Polityczne chuligaństwo w chicagowskim stylu

Polityczne chuligaństwo w chicagowskim stylu

Najpierw była próba zastraszenia, później napaść słowna i fizyczna. Wolontariusza politycznego Daniela Pogorzelskiego, który roznosił w 36. okręgu miejskim ulotki namawiające do wyboru Omara Aquino, zaatakował mężczyzna z biura przeciwnika. Choć dla rozemocjonowanego Pogorzelskiego to ciągle silne przeżycie, incydent z jego udziałem wpisuje się w styl lokalnej polityki.

Mężczyzna, który zaatakował polonijnego wolontariusza fot.arch. pryw.

Mężczyzna, który zaatakował polonijnego wolontariusza fot.arch. pryw.

Było sobotnie popołudnie na Władysławowie. Dwie grupy politycznych agitatorów z biur Omara Aquino i Gilberta Villegasa spotkało się na sąsiednich ulicach przy rozdawaniu ulotek. I jedni, i drudzy starali się przekonać mieszkańców 36. okręgu do wzięcia udziału w wyborczej dogrywce. Starli się też przekonać, że ich kandydat na radnego jest lepszy. Wydawać by się mogło, że nic nadzwyczajnego – zwykła kampanijna robota z udziałem wolontariuszy, którzy starają nie wchodzić sobie w paradę. A jednak…

Według relacji Daniela Pogorzelskiego najpierw zaczęło się od oskarżenia, że wolontariusze Aquino zabierają materiały promujące przeciwnika, później pojawiły się obelgi. Ich świadkiem miał być Luis Arroyo, poseł stanowy, który był w grupie agitatorów z przeciwnego obozu. Po słownej utarczce – wszyscy wrócili do pukania od drzwi do drzwi.

Niecałe 30 minut później do Pogorzelskiego, który został zawołany po imieniu, podeszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich rzucając pod adresem wolontariusza przekleństwa i obelgi, wytrącił mu z rąk trzymane ulotki. Kiedy zorientował się, że jest nagrywany telefonem komórkowym wraz ze swoim kompanem, który zdążył się przedstawić jako Rick, szybko oddalili się z miejsca zdarzenia i wsiedli do stojącego opodal samochodu. ”

Według portalu DNAinfo Gilbert Villegas, który w dogrywce zmierzy się z Omarem Aquino o fotel radnego miejskiego, nie zna tożsamości mężczyzny, który napadł na Pogorzelskiego. Obiecał jednak, że pracownicy jego biura kampanijnego spróbują ustalić jego personalia. Nie powinno to być trudne, zważywszy na fakt, że miał on na piersiach identyfikator z nazwiskiem kandydata zabiegającego o miejsce w radzie miasta. „Wiedzieli, że są nagrywani. Wydajemi się, że tylko dlatego, że nagrywaliśmy nie pobili mnie” – mówi Pogorzelski.

Pogorzelski złożył na policji raport. Biuro Gilberta Villegasa, do którego zwróciliśmy się drogą e-mailową z prośbą o komentarz na temat incydentu, do chwili oddawania numeru do druku – nie udzieliło żadnej odpowiedzi. Nie jest to nasz pierwszy kontakt z szefem tego biura Justinem Heathem. Pisaliśmy do niego w dniu wyborów 24 lutego, kiedy nasi czytelnicy zaalarmowali redakcję, że na materiałach agitacyjnych rozdawanych przed punktami wyborczymi widnieje logotyp Związku Narodowego Polskiego, który rzekomo miał udzielić poparcia Gilbertowi Villegasowi. Odpowiedź wówczas przyszła natychmiast z przeprosinami i wyjaśnieniem, że to pomyłka. Trudniej, jak widać, wytłumaczyć się z politycznego chuligaństwa, które choć bulwersuje, nie jest niczym niecodziennym w rzeczywistości wyborczej w Wietrznym Mieście i nawiązuje do lokalnej tradycji.

Al Capone fot.FBI Chicago/Wikipedia

Al Capone fot.FBI Chicago/Wikipedia

Gangsterska tradycja miasta

W latach dwudziestych gangsterzy chicagowscy z gangu Ala Capone kilkakrotnie starli się o wybór swoich reprezentantów do rady miejskiej. Burmistrzem był wówczas niesłychanie skorumpowany i pobłażliwy gangsterom William Hale Thompson, który w czasie swoich dwóch kadencji rozwinął korupcję w Chicago do legendarnych rozmiarów. Podczas jego urzędowania Frank Capone, popierający ze swoją grupą republikańskiego polityka Josepha Klenha, został zastrzelony przez policjanta w czasie walki ulicznej, która rozegrała się pomiędzy uzbrojonymi gangsterami ochraniającymi interesy republikańskiego polityka w czasie wyborów.

Trzy lata później następny gangster, wzięty na przesłuchanie za zbrojną „ochronę” punktów wyborczych, został „przypadkowo” zastrzelony podczas przesłuchania. W roku 1928 nastąpiła kulminacja gangsterskich wysiłków opanowania miasta przez wybór swoich własnych radnych. Kampania wyborcza odbywała się w atmosferze rewolwerowych strzałów i ataków na punkty wyborcze. W miesiącach poprzedzających wybory zanotowano 62 ataki bombowe, także przy użyciu granatów ręcznych, w których zginęło kilkanaście osób, w tym dwóch polityków: Giuseppe Esposito i Octavius Granady.

Ten najbardziej gwałtowny okres w historii chicagowskich wyborów znany jest jako „Pineapple Primary” w związku z podobieństwem kształtu granatu ręcznego do ananasa. Lata kryzysu gospodarczego lat trzydziestych i lata wojny znacznie złagodziły emocje podczas wyborów, tak więc i strzelaniny, i ataki bombowe na punkty wyborcze stały się historią.

Postscriptum

Wypada życzyć, by rozpalenie emocjami wyborczymi przedstawicieli kampanijnych komitetów udzieliło się wyborcom, którzy podążą do urn, by wziąć udział w drugiej turze wyborów, które odbędą się 7 kwietnia.

Małgorzata Błaszczuk

Współpraca: Krzysztof Wawer

Na zdjęciu głównym: Daniel Pogorzelski fot.arch. „Dziennika Związkowego”

 

Categories: Chicago, Wybory 2015

Comments

  1. Szymek Ciesla
    Szymek Ciesla 14 marca, 2015, 10:12

    Z calej tej kampani wynika ze Pan Villegasz to permanentny klamczuch, oszust i hochsztapler, skad tacy ludzie w Polityce?

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*