LM piłkarzy ręcznych – historyczny triumf Vive Tauronu Kielce

Wygranie przez Vive Ligi Mistrzów jest największym sukcesem klubowej piłki ręcznej w Polsce fot.Marius Becker/EPA

Wygranie przez Vive Ligi Mistrzów jest największym sukcesem klubowej piłki ręcznej w Polsce fot.Marius Becker/EPA

Piłkarze ręczni Vive Tauronu Kielce zostali triumfatorami Ligi Mistrzów. Kielczanie pokonali w finale w Kolonii MVM Veszprem po rzutach karnych 39:38 (13:17, 29:29, dogr. 35:35). To największy sukces klubowej piłki ręcznej w Polsce.

Vive Tauron: Sławomir Szmal, Marin Sego – Michał Jurecki 3, Tonias Reichmann 9, Piotr Chrapkowski, Mateusz Kus, Julen Aginagalde 5, Karol Bielecki 7, Mateusz Jachlewski 2, Manuel Strlek 4, Krzysztof Lijewski 5, Paweł Paczkowski, Uros Zorman 4, Ivan Cupic.

Veszprem: Rolad Mikler, Mirko Alilovic – Gulyas Peter, Gergo Ivancsik 1, Istvan Timuzin Schuch, Momir Ilic 7, Aron Palmarsson 6, Andreas Nilsson 6, Laszlo Nagy 5, Cristian Garcia Ugalde 7, Gaspar Marguc 1, Mirsad Terzic, Mirko Alilovic, Renato Sulic, Mate Lekai 3, Ivan Sliskovic 2

Zwycięstwo Vive Tauronu Kielce w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych to największy sukces klubowej piłki ręcznej w Polsce. Mistrzowie kraju wygrali mecz, który na kwadrans przed końcem wydawał się przegrany. W 46. minucie przegrywali dziewięcioma bramkami (19:28), a ostatecznie o zwycięstwie zdecydowały rzuty karne.

Szczypiorniści z Gór Świętokrzyskich fatalnie rozpoczęli to spotkanie. Pierwszego gola strzelili dopiero 6. minucie (1:3). Mistrzowie Polski, szczególnie w pierwszej fazie spotkanie, popełniali za dużo błędów w obronie, co pozwoliło zawodnikom z Veszprem budować przewagę. Niesieni ogromnym dopingiem kilkutysięcznej grupy kibiców z Węgier, w 14. minucie prowadzili już czterema bramkami (8:4). Wtedy trener Tałant Dujszebajew postanowił zmienić w bramce Sławomira Szmala na Marina Sego.

W 22. minucie MVM utrzymywało czterobramkowe prowadzenie, jednak kielczanie systematycznie poprawiali grę w ataku. W 25. minucie przegrywali już tylko jedną bramką (12:13). Wtedy jednak do głosu znów doszli Węgrzy, którzy bardzo szybko odbudowali wynik, dzięki szczelnej obronie i precyzyjnej ofensywie. Ostatecznie mistrzowie Polski schodzili do szatni przegrywając 13:17.

Dziesięciominutowa przerwa niczego nie zmieniła. Po zamianie stron Vive nadal wyraźnie ustępowało Veszprem, które dalej pracowało nad zwiększeniem przewagi. W ciągu 14 minut powiększyli ją do aż dziewięciu trafień (26:17). W dużej mierze zawdzięczali to wysokiej skuteczności Arona Palmarssona oraz Andreasa Nilssona. Tymczasem mistrzowie Polski nadal mieli problemy z odnalezieniem swojego rytmu. W 46. minucie kielczanie przegrywali 19:28 i katastrofa wydawała się wisieć w powietrzu.

Wtedy jednak nastąpił przełom. Zółto-biało-niebiescy pokazali, że warto grać do końca, bez względu na dotychczasowy wynik. Doskonale zaczął bronić Szmal, który wrócił na boisko na początku drugiej połowy. Zresztą formacja obrony również przypominała szczelny mur.

Veszprem przez kilkanaście minut nie mogło zdobyć gola, a kielczanie systematycznie odrabiali straty. Kiedy w 57. minucie doszli do remisu (28:28), spora część widowni zajmowana przez Węgrów niemal zamilkła. Ostatecznie mecz również zakończył sę remisem 29:29, choć gdyby nie doskonały w bramce Mirko Alilovic, prawdopodobnie Vive mogłoby zakończyć mecz na swoją korzyść już wcześniej. Nie wykorzystało jednak dwóch karnych w końcówce.

Rozstrzygnięcia nie przyniosła także dogrywka, w której obie drużyny zdołały rzucić po sześć bramek. Zgodnie z regulaminem, o ostatecznym zwycięstwie miały zadecydować rzuty karne. Tu na sukces Vive zapracowali obaj bramkarze. Zarówno Szmal, jak i Sego obronili po jednym rzucie.

W Lanxess Arenie w sektorach zajmowanych przez kieleckich kibiców zapanowała euforia. Ostatecznie puchar Ligi Mistrzów trafił w ręce żółto-biało–niebieskich.

