Wojna z narkotykami tańsza od pomocy społecznej

Legalizacja marihuany po prostu się nie opłaca

Wezwania do legalizacji marihuany burmistrz Nowego Jorku, Michael Bloomberg, uważa za nieporozumienie. Martwi się, za co handlarze wyżywią siebie i swoje rodziny. 

 fot. 123RF Stock Photo

fot. 123RF Stock Photo

Argument ten tylko pozornie jest absurdem. W rzeczywistości Bloomberg wyraża uzasadniony niepokój o przyszłość ekonomiczną znacznej części społeczeństwa.

Rozpoczęta za prezydenta Nixona wojna z narkotykami nie przyniosła oczekiwanych skutków. Chyba że głównym założeniem było stworzenie nowych miejsc pracy i częściowe pozbycie się kłopotów z młodzieżą, bezrobotną i niezatrudnialną z braku kwalifikacji.

Bloomberg nie bez powodu obawia się o źródło dochodu sprzedawców „trawki”. Jako polityk i biznesman dostrzega szerszy wachlarz problemów związanych z ewentualną legalizacją marihuany

W przeciwieństwie do ludzi zatrudnionych w legalnych przedsięborstwach, handlarze wydają pieniądze bez zastanowienia. Tym samym przyczyniają się do rozwoju biznesu. Choć siedzą u matki lub babki w dofinansowanym przez miasto mieszkaniu, często kupują luksusowe przedmioty. Trudno o lepszego niż oni klienta.

Czym się zajmą po odebraniu tego źródła dochodu? Nie znajdą pracy, bo nic nie potrafią, a robotników do łopaty i tak jest za dużo. Nie przyjmą ich do fabryk, bo te przeniosły się do Chin i Afryki. Do zbierania warzyw na kalifornijskich polach lub przewracania hamburgerów w McDonald´s nikt ich nie zmusi.

Pozbawieni zarobku zaczną szukać nowego zajęcia, by może – jak mówi Bloomberg – dużo bardziej szkodliwego społecznie niż handel marihuaną.

Komu zależy na wojnie?

W razie legalizacji maruhuany pracę stracą również dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy innych ludzi. Wojna z narkotykami to program zatrudnienia dla wszystkich pracowników Drug Enforcement Administration, znacznej części personelu FBI, INS, straży granicznej, stanowej i lokalnej policji, sędziów, prokuratorów, adwokatów i pracowników więzień. Blisko milion ludzi za kratkami za przestępstwa narkotykowe, to gwarancja rozwoju biznesu więziennego i przedsiębiorstw obsługujących więzienia.

Ta wojna zaspokaja także potrzeby rządu, ponieważ usprawiedliwia militarne interwencje i operacje wywiadu za granicą oraz daje większe przywileje policji w kraju.

Koszty

Jak każda wojna, również wojna z narkotykami jest bardzo kosztowna. Od początku tego roku do 31 maja wydano na ten cel ponad 17 mld dolarów. Kwota ta obejmuje fundusze przeznaczone na wypłaty i świadczenia dla pracowników wszystkich wyżej wymienionych instytucji.

W porównaniu z wydatkami na pomoc społeczną jest to raczej skromna suma. Według konserwatywnego „Daily Caller” w 2012 roku na programy socjalne wydano ponad bilion dolarów. Podobne dane przedstawia liberalne pismo „Mother Jones”, które od ogólnych wydatków odlicza pieniądze wypłacane z tytułu Medicare, Social Security i bezrobocia, a więc te programy, na które pracując regularnie płacimy. Mimo to fundusze na „welfare” wielokrotnie przekroczyły wydatki na wojnę z narkotykami.

Konkluzja

Burmistrz Bloomberg nie bez powodu martwi się o legalizację marihuany. Jeśli to źródło dochodu zostanie odcięte, to drobni sprzedawcy obciążą znacznie programy pomocowe, a także kasę miasta i pozbawią zarobków lokalne biznesy oraz więzienia.

Jakby na to nie patrzeć dzisiejsza sytuacja ekonomiczna całego państwa przemawia za kontynuowaniem wojny z narkotykami, bez względu na to czy jest skuteczna, czy nie.

 Elżbieta Glinka

e.glinka@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*