Atlas urzędniczej ignorancji

To miała być – według słów samego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego – “publikacja pionierska”. Uruchomiony w internecie przez MSZ “Atlas polskiej obecności za granicą” budzi jednak wśród Polonii raczej niemiłe zdziwienie, niż podziw.

atlas1

Z Atlasu wynika, że w Chicago nie działają żadne organizacje kulturalne, medialne czy artystyczne… fot. MSZ

Teoretycznie publikacja miała stanowić kompendium wiedzy o polskiej aktywności w różnych zakątkach globu. Prezentować osiągnięcia Polonii, jej wpływy i stan posiadania. I rzeczywiście – wydawnictwo można uznać za dobry przykład atrakcyjnej komputerowej wizualizacji. Atlas zawiera mapy, grafiki i krótkie informacje na temat Polonii, polskich placówek dyplomatycznych oraz organizacji polonijnych w 33 krajach, gdzie skupiska Polaków są najliczniejsze. Znajdziemy tam też dane na temat nekropolii, miejsc pamięci narodowej, mediów, instytucji edukacyjne oraz cyklicznych imprez.

Dokument jest dostępny w interneciena stronie MSZ (kliknij TUTAJ).

Można go także ściągnąć na własny komputer jako plik pdf i dokładnie przestudiować.

fot.Ministerstwo Spraw Zagranicznych

fot.Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Nie szata zdobi projekt

Ciekawa szata graficzna może rzeczywiście przyciągać uwagę. Problem jednak nie w formie, ale w treści. Kolorowe mapy, grafiki i informacje to nie wszystko. Raportowi zarzucić można tyle uchybień, że warto zapytać o sens całego przedsięwzięcia sfinalizowanego kosztem polskich podatników.

Z atlasu można się na przykład dowiedzieć, że za granicą mieszka od 18 do 20 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia i że jest to jedna z największych diaspor na świecie. W USA ma żyć najwięcej przedstawicieli Polonii na świecie, szacunkowo – ok. 9,6 mln osób. Już w tym miejscu nie wiadomo skąd wzięto te dane, skoro ostatni spis powszechny w USA wskazywał na liczbę o milion osób niższą. W Stanach Zjednoczonych ma też działać najwięcej, bo ponad 550 organizacji polonijnych, podczas gdy we Francji – prawie 400, a w trzecich Czechach – 375.

Atlas wzbudził konsternację wśród Polonii i to nie tylko w USA. Bo już tylko od pobieżnego przeglądania map włos się może zjeżyć na głowie. Wynika z nich, że Chicago jest jedynie ubogim krewnym przy Nowym Jorku, stanach Wschodniego Wybrzeża, Środkowego Zachodu, a nawet Kalifornii. Na grafikach pokazujących ośrodki życia polonijnego, imprezy polskiej diaspory a nawet polskie nekropolie Wietrzne Miasto prezentuje się gorzej niż San Francisco czy Los Angeles. Absurd. Za to Pensylwania, New Jersey, Connecticut, czy stan Nowy Jork upstrzone (i słusznie) są kolorowymi znaczkami symbolizującymi aktywność lokalnych społeczności. Aż się prosi o zrobienie dodatkowej mapki pokazującej rozmieszczenie placówek i imprez na obszarze metropolii Chicago.

Chicago jak kopciuszek

Wietrzne Miasto jawi się także jako medialny kopciuszek. Na mapie poświęconej mediom polonijnym zabrakło logo “Dziennika Związkowego” i innych chicagowskich tytułów. Jest za to paleta niemal wszystkich liczących się mediów z okolic Nowego Jorku i Wschodniego Wybrzeża, choć z pewnością miejsc gdzie wydawane są polskie pisma i działają portale internetowe jest tam też dużo więcej.

O innych pomyłkach też można napisać oddzielny traktat. Pomyłki w nazwach organizacji (np. Związek Polonijnych Klubów Piłkarskich – ZPKP, a nie Związek Klubów Piłkarskich) podobnie jak stereotypowe opisy kolejnych generacji emigracji z Polski i informacje o braku wpływów politycznych Polonii mogą budzić jedynie uśmiech pobłażania. Bo jak skomentować stwierdzenie, że skoordynowane akcje Polonii są wynikiem działań osób indywidualnych? Albo zupełnie nieaktualne już dywagacje autorów na temat szans reformy imigracyjnej?

