REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaSportLennox Lewis o Arturze Szpilce: diament zakopany w piasku

Lennox Lewis o Arturze Szpilce: diament zakopany w piasku

-

Ostatni, niekwestionowany mistrz świata wagi ciężkiej, Lennox Lewis o Arturze Szpilce, pięściarzu ze Wschodniego Wybrzeża mówi: „to zakopany w piasku diament”. Rozmowa Przemka Garczarczyka z Lennoxem Lewisem

Lennoxa Lewisa poznałem dawno, bo w 1994 roku w Atlantic City, kiedy przygotowywał się do walki z Philem Jacksonem. Wtedy w USA nikt nie traktował go serio, więc na 24 godziny przed pojedynkiem z 15 minut rozmowy zrobiła się godzina, poświecona rozmowie nie o boksie, tylko szachach i jego ukochanym reggae. Drugi raz mieliśmy okazję pogadać kiedy był już gwiazdą, przed rewanżową walką z Hasinem Rahmanem w kasynie Mandalay Bay w Las Vegas. Lennox namawiał mnie, żebym „postawił wszystko co mam”, i że wygra przez nokaut przed ósmą rundą. Nie postawiłem, więc na konferencji po ciężkim znokautowaniu Rahmana w czwartym starciu zaraz mi to wypomniał. Kiedy zdzwoniliśmy się tuż przed wylotem Lennoxa z Warszawy, gdzie był na gali Tomasza Babilońskiego i Andrzeja Wasilewskiego, mieliśmy rozmawiać o walce Mayweathera Jr. z Davidem Ortizem (Lennox dokładnie przewidział co się stanie w Las Vegas, stwierdzając, że „nie da się zranić czegoś, w co nie można trafić”), a zeszło… na już dobrze znanego także polonijnym kibicom ze Wschodniego Wybrzeża Artura Szpilkę.

REKLAMA

Przemek Garczarczyk: Słyszałem, że Polska ugościła cię po 24 latach znakomicie…

Lennox Lewis: Wszystko jest pierwsza klasa. Pan Babiloński, całą ekipa 12round Knockout Promotions robiła wszystko, żebym czuł się dobrze. Od czasu mojej pierwszej wizyty w Polsce nie miałem żadnego boksersko-biznesowego kontaktu z Polakami, nie licząc tego kilkudziesięciosekundowego w Atlantic City z Andrzejem Gołotą, więc nie za bardzo wiedziałem czego się spodziewać. Teraz chciałbym przyjechać tutaj jeszcze raz.

Gościowi nie wypada mówić źle o gospodarzach?

LL: Nie, dlaczego? Jakby coś było nie tak, zaraz byś to ode mnie usłyszał. Ja zawsze mówię to co myślę.

fot. Wschodząca gwiazda polskiego boksu – Artur Szpilka

Jak już jesteśmy przy szczerych, a nie tylko kurtuazyjnych wypowiedziach, to Andrzej Wasilewski, polski promotor mówił w wywiadach, że bardzo spodobał ci się Artur Szpilka. Przyznam, że potraktowałem to zaledwie jako kurtuazję, bo co ostatni niekwestionowany mistrz świata wagi ciężkiej może wiedzieć o polskim bokserze, który ma 7 walk w karierze?

LL: Do pobytu na gali w Warszawie nie wiedziałem o nim nic, masz rację. Wasilewski zaczął mi opowiadać o tym waszym talencie, nie wszystkie walki na gali były interesujące, więc poprosiłem go, żeby mi napisał jego nazwisko na kartce, wyjąłem iPada, poszukałem wideo. Znalazłem i obejrzałem chyba ze 3 filmiki. I wtedy wiedziałem, że to czysty talent, który będę obserwował. Nie zmarnujcie go tylko.

Co przekonało Cię do Szpilki?

LL: Naturalność uderzenia, jego rytm w trakcie walki. Tego się nie nauczysz – albo to masz, albo nie. Dla zdecydowanej większości pięściarzy świata, nawet tych z pierwszych dziesiątek rankingów, każde uderzenie to wynik jakiegoś przygotowania: ustawienie nóg, pozycja rąk, odległość od rywala. To wszystko gdzieś tam się przerabia w głowie i wychodzi cios. Są tacy – jak Szpilka – którzy mają te elementy naturalnie, jakoś podświadomie zawsze są w takiej pozycji, z której może wyjść bomba. To bezcenne w każdej kategorii wagowej, ale w ciężkiej nie do przecenienia. On to ma, to od razu widać i dlatego na ten temat chętnie rozmawiam.

Jak Artur przeczyta te słowa, to woda sodowa mu uderzy do głowy…

LL:… i jeśli tak się stanie, to znaczy, że się nie nadaje do boksu. Ja miałem takich kolegów, którzy bili na treningach dwa razy mocniej ode mnie i pewnie też więcej umieli, ale to ja jestem mistrzem świata, a ich nazwisk nikt nie zna. Bo nie mieli głowy do boksu. Ja wierzyłem w każdą krytykę, jeśli pochodziła od ludzi, których ceniłem. Jak zaczynałem walczyć w Stanach, to się ze mnie śmiali w telewizji, że nie mam lewego prostego. Siedziałem przed telewizorem i tego słuchałem, oglądałem moje wygrane walki, ale patrzyłem tylko na mój lewy prosty. Zgadza się, trzeba poprawić, więc tylko nad tym pracowałem. Po porażce z McCallem mówili, że nie mam silnej szczęki i łatwo padam. Więc poprosiłem HBO, żeby mi dali takiego przeciwnika, po którego strzale padnę. Zrobiłem to dla siebie i dla nich – miałem walkę z Shannonem Briggsem, który wtedy uchodził za bestię, niszczył wszystkich w pierwszych rundach. O to mi w tym wszystkim chodzi – zawsze musisz wiedzieć, że doskonały nigdy nie będziesz. Bez tego daj sobie spokój z marzeniami, będziesz tylko utalentowanym przeciętniakiem o który będą mówić, że mógł coś zrobić. Jest takie określenie w angielskim „wannabe” – to jest tak naprawdę słowo obraźliwe, takiego przegranego, któremu się wydaje, że sam potencjał wystarczy do szczęścia.

Rada do Artura Szpilki, żeby tak się nie stało?

LL: Nie tylko do niego, także do jego promotorów, trenerów. Dawajcie mu na treningach 2 razy lepszych od niego. Niech go okładają przy zamkniętych drzwiach, bez kamer. A on niech wyciąga z tego wnioski. Szpilka to taki zakopany w piasku diament. Jak on sam nie będzie chciał zabłysnąć, wybić się, to ktoś kopnie ten diament, zakopie głębiej i nikt nie będzie wiedział, że istniał. Mówią jak kaznodzieja, ale ten dzieciak ma w sobie coś specjalnego. Nie ma w moich słowach kurtuazji. Nazywam się Lennox Lewis, wiesz, że nie będę się ośmieszał i mówił publicznie rzeczy, w które nie wierzę, tylko dlatego, że byłem na dobrej kolacji.

Rozmawiał: Przemek Garczarczyk

REKLAMA

2097897733 views

REKLAMA

REKLAMA

2097897966 views

REKLAMA

REKLAMA

2099694358 views

REKLAMA

2097898109 views

REKLAMA

2097898210 views

REKLAMA

2097898320 views