Piotr Kuryło i jego walka o pokój

Bohater „Biegu dla pokoju”w ZNP i wśród uczestników seminarium medycznego


Chicago (Inf. wł.) – Osiemnastego lutego gościem prezesa Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej Franciszka Spuli wraz z zarządem był znakomity polski ultramaratończyk Piotr Kuryło, który w sierpniu ubiegłego roku wystartował do samotnego biegu dookoła świata, aby zadedykować swój heroiczny wysiłek i modlitwę w intencji pokoju na świecie. Sportowiec pragnie w ten sposób zaapelować do możnych tego świata o wysiłki na rzecz światowego pokoju, który coraz bardziej zaczyna być zagrożony oraz pokazać młodzieży, że marzenia można spełnić, a sport może być wspaniałą alternatywą dla wszechobecnych zagrożeń ze strony narkotyków, alkoholu i przestępczości.

 

Zdobywca między innymi drugiego miejsca w „Spartaklonie”, supermaratonie ze Sparty do Aten na dystansie 246 kilometrów, przemierza obecnie trasę 20 tysięcy kilometrów pokonując dziennie ponad siedemdziesięciokilometrowe odcinki ciągnąc za sobą wózek wypełniony ekwipunkiem. Piątego lutego po przebiegnięciu „Golden Gate Bridge” w San Francisco zakończył rozpoczęty jesienią w Nowym Jorku amerykański etap biegu. Przed nietuzinkowym sportowcem pozostał jeszcze trzeci, najcięższy i najważniejszy odcinek trasy, z Władywostoku przez Kazachstan i europejską część Rosji do Augustowa.

 

 

Start do liczącego ponad 10 tysięcy kilometrów odcinka wyznaczył sobie na 24 marca. Do tego czasu spotyka się z Polakami na terenie Chicago, Nowego Jorku i ośrodkach polonijnych zachodniego wybrzeża i przygotowuje do startu, gromadząc niezbędny ekwipunek i środki finansowe potrzebne na pokrycie czekających go na trasie wydatków.

 

Podczas spotkania w siedzibie ZNP Piotr Kuryło i towarzyszący biegaczowi Karol Różycki, wiceprezes Polish American Sports Association, organizacji, która opiekuje się maratończykiem na amerykańskim etapie biegu, dzielili się przeżyciami i doświadczeniami z dotychczas pokonanej trasy oraz osiągnięć, których pan Piotr jest autorem.

 

Jego bieganiu przyświecają różne cele. Pierwszego stycznia 2007 roku wybiegł z Terespola, aby biegnąc osiem dni przez Polskę do Frankfurtu nad Odrą promować hasło „Dbaj o serce-biegaj”. 15 lutego tego samego roku wystartował z Jastrzębiej Góry, by biegnąc przez Tczew, Grudziądz, Łódź, Częstochowę, Kraków dotrzeć do Zakopanego, pokonując ośmiusetkilometrową trasę w osiem dni. Celem tej wyprawy było zwrócenie uwagi rządu na stan polskich dróg oraz budowę obwodnic, zwłaszcza Augustowskiej. Kolejnym ekstremalnym maratonem Piotra Kuryło był bieg do Grecji, który odbył się również w 2007r. W ciągu sześciu tygodni przebiegł ponad 4000 kilometrów. Przemierzył pięć państw. Zdecydował się na okrężną trasę, bo koniecznie chciał zobaczyć Watykan i cmentarz żołnierzy poległych w bitwie pod Monte Cassino. Zaplanował, że do Aten dotrze nieco okrężną trasą. Pobiegł przez Polskę, Czechy, Austrię, Włochy i do Grecji dopłynął promem przez Adriatyk i po 500 kilometrach morderczego biegu w górach dotarł do Aten, gdzie wystartował we wspomnianym „Spartaklonie” na dystansie 246 kilometrów, w którym był drugi.

