Historia w księgarnię wpisana. Pół wieku Polonia Bookstore

Historia w księgarnię wpisana. Pół wieku Polonia Bookstore

– Przetrwaliśmy dzięki temu, że ludzie czytają. Gdyby ludzie nie czytali, gdyby nie kupowali książek, to księgarnia by nie przetrwała. Dlatego ja się buntuję przeciwko opinii, że Polacy w Chicago nie czytają. Wręcz przeciwnie: jesteśmy czytającą społecznością. Bardzo czytającą – mówi Mira Puacz, właściciela najstarszej polskiej księgarni w Chicago. Istniejąca od blisko 50 lat Polonia Bookstore zmieniła właściciela.

 

Alicja Otap: Księgarnia Polonia powstała w 1969 r. i będzie miała równo 50 lat w 2019 roku. Przyspieszyła Pani obchody jubileuszowe. Z jakiego powodu?

Mira Puacz: Zdecydowałam się na nieco wcześniejsze obchody, ponieważ już jest czas na mnie, żeby odejść i przekazać księgarnię młodszej osobie. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. I ja schodzę ze sceny prowadzenia księgarni. Pani Agata Szymczyk, z którą pracowałam ponad dziesięć lat przejęła w tej chwili księgarnię i ona będzie ją prowadzić. Pani Agata jest osobą młodą, ale z dużym doświadczeniem zawodowym, dobrze znającą nowinki technologiczne i społecznościowe media. Jestem przekonana, że pod jej kierownictwem księgarnia będzie istnieć przez następne pięćdziesiąt lat. Wyjeżdżam na stałe do Warszawy w poczuciu dobrze spełnionej misji, bo przecież to niezwykłe, że etniczna, polska księgarnia przetrwała pół wieku i dalej się rozwija.

Księgarnię Polonia założył Pani mąż, Edward Puacz. W jakich okolicznościach trafił do Chicago?

– Mąż był dziennikarzem w Warszawie, absolwentem elitarnej szkoły nauk politycznych w Paryżu, znał doskonale języki: francuski, niemiecki i angielski, ale nie mógł znaleźć pracy. Przed wojną był związany z PPS-em, ale gdy w 1948 r. nastąpiło połączenie PPS-u z PPR-em, to mąż się wycofał z partii i wtedy zaczął mieć poważne problemy. W 1956 r. został zrehabilitowany i zawsze mi mówił, że nie rozumie za co został zrehabilitowany, bo przecież nic złego nie zrobił. Gdy zdał sobie sprawę z tego, że życie w Polsce nigdy nie będzie go satysfakcjonować, zdecydował się na emigrację. Miał w Chicago dobrze sytuowaną siostrę, śpiewaczkę operową, Annę Puacz, używającą pseudonimu artystycznego Ganna Walska. Po niesamowitych tarapatach, w czasie którejś tam odwilży, w końcu dostał paszport i przyjechał do Chicago, chyba w 1964 roku. Przez pięć kolejnych lat robił różne rzeczy, m.in. próbował być wykładowcą na kanadyjskim Uniwersytecie McGilla, ale mu to jednak nie odpowiadało, więc w końcu zdecydował, że otworzy księgarnię.

Dlaczego postanowił założyć księgarnię?

– Mąż kochał książki. Stale czytał. Lubił czytać. Brakowało mu w Chicago polskiej księgarni. W drugiej połowie lat 60. w Chicago nie było polskiej księgarni, a tylko takie miejsce z gazetami i magazynami, w którym tylko czasem pojawiały się książki z komunistycznej Polski. Dlatego postanowił, że w tak wielkim skupisku Polaków musi być prawdziwa polska księgarnia, oferująca emigracyjne wydawnictwa. Pomogła mężowi finansowo zamożna siostra. Przyjaciel Józef Białasiewicz, polonijny dziennikarz (przyp. red. ojciec Wojciecha Białasiewicza), który wcześniej próbował otworzyć księgarnię, udostępnił swoją klientelę. Pierwsza polska księgarnia w Stanach Zjednoczonych została otwarta na chicagowskim Jackowie, w wynajętym lokalu przy 2921 North Milwaukee.

I od razu zyskała sobie przychylność zarówno tych bardziej zasiedziałych jak i świeżych imigrantów…

– Wielu nowo przybyłych z Polski pierwsze kroki kierowało do naszej księgarni, żeby kupić „Kulturę” paryską i te wszystkie wydawnictwa imigracyjne – paryskie, londyńskie, kanadyjskie i lokalne – których nie było w komunistycznej Polsce. A my mieliśmy bardzo bliskie stosunki z wydawcami w Europie.

