Kronikarz Polonii. Zatrzymana w kadrze bezcenna historia

Kronikarz Polonii. Zatrzymana w kadrze bezcenna historia

Jerzy Skwarek, fotoreporter i przewodnik od ponad 40 lat utrwala życie Polonii. Na nieco już pożółkłych fotografiach: Violetta Villas, Jerzy Połomski, Krzysztof Klenczon, Mieczyław Fog, prominentne polonijne rodziny. Także polonijne demonstracje, wiece i parady. Czas, który udało się zatrzymać w kadrze. 

Jerzy Skwarek fot.arch. Jerzego Skwarka

Jerzy Skwarek fot.arch. Jerzego Skwarka

Urodzony w Warszawie, z zawodu geolog, fotoreporter, instruktor narciarski, podróżnik i przewodnik, także górski. Jeszcze podczas studiów, jako jeden z pierwszych w Polsce, wykonywał fotografie barwne. Jego reportaże i zdjęcia na okładkach zamieszczały m.in. „Światowid”, „Przekrój”, „Kontynenty” i „Przyjaźń”. Do Ameryki przyjechał w 1971 roku; od 42 lat współpracuje z „Dziennikiem Związkowym”.

– Przyjechałem do narzeczonej i już zostałem – wspomina z uśmiechem Jerzy, opowiadając w naszej redakcji o swoim życiu i pracy w polonijnym Chicago. – Przyjechałem z całym sprzętem i z walizą laboratorium, ponieważ już w latach 50. zacząłem robić zdjęcia kolorowe. Z dużych formatów przywiozłem aparaty Flexaret 6 automat i Practicę. Tu doszła Mamiya i Konica Omega. Robiłem też amatorskie filmy na „ósemce” (8mm), tylko oczywiście z moich podróży po Polsce i Europie. Prowadziłem wycieczki Orbisu po Europie wschodniej, bo zachodnia była dla nas zamknięta.

W Chicago połączył swoje wielkie pasje – fotografię i podróże. Zaczął fotografować chicagowską Polonię od razu po przyjeździe – od parady 3 Maja, która była w jego oczach czymś w rodzaju wizytówki Polonii. W 1972 r. rozpoczął współpracę z „Dziennikiem Związkowym”. Wkrótce też zajął się organizowaniem wycieczek dla Polonii, najpierw po Ameryce.

Nigdy nie chciał mieć zwierzchników i dyrektorów. Po przyjeździe przez rok pracował w laboratorium fotograficznym w śródmieściu Chicago, ale „nie wytrzymał dłużej i pojechał w świat”. Zajmował się fotoreporterką i prowadził wycieczki na własną rękę. Do tej pory jest niezależny, nie ma żadnej stałej pracy.

W Polsce fotografował wszystkie festiwale piosenki w Sopocie, Międzynarodowe Targi Poznańskie i inne wielkie imprezy, jak na przykład Marsz Tysiąclecia. Jego fotografia na okładce „Przekroju” przedstawiająca miss saksofonu pod pomnikiem Chopina wywołała kontrowersję. Niektórzy uważali, że jest niestosowna, nieelegancka, ale cieszyła się powodzeniem.

Dla „Dziennika Związkowego” fotografował właściwie wszystkie ważniejsze imprezy na terenie Chicago, a więc wszystkie przyjazdy prezydentów polskich i amerykańskich, oczywiście parady 3-majowe, imprezy religijne, przyjazdy Karola Wojtyły jako kardynała i jako papieża, a także najważniejszych polskich kardynałów – Gulbinowicza, Glempa i Głódzia. Obsługiwał wszystkie manifestacje, jak sławny marsz pod konsulat w 1981 roku, na którym była palona sowiecka flaga, manifestacje na Daley Plaza, w amfiteatrze…

– Wszystkie imprezy artystyczne obsługiwałem dla „Dziennika”, dla Wojewódki… Przez te 42 lata tylu artystów przyjeżdżało – choćby Czesław Niemen, Violetta Villas, Irena Jarocka, Kalina Jędrusik, Wojtek Młynarski, i ja ich wszystkich fotografowałem. Oczywiście zespoły – Mazowsze i Śląsk – też.

W dawnych latach było dużo więcej imprez artystycznych, ocenia Jerzy. Polskie gwiazdy chętnie przyjeżdżały, bo choć jak na warunki amerykańskie nie zarabiały tu dużo, to jednak sporo więcej niż w kraju. – Więcej było tych artystów, teraz jest mniej. I jakoś… mniej znanych. Cóż, może po prostu dla nas mniej znanych. Młodzież ich pewnie lepiej zna – zastanawia się fotoreporter.

