Chiński dysydent dostał stypendium amerykańskiej uczelni
Chiński niewidomy dysydent, który uciekł z domowego aresztu i znalazł schronienie w amerykańskiej ambasadzie, może ubiegać się o studencką wizę. Chen Guangcheng dostał stypendium...
- 05/04/2012 03:17 PM
Chiński niewidomy dysydent, który uciekł z domowego aresztu i znalazł schronienie w amerykańskiej ambasadzie, może ubiegać się o studencką wizę. Chen Guangcheng dostał stypendium od amerykańskiego uniwersytetu.
Rzeczniczka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland poinformowała, że agencja szybko przystąpi do przyznania wizy Chenowi i jego rodzinie i że USA oczekują „sprawnego” wypuszczenia dysydenta z Chin.
Wcześniej Pekin oświadczył, że niewidomy działacz może ubiegać się o studia za granicą, co przyczyniło się do rozluźnienia napiętych stosunków dyplomatycznych między USA i Chinami.
Chen uciekł z aresztu domowego w ubiegłym miesiącu i spędził sześć dni w amerykańskiej ambasadzie w Pekinie. Choć już ją opuścił, mówił, że chce z rodziną, żoną i dwójką dzieci, przyjechać do USA.
Pod koniec odbywających się co roku strategicznych rozmów USA z Chinami, sekretarz stanu Hillary Clinton zaznaczyła, że „cieszy ją” oświadczenie strony chińskiej. Dodała, że "uczyniono postęp w kierunku zapewnienia mężczyźnie przyszłości zgodnie z jego wolą”.
Sprawa Chena nabrała wymiaru ściśle politycznego także na amerykańskim gruncie. Walczący o fotel prezydencki Mitt Romney nazwał potraktowanie dysydenta „haniebnym”, zarzucając administracji Obamy poświęcenie Chińczyka dla dobra stosunków chińsko-amerykańskich.
Rzekomo amerykańscy dyplomaci mieli namawiać Chena do opuszczenia ambasady, grożąc, że odeślą go do jego domu w Shantung. Departament Stanu i Biały Dom zaprzeczyli tym informacjom.
Biały Dom stanął wobec trudnego zadania podtrzymywania dobrych relacji z Chinami i działaczami na rzecz praw człowieka na własnym gruncie. Chen ma także wielu zwolenników wśród amerykańskich konserwatystów sprzeciwiających się przymusowym sterylizacjom stosowanym przez Chiny w ramach polityki jednego dziecka.
as
Reklama