Prowadziliście też państwo własną działalność wydawniczą?

– Zaczęliśmy od książki męża. Był to zbiór artykułów męża opublikowanych głównie w „Kulturze” paryskiej i jeszcze na innych łamach. Mąż pisał tylko i wyłącznie o Polonii. Książka nosi tytuł „Polonia w USA dziś i jutro”. To taka analiza porównawcza. Potem wyjeżdżaliśmy do Polski, mąż zdobywał manuskrypty od pisarzy, którzy w Polsce nie mogli być wydawani, np. „Alfabet wspomnień” Antoniego Słonimskiego. Potem był Marek Nowakowski, Piotr Wierzbicki. Jedna z ostatnich naszych książek została wydana w okresie Solidarności. Był to zbiór wierszy strajkujących robotników pt.: „Przestańcie stale nas przepraszać”, który wydrukowaliśmy w nakładzie dwóch tysięcy, czyli ogromnie dużo jak na emigracyjne wydawnictwo. Sprzedaliśmy prawie wszystko. Zostały mi tylko dwa egzemplarze. Po śmierci męża jeszcze wydałam kilka pozycji.

Edward Puacz zajmował się też promocją polskich książki w bibliotekach amerykańskich

– Zaraz po powstaniu księgarni mąż miał ambitne plany, by książka polska znalazła się w bibliotekach publicznych Ameryki i przez prawie 50 lat do dzisiaj to robimy; polska książka jest w wielu bibliotekach amerykańskich nie tylko w Chicago i okolicach, ale w całym kraju.

Współpracujecie też z uczelniami?

– Jesteśmy najpoważniejszym źródłem zakupu podręczników do nauki polskiego dla uczelni oferujących polskie programy wykładowe. Dodam, że księgarnia by nie przetrwała, gdyby nie była biznesem a tylko hobby. Puaczowie nie mieli tyle pieniędzy, żeby sobie pozwolić na takie hobby.

Przyjechała Pani do Chicago jako bardzo młoda osoba, by pomagać mężowi w księgarni i stała się ona Pani życiową misją?

– Rzeczywiście była to misja. Warto wyjaśnić, że jestem absolwentką warszawskiego SGPiS-u. Po skończeniu studiów pracowałam w Ars Polona, w centrali handlu zagranicznego, która obraca dobrami kultury. Tam zapoznałam się z mechanizmami promocji za granicą dóbr kultury takich jak książka i muzyka. Pracowałam w tym kilka lat. Kiedy przyjechałam do Chicago to tę moją wiedzę, którą zdobyłam w Ars Polona, zastosowałam w księgarni Polonia.

Kiedy placówka rozwijała się najbardziej?

– W latach 80. i 90. Wtedy Polska była na świeczniku. Dodatkowo, co roku jeździliśmy na konferencje biblioteczne, branżowe i naukowe, organizowaliśmy wystawy polskiej książki w różnych miejscach w całych Stanach Zjednoczonych i dzięki temu zdobywaliśmy klientów.

Z jakimi wyzwaniami przyszło się Pani zmierzyć po śmierci męża?

– Mąż zmarł w 1985 roku. I przybyło obowiązków. Gdy żył zajmowałam się głównie sprzedażą książek. Po jego śmierci musiałam też martwić się m.in. o stan techniczny posesji, o cieknący dach i problemy w piwnicy.

Z Jackowa księgarnia przeniosła się do Jefferson Park i na Internet?

– W 1995 r. kupiłam duży budynek w Jefferson Park przy 4738 N. Milwaukee Avenue. Staliśmy się też pierwszą księgarnią online nawet przed Amazonem! Wybrał nas do swego eksperymentu Microsoft, który przeprowadzał próbę księgarni internetowej w latach 1996-7. Microsoft używał nas nawet jako reklamy. Nasza księgarnia podążała z duchem czasów dzięki naszemu inżynierowi Wojciechowi Tatinie.

Księgarnia była również ośrodkiem kulturalnym?

– Gościliśmy różne sławy, m.in.: Normana Daviesa, Barbarę Wachowicz, Marka Nowakowskiego, Antoniego Liberę, Daniela Olbrychskiego, czy Krzysztofa Zanussiego. Wydział chicagowski Fundacji Kościuszkowskiej urządzał u nas spotkania, występowali adepci polonijnych szkółek muzycznych.

