Kandydat na burmistrza – nie boi się kryzysu, ma pomysły na policję

Kandydat na burmistrza – nie boi się kryzysu, ma pomysły na policję


Choć na polu wyborczej walki tłoczno, Paul Vallas wysoko ocenił swoje szanse na wygraną podczas wizyty u wydawcy „Dziennika Związkowego” i w redakcji naszej gazety. Jak stwierdził, przewagę nad innymi kandydatami dają mu kwalifikacje, doświadczenie i umiejętność znajdowania oryginalnych, skutecznych rozwiązań w sytuacjach kryzysowych. Ma też pomysły na reformę policji.

Paul Vallace podczas wizyty u wydawcy „Dziennika Związkowego”
fot.Ewa Malcher

O pomoc prosiły instytucje i kraje
Rozmawiając z nami, Paul Vallas wyraził przekonanie, że wyborcy docenią jego sukcesy zawodowe. Jako dyrektor do spraw budżetu w administracji burmistrza Richarda M. Daley’ego nie tylko poradził sobie z deficytami, ale pozostawił po sobie nadwyżkę. Po wyprowadzeniu na prostą w latach 90. chicagowskiego szkolnictwa publicznego – tak pod względem finansów, jak i poziomu nauczania – został poproszony o odbudowanie systemów oświatowych na granicy bankructwa w Filadelfii, Nowym Orleanie i w Bridgeport w Connecticut oraz w Haiti i Chile po katastrofalnych trzęsieniach ziemi.

– Nie bez powodu zostałem wybrany do tych zadań. Zauważono, że zawsze wykazywałem zdolności do podejmowania poważnych zadań i rozwiązywania problemów w sytuacjach kryzysowych. Doceniono moją wiedzę i umiejętności w kwestiach finansowych i budżetowych. Także doceniono moje umiejętności na polu wypracowania strategicznych planów i sposobów ich finansowania. Dlatego zwracały się do mnie o pomoc różne instytucje, organizacje, a nawet całe kraje będące w sytuacjach kryzysowych, licząc, że pomogę i nie zawiodłem – przekonywał Vallas.

Ekonomia i przestępczość

Priorytetowe miejsce w programie wyborczym naszego rozmówcy zajmuje bezpieczeństwo w mieście i jego rozwój ekonomiczny oraz reforma policji. Te wszystkie kwestie są według niego ściśle ze sobą powiązane, bo nie przypadkiem najwięcej strzelanin i morderstw jest w tych rejonach miasta, które są najuboższe i mają najwyższe wskaźniki bezrobocia.

– Przestępczość jest bezpośrednim rezultatem ignorowania zacofanych ekonomicznie rejonów miasta. Jej gwałtowny wzrost dotyka nie tylko społeczności afroamerykańskie, ale wszystkich mieszkańców Chicago. Niestety gdy popatrzymy na inwestycje w mieście, to są one obecne tylko w siedmiu czy w ośmiu okręgach miejskich. Duże obszary są w stanie depresji ekonomicznej. Jeśli nic nie będziemy robić, aby rozwiązać te problemy, ucierpi bezpieczeństwo publiczne i przestępczość coraz bardziej będzie przenikać do innych rejonów miasta. Ważne jest, żeby władze miasta zapewniły swoim mieszkańcom szanse na rozwój ekonomiczny – wyjaśniał kandydat.

Potrzeba więcej policji

Równocześnie Vallas zapewnił, że nie ma złudzeń, iż poprawa warunków materialnych jest jedynym remedium na przemoc na południu i zachodzie miasta, gdzie codziennie strzelają do siebie Afroamerykanie, bo nic nie zrekompensuje braków w siłach policyjnych. Dlatego zapewnił, że jak przejmie stery miasta, zatrudni nowych funkcjonariuszy i wypełni wakaty nieobsadzone od wielu lat. – Musimy zainwestować w departament policji i przywrócić oryginalną liczbę funkcjonariuszy. Pamiętam czasy, gdy ulice Chicago patrolowało 14 tys. funkcjonariuszy, a teraz tylko 12 tysięcy. Mam plan odbudowania sił policyjnych do poziomu z lat 90., gdy byłem miejskim dyrektorem ds. budżetu. Dołożę starań, by nie tylko było wystarczająco dużo policji w każdej społeczności, ale żeby był policjant oddelegowany do każdej szkoły, odpowiednio przygotowany do pracy z młodzieżą. Żyjemy w czasach, kiedy każdy może wnieść ukrytą broń do szkoły i musi być ona na to przygotowana. A broń zawsze będzie problemem, ponieważ brakuje odpowiednich przepisów stanowych i federalnych, które pozwalałyby na skuteczną kontrolę broni. Paradoksalnie owe przepisy stają się coraz luźniejsze zamiast coraz bardziej restrykcyjne – wyjaśniał.

Jego zdaniem, policja musi też być lepiej wyszkolona i odpowiednio wyposażona, ponieważ brakuje jej na przykład takich prostych urządzeń jak paralizatory, które stanowią alternatywę do śmiercionośnej broni palnej. – To wszystko dezorganizuje i utrudnia pracę policji, jak również możliwość rozliczenia się z jej działań – skonstatował.

Odniósł się krytycznie do stosowanej przez administrację Rahma Emanuela polityki przenoszenia policjantów z jednych rejonów miasta w drugie. – Każda dzielnica w Chicago musi być patrolowana przez odpowiednią liczbę policjantów i to takich, którzy dobrze znają lokalne społeczności, ich specyfikę, problemy, potrzeby itd. I w każdej części miasta policja musi mieć rezerwy pozwalające na zwiększenie sił i odpowiednie działania w przypadku gwałtownego wzrostu przestępczości – wskazał.

Więcej detektywów

Kolejnym problemem związanym z policją jest według Vallasa bardzo wysoki odsetek nierozwiązanych zagadek morderstw, którymi nie ma się kto zająć, bo brakuje śledczych w wyniku znaczącego spadku liczby sierżantów i detektywów. – Musimy odbudować wydział detektywów. Dlatego proponuję, żeby zwrócić się do policjantów na emeryturze, tak jak zrobiły inne miasta – Nowy Jork, Londyn, Denver czy Dallas. Zaprośmy oficerów z dużym doświadczeniem i w ten sposób powiększymy szeregi wydziału detektywów o 400 czy 500 śledczych, którzy będą pracować nad zaległymi sprawami – przekonywał.

Nie jestem politykiem

Vallas wyraził nadzieję, że pozyska głosy polonijnych wyborców, którzy docenią jego kwalifikacje i doświadczenie. – Wierzę, że wygram. Jestem jedynym kandydatem, który potrafi zarządzać wielkimi instytucjami, a Chicago potrzebuje właśnie takiego przywódcy. Chicago potrzebuje kogoś, kto potrafi rozwiązywać problemy, a nie jeszcze jednego polityka.

Podczas krótkiej rozmowy z Paulem Vallasem nie udało się poruszyć wszystkich kwestii z jego programu wyborczego, dlatego zachęcamy Czytelników do odwiedzenia witryny internetowej kandydata.

Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

 

Categories: Chicago, wybory 2019

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*