 

Eskapada, mającą ukoronować zakończenie kariery sportowej ultramaratończyka, rozpoczęła się w sierpniu ubiegłego roku w Augustowie. Biegnąc przez Polskę, Niemcy, Francję, Hiszpanię dotarł do Lizbony skąd jesienią dotarł do Nowego Jorku, aby pokonać Stany Zjednoczone, biegnąc ze wschodu na zachód. Trasa biegu wiodła z „Wielkiego Jabłka” przez stany New Jersey, Pensylwanię, Zachodnią Wirginię, Ohio, Indianę, Illinois, Oklahomę, Nowy Meksyk, Arizonę do Kaliforni, gdzie 5 lutego przebiegając w San Francisco słynny „Golden Gate Bridge” zakończył amerykański etap mierzącej ponad 20 tysięcy kilometrów trasy. Biegnie bez asysty pokonując dziennie odcinki od 70 do 100 kilometrów ciągnąc wózek z ważącym ponad 50 kilogramów ekwipunkiem. Na trasie biegu czyha na sportowca wiele niespodzianek, również tych bardzo niebezpiecznych. Na górskiej rzece w Portugalii stracił służący mu jako wózek i łóżko kajak. Sam z trudem uszedł z życiem tracąc w rwącym nurcie praktycznie wszystko poza urządzeniem nawigacyjnym, z którego sygnał informuje o miejscu, w którym biegacz się znajduje w danym momencie.

 

Na trasie amerykańskiej podczas noclegu w namiocie zaatakowały biegacza kojoty. Spuchnięte nogi, schodzące paznokcie u nóg, bóle kręgosłupa, krwotoki to codzienność, która na panu Piotrze nie robi większego wrażenia. Jedynie tęsknota za najbliższymi, córeczkami i żoną, czasami daje się we znaki i skłania do myślenia, czy nie przestać. Ale to właśnie oparcie w najbliższych dodaje mu sił, aby pokonywać kolejne etapy.

 

Bardzo często brakuje wody, szczególnie gdy trasa biegnie przez pustkowia. Zdarzało się, że przez parę dni sportowiec nie miał okazji się wykąpać. Obecność ludzi też nie zawsze była sympatyczna, gdyż niektórzy zamiast udzielić pomocy i wsparcia uważali go za włóczęgę ciągnącego swój „majdan” i gdy prosił o możliwość rozbicia namiotu, szczuli psami. Osobnym problemem są sprawy techniczne. Kolejne wózki się psuły, pękały opony, często trzeba było ciągnąć ekwipunek na gołych obręczach. Dziesiątki zużytych par obuwia trzeba zastępować nowymi. Dość często miał też problemy z okoliczną policją. Twierdziła ona, że autostrada to nie miejsce dla pieszych. Z tego też powodu musiał nadrabiać dodatkowe kilometry na bocznych drogach, a nawet wspinać się z wózkiem na kładki przebiegające nad autostradami.

 

Na zakończenie spotkania sportowiec wręczył prezesowi mapę z zaznaczoną trasą biegu oraz zdjęcia obrazujące jego dotychczasowy przebieg. Gospodarz zrewanżował się wsparciem finansowym życząc sportowcowi siły i wytrwałości z doprowadzeniu do szczęśliwego końca całej trasy, której najtrudniejszy odcinek jeszcze przed panem Piotrem.

 

Na drugi dzień polski ultramaratończyk uczestniczył w spotkaniu z uczestnikami seminarium medycznego, jakie odbywało się w ZNP. Na spotkaniu biegacz również dzielił się swoimi wrażeniami i przeżyciami, jakich doświadczył podczas biegu. Pytany przez jedną z pań, czego najbardziej się obawia podczas rosyjskiego etapu przyznał, że budzących się ze snu niedźwiedzi… Więcej informacji o biegu można uzyskać między innymi na stronie internetowej pod adresem: www.pasaus.org.

 

Przed sportowcem jeszcze miesiąc odpoczynku zanim 24 marca wyruszy na syberyjską trasę. Ostatnią okazją do spotkania sportowego herosa będzie najbliższa sobota, 26 lutego. O godzinie 10 rano spod Pomnika Katyńskiego na cmentarzu św. Wojciecha w Niles rozpocznie się bieg pożegnalny Piotra z Polonią, w którym każdy będzie mógł wziąć udział. Opiekująca się nim organizacja Polish American Sports Association zaprasza również na spotkanie po biegu, które o godzinie 8 wieczorem odbędzie się w „Retro Cafe” przy 3246 N. Central.

 

Tekst i zdjęcia:

Andrzej Baraniak

(Zdjęcia dostępne na stronie: www.newsrp.smugmug.com)

 

Categories: Sprawy Polonijne

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*