REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaHistoriaDziady, czyli obrzędy ku czci zmarłych przodków

Dziady, czyli obrzędy ku czci zmarłych przodków

-

Na ziemiach polskich, jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa, a nawet wieki po, na przełomie października i listopada kultywowano zwyczaj zwany Dziadami. Zmarłym miał zapewnić spokój w zaświatach, żywym przychylność dusz przodków. Pogański obrzęd organizowany ku czci zmarłych opisał w II części „Dziadów” Adam Mickiewicz.

„Dziady to nazwa przedchrześcijańskich obrzędów związanych z wiarą w powracanie na ziemie duchów zmarłych. Wierzono, że nawiedzanie +tego świata+ przez duchy odbywa się w konkretnych momentach w roku, często podczas przesileń słońca lub zmian pór roku. Słowiańska nazwa obrzędu – Dziady odnosi się do przodków, którzy powracają w miejsca swojej ziemskiej egzystencji i wchodzą w relację z żyjącymi potomkami. Dziadami nazywano także wędrownych żebraków. W powszechnej opinii wędrowny dziad, człowiek przychodzący nie wiadomo skąd i podążający nie wiadomo dokąd był w szczególnej łączności z zaświatami. Poczęstunek przygotowany dla takiej osoby był traktowany jako poczęstunek dla zmarłego. W czasach chrześcijańskich proszono żebraków o modlitwy za zmarłych w zamian za jedzenie” – powiedziała PAP Małgorzata Kunecka, kustosz z Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie.

REKLAMA

Jak dodała, Dziady obchodzono co najmniej dwa razy w roku: na przełomie października i listopada oraz na przełomie kwietnia i maja. Były to tzw. Dziady jesienne i wiosenne, których dokładny termin uzależniano od faz księżyca.

„Odpowiedni obrzęd miał sprawić, że to spotkanie żywych i zmarłych będzie korzystne dla obu stron: zmarłym zapewni spokój w zaświatach, żywym przychylność dusz przodków. Zostawiano uchylone furtki i drzwi do domów oraz poczęstunek dla duchów. Zwykle składał się on z kutii, kaszy, miodu, pieczywa i wódki. Poczęstunek zanoszono także na groby. Palono też ogień, aby dusze mogły się ogrzać i nie błądziły w ciemnościach, szukając drogi do domu. Ognie palone na rozstajnych drogach lub w miejscach czyjejś nagłej, tragicznej śmierci miały odstraszać demony i chronić żyjących przed ich wpływem” – wyjaśniła Kunecka.

W czasie Dziadów nie wolno było wykonywać wielu codziennych prac. „Przede wszystkim unikano wszelkich nagłych zachowań, podnoszenia głosu, gwałtownych ruchów, które mogłyby przestraszyć przebywające w domu i wokół niego duchy. Nie rąbano drewna, nie cięto sieczki, nie wykonywano innych czynności związanych z użyciem ostrych narzędzi jak np. szycie czy przędzenie, żeby nie zranić niechcący jakiejś krążącej po domu lub w obejściu duszy” – wskazała kustosz.

Pytana o to, ile w obecnym Dniu Zadusznym jest ze słowiańskich obrzędów, odpowiedziała: „Jak większość świąt w naszym kalendarzu zaduszki są składową elementów pogańskich i chrześcijańskich. Mimo wielowiekowych starań Kościoła wiele pogańskich zwyczajów przetrwało i splotło się z obrzędowością chrześcijańską. Przykładem są znicze zapalane na grobach. To kontynuacja pogańskiego zwyczaju zapalania ognia, który jest źródłem ciepła i światła, ale zostało jej też nadane znaczenie chrześcijańskie – światłości wiekuistej”.

Pogański obrzęd organizowany ku czci zmarłych opisał w II części „Dziadów” Adam Mickiewicz. Prof. Leszek Kolankiewicz w książce „Dziady. Teatr święta zmarłych” (wydanie drugie poprawione, 2020) napisał, że „przywracając nam Dziady, Mickiewicz jako artysta, ale wyjątkowy – wieszcz, wytyczył specjalne pole dla obrzędu kulturowego, który wykazał się niezwykłą mocą generowania faktów: w historii i psychologii zbiorowej”.