Absurdów jest znacznie więcej. Na przykład według autorów z MSZ to nie w USA, a na Ukrainie organizuje się najwięcej cyklicznych imprez polonijnych – 260. W Stanach Zjednoczonych – tylko 251. Trudno zgodzić się z tymi szacunkami, bo przecież trudno sobie wyobrazić, aby każdy z 252 ośrodków życia polonijnego, których MSZ doliczył się w USA organizował corocznie tylko po jednej imprezie.

Przypomnijmy więc urzędnikom z Warszawy, że w USA ośrodkami życia polonijnego są na przykład polskie parafie, których według szacunków oo. chrystusowców jest w Stanach ok. 700. Jeśli nawet konserwatywnie założymy, że tylko co druga z nich organizuje raz w roku jakiś polski festiwal, to już mamy liczbę imprez wyższą od obliczeń ekspertów z MSZ.

Bogate życie kazachskiej Polonii

Jeśli ktoś sądzi, że pomyłki ograniczają się tylko do USA, jest w grubym błędzie. Także brytyjskie media polonijne nie zostawiają na atlasie suchej nitki. Na przykład według MSZ na Wyspach półtoramilionowa Polonia organizuje co roku tylko 39 cyklicznych imprez – mniej niż polska diaspora w Kazachstanie. Na mapie zaznaczono też nieistniejący konsulat honorowy w Bristolu, zapomniano natomiast o domu narodowym w tym mieście, podobnie jak w Cardiff, czy Southampton. I tak dalej, i tym podobnie. “Po co było sporządzać coś, co w dużej części absolutnie ma się nijak do rzeczywistości?” – pyta jeden z brytyjskich portali. Absurdów tych – o dziwo – nie dostrzegły natomiast media nad Wisłą, gdzie zaanonsowano jedynie uruchomienie atlasu i przytoczono wypowiedzi wychwalające inicjatywę.

Dyplomacja i łowy

Z wątpliwościami poszliśmy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Biuro rzecznika prasowego MSZ grzecznie przysłało odpowiedzi na inne zadane pytania.
Może “odpowiedzi” to za duże słowo. W większości przypadków MSZ dyplomatycznie uchylał się od konkretów. Na przykład nie udało nam się dowiedzieć, kto personalnie jest odpowiedzialny za wydawnictwo, mimo że zadaliśmy wprost to pytanie rzecznikowi MSZ. “Projekt stanowi pracę zbiorową koordynowaną przez Departament Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą i Centrum Operacyjne MSZ. Uczestniczyły w nim wszystkie polskie placówki dyplomatyczne i konsularne, a także departamenty terytorialne MSZ. (…) Ten sam zespół złożony Departament Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą i Centrum Operacyjne MSZ pracuje obecnie nad projektem rozwoju i modyfikacji Atlasu” – brzmiała przesłana nam odpowiedź (zachowana oryginalna składnia nadesłanej odpowiedzi – przyp. red.).

Co prawda pracownicy placówek konsularnych w USA zastrzegają się, że publikacja nie ma charakteru naukowego, ale trudno nie dziwić się liczbie popełnianych przez nich błędów. To przecież oni pojawiają się na polonijnych imprezach i festiwalach. Nieoficjalnie pracownicy konsularni przyznają, że wysyłali do Warszawy informacje, które miały uzupełniać atlas. Ale przede wszystkim w raporcie znajdują się dane z „Raportu o sytuacji Polonii i Polaków za granicą” z 2013 r. A więc zawarte w atlasie dane pochodzą co najwyżej z 2012 roku.

Według MSZ informacje z polskich placówek konsularnych i dyplomatycznych były jedynie “dodatkowym źródłem” danych zawartych w atlasie. “Wszystkie dane na temat USA zostały uzyskane za pośrednictwem polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych, które utrzymują bieżący kontakt z organizacjami polonijnymi działającymi na terytorium ich urzędowania” – wyjaśnia MSZ. Wynikałoby więc z tego, że “pustynia” w okolicach Chicago to wynik nieodrobionej przez chicagowską placówkę pracy domowej.

