjających samorozwojowi, w związku z tym dostanie się do naszego sedna istoty ludzkiej, do tej mieszkającej w nas wiary, nadziei i miłości nie jest łatwe. Dlatego dajmy każdemu szansę i wierzmy, że ludzie znajdą w sobie wiarę i nadzieję, a wtedy miłość też do nich przyjdzie.

Mówi Pan jak idealista, jak lekarz, który nie minął się ze swoim powołaniem, a ja zabrzmiałem jak zgorzkniały cynik. Nie ulega żadnej wątpliwości, że wy, lekarze jesteście na pierwszej linii frontu w walce z wirusem. Nie boi się Pan o swoje życie, tak zwyczajnie, po ludzku?

– Tak, boję się. Czy boję się do punktu, w którym strach mnie paraliżuje? Nie. Po to zostałem lekarzem, żeby nieść pomoc innym. Ten lęk ma w nas lekarzach nie wywoływać przerażenia, ale motywować do działań. Takich, które pomogą moim pacjentom, ale też takich, które ochronią mnie i moich bliskich przed zarażeniem. Staram się praktykować rzeczy najprostsze, bo te są zazwyczaj najbardziej skuteczne. Ja nie jestem intensywistą, czyli nie pracuję na oddziale intensywnej terapii, ale w Związku Lekarzy Polskich są osoby o tej specjalizacji. To oni dzielą się z nami swoim doświadczeniem pracy z najbardziej chorymi pacjentami. Jednym z najważniejszych punktów następnego spotkania członków ZLP będzie wymiana poglądów z lekarzami, którzy codziennie pracują na oddziałach intensywnej terapii. Lęk przed wirusem oczywiście jest, ale on mobilizuje nas do działania, do tego, żeby szerzyć oświatę wśród Polonii i przybliżać fakty innym lekarzom.

Dzięki wymianie doświadczeń jesteście w stanie pomóc pacjentom, ale również sobie nawzajem.

– Tak, bo zawód lekarza wymaga nieustającej edukacji. Przesianie wszystkich informacji, które bombardują nas ze świata medycyny jest bardzo ważne, a czym więcej tej wiedzy mamy, tym lepiej możemy pomóc naszym pacjentom. Nie ma i nie powinno być lekarza, który zatrzymał się ze swoją wiedzą na poziomie studiów medycznych. Świat medyczny idzie bardzo szybko do przodu, a my nasze egzaminy specjalizujące musimy powtarzać co kilka lat, żeby być na bieżąco z obowiązującą wiedzą medyczną.

Panie Doktorze, zostawmy kwestie pandemii, a skupmy się na współpracy ZLP ze środowiskiem polonijnym. Współpracujecie z wieloma polonijnymi organizacjami i instytucjami, w tym, co bardzo mnie cieszy, ze schroniskiem dla bezdomnych Polaków Anawim, działającym przy kościele Świętej Trójcy w Chicago.

– To nowa, wspaniała inicjatywa, bardzo bliska mojemu sercu. Powiem szczerze, że do niedawna nie wiedziałem, że taka organizacja jak Anawim istnieje. Będziemy wspierać to schronisko jako związek, a także apelować do innych środowisk, aby Anawim wspomogły. Jeśli chodzi o bezdomnych, to wśród Polonii często pokutuje przeświadczenie, że „mają, czego chcieli”. To nieprawda. My, jako ludzie często nie wiemy, czego chcemy. Każdy z nas potrzebuje bliskości i pomocnej dłoni. Ci z nas, którzy cierpią na choroby i nałogi, nie wybrali tego świadomie. Na bezdomność składa się wiele czynników, o których najczęściej nie mamy pojęcia. Oprócz instytucji pomocowych, takich jak Anawim, wspieramy też inne organizacje, w tym te promujące polską kulturę. W tej kwestii kontynuuję dzieło doktor Kornelii Król, która od lat wspiera twórców i ludzi kultury, gości artystów z Polski w swoim domu i organizuje dla nich benefity w Chicago. Polonijne i polskie organizacje wspieramy też finansowo, choć jako Związek Lekarzy Polskich nie otrzymujemy wsparcia finansowego z zewnątrz. Jesteśmy w stanie pomagać dzięki naszym składkom członkowskim, wsparciu osób, które związek wspomagają oraz dzięki dochodowi z Balu Lekarzy, o którym już wspominaliśmy. Chcemy, żeby w naszym balu brało udział wielu ludzi, także ze świata biznesu i mediów, żeby podnieść rangę tego wydarzenia i uzbierać jak najwięcej funduszy, które możemy następnie oddać.

