Imigranci w Sądzie Najwyższym: remis, który nie cieszy

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Dla kilku milionów imigrantów był to długo oczekiwany moment. I kolejny powód do rozczarowania. W poniedziałek Sąd Najwyższy wysłuchał ustnych opinii w sprawie legalności imigracyjnych rozporządzeń Baracka Obamy.

Jeśli oceniać nastawienie sędziów, zabierających głos podczas przesłuchań, mieliśmy do czynienia z równym rozłożeniem opinii – 4 sędziów za i czterech przeciw. W przypadku, gdyby Sąd Najwyższy nie wypracował stanowiska popartego przez większość gremium, orzeczenie sądu niższej instancji, uznające rozporządzenia imigracyjne Obamy za niezgodne z konstytucją, pozostanie w mocy.

Kto uniknąłby deportacji?

Chodzi o forsowany przez administrację program Deferred Action to Parents of Americans and Lawful Permanent Residents (DAPA). Przyjęty przez prezydenta dwa lata temu, zniecierpliwionego brakiem działań Kongresu w sprawie reformy imigracyjnej, przewiduje on usankcjonowanie priorytetów w procedurach deportacji nielegalnych imigrantów i zawieszenie procedur w przypadku dużej grupy osób. Gdyby doszło do realizacji DAPA zawieszono by deportacje rodziców dzieci obywateli oraz rodziców legalnych rezydentów USA, o ile nie stanowiliby oni zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Grupa ta musiałaby wnieść stosunkowo niską opłatę i wykazać się niekaralnością. W zamian za to mogłaby legalnie podjąć pracę na terenie Stanów Zjednoczonych. Szacuje się, że z DAPA mogłoby skorzystać około 4 milionów osób. Wraz z DAPA zakwestionowano także rozszerzenie drugiego programu – Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA), dającego prawo do pracy i dostęp do podstawowych dokumentów osobom, które wwieziono na terytorium USA jako dzieci.

Wszystko wskazuje na to, że o losie nielegalnych rozstrzygnie dopiero kolejny prezydent

26 na jednego

Sprawa United States v. Texas, w której bierze udział także 25 innych stanów, przeszła przez wszystkie szczeble sądownictwa federalnego i dotarła do Sądu Najwyższego. Przez cały czas jej rozpatrywania obowiązywała jednak sądowa blokada wprowadzania w życie całego rozporządzenia. 26 stanów zaskarżyło zarządzenie, argumentując m.in., że wprowadzenie go w życie będzie stanowić dla nich znaczne obciążenie finansowe. Na przykład Teksas twierdził, że realizacja DAPA będzie oznaczała konieczność wydania setek tysięcy praw jazdy nielegalnym imigrantom, co oznaczałoby znaczne budżetowe wydatki.

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Argument za argument

W tym konstytucyjnym sporze obie strony mają mocne racje. Rząd nie mogąc deportować wszystkich nielegalnych imigrantów, których liczbę szacuje się na ok. 11 milionów, mówi, że w przypadku ograniczonych możliwości decyzja o sposobie egzekwowania prawa leży w gestii władzy wykonawczej. Tym bardziej, że Kongres nie wskazał wyraźnie kierunku, w jakim powinna zmierzać polityka deportacyjna.

Przedstawiający stanowisko Białego Domu Donald Verrilli, Jr. został od razu zasypany pytaniami. Trzech konserwatywnych członków Sądu Najwyższego – przewodniczący John Roberts oraz sędziowie Samuel Alito i Anthony Kennedy wydawali się sprzyjać opinii prawników reprezentujących Teksas i ponad połowę stanów USA. Sugerowali, że realizacja DAPA otwierałaby furtkę do całkowitego zaprzestania deportacji. Zachowawczych sędziów SN oburzał także legalny status, jaki otrzymywaliby uczestnicy DAPA. Obok zawieszenia deportacji mogliby bowiem liczyć na zezwolenie na pracę i legalny numer ubezpieczenia Social Security.

Termin “lawfully present in the United States” przewijał się przez cały czas przesłuchań. Część sędziów wydawała się sprzyjać argumentom Teksasu, że o tym, kto w USA powinien przebywać legalnie, powinien decydować Kongres, a nie Biały Dom. “W jaki sposób możliwa jest legalna praca w USA, bez legalnego pobytu na terytorium USA?” – dociekał sędzia Alito.

Verilli odpierał te argumenty twierdząc, że dyrektywa Baracka Obamy określa jedynie kogo rząd nie będzie chciał wyrzucać z kraju. Podczas przesłuchań liberalna część sędziów SN (m.in. Sonia Sotomayor i Ruth Bader Ginsburg) nie dawała z kolei wytchnąć Scottowi Kellerowi, przedstawiającemu argumenty stanu Teksas, podważając prawo stanów do zaskarżania rozporządzeń rządu federalnego. Ta część gremium przychylnie też przyjmowała wyjaśnienia, że Jeh Johnson, szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, wydał decyzję o DACA jako zwykłe rozporządzenie nie podlegające konsultacjom społecznym i procedurom weryfikacji rządowych. Ruth Bader przypomniała, że w USA mieszka 11,3 miliona nielegalnych imigrantów, a rząd przy obecnym budżecie w ciągu 10 lat może maksymalnie deportować ok. 4 milionów ludzi. “Stworzenie priorytetów wydaje się nieuniknione” – argumentowała sędzia. “Oni tutaj są, czy tego chcemy, czy nie” – wtórowała jej Sonia Sotomayor.