Pytany o najbardziej pamiętne, najmocniej przeżywane wydarzenia, wspomina: – W ostatnich latach – spotkania katyńskie i smoleńskie. Zginął Wojciech Seweryn, którego dobrze znałem. Bardzo wzruszające to było i smutne. Poza tym wspaniałe były bankiety Kongresu Polonii Amerykańskiej z okazji wręczania Heritage Awards; miałem tam możliwość osobistego poznania tych wszystkich sław. A dawniej współpracowałem bardzo często z Ref-Renem i jego teatrem. Znałem Lidię Pucińską, matkę Romana, wokół niej grupowało się grono polskich artystów.

Jednak dla naszego rozmówcy największym przeżyciem pozostała msza papieska. Miał dostęp pod sam ołtarz, więc zrobił z bliska zdjęcia Jana Pawła II. A podczas pobytu kardynała Wojtyły był jedynym fotoreporterem, który przez wszystkie trzy dni obsługiwał to wydarzenie dla „Dziennika Związkowego” i Ligi Katolickiej. Był na wszystkich spotkaniach kardynała.

Mówiąc o osobistych wrażeniach z pobytu papieża, Jerzy rozpromienia się. – Wspaniałe. Jako kardynał miał do mnie taki koleżeńsko-przyjacielski stosunek, rozmawialiśmy często i jeździłem z nim, nawet pozwoliłem sobie sfotografować z nim wszystkich moich asystentów. Teraz się szczycą tymi zdjęciami. Ale kiedy był tu jako papież w 1979 roku, to już dostępu do niego nie było. W Detroit siedzieliśmy w pierwszym rzędzie – ks. Zdzisław Peszkowski i kilka innych znajomych osób – ale mieliśmy tylko możliwość zamienienia paru słów, uściśnięcia ręki i ucałowania pierścienia. Jak robiłem zdjęcie, to mówił do mnie: „No strzelaj prędzej to zdjęcie, strzelaj!”.

Pytany, jak zmieniała się Polonia przez te 42 lata, nawiązuje też do parad 3 Maja: – Było większe zainteresowanie paradą niż teraz. Dawniej były niesamowite tłumy wzdłuż trasy. Ale za to sama parada jest coraz piękniejsza. Ci ułani, husaria parę lat temu – coś pięknego. A domy, które przyjechały z pierwszego osiedla Polaków i które PACBA zmontowała… A górale nasi! Wśród górali zawsze byłem fotoreporterem. Przez pierwszych 20 lat wszystkie imprezy góralskie obsługiwałem, ponieważ mieszkałem w Zakopanem bardzo długo, byłem zawodowym przewodnikiem tatrzańskim.

– Parady są teraz dużo bogatsze. Na przykład konnica ułanów, górali – tego dawniej nie było, tylko skromne platformy ciągnięte przez samochody. Teraz są bardzo eleganckie, widać na zdjęciach. Wielki efekt robią w ostatnich latach polscy motocykliści. Jak kilkaset tych motorów zahuczy… widać potęgę Polonii. Robią wrażenie. Także nasi kombatanci w mundurach. Tylko widzów, niestety, coraz mniej. Niektórzy mówią, że nie mają czasu, inni że już tyle razy byli, to nie chce się jeździć. Ale większość tych, których znam, przychodzi co roku od wielu, wielu lat – zachwyca się nasz rozmówca.

Jednocześnie jednak zastanawia się: – Dlaczego widzów ubywa? Może dlatego, że wielu Polaków wyjechało. A mniej przyjeżdża, bo Europa Zachodnia się otworzyła i nie ma takiego zainteresowania pracą w Ameryce, a poza tym ambasada odmawia wiz.

Oglądając znakomite, jak zawsze, fotografie Jerzego, pytamy, jakich aparatów używa. Okazuje się, że fotografię na negatywach porzucił na rzecz cyfrowej dopiero dwa lata temu. Posługuje się aparatami marki Canon i Fuji. Chętnie wraca do swoich zdjęć z wyjazdów.

– Najpiękniejsze i najwspanialsze były moje podróże dookoła świata. Moim zdaniem to bardzo ważne, że Polonia nie tylko pracuje, ale jeździ na wycieczki, zwiedza, ogląda. Polacy są wciąż ciekawi świata.

Dodajmy: są też wdzięcznym tematem dla fotografa.

Krystyna Cygielska

k.cygielska@zwiazkowy.com

Cincopa WordPress plugin

Categories: Polonia, Sylwetka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*