„Dziady to wzorcowy komentarz metaspołeczny, czyli historia, którą zbiorowość zamieszkująca ziemie polskie opowiada samej sobie o sobie. Pierwotnie – i na podstawowym poziomie do dziś – robi to, obchodząc obrzędy komemoratywne, takie jak odwiedzanie i strojenie grobów 1 listopada, w uroczystość Wszystkich Świętych, i nazajutrz, w Dniu Zadusznym. A najdawniej – i jeszcze wieki całe po przyjęciu chrztu, najdłużej zaś na pograniczu białorusko-polsko-litewskim – świętując obrzędy Dziadów, szczególnie na jesieni, jako Dzmitrauskija Dziady, i wiosną, jako Radaunickija Dziady, obrzędy w końcu ograniczone do ofiarowania zmarłym uczty. Przedchrześcijański kształt tych obrzędów – charakterystyczny dla religii Słowian – zrekonstruował na początku XIX w. Adam Mickiewicz, poeta romantyczny, przywracając im wymiar rytualnego seansu spirytystycznego: wywoływania duchów, nawiązania z nimi dialogu i odesłania ich z powrotem w zaświaty, pomocy świadczonej sobie wzajemnie przez żywych i umarłych” – pisał prof. Kolankiewicz w artykule dla „Tygodnika Powszechnego” (2016) przy okazji Festiwalu „Dziady. Recykling” odbywającego się we Wrocławiu.

Prof. Kolankiewicz wskazuje, że dramat Mickiewicza „Dziady”, będący dziełem otwartym (części II i IV opublikowane w 1823, część III w 1832 r., niedokończona część I pośmiertnie w 1860), był „pomyślany jako powtórzenie narodzin teatru z rytuału – słusznie jest więc określany jako arcydramat”.

„To utwór synkretyczny, łączący rytualny seans spirytystyczny z katolickimi egzorcyzmami, intymne świętowanie wspomnień z dramatem egzystencji, teatralizację aktualnych wydarzeń politycznych z misterium o wydźwięku mesjanistycznym. Jako projekt widowiska teatralnego stanowi on połączenie gotyckiego horroru i uroczystego misterium scenicznego, ostrego pamfletu politycznego i sentymentalnego performensu samobójcy” – napisał.

Ocenił, że „Dziady” Mickiewicza, „uznane za polski dramat metafizyczny, dramat typu faustowskiego – nadały specyficzny rys i literaturze polskiej, i teatrowi polskiemu”. „Chodzi zresztą nie tylko o inscenizacje tego dramatu, tworzące szczególną nić w historii naszego teatru: od modernisty Stanisława Wyspiańskiego (1901) do jego kontynuatora postmodernisty Jerzego Grzegorzewskiego (1987 i 1995), od teatru monumentalnego Leona Schillera (1932, 1933, 1934 i 1937) do intymnego performensu wykonywanego domowym sposobem przez Mirona Białoszewskiego (1961) i teatru ubogiego Jerzego Grotowskiego (1961). Chodzi też o spektakle przepojone tym samym co +Dziady+ duchem: o +Akropolis+ Jerzego Grotowskiego i Józefa Szajny (1962) czy o +Umarłą klasę+, seans Tadeusza Kantora (1975), który można uznać za emblematyczne Dziady XX wieku” – pisał prof. Kolankiewicz.

Wskazał, że „projekt przedstawiony w dramacie Mickiewicza spełniał się bowiem i wciąż się spełnia nie tylko w literaturze i teatrze, ale też w samym życiu społecznym, konfigurując myśli, emocje, fantazje i marzenia zbiorowości”. „Jako narracja przedstawiająca sens istnienia tej zbiorowości w formie misterium mesjanistycznego, ma ten projekt społeczną rangę mitu eschatologicznego. Jednak jeśli wywodzące się z dramatu Mickiewicza Dziady są quasi-sakralnym, mitologizującym performensem kultury polskiej, to takim, którego skuteczność ma charakter transgresji i wiecznie narażona jest na zarzut świętokradztwa i bluźnierstwa” – dodał.

