Imigrant uprzedmiotowiony

fot.Jim Lo Scalzo/EPA

fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Papieska msza na amerykańsko-meksykańskiej granicy podczas ostatniej pielgrzymki Ojca Świętego do Ameryki Łacińskiej znów ożywiła debatę na temat roli imigrantów w USA. I choć Franciszek ujął się przede wszystkim za najbiedniejszymi przybyszami do Nowego Świata, przy okazji przypomniano o tym, jak zmienia się społeczny przekrój imigrantów.

Drenaż najlepszych

Według Pew Research Center imigranci, którzy w ciągu minionych 5 lat wjechali legalnie do USA są najbardziej wykształconą grupą przyjezdnych w historii Stanów Zjednoczonych. Zmieniła się nawet emigracja z Meksyku, z którego od połowy lat 60. ubiegłego wieku przyjechało ponad 16 milionów osób. W latach 2009-2014 zanotowano nawet odpływ netto osób meksykańskiego pochodzenia z USA. Powodem był wzrost poziomu życia w tym kraju, trudności w znalezieniu pracy po wielkiej recesji w USA. Natomiast nasz południowy sąsiad stał się krajem tranzytowym dla tysięcy emigrantów z Ameryki Środkowej szukających pracy na budowach i w przemyśle rolnym.

Ale do USA płyną także profesjonaliści i naukowcy. I to nie pierwszy raz w historii Stany Zjednoczone stały się magnesem dla ludzi będących motorem innowacyjności. Dwa lata temu Peter Moser opublikował na łamach “American Economic Review” wyniki badań historycznych, z których wynikało, że wielka emigracja z Niemiec w latach 30. głównie intelektualistów żydowskiego pochodzenia, uciekających przed nazistami, poprawiła wskaźniki wynalazczości w USA o ponad 30 procent.

Drenaż mózgów z Europy, a potem z nich części świata na tym jednak się nie skończył. Stany Zjednoczone jak odkurzacz wsysają talenty z całego świata. Aż 25 procent wszystkich naukowców i inżynierów w USA to imigranci. Jeszcze wyższy (60 proc.) jest odsetek imigrantów na studiach doktoranckich. Według World Intellectual Property Organization aż 26 proc. wszystkich amerykańskich laureatów Nagrody Nobla urodziło się poza USA. Dla porównania – odsetek imigrantów wśród całej amerykańskiej siły roboczej to zaledwie 12 procent.

Z raportu firmy inwestycyjnej US Trust wynika, że w latach 2006-2010 do USA przyjechało aż 57,1 proc. wszystkich wynalazców na całym świecie, którzy w tym czasie zdecydowali się zmienić kraj zamieszkania. W liczbach bezwzględnych było to 117 tys. osób. Drugie na liście Niemcy przyciągnęły już tylko 7,1 proc. wynalazców (14,5 tys. osób). Następne w tabeli są: Szwajcaria (6,1 proc.), Wielka Brytania (4,4 proc.), Holandia (2,7 proc.), Francja (2,6 proc.), Singapur (2,1 proc.) i Kanada (2,0 proc.).

Bierz przykład z imigranta

Tam, gdzie jest więcej imigrantów, wzrasta też prawdopodobieństwo, że więcej miejscowych dzieci skończy szkołę średnią. Takie wnioski wysnuwa ekonomistka Jennifer Hunt, która przeprowadziła żmudne badania dla National Bureau of Economic Research. Oparła je na danych Biura Spisu Powszechnego z lat 1940-2010. I doszła do zaskakujących wniosków. „Z jednej strony dzieci imigrantów mogą rywalizować z miejscowymi o to, co oferuje im system szkolny, co może zniechęcać osoby urodzone w USA do kończenia szkoły średniej. Z drugiej strony dla uczniów urodzonych w USA motywacją może być niechęć do konkurowania na rynku pracy z imigrantami, którzy przerwali naukę w szkole średniej” – napisała Hunt w podsumowaniu swojej pracy. Jej zdaniem w ogólniakach można zaobserwować oba zjawiska, ale końcowy bilans jest pozytywny. Urodzeni w USA młodzi ludzie, widząc uczące się dzieci imigrantów, chcą także ukończyć szkoły i szukać lepszej pracy.

