W potrzasku

Ameryka od środka

 

Prezydent Obama wykonał manewr, który jest zręcznym krokiem politycznym, a który stawia jego przeciwnika w wyborach prezydenckich w niezwykle trudnej sytuacji. Podjął mianowicie decyzję, bez konsultowania jej z Kongresem, że w trybie natychmiastowym wstrzymane zostaną deportacje wszystkich tych nielegalnych imigrantów, którzy zostali przywiezieni do USA jako dzieci, a dziś funkcjonują normalnie w społeczeństwie, a zatem są studentami lub pracują. Dotyczy to mniej więcej 800 tysięcy młodych ludzi, w 95% pochodzenia latynoskiego.

 

Obama został natychmiast zaatakowany i oskarżony o stosowanie sztuczek, których celem jest zjednanie sobie poparcia wyborców określonej grupy społecznej. Ataki te są wprawdzie uzasadnione, bo rzeczywiście chodzi tu o niemal szachową zagrywkę obliczoną na maksymalną korzyść polityczną, ale są bez znaczenia z dwóch powodów. Po pierwsze, decyzja prezydenta jest w pełni legalna i ma wiele precedensów. Po drugie, Mitt Romney znalazł się nagle w potrzasku, z którego nie ma żadnego sensownego wyjścia.

 

Republikański kandydat na prezydenta w przeszłości wielokrotnie już stwierdzał, że nie popiera żadnej amnestii dla nielegalnych imigrantów i jest zdania, że wszyscy oni powinni być wydaleni z kraju. Podobne jest zdanie jego partii. Gdy przed trzema laty na forum Kongresu pojawiła się ustawa znana jako Dream Act, która dawałaby nielegalnym możliwość (opatrzoną wieloma warunkami) starania się o stały pobyt w USA, demokraci nie byli w stanie przekonać republikanów, by ustawę tę poprzeć.

 

W obliczu decyzji Obamy jego przeciwnik nie może zatem stwierdzić, że ją popiera, bo naraziłby się natychmiast co bardziej prawicowym siłom swojej partii. Z drugiej jednak strony otwarty sprzeciw wobec tej decyzji niesie ze sobą jeszcze większe ryzyko – dalszej alienacji latynoskich wyborców. Statystyki pokazują, że wśród wyborców latynoskich Obama posiada ogromną przewagę, która w ostatnich dniach jeszcze bardziej wzrosła. Analitycy są zdania, że żaden kandydat prezydencki nie jest w stanie wygrać wyborów, jeśli nie zyska sobie poparcia co najmniej 35% tej grupy społecznej. Romney jest obecnie znacznie poniżej tego poziomu.

 

Karkołomność sytuacji, w jakiej Romney został postawiony, stała się jaskrawo oczywista z chwilą, gdy próbował on krytykować Obamę za to, co ów zrobił. Stwierdził mianowicie, że podjęta decyzja o poniechaniu deportacji niczego nie rozwiązuje, a jedynie komplikuje przeprowadzenie całościowej reformy imigracyjnej. Jest to opinia zdumiewająca i nieco śmieszna, jako że w przeszłości Romney był zdecydowanym przeciwnikiem właśnie takiej reformy.

 

Wszystko to raz jeszcze zwiastuje ogromny problem, z jakim Partia Republikańska będzie musiała sobie jakoś poradzić, jeśli chce przetrwać na arenie politycznej. Oblicza się, że mniej więcej w połowie tego stulecia Latynosi mogą stać się w USA większością. Tymczasem kolejni republikańscy politycy mają coraz większe trudności ze zdobywaniem sobie znaczącego poparcia ze strony tych właśnie wyborców. Jeśli coś się w przyszłości nie zmieni, wygranie przez republikanów jakichkolwiek wyborów stanie się niemal niemożliwe. Zresztą już dziś kandydaci republikańscy mają coraz większe kłopoty w niektórych południowych stanach USA, szczególnie w Newadzie i Nowym Meksyku, gdzie Latynosi stanowią większość.

 

Mitt Romney został przez zagrywkę Obamy wciągnięty do dyskusji, której nie chce i w której czuje się bardzo niepewnie. I choć problemy imigracyjne na pewno nie będą decydować o wyniku listopadowych wyborów, wrażenie niezdarności i braku jasnych poglądów w tej kwestii pozostanie.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*