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Zwolennicy reformy imigracyjnej manifestują przed budynkiem Sądu Najwyższego w Waszyngtonie fot.MichaelReynolds/EPA

Pat bez światełka w tunelu

W czasie przesłuchań przed siedzibą Sądu Najwyższego pojawili się zarówno zwolennicy legalizacji, jak i jej przeciwnicy. Pierwsi przypominali, że w DAPA chodzi przede wszystkim o rodziców, których dzieci są obywatelami USA – najczęściej ciężko pracujących ludzi. Drudzy krytykowali Baracka Obamę za próbę obchodzenia republikańskiego Kongresu za pomocą rozporządzeń i dekretów. Orzeczenia SN na razie nie ma, ale jego wynik łatwo przewidzieć. Czterech sędziów wybranych przez republikanów opowiadało się wyraźnie po stronie Teksasu. Tyleż samo sędziów – z demokratycznej nominacji – po stronie Białego Domu. Stanowisko Sądu Najwyższego, a raczej brak jednoznacznej konkluzji w sprawie DAPA, oznacza, że los kilku milionów ludzi liczących na prawo do pracy i namiastkę legalizacji pozostaje nadal w zawieszeniu.

Stanowisko Sądu Najwyższego, a raczej brak jednoznacznej konkluzji w sprawie DAPA, oznacza, że los kilku milionów ludzi liczących na prawo do pracy i namiastkę legalizacji pozostaje nadal w zawieszeniu

Wszystko wskazuje na to, że o losie nielegalnych rozstrzygnie dopiero kolejny prezydent. Może on/ona posłużyć się dwoma narzędziami: bądź forsując własną politykę imigracyjną wspieraną przez decyzje Kongresu, bądź wybierając sędziego SN na wakujące miejsce, który pomoże w przełamaniu obecnego pata. Wyznaczony przez Baracka Obamę kandydat Merrick Garland, który powinien zastąpić zmarłego Antonina Scalię, nie ma większych szans na zatwierdzenie na Kapitolu. Niestety sytuacja w Sądzie Najwyższym coraz częściej przypomina to, co widzimy w Kongresie. Z około 500 przypadków spraw rozpatrywanych w ciągu minionych 40 lat przez gremium ośmiu a nie dziewięciu sędziów, tylko 7 proc. kończyło się remisem. Teraz już mamy trzy takie orzeczenia w ciągu zaledwie kilku tygodni od śmierci Scalii. I to także nie wróży najlepiej imigrantom.

Nawet sądowe zwycięstwo administracji – gdyby doszło do jakiegoś prawnego cudu – mogłoby obrócić się przeciwko imigrantom. Uruchomienie imigracyjnych programów pod koniec prezydentury Baracka Obamy może spowodować, że z DAPA i DACA zdecyduje się skorzystać stosunkowo mała grupa ludzi. Nikt bowiem nie jest w stanie przewidzieć, kto zostanie kolejnym prezydentem USA i w jakim kierunku będzie zmieniane prawo imigracyjne po listopadowych wyborach. Ujawnianie się władzom, gdy w Białym Domu miał zasiąść Donald Trump lub Ted Cruz, nie byłoby rozsądną decyzją.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Imigracja

Comments

  1. kalina
    kalina 23 kwietnia, 2016, 13:18

    Juz sie niektorzy ujawnili robiac prawo jazdy dla nielegalnych oj byla to glupota !!!!

    Reply this comment
  2. Kazek
    Kazek 23 kwietnia, 2016, 20:33

    Kalina kazda osoba ktora wjechala legalnie tzn na wizie jest rejestrowana myslisz ze urzad immigracyjny nie ma nazwisk adresow zdjec i odciskow palcow tych ludzi Wpisz w Google white pages swoje nazwisko i imie a pokaze ci sie twoj adress i numer telefonu nie badz dzieckiem. Zeby nikt nie wiedzial kim jestes musialabys przejsc przez zielona granice nie miec konta w banku telefonu mieszkac u kogos i pracowac za cash Nielegalni w USA to wielki biznes dla milinow obywateli ktorzy zeruja na ich pracy Donald Trump zatrudnial okolo 300 nielegalnych przy budowie swojego wierzowca w NY sprawdz:Donald Trump polish brigade Nielegalni byli sa I beda to zloty interes dla USA taki jak wczwsniej niewolnicy z afryki Republikanie nie chca zalegaliziwac nielegalnych bo straciliby niewolnikow ktorym musleliby placic godziwe stawki ubezpieczenia emerytury renty itd

    Reply this comment
  3. yyz
    yyz 25 kwietnia, 2016, 11:58

    Ja mieszkalem w USA prawie 10 lat bez papierow a teraz mieszkam legalnie w Kanadzie. Polacy zalatwiajcie papiery do Kanady,placa na dzieci ,ubezpieczenie medyczne ,zasilki,itp..Ameryka to dla byka.

    Reply this comment
    • Tootsie
      Tootsie 10 maja, 2016, 21:48

      A kto ci pomagał w załatwieniu pobytu w Kanadzie? I jaki czas ci to zajęło? Ja tez już od 4 lat próbuje to zrobić, ale chyba trafiliśmy na zła agentkę, bo wiecznie jest coś nie tak.

      Reply this comment
    • Tootsie
      Tootsie 10 maja, 2016, 21:58

      A kto ci w tym pomagał? Ja już od 4 lat próbuje i wiecznie coś jest nie tak. Chyba trafiliśmy na zła agentkę.

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*