REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Sport Piłkarski PP - Lechia Gdańsk drugim finalistą. Zadecydowały rzuty karne

Piłkarski PP – Lechia Gdańsk drugim finalistą. Zadecydowały rzuty karne

-

- Advertisement -

W meczu Lechii z Lechem nie zabrakło emocji fot.Facebook

Piłkarze Lechii Gdańsk awansowali do finału Pucharu Polski. W półfinale pokonali na wyjeździe Lecha Poznań w serii rzutów karnych 4-3. W regulaminowym czasie gry i po dogrywce był remis 1:1. W finale 24 lipca w Lublinie obrońcy trofeum zmierzą się z Cracovią.

Po niezwykle dramatycznym widowisku piłkarze Lechii Gdańsk wyeliminowali w półfinale Lecha i są blisko obrony trofeum. 120 minut gry nie przyniosło rozstrzygnięcia, choć to gospodarze mieli wyraźną przewagę i stworzyli zdecydowanie więcej sytuacji. W serii rzutów karnych “piłki meczowe” mieli Filip Marchwiński oraz Dani Ramirez, ale nie potrafili pokonać Zlatana Alomerovica. Ostatnią “11” zmarnował Kamil Jóźwiak, posyłając piłkę wysoko nad poprzeczką.

Trener “Kolejorza” Dariusz Żuraw postawił na zwycięski skład z ostatniego meczu ligowego z Legią Warszawa z jedną zmianą – Timura Żamaledtinowa w ataku zastąpił Christian Gytkjaer, który w sobotę musiał pauzować za żółte kartki. Z kolei szkoleniowiec gości Piotr Stokowiec w porównaniu do przegranego pojedynku z Cracovią (0:3) dokonał więcej roszad – w bramce Dusana Kuciaka zastąpił Alomerovic, od pierwszej minuty zagrali także Tomasz Makowski, Maciej Gajos oraz Flavio Paixao.

Poznaniacy od początku spotkania posiadali inicjatywę, ale brakowało dokładności przy ostatnim podaniu. Gdy już wypracowali sobie dogodną okazję, to uderzali wyjątkowo niecelnie. W pierwszej połowie lechici oddali 10 strzałów, ale żaden z nich nie trafił w światło bramki.

Goście też mieli swoje szanse, m.in. w 13. minucie po dośrodkowaniu Rafała Pietrzaka Paixao spudłował z ośmiu metrów i tylko chwycił się za głowę.

Gospodarze najlepszą sytuację stworzyli po kontrataku. Gytkjaer otrzymał długie podanie z własnej połowy, a obrońcy Lechii, zamiast powstrzymać Duńczyka, rozbiegli się. Snajper Lecha mógł uderzać lub podawać do Jakuba Kamińskiego, wdał się jednak w drybling i stracił piłkę.

Kilka okazji miał bardzo aktywny Kamil Jóźwiak, ale jemu też brakowało precyzji bądź rywale blokowali jego strzały.

Niewiele zmieniło się po przerwie. Lech atakował, ale nieźle zapowiadające się akcje zwykle kończyły się fatalnym podaniem.

W 62. minucie gdańszczanie pokazali, że nie trzeba wymieniać kilkunastu podań, by zdobyć bramkę. Po dośrodkowaniu Pietrzaka Paixao, mimo asysty dwóch obrońców, głową pokonał Mickeya van der Harta.

Odpowiedź miejscowych była szybka. Hiszpan Ramirez strzelił zza linii pola karnego i piłka po rękach Alomerovica wtoczyła się do siatki.

Po zdobyciu wyrównującego gola “Kolejorz” jeszcze mocniej zepchnął przeciwnika na jego własną połowę. Alomerovic miał sporo pracy, bo w końcu strzały lechitów zaczęły trafiać w światło bramki. Niewiele brakowało, by Jakub Moder wpisał się na listę strzelców, ale golkiperowi Lechii w sukurs przyszedł słupek.

W końcówce regulaminowego czasu goście bronili się już rozpaczliwie, a w doliczonym czasie gry po zagraniu piłki ręką przez Conrado w polu karnym sędzia Tomasz Musiał odgwizdał “jedenastkę”. Po wideoweryfikacji arbiter anulował jednak tą decyzję i zawodnicy Lechii mogli odetchnąć.

W dogrywce piłkarze obu zespołów mieli prawo czuć się zmęczeni, ale kibice nie mogli narzekać na brak emocji i poziom widowiska. Lech nadal dominował i Gytkjaer był bliski zmiany wyniku. a Alomerovic dobrze się zachował, skrócił kąt i Duńczyk strzelił prosto w niego. Goście też mieli szansę – były pomocnik Lecha Maciej Gajos przymierzył przy samym słupku, lecz van der Hart popisał się efektowną interwencją.

Drugi kwadrans dogrywki nie był już tak emocjonujący. Obie drużyny szans szukały w licznych wrzutkach w pole karne, ale one nie przynosiły efektów.

Rzuty karne także dostarczyły emocji. Van der Hart po obronie strzału Rafała Pietrzaka zasygnalizował uraz i wydawało się, że dojdzie do zmiany bramkarza. Holender wytrwał jednak do końca serii i odbił jeszcze uderzenie Egzona Kryezlu. Lech prowadził 3:2, ale Marchwiński i Ramirez nie potrafili wprowadzić swojej drużyny do finału. W szóstej serii Gajos się nie pomylił, a Jóźwiak ku rozpaczy miejscowych kibiców posłał piłkę wysoko nad bramką.

(PAP)

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Enable Notifications.    Ok No thanks