REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Sport Niemożliwe stało się faktem. Piłkarze Fire żegnają się z “MLS is Back”

Niemożliwe stało się faktem. Piłkarze Fire żegnają się z “MLS is Back”

-

- Advertisement -

Yordy Reyna zapewnił Whitecaps awans, a piłkarzom Fire powrót do domu fot.Facebook

Chicago Fire przegrali w swoim trzecim meczu turnieju “MLS is Back” z Vancouver Whitecaps 0:2 i zajęli w grupie B z dorobkiem trzech punktów ostatnie miejsce. Bezpośredni awans do fazy pucharowej zapewnili sobie San Jose Earthquakes (7 pkt) i Saettle Sounders (4), a Whitecaps z trzema punktami awansowało z “dziką kartą”. Taki sam punktowy stan posiadania mają Fire, ale gorszy o jedną bramkę bilans spowodował, że żegnają Orlando i wracają do Chicago.

Zwycięstwo różnicą dwóch bramek było dokładnie tym, czego potrzebował zespół z Kanady. Porażka taką różnicą była z kolei najgorszym scenariuszem dla zespołu z “Wietrznego Miasta”.

Fire byli w zdecydowanie lepszej sytuacji. Do zajęcia drugiego miejsca, premiowanego bezpośrednim awansem wystarczył im remis, by stać się właścicielem “dzikiej karty” mogli sobie pozwolić na porażkę różnicą jednej bramki. Wszystko zależało od nich i wszystko było w ich rękach. Nie byli zależni od innych drużyn, nie musieli polegać na innych wynikach. Niestety nie zdołali tego wykorzystać, tak, jak nie wykorzystali również faktu, że rywal przyjechał do Orlando osłabiony brakiem pięciu piłkarzy z podstawowego składu, których w Vancouver zatrzymały kontuzję, bądź sprawy rodzinne. Nie wykorzystali również tego, że w bramce Whitecaps stanął debiutujący w MLS 21-latek.

Co z tego, że mieli zdecydowaną przewagę, byli częściej w posiadaniu piłki, oddali 25 strzałów (13 niecelnych, siedem zablokowanych), na które rywale odpowiedzieli zaledwie czterema, wykonywali 11 rzutów rożnych, przy żadnym z drugiej strony. Co z tego, że stwarzali idealne do zdobycia goli sytuacje, skoro piłka po strzale Gastona Gimeneza została w drugiej minucie gry wybita z linii bramkowej, a Fabian Herbers i Robert Beric przestrzelili. Co z tego, że Przemysław Frankowski w pierwszej akcji drugiej odsłony strzelał głową, skoro piłka, zamiast trafić do siatki, odbiła się od słupka, później z kolei po uderzeniu Alvaro Medrana w poprzeczkę, a CJ Sapong wepchnął ją do bramki ręką, a nie nogą, piersią, czy głową. Takie niewykorzystane sytuacje nie mogły pozostać bez konsekwencji. I nie pozostały.

Kiedy w 63 minucie mecz z powodu nadciągającej burzy został na kilkadziesiąt minut przerwany, nikt chyba nie wierzył w to, że Fire pozwolą napisać rywalom złoty dla nich scenariusz. Po wznowieniu gry niestety pozwolili. Whitecaps przeprowadzili dwie akcje, jedyne w całym meczu, po których padły bramki dające im awans i wyrzucające “Strażaków” z turnieju.

Bohaterem obydwu był Yordy Reyna. Najpierw w 65 minucie ubiegł środkowych obrońców, nie dając Kennethowi Kronholmowi żadnych szans. Sześć minut później reprezentant Peru idealnie obsłużył Cristiana Dajome, który zakładając bramkarzowi Fire “siatkę”, ustalił wynik meczu.

Później były jeszcze wspomniane akcje Medrana, CJ Saponga i na dokładkę niecelny strzał do pustej bramki Berica. Nie było tylko gola, tego jedynego na wagę awansu.

Dariusz Cisowski

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Enable Notifications.    Ok No thanks