W jaki sposób związek te pieniądze oddaje? Wiem, że spora transza jest przeznaczana na stypendia.

– To prawda. Stypendia przyznajemy od 2004 roku, czyli od 16 lat. Na ten cel związek przeznaczył setki tysięcy dolarów. Pieniądze te są kierowane do młodych studentów kierunków medycznych z aglomeracji chicagowskiej. Poprzez Profesor Ewę Radwańską współdziałamy z Fundacją Kościuszkowską, dzięki czemu możemy wspomagać lekarzy i naukowców z Polski, którzy przyjeżdżają do USA, żeby zdobywać wiedzę i publikować artykuły naukowe. Ich pobyt w Stanach Zjednoczonych sporo kosztuje, bo oprócz kwestii bytowych potrzebują dostępu do laboratoriów i funduszy na prowadzenie badań. Ktoś musi za to wszystko zapłacić. Mamy w naszej organizacji wielu członków honorowych, wśród których są wybitni naukowcy z USA i całego świata. Dzięki ich pomocy nasi koledzy i koleżanki z Polski mogą zdobywać wiedzę i doświadczenie w USA, a następnie wrócić do kraju i wspomóc poziom polskiej medycyny.

Jako lekarze promujecie też zdrowy styl życia.

– Jak najbardziej. Bez właściwego odżywiania, dbania o higienę fizyczną i psychiczną oraz regularnym ćwiczeniom fizycznym nie ma mowy o zdrowiu. Nie tylko mówimy o tym naszym pacjentom, ale staramy się dawać przykład. Wielu naszych członków brało udział w kolejnych edycjach Biegu Niepodległości. Doktor Bronisław Orawiec prowadzi klub sportowy dla amatorów tenisa i narciarstwa alpejskiego. Promujemy zdrowy tryb życia i tężyznę fizyczną.

To teraz pytanie diagnostyczne. Jakby zdiagnozował Pan nasze polonijne bolączki i potrzeby? Z czym sobie, jako zbiorowość, radzimy, a gdzie mamy największe braki?

– Najlepiej dajemy sobie radę z przetrwaniem. Jesteśmy ludźmi bardzo twardymi. Potrafimy, jako Polacy, znaleźć się w każdej sytuacji i sobie w tej sytuacji poradzić. Nie ma chyba na świecie żadnej innej narodowości, która potrafi się tak szybko zasymilować, wejść w życie innej społeczności i kontynuować je razem z tą społecznością, utrzymując swoją własną kulturę i tożsamość. Sam jestem Polakiem i jestem z tego dumny zawsze i wszędzie. A co jest do poprawy? Powinniśmy się obudzić, jeśli chodzi o naszą nietolerancję i niezrozumienie innych, którzy wyglądają i myślą inaczej niż my. Każdy ma przecież swoje prawa, swoją istotę i ducha. A nam trudno jest się znaleźć w sytuacjach, których nie akceptujemy i odrzucamy wtedy możliwość dalszego zrozumienia. Zamykamy się we własnym świecie i często dyskryminujemy to, co wydaje się nam dalekie. A przecież zwykle okazuje się, że jest bardzo bliskie.

Nadchodzący rok 2021 to rok bardzo istotny dla Związku lekarzy Polskich w Chicago. Będziecie obchodzić 75-lecie istnienia, być może odbędzie się 70. Bal Lekarzy. Jakie macie Państwo plany i cele na przyszłość?