Księgarnia ponownie zmieniła siedzibę?

– Teraz mieścimy się w mniejszym lokalu przy 4759 North Milwaukee; coraz mniej ludzi przychodzi do księgarń z powodu sprzedaży internetowej i mniej ludzi przyjeżdża z Polski. Utrzymanie poprzedniego lokum stało się bardzo trudne. Przede wszystkim dobijał nas ogromnie wysoki podatek od nieruchomości, rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Dodatkowo zaczęłam się zastanawiać, że jednak trzeba będzie pomyśleć o powrocie do Warszawy i wiedziałam, że moim następcom nie będzie łatwo utrzymywać takie duże i kosztowne miejsce.

Co odróżnia księgarnię Polonia od konkurencji ?

– Nie wiem, nie przyglądam się, co robią inne księgarnie.

Plany księgarni na przyszłość?

– Księgarnia Polonia nadal będzie służyć Polonii, ale będzie się koncentrować na sprzedaży online, nowych formach sprzedaży i sposobach docierania do czytelnika poprzez media społecznościowe.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Alicja Otap

Najstarsza polonijna księgarnia obchodziła 50-lecie swojej działalności w Chicago. Uroczystości odbyły się w Muzeum Polskim w Ameryce.

Otwierając spotkanie, dyrektor muzeum Małgorzata Kot powiedziała: – Jesteśmy tutaj, by celebrować ten dzień jako zbliżające się złote gody Polonia Bookstore, ale także, by uszanować i cieszyć się z obecności naszej mecenas, pani Miry Puacz.

Mira Puacz, wieloletnia właścicielka księgarni, którą kierowała od 1985 roku po śmierci męża Edwarda, kończy swoją przygodę z książkami w Chicago. W najbliższym czasie wraca na stałe do Polski.

Polonia Bookstore, która została założona w 1969 roku, to nie tylko księgarnia, to także oficyna wydawnicza. Przez lata wydała wiele wartościowych pozycji. Należy wspomnieć choćby „Alfabet wspomnień” Antoniego Słonimskiego, rzecz o generale Andersie Olgierda Terleckiego, pamiętniki Zygmunta Żuławskiego, znanego przedwojennego działacza PPS, czy „Idealizm i realizm” Adama Bromkego.

Po zmianie lokalu w 1995 roku księgarnia zajmowała się także organizacją spotkań literackich. To tutaj właśnie, w nowym, większym budynku przy ulicy Milwaukee, Norman Davies promował swoją książkę „Powstanie 44”, przyciągając na spotkanie kilkaset osób. Przez dwadzieścia lat w progach księgarni gościli między innymi: Barbara Wachowicz, Marek Nowakowski, Ewa Lipska, Leszek Długosz, Marek Kamiński czy Antoni Libera.

Uczestnicząc w wielu międzynarodowych sympozjach i zjazdach księgarzy, Puaczowie pomnażali zamówienia na polskie książki, co doprowadziło do sporej popularności księgarni i sukcesu finansowego.

O tym wszystkim opowiadała podczas sobotniej uroczystości 2 grudnia Mira Puacz. – Sukces nie przyszedł łatwo, ale dzięki temu, że byliśmy wytrwali, księgarnia stała się jednym z głównych źródeł książki polskiej dla bibliotek publicznych, szkół polonijnych, instytucji naukowych, takich jak uniwersytety, dla których do dnia dzisiejszego jesteśmy źródłem zakupu podręczników do nauki języka polskiego.

Pracę Państwa Puaczów będzie kontynuować Agata Szymczyk, która już od dziesięciu lat współpracuje z księgarnią.

Po części oficjalne spotkanie uświetniły występem trzy artystki: pianistka Marta Pasek, Laura Szafrańska i jej siostra Gabriela (Szafrańska) Bończak, członkinie zespołu El Saffron, który odniósł sukces na prestiżowym hiszpańskim festiwalu Música Sefardí Córdoba.

Sobotnie pożegnanie Miry Puacz zamyka pewien rozdział w historii Polonii.– Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, dla mnie jest to najodpowiedniejszy moment – powiedziała, podsumowując lata pracy w Chicago, właścicielka Polonia Bookstore.

Tekst i zdjęcia: Artur Partyka

  • 1 AV8E3715
  • 1
  • 2 AV8E3705
  • 3 AV8E3694
  • AV8E3657
  • AV8E3661
  • AV8E3664
  • AV8E3669
  • AV8E3673
  • AV8E3680
  • AV8E3685
  • AV8E3695
Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*