Desant w Caracas, czyli rosyjski blef / Kremlin’s Bluff, or Russian Military Presence in Venezuela

Desant w Caracas, czyli rosyjski blef / Kremlin’s Bluff, or Russian Military Presence in Venezuela

Moskwa wysłała do Wenezueli około setki żołnierzy i 35 ton tajemniczego ładunku. Gdyby zrobiła to po cichu, można by uznać, że wyłącznym celem misji jest wsparcie reżimu Nicolasa Maduro i pomoc w rozprawieniu się z opozycją. Jednak świadomie Rosjanie nadali temu duży rozgłos. Bo chodzi o demonstrację, że Moskwa gotowa jest zaangażować się militarnie w Wenezueli. Problem w tym, że operacja w stylu Syrii jest nierealna. Putin blefuje, aby zapobiec możliwej interwencji USA i sojuszników.

Wojskowe samoloty transportowe An-124 i Ił-62 wylądowały pod Caracas 23 marca. Przyleciały z Rosji, z międzylądowaniem w bazie wojskowej Chmejmim w Syrii. Na pokładzie było 99 wojskowych, wśród nich szef sztabu głównego Wojsk Lądowych gen. Wasilij Tonkoszkurow. Do tego 35 ton ładunku – nie wiadomo, co to było.

Pojawienie się Rosjan w ogarniętej kryzysem Wenezueli wywołało ostrą reakcję USA. Prezydent Donald Trump i wiceprezydent Mike Pence wezwali Moskwę do „wyniesienia się” z Wenezueli i zaprzestania wspierania Maduro. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton i specjalny przedstawiciel USA ds. Wenezueli Elliott Abrams mówią, że obecnie w Wenezueli znajduje się około 100 rosyjskich wojskowych i tysiące Kubańczyków, głównie w aparacie bezpieczeństwa. Rosyjski kontyngent wojskowy może składać się z sił specjalnych – powiedział agencji Reutera przedstawiciel władz USA. Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo w rozmowie telefonicznej z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem oświadczył, że Stany Zjednoczone i kraje regionu „nie będą bezczynnie przyglądały się”, jak Rosja potęguje napięcia w Wenezueli. John Bolton nawiązał do doktryny Monroe’a z XIX w., ostrzegając, że „Stany Zjednoczone nie będą tolerować tego, by wrogie obce mocarstwa utrudniały realizację wspólnych celów Zachodniej Półkuli – demokracji, bezpieczeństwa i rządów prawa”. Moskwa odrzuca wszystkie te zarzuty. Rosyjscy „specjaliści” przybyli do Wenezueli na podstawie umowy o współpracy wojskowo-technicznej między Moskwą i Caracas zawartej jeszcze w 2001 roku – oświadczyła rzeczniczka MSZ Rosji. Maria Zacharowa podkreśliła, że obecność rosyjskich wojskowych w Wenezueli jest zgodna z konstytucją tego kraju. Natomiast doradca Władimira Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow gwałtowne protesty Amerykanów skomentował krótko: „Nie powinni martwić się naszymi wojskowymi w Wenezueli, powinni skupić się na odwrocie z Syrii”.

Misja specjalna

Pojawienie się rosyjskich żołnierzy w Wenezueli wywołało falę spekulacji na temat celu ich misji. Jedna wersja mówi, że Rosjanie mają za zadanie szkolenie wenezuelskich żołnierzy w obsłudze pewnych typów broni. Inna, że chodzi o przygotowanie ewakuacji Maduro i rosyjskiej ambasady w razie pogorszenia sytuacji w kraju. Jeszcze inna, że mają zapewnić ochronę rosyjskim dyplomatom, aby zapobiec wydarzeniom podobnym do tych z 2012 roku, gdy w libijskim Bengazi zabito ambasadora USA. Wiadomo, że wśród przybyszów są specjaliści od cyberbezpieczeństwa. Mają się zająć prowadzeniem operacji informacyjnych, przede wszystkim w mediach społecznościowych i ogólnie Internecie (zdaniem Moskwy Amerykanie i ich sojusznicy prowadzą na tym polu szeroko zakrojone propagandowe przygotowania do obalenia Maduro). Jeszcze ważniejszym zadaniem ma być ochrona cywilnych obiektów i infrastruktury krytycznej. To reakcja na rzekome cyberataki na elektrownie – rosyjscy eksperci mają pomóc zapobiec kolejnym blackoutom. Mają też zabezpieczyć przed podobnym cybersabotażem kluczowe dla gospodarki obiekty naftowe. Według nieoficjalnych doniesień, Rosjanie zostali rozmieszczeni w Ciudad Guyana. To miasto kluczowe dla wenezuelskiego sektora energii elektrycznej. Tutaj mieści się siedziba głównego producenta prądu w kraju: CVG Edelca. W tym rejonie znajdują się też dwie tamy Tocoma i Guri, znane jako Hydroelektrownia Simona Bolivara – czwarta pod względem zdolności produkcyjnych taka elektrownia na świecie.

Ale najważniejsze jest, że Rosjanie przybyli do Wenezueli otwarcie, w świetle kamer. Ten desant to „demonstracja zamiarów i możliwości” Rosji. Adresatem są przede wszystkim Stany Zjednoczone. Moskwa pokazuje, że nie zamierza w sprawie obrony reżimu ustąpić nawet o krok. Wydaje się, że rosyjscy decydenci są przekonani, iż USA w końcu zmienią strategię „zmiany reżimu przez Twittera” i zaczną dostarczać broń opozycji, żeby siłą obaliła Maduro. Stąd decyzja o wysłaniu żołnierzy.

Czy Kreml może powtórzyć w Wenezueli „wariant syryjski”? W Waszyngtonie niektórzy obawiają się, że będzie tak jak z Syrią, gdzie najpierw Rosja rozmieściła niewielki kontyngent wspierający Asada w sierpniu 2015 roku, a skończyło się operacją zakrojoną na szeroką skalę i dwiema rosyjskimi bazami wojskowymi w Syrii. Jednak w przypadku Wenezueli jest to nierealne. Rosyjska armia jest stanowczo za słaba, by pozwolić sobie na poważniejsze militarne zaangażowanie w Ameryce Łacińskiej. Wystarczy porównać dystans dzielący Rosję od Syrii z tym dzielącym ją od Wenezueli. Na dodatek tutaj jest bliżej do USA, a samą Wenezuelę otaczają państwa uznające Juana Guaido, przede wszystkim jedne z najsilniejszych na kontynencie militarnie Brazylia i Kolumbia. Po stronie USA są też inne kraje regionu skupione w tzw. Grupie Lima (oprócz Kolumbii i Brazylii Argentyna, Chile, Paragwaj, Kostaryka, Gwatemala, Honduras, Panama, Peru) oraz Kanada.

Moskwa może sobie pozwolić maksymalnie co najwyżej na wsparcie chavistów podobne do tego, którego udzielała w latach 80. XX w. sandinistom w Nikaragui w walce ze wspieraną przez USA partyzantką (contras). Zdaniem części ekspertów, prawdziwym celem „rozpoznawczej grupy”, która wylądowała pod Caracas 23 marca, jest rekonesans, zaplanowanie i przygotowanie wenezuelskiej armii na potencjalną inwazję amerykańskich sił specjalnych. Świadczyć o tym może obecność generała Tonkoszkurowa. To 59-letni weteran wojen z Afganistanie i Czeczenii. Należy pamiętać, że podobnie Rosja postępowała, gdy w Kijowie wybuchły protesty przeciwko Janukowyczowi. Moskwa wysyłała tam regularnie doradców, którzy mieli pomagać ówczesnym władzom Ukrainy rozprawić się z protestami.

Wenezuelski przyczółek

Ciekawy wątek poruszają też media kubańskie. Za sprowadzeniem Rosjan ma podobno stać wiceszef rządzącej w Wenezueli partii, Diosdado Cabello. Postać z ogromnymi ambicjami, swego czasu widziano w nim następcę Chaveza. Niewykluczone, że przygotowywany jest scenariusz, w którym skompromitowany Maduro zostaje zmuszony do ustąpienia, a jego miejsce zajmuje Cabello, ogłaszając „nowe otwarcie” w kraju, a być może nawet zgadzając się na rokowania z opozycją.

Rosjanie nie mogą dopuścić do upadku przyjaznego reżimu, jeśli chcą utrwalać czy nawet poszerzać swoje wpływy na półkuli zachodniej. Upadek Maduro i zmiana polityki Caracas na proamerykańską będzie wyrokiem śmierci dla innych przyjaciół Moskwy w Ameryce Łacińskiej – w pierwszej kolejności Kuby. Drugi powód zaangażowania Rosji to obawy przed utratą kilkunastu miliardów dolarów zainwestowanych w Wenezueli, głównie w postaci wsparcia Rosnieftu dla sektora naftowego. Dla Kremla obecny konflikt w Wenezueli jest kolejnym frontem rywalizacji z USA, coraz szybciej zmierzającym ku kolejnej proxy war. Rosyjscy politycy oskarżają Amerykanów o chęć wywołania kolejnej „kolorowej rewolucji” i w efekcie uczynienia z Wenezueli swego regionalnego wasala.