Barbara Ogrodowska w książce „Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce” (2000) przypomniała, że „W Polsce, podobnie jak w innych krajach katolickich, liczne niegdyś, odprawiane wiele razy w ciągu roku obrzędy i uroczystości zaduszone zastąpiły dwa święta kościelne – Wszystkich Świętych (1 listopada), wprowadzone do liturgii Kościoła powszechnego w 935 r. przez papieża Jana XI i Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada), które za sprawą św. Odilona (994-1048), opata klasztoru benedyktynów w Cluny, zostało poświęcone pamięci i modłom za wszystkich wiernych zmarłych, znanych i nieznanych”. „Od XIII w. modlitwy za zmarłych 2 listopada były powszechnie odprawiane w całym kościele zachodnim; w XIV w. wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zostało wprowadzone do liturgii rzymskiej. Kościół związał swe święta pamięci o zmarłych z terminem tradycyjnych jesiennych zaduszek, pragnąc wykorzenić pogańskie wierzenia i praktyki. Zalecał pamięć o zmarłych, modlitwę za nich, aby skrócić cierpienia dusz przebywających w czyśćcu i zapewnić im wieczny spokój” – dodała.

Wyjaśniła, że „z chrześcijańskim kultem zmarłych i wprowadzonymi przez Kościół obrzędami religijnymi związały się liczne zwyczaje i obrzędy ludowe, przeżytki wierzeń o zmarłych i archaicznych praktyk zadusznych”.

„W całej Polsce wierzono, że w listopadowe kościelne święta zmarłych zwolnione z czyśćca dusze powracają na ziemię, błąkają się po rozstajnych drogach, uroczyskach, cmentarzach, przychodzą na miejsce swego ziemskiego bytowania i stamtąd wołają o pomoc, modlitwę, ofiary. 1 i 2 listopada, po zapadnięciu zmroku, dusze zmarłych dają znać o swojej obecności np. stukaniem, skrzypieniem podłóg i sprzętów, kołysaniem się furtek i drzwi, szumem wiatru w kominie, iskrami sypiącymi się nad paleniskiem; mogą pozostawić ledwie widoczny odcisk dłoni lub stopy na piasku albo popiele rozsypanym na podłodze; ukazują się ludziom we śnie i na jawie w swej dawnej postaci albo jako cienie, światełka, błędne ogniki; złośliwe duchy wielkich i zatwardziałych grzeszników mogą wodzić ludzi na manowce, wciągać w bagna itp.” – czytamy w książce.

Ogrodowska podała, że „z wiary w obecność dusz zmarłych na ziemi brały się różne nakazy i zakazy, zwyczajowo obowiązujące ludzi 1 i 2 listopada”. „W tych dniach starano się np. nie wychodzić z domu po zmroku, nie udawano się w podróż ani w odwiedziny do sąsiadów, ponieważ wierzono, że w opłotkach i na drogach straszą dusze zmarłych. Na Pomorzu w Dzień Zaduszny zamykano karczmy, zabroniona była muzyka, śpiewy, tańce, głośne gwizdanie, aby diabły szukające w tym dniu zabłąkanych dusz nie porwały ludzi do swojego tańca i piekła. Rybacy nie wypływali na połów, ponieważ morze i dusze topielców mogłyby zażądać ofiary z ludzkiego życia. Według znanego w całej Polsce podania w noc zaduszną osoby szczególnie pobożne mogą zobaczyć, z ukrycia, cienie umarłych, o północy idące tłumnie z cmentarza do kościoła na nabożeństwo celebrowane przez zmarłego proboszcza, w asyście nieżyjącego organisty i kościelnego, usłyszeć przytłumioną muzykę organów i dźwięk dzwonów. Dla duchów pozostawiano otwarte na noc drzwi kościelne, a na ołtarzu mszał i stułę. Natomiast nie wolno było wchodzić w nocy do kościoła i przypatrywać się mszy duchów; zmarli nie tolerowali żywych w swych obrzędach i za wtargnięcie do ich świata mogli zabić (udusić, rozszarpać). Według tego samego podania nawet płaszcz czy chustka, pozostawione na noc przez zapomnienie w kościele lub na cmentarzu, następnego dnia znajdowano podarte na strzępy” – napisano w książce „Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce”.(PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska

REKLAMA

2097843556 views

REKLAMA

REKLAMA

2097843789 views

REKLAMA

REKLAMA

2099640181 views

REKLAMA

2097843933 views

REKLAMA

2097844035 views

Szał autoportretów

Epidemia tajności

Śmierć dyktatora

Porwana na statku

REKLAMA

2097844147 views