– Jako dla prezesa Związku Lekarzy Polskich w Chicago, najważniejsze jest dla mnie kontynuowanie i umacnianie naszej misji. Nie będzie Związku Lekarzy Polskich, jeśli ta misja nie będzie umacniana, jeżeli sami w sobie nie będziemy silni i nie będziemy wykazywać wzajemnego zrozumienia. Dlatego głównym celem jest otwartość, zarówno wewnętrzna, jak i na zewnątrz. Wyróżnienie, które otrzymujemy od „Dziennika Związkowego” jest dla nas ważne, bo dzięki niemu możemy pokazać, kim naprawdę jesteśmy. To nasz główny cel, bo powtarzam, że głęboko wierzę, że doktorem może być każdy. Oczywiście nie bez chęci i ciężkiej pracy, ale taka możliwość istnieje. Potrzebujemy młodych ludzi, żeby się kształcili, żeby zasilali nasze szeregi, żeby pokazali, że my Polacy coś znaczymy, że jesteśmy ważną siłą w Ameryce. Nie pozwólmy jednak, żeby nasza tożsamość została zapomniana i pominięta. Nasi członkowie są zauważani, i to nie tylko w środowiskach polonijnych. Ważne jest, żeby byli postrzegani nie tylko jako świetni lekarze, ale jako społecznicy, dla których ważne jest dobro Polonii. Dlatego chcemy wspierać organizacje polonijne, rozwijać się i nie pozostawać w tyle za technologią, żeby docierać do jak największej liczby ludzi z tym, co mamy do przekazania i dania. Bo lekarz nie jest tylko osobą, która wypisuje recepty, ale kimś, kto myśli o innych. Ważne jest też, aby kontynuować spotkania pomiędzy lekarzami, nie tylko w Chicago, ale w skali międzynarodowej. Bardzo ważna jest wymiana poglądów naukowych i koleżeńskich, nawiązywanie kontaktów i rozwijanie przyjaźni. Takimi spotkaniami były organizowane przez doktora Rudnickiego konferencje „Dziedzictwo. Patriotyzm. Medycyna”, czyli zaprezentowanie polskich lekarzy i pielęgniarek na arenie międzynarodowej i w kontekście historycznym. Bardzo ważne jest dla nas istnienie Zarządu Młodzieżowego ZLP. Dotarcie do młodych nie byłoby bez nich możliwe. My, starsi, możemy ich tylko wspierać w trudnym i długotrwałym procesie studiów medycznych, zdobywania specjalizacji i nadspecjalizacji. Bardzo łatwo jest się zniechęcić, dlatego naszym zadaniem jest udzielenie im wsparcia.

Młodzi adepci medycyny mają w Chicago świetne wzorce. Z polonijnego środowiska lekarskiego wyrosło wielu wybitnych lekarzy. Takie nazwiska jak prof. Siemionow, dr. Radwańska mówią same za siebie. To lekarze znani nie tylko lokalnie, ale globalnie.

– Ależ oczywiście, prof. Siemionow jest perłą w świecie medycyny. Grupa pod jej przewodnictwem jako pierwsza na świecie dokonała przeszczepu twarzy w 2008 roku. Mamy w ZLP osoby niezwykle utalentowane i poważane, z niesamowitymi osiągnięciami – dr Radwańska, dr Król i inni. A jednocześnie ta niezwykła skromność, która od nich bije. To jest niesamowite.

Przyznam, że Pańskie słowa „każdy może być lekarzem” obudziły we mnie nadzieję. Przecież wśród naszych dzieci są następcy profesor Siemionow.

– To nas buduje, bo tak powinno być. Mówimy o tym, że teraz mniej Polaków napływa do Stanów Zjednoczonych. To nic. Cały czas jest nas bardzo dużo. W tym miejscu chcę oddać pokłon wszystkim polskim lekarzom w USA i tym, którzy chcą nimi zostać. Bez nich nie byłoby naszego związku, nie byłoby naszej rozmowy, nie byłoby mnie tutaj. To oni są filarami tego, co już osiągnęliśmy i dzięki nim będziemy mogli dokonać znacznie więcej. Dlatego dziękuję wszystkim członkom Związku Lekarzy Polskich w Chicago – za to, że jesteście i że wspomagacie nas swoją wiarą. Dzięki wam związek jest silny i może iść do przodu.

Nie byłoby też wyróżnienia naszej gazety… 

– Dziękuję za to wielkie wyróżnienie. „Dziennikowi Związkowemu” życzę, aby w dalszym ciągu kontynuował swoją misję informowania i edukowania Polonii. Życzę Wam, żebyście kontynuowali waszą pracę, rozwijali się i wciąż kroczyli do przodu.

Dziękuję za rozmowę.

gdziedzic@zwiazkowy.com

Zdjęcia z archiwum Związku Lekarzy Polskich

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA