Wyborcza parodia

Wyborcza parodia

Mamy za sobą pierwszą falę wyborczą, w ramach której odbyły się w wielu stanach prawybory. Choć wyniki wstępnych potyczek nic jeszcze konkretnie nie znaczą, ich uczestnicy nie pozostawiają obojętnymi. Przed dwoma laty do głosu bardzo mocno doszli politycy identyfikujący się z tzw. ruchem herbacianym. Wprowadzili do Kongresu swoich reprezentantów i w znacznej mierze zdefiniowali ogólny kurs Partii Republikańskiej. Jest to kurs zdecydowanie prawicowy – na tyle prawicowy, że czasami nie ma absolutnie nic wspólnego z głównym nurtem republikańskim.

fot.Wikipedia/Whitehouse.gov

fot.Wikipedia/Whitehouse.gov

Od tego czasu zauroczenie ideologią Tea Party wszystkim trochę przeszło. W ostatnich wyborach kandydaci tego ruchu starający się pokonać przedstawicieli tradycyjnego politycznego establishmentu przegrali z kretesem. Jednak ich obecność w wyborach miała pewien skutek uboczny – kampania wyborcza w wielu przypadkach została sprowadzona do parodii. Było zatem znacznie śmieszniej niż zwykle, ale również o wiele bardziej jałowo i głupio.

Być może najlepszym tego przykładem była przedwyborcza debata telewizyjna w stanie Idaho, w której wystąpili kandydaci na gubernatora. Wśród dyskutantów był niejaki Harley Brown, brodaty i odziany w skórzaną kurtkę, którego program polityczny polega głównie na obronie „praw motocyklistów”. Brown ma na ramieniu wytatuowaną pieczęć prezydencką, ponieważ – jak sam twierdzi – Bóg powiedział mu kiedyś osobiście, że prędzej czy później zostanie prezydentem USA. Obawiam się, że później. W tej samej debacie wystąpił również Walt Bayes, który wyraził pogląd, iż wschodnie stany spychają nas wszystkich w stronę Sodomy i Gomory, choć nie wyjaśnił, co ma dokładnie na myśli.

Równie zabawnie było w stanie Georgia, gdzie jednym z kandydatów do Izby Reprezentantów był Jody Hice, ewangelicki pastor, który Baracka Obamę zwykle opatruje znakiem sierpa i młota. Ale to jeszcze nic – do Senatu kandydował Paul Broun, który w swoim czasie wsławił się twierdzeniem, że teoria ewolucji, embriologia oraz astrofizyka to wszystko „kłamstwa prosto z piekła”. Broun uważa również, że nasz świat ma tylko dziewięć tysięcy lat. Na szczęście Broun zdobył tylko dziewięć procent głosów i będzie mógł w domu zająć się spokojnie swoimi rozmyślaniami na temat wszechświata i nicości nauki.

Nikt z tej plejady dziwacznych kandydatów niczego w tych wyborach nie wygrał, co jest nieco krzepiące. Jednak ich obecność była istotna przynajmniej pod jednym względem – zmusiła pozostałych, poważnych kandydatów do ostrego skrętu w prawo. Czasami wydawało się wręcz, że w debatach głównie chodziło o to, by ustalić, kto jest najbardziej konserwatywny, czy też może ekstremistyczny.

Przed kilkoma tygodniami ponadpartyjna organizacja Pew Research Center opublikowała dane sondażowe, z których wynika, że dzisiejsza Partia Republikańska jest bardziej prawicowa niż kiedykolwiek w swojej historii. Dla niektórych polityków jest to powód do dumy. Należy jednak pamiętać, że Ameryka to od bardzo dawna kraj centrystów nieznoszących ekstremistów po obu stronach politycznej barykady, a zatem ta duma może się okazać politycznie zgubna.

 Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*