Na szczęście atlas pomyślany jest jako publikacja otwarta, która w założeniu powinna być systematycznie uzupełniana. MSZ na pytanie, czy projekt ma charakter ciągły, tj. czy pracuje nad nim stale jakiś zespół podparł się fragmentem expose ministra Sikorskiego wygłoszonego w Senacie: “Liczę, że publikacja atlasu da impuls do dyskusji oraz przedstawiania konstruktywnych pomysłów. Rozważamy zakupienie specjalnego oprogramowania geoinformatycznego, które pozwoliłoby na zbudowanie interaktywnej wersji atlasu, umożliwiającej nanoszenie i odnajdywanie danych w systemie GPS podczas podróży zagranicznych. By tak ambitny projekt zrealizować, musielibyśmy jednak uzyskać regularne wsparcie Polonii polegające na zgłaszaniu nowych zagadnień, miejsc czy treści. Poprzez aktualizację tej informacji Polonia i Polacy na świecie, ale także polscy podróżnicy, staliby się współautorami atlasu. Od dyskusji na temat pierwszej fazy uzależniam ewentualny rozwój projektu”.

Polonio pomóż urzędnikom

Według Sikorskiego dalszy los projektu jest uzależniony od zainteresowania. “Obecnie zespół zajmujący się atlasem pracuje nad projektem nowej jego formy, która pozwoliłaby na znaczne zwiększenie zawartych w publikacji danych. Od ostatecznej formy zależeć będzie częstotliwość weryfikacji poszczególnych danych. W zakresie aktualizacji danych nawiązaliśmy także wstępną współpracę z GUS, który opracował bazę danych dotyczącą organizacji polonijnych na świecie” – obiecuje z kolei Biuro Rzecznika Prasowego MSZ.
MSZ chce, aby atlas był interaktywny, tak aby zawarte w nim dane mogły być na bieżąco zmieniane i mogły być nanoszone i odnajdywane w systemie GPS. Rzecz jednak w tym, żeby było co odnajdywać.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w miarę upływu czasu znajdą się w niej informacje dotyczące Polonii i pochodzące od Polonii (chętnie pomożemy konsulatowi w zgromadzeniu danych nt. Polonii w Chicago). Na razie mamy jedynie karykaturalny obraz tego, jak Polaków za granicą postrzegają urzędnicy polskiego MSZ.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

Categories: Polonia

Comments

  1. K
    K 29 sierpnia, 2014, 20:45

    Należałoby jeszcze do tej listy dodać zrzeszenia polskich studentów działające prężnie na każdym chicagowskim uniwersytecie i będące lepszymi ambasadorami Polski niż pracownicy jej MSZ.

    Reply this comment
  2. Maryla
    Maryla 29 sierpnia, 2014, 22:39

    Wydaje mi sie, ze zadzialala czyjas zla wola(nie dociekam powodow)ze Chicago przedstawiono jak-nieporownujac-malenki grajdolek-.Wypada polecic autorom tego z zalozenia ciekawego projektu nawiazanie wspolpracy z Konsulatem w Chicago.Pani Konsul choc „nowa” dysponuje napewno duza wiedza dot. dzialalnosci i
    wydazen na terenie miasta i okolics(z wlasnego doswiadczenia i doswiadczenia pracownikow Konsulatu.

    Reply this comment
  3. Mirek
    Mirek 30 sierpnia, 2014, 21:00

    To skandal i plucie nam Polakom mieszkającym w Chicago w twarz!

    Co na to konsulat?

    Oczekuję, że urzędnicy zamiast wypisywać listy oburzenia o byle pierdołę w amerykańskich mediach, zaczną od swojego podwórka i nadrobią karygodne zaległości.

    Jak można napisać, że Chicago nie ma polonijnych mediów?! Przecież jest masa polskojęzycznych programów radiowych, telewizyjnych i prasa, w tym najstarszy w USA polskojezyczny dziennik!
    Jak mamy oczekiwać szacunku od Amerykanów, skoro sami swojego dorobku nie szanujemy.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*