Należy pamiętać, że Rosja wspiera reżim Maduro dyplomatycznie, ale też w nieformalny sposób, ułatwiając działania związane ze sprzedażą rezerw złota czy też wspierając doradztwem wojskowym. Celem jest – gdyby porażka Maduro była przesądzona – przedłużanie agonii reżimu, podsycanie kryzysu, a na koniec doprowadzenie do takiej katastrofy sektora naftowego Wenezueli, by odbudowa wydobycia i przywrócenie eksportu trwały jak najdłużej.


Grzegorz Kuczyński – dyrektor programu Eurasia w Warsaw Institute. Ukończył historię na Uniwersytecie w Białymstoku i specjalistyczne studia wschodnie na Uniwersytecie Warszawskim. Ekspert ds. wschodnich, przez wiele lat pracował jako dziennikarz i analityk. Jest autorem wielu książek i publikacji dotyczących kuluarów rosyjskiej polityki.

The Warsaw Institute Foundation to pierwszy polski geopolityczny think tank w Stanach Zjednoczonych. Strategicznym celem tej organizacji jest wzmocnienie polskich interesów w USA przy jednoczesnym wspieraniu unikalnego sojuszu między dwoma narodami. Jej działalność koncentruje się na takich zagadnieniach jak geopolityka, porządek międzynarodowy, polityka historyczna, energetyka i bezpieczeństwo militarne. The Warsaw Institute Foundation została założona w 2018 roku i jest niezależną organizacją non-profit, inspirowaną bliźniaczą organizacją działającą w Polsce – Warsaw Institute.

The Warsaw Institute Foundation is Poland’s first geopolitical think tank in the United States. The strategic goal of this organisation is to bolster Polish interests in the U.S. while supporting the unique alliance between the two nations. Its activity focuses on such issues as geopolitics, international order, historical policy, energy, and military security. Established in 2018, The Warsaw Institute Foundation is an independent, non-profit organization inspired the twin Poland-based Warsaw Institute.

Kremlin’s Bluff, or Russian Military Presence in Venezuela

About 100 troops and 35 tons of mysterious cargo were offloaded from Russian military aircraft after they landed in Venezuela. If the Kremlin had not decided to perform the operation in broad daylight, it might have been meant Moscow’s support for the Maduro regime, also in its fight against Venezuelan opposition. And yet, the Russians purposely publicized the event, proving Moscow’s readiness to engage its armed forces in Venezuela. The problem is, however, that the Kremlin is highly unlikely to carry out a military operation comparable to the one that took place in Syria. Putin’s bluff aims at preventing a possible armed intervention from the United States and its allies.

On March 23, an Ilyushin Il-62 passenger jet and an Antonov An-124 military cargo plane landed near Caracas. They left from Russia, stopping along the way in Khmeimim Air Base in Syria. As reported, both jets carried a group of 99 Russian troops, led by chief of staff of the ground forces Vasily Tonkoshkurov, and 35 tons of unknown material.

The appearance of Russian servicemen in crisis-ridden Venezuela has triggered off a sharp reaction of Washington as President Donald Trump and Vice President Mike Pence have both called on Moscow to „get out” of Venezuela and end its support for President Nicolas Maduro’s government. U.S. National Security Advisor John Bolton and the U.S. special envoy for Venezuela Elliott Abrams have stated that up to 100 Russian servicemen and thousands of Cuban troops were deployed in Venezuela where they work for local security services. An anonymous source in the U.S. administration told Reuters that Russia’s military contingent might consist of representatives of special forces. In a telephone conversation with his Russian counterpart Sergei Lavrov, the U.S. State Secretary Mike Pompeo said that the United States and its regional allies „will not sit idly by while Russia exacerbates the tensions in Venezuela.” For his part, John Bolton reinvoked the nineteenth-century Monroe Doctrine, warning that „the United States has no intention to tolerate hostile attempts to impede endeavors to implement joint efforts of the Western Hemisphere to guarantee democracy, security, and rule of law.” Russia has denied any allegations, though; Foreign Ministry spokeswoman Maria Zakharova said that „Russian specialists” were on Venezuelan soil in accordance with the provisions of the bilateral intergovernmental agreement on military-technical cooperation between Moscow and Caracas, concluded back in 2001. Russia’s military presence in Venezuela is „in strict accordance” with the Venezuelan constitution, Zakharova said. Putin’s foreign policy adviser Yuri Ushakov said in turn that „they [the Americans] shouldn’t worry about our deployments in Venezuela, they should focus on their withdrawal from Syria.”

