Dennis Rodman zakończył wizytę w Korei Płn. 

Dennis Rodman fot EPA

Dennis Rodman, była gwiazda NBA, zakończył w sobotę wizytę w Korei Północnej i wrócił do Pekinu. Były koszykarz odmówił odpowiedzi na pytanie, czy odegrał rolę w uwolnieniu amerykańskiego studenta Otto Warmbiera; swoją podróż określił jako „bardzo dobrą”.

„Wszyscy będą szczęśliwi. To był dobry dzień. To była naprawdę dobra wizyta” – powiedział Rodman dziennikarzom na lotnisku w Pekinie. Zapytany, czy spotkał się z przywódca Korei Płn. Kim Dzong Unem, odpowiedział: „dowiecie się”.

Rodman znów odpowiadał na pytania reporterów będąc ubrany w koszulkę z logo „Potcoin” (nazwa kryptowaluty stworzonej dla ułatwienia płatności za zalegalizowaną marihuanę); PotCoin, jak wyjaśnił, było sponsorem jego podróży. Taką samą koszulkę miał na sobie, gdy we wtorek wylatywał z Pekinu do Pjongjangu.

Przed wylotem do Pekinu Rodman zapewnił o „pamięci i modlitwie” za przebywającego w śpiączce Warmbiera oraz obiecał ponowne odwiedziny Korei Płn.

Według agencji AP Rodman podczas pobytu w Korei Płn. uczestniczył w kilku pokazowych meczach koszykówki oraz odwiedził Mangyongdae, miejsce urodzin Kim Ir Sena, założyciela kraju i dziadka obecnego przywódcy. Spotkał się również z północnokoreańskimi olimpijczykami oraz ministrem sportu, któremu wręczył książkę prezydenta USA Donalda Trumpa.

Amerykański podsekretarz stanu ds. politycznych Thomas Shannon powiedział dziennikarzom w Tokio, że Rodman udał się do Korei Płn. jako osoba prywatna.

W przeszłości Trump chwalił wizyty Rodmana w Korei Płn. W wywiadzie z marca 2013 roku mówił: „Być może Dennis jest o wiele lepszy niż to, co mamy teraz”. W 2013 roku Rodman uczestniczył w emitowanym przez telewizję NBC, a prowadzonym przez Trumpa programie „Celebrity Apprentice”.

To najprawdopodobniej pierwsza podróż Rodmana do Korei Płn. od stycznia 2014 roku, a także pierwsza od zaprzysiężenia Trumpa na prezydenta w styczniu br. Powszechnie wiadomo o czterech wcześniejszych wizytach koszykarza w komunistycznej dyktaturze; za każdym razem był przyjmowany z honorami i trzy razy, jako jeden z niewielu Amerykanów, osobiście spotykał się z Kim Dzong Unem, nazywając go „przyjacielem na całe życie”.

Rodman nazywał swoje podróże do Korei Płn. „koszykarską dyplomacją”, był jednak krytykowany przez media za niepodnoszenie podczas wizyt m.in. sprawy Kennetha Bae, Amerykanina aresztowanego za „wrogie czyny” wobec reżimu, który w północnokoreańskim więzieniu spędził 735 dni, zanim w 2014 r. został wypuszczony na wolność.

Rodman, pięciokrotny mistrz NBA, uznawany jest za jednego z najlepszych obrońców w historii ligi i kluczowego zawodnika Chicago Bulls w erze Michaela Jordana. Na parkiecie wyróżniał się tatuażami, kolczykami oraz ekstrawaganckimi fryzurami. (PAP)

Categories: Ameryka

Comments

  1. Michał
    Michał 18 czerwca, 2017, 07:31

    Z jednej strony takie wizyty u komunistycznych przyjaciół są nieco podejrzane ale jeśli miałoby to przybliżyć i poprawić stosunki Korei Płn. z resztą świata i znormalizować ten kraj to czemu nie:)

    Reply this comment
    • zza kałuży
      zza kałuży 18 czerwca, 2017, 14:58

      Otóż to. Wszystko lepsze od strzelania w ludzi rakietami. Ja bym Kimowi i 10 tys. jego najgorszych siepaczy (generałów i bezpieczniaków) dał gwarancję bezpieczeństwa i kupę forsy na nowe życie. Zapewnił im osiedlenie w jakimś dyskretnie nadzorowanym miasteczku np. w Chinach.
      Pod warunkiem oddania władzy, odbycia szczerej spowiedzi (coś na kształt południowoafrykańskiej Komisją Prawdy i Pojednania) i wyniesienia się z Korei Płn. w cholerę.
      *
      Alternatywą byłoby przekazanie im, że czeka ich stryczek.
      *
      No tak, ale wszystko to przy założeniu, że Chinom zależy na demokratyzacji Korei Płn. i na ewentualnym połączeniu jej z Koreą Płd. Chiny nie chcą ani amerykańskich wojsk na swojej granicy ani wojsk sojuszniczych Korei Płd. Terytorium północnokoreańskie jest dla Chin buforem odsuwającym amerykańskie wojska od granic Chin.
      Jak rozwiązać ten problem nie mam pojęcia.
      Tylko zwykłych północnych Koreańczyków szkoda…

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*