Opowieści znikąd

Opowieści znikąd

Nie wiem jak w Ameryce, ale w kraju słowa Billa Clintona o Polakach i Węgrach jako ludziach, którzy – po tym, jak USA tak wiele zrobiły, aby ich obdarzyć demokracją – zdradzili tę demokrację i wybierają rządy autokratyczne podobne do rządów Putina, „bo tak wygodniej”, wywołały falę autentycznego… powiedzmy eufemistycznie, wkurzenia. I nie myślę tylko o politykach związanych z PiS lub partiami na prawo od PiS. W komentarzach internetowych nazywanie byłego prezydenta USA „TheBillem Clintonem” zaliczyłbym do reakcji umiarkowanie uprzejmych. Oczywiście w kraju plemiennie podzielonym nie ma zgody co do niczego – kiedy jedni Clintona obrzucali obelgami, inni, ci z plemienia antypisowskiego, jak zwykle nie ukrywali radości, że ktoś przywalił znienawidzonemu Kaczyńskiemu, i to ktoś tak sławny. Wydaje mi się jednak, że słabiej niż zwykle, bo w końcu Clinton sponiewierał nie Kaczyńskiego i Orbana, ale Polaków i Węgrów jako takich, a to jest jednak irytujące nawet dla części ludzi nieidentyfikujących się z rządzącą partią.

W tej wypowiedzi byłego polityka, którego spuścizną pozostanie rozszerzenie „socjalu” i bezkarności dla rujnujących całe państwa spekulacji banków, no i oczywiście „afera rozporkowa”, dla mnie osobiście najsmutniejsze jest, że pokazuje ona, do jakiego stopnia Polska nie ma w USA swojego głosu. Przecież coś równie głupiego mógł powiedzieć tylko człowiek, który wie o Polsce (Węgry zostawmy już na boku) tylko tyle, ile należy do obiegowej wiedzy środowisk skrajnie liberalnych. Te zaś wszystko, co wiedzą, wiedzą od swych ideowych naśladowców znad Wisły. A z kolei środowiska lewicowe (po drodze przez ocean, jak zapewne większość czytelników się orientuje, słowo „liberał” zmienia znaczenie) nad Wisłą od miesięcy intensywnie wytwarzają propagandowy matriks, którego jednym z niedawnych przykładów była cytowana na całym świecie wypowiedź Władysława Frasyniuka: „Jest dokładnie tak samo jak w stanie wojennym. Tak, Kaczyński wprowadził stan wojenny!”.

Nie wiem, co ma Frasyniuk w głowie i czy w ogóle cokolwiek. Kiedyś był bardzo dzielnym działaczem podziemia. Ale taki na przykład śp. Kazimierz Świtoń był nie mniej dzielnym, może nawet dzielniejszym – bo działanie w Wolnych Związkach Zawodowych przed sierpniem 1980 było trudniejsze niż w późniejszej Solidarności – a w wolnej już Polsce zasłynął aferą z obstawianiem, zresztą z ewidentnie ubeckiej inspiracji, obozu Auschwitz krzyżami, kiedy to krzyczał, że okupację sowiecką zastąpiła okupacja żydowska. Widocznie byli bohaterowie nie umieją żyć bez okupacji i stanu wojennego i jeśli ich nie mają, to sobie zmyślą i nawet może sami uwierzą. Więc tłumaczenie na przykład Frasyniukowi, że dziś nie jest w Polsce tak jak w stanie wojennym, choćby dlatego, że dziś ani Frasyniuk, ani nikt nie siedzi w więzieniu, tylko każdy może sobie tak jak on manifestować na ulicach i wygadywać dowolnie antyrządowe głupoty w telewizji i gazetach.

Ale ktoś w rodzaju Clintona jednak powinien weryfikować docierające do niego informacje. Co prawda, przypomniałem sobie, były wice przy Clintonie Al Gore wydał kiedyś książkę o globalnym ociepleniu, w której pisał, że w dalekiej Polsce, w mieście Śląsk (!) upały się porobiły tak niemożebne, iż całe miasto przeniesiono do wyrobisk po zamkniętej kopalni. Może więc wciąż jest tak jak w czasach, gdy Alfred Jarry pisał „Króla Ubu” – „w Polsce” znaczy tyle samo co „nigdzie”? W hardcorze Partii Demokratycznej najwyraźniej tak.

Osobna sprawa, że skoro w ustach Billa Clintona Putin jest obelgą i czymś brzydkim, to dlaczego czołowymi postaciami kampanii jego żony są bracia Podesta, których firma lobbystyczna jest – via państwowy Sbierbank – na usługach tegoż właśnie Putina? Może ktoś, kto ma bliżej, zada państwu Clintonom to pytanie?

Rafał A. Ziemkiewicz

Na zdjęciu: Bill Clinton fot.Larry W. Smith/EPA

Categories: ziemkiewicz

Comments

  1. Jacek
    Jacek 22 maja, 2016, 12:21

    nie upały ale zanieczyszczenie powietrza
    Al Gore, „Earth in the Balance”:
    We learned, for example, that in some areas in Poland, children are regularly taken underground into deep mines to gain some respite from the buildup of gases and pollution of all sorts in the air. One can almost imagine their teachers emerging tentatively from the mine, carrying canaries to warn the children when it’s no longer safe for them to stay above the ground.

    Reply this comment
    • SalomonCy
      SalomonCy 26 maja, 2016, 05:41

      Popierdoliło mu się z Wieliczką. Tzn. Gore’owi. RAZ też wali na ślepo jaki ma przy tym urok!

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*