Special mission

The Russian military presence on Venezuela has sparked a wave of speculation about its purpose. According to some sources, Russian servicemen are tasked with training their Venezuelan peers how to use certain types of weapons while others point to their potentially key role in evacuating both Maduro and the Russian embassy if the situation in the country dramatically deteriorates. Also, they are believed to prevent attacks on Russian diplomats, like the one that occurred in 2012 in the Libyan city of Benghazi, as a result of which the U.S. ambassador was killed. Also, Russian military jets delivered cybersecurity experts to Venezuelan soil who are to conduct an information-operation campaign on the Internet, with particular regard to social media as Moscow claims that Washington and its allies have been committed to making the large-scale propaganda preparations to overthrow Maduro. More importantly, they are supposed to protect civilian facilities and critical infrastructure. This has come as an immediate response to cyber attacks on Venezuelan power plan, with Russian experts playing a key role in preventing further blackouts and safeguarding the country’s crucial oil facilities. Russian troops were deployed in the Venezuelan city of Ciudad Guyana, considered extremely important for the national electricity sector. It also hosts the headquarters of CVG Edelca, Venezuela’s main electricity producer. Also, the area contains two dams Tocoma and Guri, known as the Simón Bolívar Hydroelectric Plant, the world’s fourth-largest hydroelectric power station in terms of generation capacity.

Most importantly, the arrival of Russian troops in Venezuela has been a well-publicized event, a „demonstration of Moscow’s intentions and capabilities” focused primarily on the United States. Moscow’s further steps show that it has no intention to make any concessions while defending the Maduro regime. Russian decision-makers seem to believe that Washington eventually rethinks its „regime-change strategy pursued via Twitter” and equip the Venezuelan opposition with weaponry, giving it a possibility to overthrow Maduro. This is why Moscow has decided to send its troops in Venezuela.

Is the Kremlin able to repeat the „Syria scenario” in Venezuela? In Washington, some fear that Russia may do the same it did in Syria; in August 2015, it deployed a small fighting force to Syria in support of President Bashar al-Assad, a move that eventually finished with carrying out a large-scale military operation and establishing two bases in the country. This will not happen in Venezuela, though, because Russia’s armed forces seem too weak to be able to engage in a serious military commitment in Latin America. Suffice it to compare the distance between Russia and Venezuela and that between the former and Caracas. Also, Venezuela is located in the vicinity of the United States and enclosed by Brazil and Colombia, both of which have recognized Juan Guaido as president and dispose of the most powerful armies in Latin America. Washington’s fears are shared by Canada and the Lima Group of Latin American countries: Colombia, Brazil, Argentina, Chile, Paraguay, Costa Rica, Guatemala, Honduras, Panama, and Peru.

The Kremlin can do nothing more but backing chavists as it did it in the 1980s when Nicaragua’s Sandinistas fought fierce battles against U.S.-aided guerrilla forces (contras). Experts say that the „reconnaissance group”, which landed near Caracas on March 23, was in fact tasked with conducting reconnaissance activities as well as preparing Venezuelan army for a potential invasion of U.S. special forces. Not incidentally, General Vasily Tonkoshkurov, a 59-year-old Afghan and Syrian wars veteran, was among troops delivered to Syria. interestingly, Russian reacted in a similar manner when a wave of riots sparked in Kiev against President Viktor Yanukovych. Back then, Moscow regularly deployed its advisors to help Ukrainian authorities to put down the riots.

Venezuelan foothold

As reported by the Cuban media, the arrival of the Russian experts was apparently initiated by the vice president of Venezuela’s ruling party, Diosdado Cabello, perceived as a person with huge ambitions and once seen as heir to Hugo Chavez. Possibly, a scenario is prepared, under which Maduro is forced to step down while his Cabello – as his successor – will declare a new political opening in the country, perhaps also agreeing to negotiate with the opposition.

Russia is currently doing its utmost to prevent the Maduro regime from collapsing as the Kremlin continues to expand its zone of influence in the Western Hemisphere. Maduro’s demise, followed by Caracas’s reorientation towards pro-American policy, will trigger great losses for Moscow’s Latin American allies, with Cuba at the forefront. Furthermore, Moscow’s involvement in Venezuela is triggered by the Kremlin’s fear to lose billions of dollars invested by Russia’s state-run Rosneft to save Venezuelan domestic oil sector. Venezuela’s domestic conflict constitutes for the Kremlin yet another area for rivalry against the United States. Russian officials have accused Washington of making several attempts to trigger a „color revolution”, a move that would ultimately make Venezuela America’s regional vassal.

Moscow provides Maduro’s regime with essential support via both diplomatic and informal channels, the latter of which seems best evidenced by facilitating all activities related to military counseling and trading gold reserves. If the fall of Maduro’s rule was just a foregone conclusion, the main goal is to prolong the regime’s agony while fuelling the political turmoil in Venezuela, all of which would ultimately lead to a collapse of the country’s oil sector. Further, it would be profitable to make its recovery process and export restoration last as long as possible.

Grzegorz Kuczyński

 

 

fot.Rayner Pena/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: warsaw institute

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*