Wzrost liczby imigrantów po studiach o 0,7 proc. zwiększył wskaźnik zgłaszanych patentów na głowę mieszkańca o 21 procent. W przypadku pracowników naukowych i inżynierów wystarczy wzrost liczby imigrantów o 0,45 proc., aby odnotować skok liczby patentów o 22 procent

 fot.Michael Nelson/EPA

fot.Michael Nelson/EPA

Według Hunt wzrost odsetka ludności napływowej o 1,3 proc. owocuje wzrostem liczby patentów o 20 procent. W przypadku imigrantów z wyższym wykształceniem wskaźnik ten jest jeszcze większy. Wzrost liczby imigrantów po studiach o 0,7 proc. zwiększył wskaźnik zgłaszanych patentów na głowę mieszkańca o 21 procent. W przypadku pracowników naukowych i inżynierów wystarczy wzrost liczby imigrantów o 0,45 proc., aby odnotować skok liczby patentów o 22 procent.

Przedsiębiorcy z importu

Pozytywny wpływ imigrantów na gospodarkę potwierdzają także badania lokalne.

Z raportu nowojorskiego Center for an Urban Future wynika, że to ich przedsiębiorczości wiele dzielnic miasta i przedmieść zawdzięcza dynamiczny rozwój. Z przygotowywanego przez dwa lata studium, analiz danych makroekonomicznych i setek wywiadów z mieszkańcami Nowego Jorku wynika, że cudzoziemcy dużo częściej niż osoby urodzone w USA otwierają własne firmy oraz pracują na własny rachunek.

Autorzy raportu podkreślają, że imigranci to z reguły ludzie bardziej przedsiębiorczy, którzy trafiają do USA z mocną wolą odniesienia sukcesu. Aby rozkręcić własne firmy muszą pokonać bariery, których nie mają biznesmeni urodzeni w Ameryce – znajomość języka, różnice kulturowe, czy znajomość przepisów. Trudniej im też o otrzymanie kredytów na rozpoczęcie działalności. Dlatego też imigrantom trudniej niż amerykańskim biznesmenom przebić się powyżej „rodzinnego” poziomu swoich firm. Tym bardziej, że – według autorów raportu – organizacje biznesowe udzielają za mało pomocy firmom znajdujących się w rękach imigrantów. Często ci ostatni sami mają kłopoty z dotarciem do izb handlowych, organizacji zrzeszających drobny biznes oraz wspierający lokalne inicjatywy.

Niedopieszczeni, uprzedmiotowieni

O wynikach tych badań warto przypominać właśnie teraz, w okresie kampanii wyborczej, kiedy imigranci stali się przedmiotem ostrego sporu politycznego, w którym racjonalne argumenty mieszają się ze stereotypami i oskarżeniami. Imigrantom zarzuca się zabieranie pracy rdzennym Amerykanom. W kampanii republikanów zaczęto straszyć nawet terrorystami i zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego. Demokraci z kolei zamiast uszczelniać południową granicę wolą mówić o reformie imigracyjnej i programach legalizacyjnych. Kieruje nimi jednak czysto polityczny interes – większość osób, które zyskałyby zielone karty podczas programów amnestyjnych zasiliłaby prędzej, czy później elektorat Partii Demokratycznej.

W tej grze o Biały Dom imigranci znów traktowani są przedmiotowo, czego dowodem może być los milionów nielegalnych imigrantów, którym Barack Obama obiecał zawieszenie deportacji, co z kolei skutecznie zablokowali w sądach republikanie. Obudzone nadzieje znowu zgasły.

Bilans imigracji do USA, choć nie do końca jednoznaczny, w ostatecznym rachunku jest jednak pozytywny. To my jako grupa przedsiębiorczych ludzi częściej wpadamy na pomysł założenie udanego biznesu, albo na zgłoszenie patentu. Autorzy różnych raportów wspominają o zagrożeniach dla amerykańskiej hegemonii w dziedzinie innowacyjności. Wśród najważniejszych wymieniają rosnący poziom życia w innych krajach, które już stać na przebijanie ofert amerykańskich firm starających się o najlepszych z najlepszych oraz antyimigracyjne nastroje w samych Stanach Zjednoczonych.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*