Borowski

„Zamyślam się i mnie tu nie ma, ja jestem znowu tam, gdzie czarna sosna śpiewa, jak to słyszałem sam” cytat z wiersza „Nostalgia”, którego autorem jest niżej podpisany.

Dla wielu z nas wystarczy tylko chwila zamyślenia i pamięć przywołuje obrazy z rodzinnego domu. Tego rodzaju wspominki przenoszą nas w sielankowy krajobraz z okresu dzieciństwa, gdzie burze są wygładzone, a dramaty mają hollywoodzkie zakończenie. W końcu wyszliśmy z tego cali, żyjemy i wspominamy.

Nie wszyscy mają talent Janusza Głowackiego, który zebrał takie wspomnienia w książkę pod tytułem „Z głowy” i wydał w Polsce z ogromnym powodzeniem. Ten zbiór anegdot czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Po przeczytaniu utwierdzamy się we wsześniejszym podejrzeniu, że nie ma żadnej różnicy między PRL, a USA, a te dwa, niby różne kraje, zamieszkują tacy sami Polacy, podobni do Himilsbacha i Maklakiewicza. Gdyby tak było naprawdę, to skąd się wzięli organizatorzy „Rejsu”, którzy wykombinowali transformację i Unię Europejską, a przez których jest ten cały obecny zgiełk? Skąd się wzięło tych paru magików, którzy obiecywali przywrócić Polsce suwerenność, a teraz robią „powtórkę z rozrywki” na Ukrainie? Gdyby nawet znalazł się taki mądrala i odpowiedział na ważne dla Polaków pytania, to kto by wydał tę książkę i promował na polskim rynku?

A wspomnienia, typu „Z głowy”, przyjmowane są bardzo życzliwie. Nawet autora przedstawiają w „Polityce”, jako rozmówcę w towarzystwie rozpolitykowanych starszych panów, Holoubka i Kutza. Starsi panowie rozmawiają na aktualne tematy, posługując się konwencją „umarłej klasy”, z okresu PRL. Inteligencja polska poniosła w XX wieku ogromne straty. Wojny światowe zabrały Polsce najdzielniejszych ludzi, ale w okresie „transformacji” ustrojowej dokonano tajemniczej sztuczki „dezaktywacji” polskiej inteligencji.

Na kierowniczych stanowiskach w państwie umocnili się starzy znajomi z komitetów partyjnych byłej PZPR, a inteligencja polska po transformacji ustrojowej została bez własnych mediów, jak bez zębów. Teraz można sobie w Polsce pogadać u cioci na imieninach. Elita intelektualna, już nie promieniuje światłem oświaty i patriotyzmu, ona nie krzepi serc Polaków wydanych na łup spekulantów, ona teraz pisze listy otwarte w sprawie tematów dawno zamkniętych, lub podrzuconych. Inicjatywy mają śmiałe i towarzysko bezkompromisowe. A to aktorzy piszą list w sprawie zasług multimilionera. A to pracownicy naukowi piszą list w sprawie Julii i Wiktora, „bohaterów” dramatu kijowskiego, a to trzej starsi panowie oplatają językiem tematy martwe lub obojętne. Niby każdy z nich osobno jest człowiekiem interesującym i twórczym, ale po transformacji ustrojowej odebrano im dawną urodę i blask tajemniczości.

Pan Holoubek, dawny poseł w komunistycznym parlamencie i członek pierwszego senatu po „transformacji”, to żywe wcielenie Konrada Wallenroda, którego klon jest wiecznie żywy i niezwykle popularny w RP. W czasie dyskusji, subtelnie wspomina o Alei Zasłużonych. Pan Kutz jest senatorem z ramienia SLD, ale w chwili obecnej członkowie tej parii, to nie jest już „sól ziemi czarnej”. Dzisiaj, to jest już „cykuta” i stała przyprawa do wszystkich afer. Na pytanie prowadzącego dyskusję w Polityce: „a prezydent Kwaśniewski panów ostatnio nie dziwi? Janusz Głowacki odpowiada: „to jest inny wymiar”. Kazimierz Kutz dodaje: „Taki inny, że aż dziwny. Jak na te czasy to jest dobry prezydent. Teraz ma sukces. Ukraina to jego dzieło. Jego nieszczęściem jest ciągnące go w dół otoczenie, które obniża jego potencjał prezydencki” koniec cytatu.

Ciekawe, co miał na myśli Kazimierz Kutz stwierdzając, że Ukraina to jest „dzieło” prezydenta Rzeczpospolitej. Albo on nie rozumie, co mówi, albo on coś wie, czego my nie wiemy. Każdy normalny człowiek przecież wie, że „dziełem” prezydenta RP, może być tylko Polska, a jakie to dzieło jest, to każdy widzi. A może Polska stała się znowu tym „harcownikiem europejskim, jak za czasów Potopu. Lektura polskich tygodników budzi grozę. Właśnie minęła rocznica grudnia.

Miejmy nadzieję, że w następnym roku będą wybory i całe to towarzystwo zniknie, razem z aferami, których dostarczają w nadmiarze. Nowe wybory muszą przynieść zmianę pokoleniową. Na zakończenie ciekawostka. Do sądu w Gdyni, na sprawę Andrzeja Gołoty, nie dotarł biegły sądowy. Jako powód nieobecności podał sądowi, że nie miał odwagi odbyć podróży ze śląska do Gdyni, ponieważ podróż koleją PKP stanowi zagrożenie dla jego zdrowia i życia. Jeżeli biegły nie zwariował, to wie co pisze. Co o tym sądzi prezydent, który wykonuje obecnie inne „dzieło”, o którym wspomina

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*