Po meczu powiedzieli:

Tałant Dujszebajew (trener Vive Tauronu Kielce): „Mogę powiedzieć, że moi zawodnicy to dla mnie prawdziwi bohaterowie ze względu na ich postawę – walkę i wiarę w zwycięstwo. (…) Jestem szczęśliwy, choć może jest coś, co to szczęście zakłóca. Kiedyś pracowałem z reprezentacją Węgier, gdzie spotkałem wielu zawodników, przyjaciół i właśnie ich przepraszam. (…) Myślę, że w ciągu tych pierwszych 45 minut Veszprem było lepszym zespołem, jednak moi podopieczni pokazali charakter i walkę do końca”.

Marin Sego (bramkarz Vive Tauronu Kielce): „To nieprawdopodobne, co się działo w tym meczu. Myślę, że wielu kibiców po trzech kwadransach nie wierzyło ani w jednym procencie w zwycięstwo. Czy ja wtedy wierzyłem? Myślę, że ludzie zajmujący się zawodowo sportem mają taki obowiązek. Tym razem świetnie się z niego wywiązaliśmy. Jestem bardzo szczęśliwy. Końcówka i powrót do gry o trofeum było czymś nieprawdopodobnie emocjonującym i zapamiętam to chyba na całe życie”.

Michał Jurecki (zawodnik Vive Tauronu Kielce): „Jest ogromne zmęczenie i niedowierzanie, bo to co zrobiliśmy przechodzi wszelkie pojęcie. Dziewięć bramek przewagi Węgrów. Później Veszprem się zatrzymało, a my zaczęliśmy zdobywać gole. Na takim poziomie nigdy nie grałem w takim meczu. Dziękuję naszym kibicom za ogromne wsparcie i wiarę do końca”.

Grzegorz Tkaczyk (zawodnik Vive Tauron Kielce): „Myślę, że w hali nie było nawet jednej osoby, która wierzyłaby, że możemy jeszcze ten mecz odwrócić. To spotkanie mogliśmy i tak skończyć po 60 minutach, bo w ważnym momencie zmarnowaliśmy dwa karne (…) To był piękny finał. To piękne na koniec mojej kariery”.

Javier Sabate (trener MVM Veszprem): „Myślę, że zagraliśmy bardzo dobrze przez niespełna 50 minut. Później w ataku zaczęło się źle dziać. Bramkarz Vive bronił doskonale, a my stanęliśmy dosłownie w miejscu. Po remisie ciężko było nam się odnaleźć na boisku. W dogrywce walka była bardzo wyrównana. Moi zawodnicy naprawdę zrobili kawał świetnej i ciężkiej roboty. Teraz patrząc na ostateczne rozstrzygnięcie jest mi po prostu smutno. Myślę o naszych kibicach, którzy świetnie nas wspierali”.

Gergo Ivancsik (zawodnik MVM Veszprem): „Vive Tauron Kielce to dobra drużyna, która świetnie się odnalazła w ostatnim kwadransie. Prawdę mówiąc, teraz trudno mi ocenić, co wówczas się stało. Ostatni kwadrans kosztował nas zbyt dużo. I teraz po raz kolejny musimy zejść z parkietu jako drudzy. Może spróbujemy za rok, jeszcze raz”.

Julen Aguinagalde (zawodnik Vive Tauronu Kielce): „Wygrać taki mecz i to jedną bramką… To nieprawdopodobne doświadczenie i dowód na to, że zawsze musimy walczyć do końca. Jestem dumny z tego, co zrobiliśmy dla naszego klubu, kibiców, Kielc i całej Polski. Teraz jest nasz wielki dzień. Możemy razem świętować ten sukces. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek grał w tak zaciętym meczu. Przyznaje się, że nawet nie pamiętam, jak rzucałem ostatniego karnego.

Tobias Reichmann (zawodnik Vive Tauronu Kielce): „Nie wiem, co się stało. W połowie drugiej części meczu przegrywaliśmy dziewięcioma bramkami. Veszprem kontrolowało mecz do 45. minuty. A później się zatrzymali. A my wykorzystaliśmy okazje w ataku. Jestem dumny z drużyny i fanów, którzy w nas wierzyli”.

Bertus Servaas (prezes Vive Tauronu Kielce): „Zwycięstwo w Lidze Mistrzów to absolutne spełnienie marzeń. Nie znaczy to oczywiście, że już można nie marzyć. Nawet trzeba. Jedziemy przecież do Kataru na klubowe mistrzostwa świata. Tak na serio, to teraz mamy ogromną radość w zespole i nie możemy się doczekać, kiedy wrócimy z trofeum do Kielc. Przyjdzie niestety też czas pożegnań. Kilku wspaniałych zawodników odchodzi od nas, ale na razie myślimy o tym, co się stało tego wieczoru. Nie pamiętam co czułem w 46. minucie. Dla żartu i raczej pół serio, mówiliśmy, że jak spadnie przewaga Veszprem do sześciu, to wracamy do gry. I wróciliśmy. Jestem niezwykle szczęśliwy”.

(PAP)

Categories: Sport

Comments

  1. abonament
    abonament 30 maja, 2016, 10:46

    Oczywiście nie oglądaliśmy bo abonament tego nie gwarantuje – h… .

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*