REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Prawo według potrzeb

-

Waszyngton – Federalny sąd apelacyjny stanął po stronie wiceprezydenta Dicka Cheney uznając jego prawo do utrzymania w sekrecie nazwisk lobbystów przemysłu energetycznego, u których zasięgał rady w 2001 roku, gdy opracowywał plan energetyczny dla kraju.

Jednomyślna decyzja koń-czy 4-letnie zmagania prawne o ujawnienie składu tzw. grupy zadaniowej Cheney’ego w czasie, gdy Kongres przystępuje do debat nad ustawą energetyczną, którą prez. Bush przedstawia jako kombinację „wydajności z ochroną środowiska”, a krytycy jako „hojny dar dla przemysłu energetycznego”.

Wcześniej, ten sam sąd apelacyjny utrzymał decyzję sądu niższej instancji, który polecił Cheney’emu ujawnić nazwiska swoich doradców – przedstawicieli przemysłu naftowego i gazowego. Wówczas to doszło do interwencji Sądu Najwyższego. Uznając tę decyzję za niesłuszną, Sąd Najwyższy wezwał sę-dziów apelacyjnych do pono-wnego przemyślenia sprawy.

Tym razem sąd jednogłośnie deklarował, że prezydent i wiceprezydent nie mają obowiązku informowania społeczeństwa o tym, gdzie szukają porady.
„Podejmując decyzje i opracowując propozycje ustaw prezydent musi mieć swobodę w zakresie czerpania informacji z wielu źródeł, zarówno wewnątrz rządu jak i poza rządem”, oświadczył sędzia Ray Randolph z federalnego Sądu Apelacyjnego na Okręg Columbia. „Dlatego, Sierra Club i Judicial Watch nie mają podstaw prawnych do wysuwania żądań o ujawnienie doradców Cheney’ego”.

Sprawę przeciw Cheney’emu wniosły: Sierra Club, liberalna grupa zwolenników ochrony naturalnego środowiska, oraz konserwatywny Judicial Watch.
Oskarżenie było oparte o prawo z 1972 roku, znane jako Federal Advisory Act, które mówi, że z chwilą, kiedy najwyżsi rangą przedstawiciele rządu szukają porady na zewnątrz, to muszą to robić publicznie, a nie poza zam-kniętymi drzwiami.

Biorąc to pod uwagę, federalny sędzia wydał Cheney’emu polecenie przekazania dokumentów z wymienieniem nazwisk uczestników spotkań. Wiceprezydent odmówił i wniósł sprawę apelacyjną do Sądu Najwyższego. W grudniu 2003 roku sąd zgodził się rozważyć ten przypadek.

3 tygodnie później, sędzia Sądu Najwyższego Antonin Scalia na zaproszenie Cheney’go udał się z nim na polowanie na kaczki w Luizjanie.

Adwokaci Sierra Club zwrócili się do Scalii, ażeby wycofał się z tej sprawy. Jako przyjaciel wiceprezydenta mógł być posądzony o stronniczość. Scalia odmówił. W czerwcu ub. roku Sąd Najwyższy odwołał decyzję sądu apelacyjnego.

Adwokaci administracji Busha argumentowali, że zmuszanie prezydenta lub wiceprezydenta do rozliczania się z prywatnych spotkań, jest niekonstytucyjne. Pominięto jednak ważny szczegół, jak to, że spotkania te nie do-tyczyły spraw prywatnych lecz publicznych.

W opinii wydanej w ostatni wtorek, sąd apelacyjny nie przytoczył argumentu Sądu Najwyższego. W zamian dokonał nowej interpretacji us-tawy z 1972 roku o otwartości działań rządu i stwierdził, że prawo to nie dotyczy tego konkretnego przypadku.

Sąd apelacyjny przytoczył wypowiedzi dwóch przedstawicieli rządu jako podstawę swego werdyktu. Sędziowie zgodzili się z ich opinią, że chociaż Cheney spotykał się z doradcami pozarządowymi, to w rzeczywistości nie byli oni członkami jego grupy zadaniowej National Energy Policy Task Force i dlatego prawo o otwartości rządu tych ludzi nie dotyczy.
Decyzja sądu apelacyjnego w pełnym składzie budzi zdziwienie z dwóch powodów.

Po pierwsze, jednogłośność jest rzeczą nietypową w są-dzie, którego członkowie mają różne spojrzenie na regulacje i przywileje rządowe. Po drugie, sąd przyjął założenia dwóch przedstawicieli administracji jako fakt, nie zezwalając drugiej stronie na podważenie ich, lub wysunięcie kontrargumentów.

Ten sam sąd całkiem inaczej oceniał prawo o otwartości rządu w czasie administracji Clintona. Wówczas to nadawał mu znacznie szersze znaczenie. Zastosowano je wobec pozarządowych doradców Hillary Rodham Clinton w prowadzonej przez nią grupie, która miała opracować reformę opieki zdrowotnej.

Sąd apelacyjny powiedział wówczas, że doradcy pozarządowi byli de facto członkami grupy zadaniowej pani Clinton i dlatego społeczeń-stwo ma prawo wiedzieć, kto w niej zasiadał.

Freedom of Information Act, zapewniający dostęp do informacji, zezwala na uzyskanie wiadomości o decyz-jach podejmowanych przez agencje federalne, z wyjątkiem Białego Domu.

Tom Fitton, prezes Judicial Watch potępił wtorkową decyzję sądu apelacyjnego jako „całkowicie bezpodsta-wną, niezgodną z intencjami prawa o otwartości działań rządu…Amerykanie powinni wiedzieć, czy lobbyści stali się de facto członkami Energy Task Force”. (eg)

REKLAMA

2093074641 views
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

REKLAMA

2093074925 views

REKLAMA

2094871374 views

REKLAMA

2093075175 views

REKLAMA

2093075313 views

REKLAMA

2093075454 views