REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Sport Ekstraklasa piłkarska – Warta lepsza od Wisły, remis w Lubinie

Ekstraklasa piłkarska – Warta lepsza od Wisły, remis w Lubinie

-

- Advertisement -

Warta, pokonując Wisłę Kraków, odniosła pierwsze w tym sezonie zwycięstwo fot.Facebook

Piłkarze Warty odczarowali swój “domowy” stadion w Grodzisku Wielkopolskim i pokonali Wisłę Kraków 2:1. Było to ich pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Wiślacy nie wykorzystali ogromnego osłabienia rywala, przespali pierwszy kwadrans drugiej połowy i to kosztowało ich utratę punktów. Gol z rzutu wolnego Fina Petteriego Forsella był ozdobą meczu w Lubinie, gdzie Zagłębie zremisowało ze Stalą 2:2 w 10. kolejce piłkarskiej ekstraklasy. Tym samym obiecująco pracę w beniaminku z Mielca rozpoczął trener Leszek Ojrzyński.

Warciarze do spotkania z Wisłą przystąpili bez wielu kluczowych graczy. W protokole meczowym, do którego można wpisać 20 nazwisk, widniało tylko 16 zawodników, a w gronie pięciu rezerwowych był dwóch bramkarzy. Kłopoty zdrowotne wyeliminowały Mateusza Kupczaka, Roberta Janickiego, Mariusza Rybickiego, Mario Rodrigueza i Aleksa Ławniczaka. Za czerwoną kartkę pauzował natomiast Mateusz Spychała.

Trener Piotr Tworek na przedmeczowej konferencji prasowej nie zdradził tych kłopotów, bo jak przyznał, “nie chciał ułatwiać zadania rywalowi”. Goście do Grodziska przyjechali też w niepełnym składzie, bez m.in. Macieja Sadloka i Jakuba Błaszczykowego, ale szkoleniowiec Wisły Artur Skowronek nie miał problemu ze skompletowaniem 20 zdrowych piłkarzy.

Gospodarze, którzy po raz pierwszy grali w takim ustawieniu, szybko oddali inicjatywę rywalom. Wisła zaczęła od zdecydowanych ataków i już w dziewiątej minucie objęła prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki najwyżej wyskoczył Adi Mehremic i głową mocno strzelił w światło bramki. Interweniujący przed linią bramkową Adrian Laskowski tylko zmylił Daniela Bielicę.

Piłkarze beniaminka potrzebowali sporo czasu, by odzyskać rytm. Ładną akcję przeprowadził Michał Jakóbowski, ale Mateusz Lis był na posterunku.

W 26. minucie po dośrodkowaniu Łukasza Trałki w pole karne piłka trafiła w rękę Dawida Abramowicza. Goście nawet nie protestowali, a sędzia Bartosz Frankowski nie musiał korzystać z wideoweryfikacji i podyktował rzut karny. Trałka, który miał szansę zdobyć dla Warty pierwszego gola na własnym boisku, z 11 metrów uderzył wysoko nad poprzeczką.

Mecz się wyrównał, ale poznaniacy nie potrafili zagrozić bramce przyjezdnych. Lepsze okazje mieli krakowianie, lecz defensywa Warty spisywała się bez zarzutu.

Po zmianie stron poznaniacy pokazali zupełnie inne oblicze. Już pierwsza akcja po wznowieniu gry przyniosła wyrównującego gola. Dwójkowa akcja Mateusza Czyżyckiego i Jana Grzesika zakończyła się precyzyjnym strzałem tego drugiego.

Pierwszy kwadrans po przerwie to okres dobrej gry beniaminka, który momentami zamykał przeciwnika na jego połowie. W 59. minucie Grzesik dograł do Mateusza Kuzimskiego, obrońcy Wisły trochę zlekceważyli sytuację, a napastnik “Zielonych” sprytnie posłał piłkę obok Lisa.

Poznaniacy starali się jak najdalej trzymać wiślaków od swojego pola karnego, ale z upływem czasu przewaga “Białej Gwiazdy” rosła. Niezłym uderzeniem z dystansu popisał się Chuca, ale piłka minimalnie poszybowała nad spojeniem. Goście atakowali z rozmachem, ale też nie potrafili stworzyć dobrych okazji. Trener Skowronek co rusz wprowadzonych nowych piłkarzy, Tworek z kolei takiego komfortu nie miał. W pewnym momencie opiekun Warty podszedł do swojego boksu i zapytał tylko bezradnie: “kogo mam dać”? Ostatecznie nie zdecydował się na żadną zmianę, co też jest dość niecodziennym wydarzeniem.

W końcówce piłkarze Warty najprostszymi środkami przerywali akcje Wisły. W okolicach własnego pola karnego nie patyczkowali się i momentami wybijali piłkę na oślep, byle dalej od swojej bramki. Ta taktyka okazała się skuteczna.

Zagłębie prowadziło już 2:0, ale zdołało zdobyć tylko punkt. W Lubinie po raz pierwszy Stal poprowadził trener Leszek Ojrzyński a ozdobą spotkania był piękny gol z rzutu wolnego Petteri Forsella.

Oba zespoły starały się grać ofensywnie, ale to ataki gospodarzy były bardziej składne i spokojniejsze. Lubinianie wyraźnie wyczekiwali na błąd przeciwników i się doczekali. Obrońcy Stali „złamali linię” obrony i po prostopadłym podaniu Łukasza Poręby w idealnej sytuacji znalazł się Kacper Chodyna. Młodzieżowiec Zagłębia nie zastanawiała się, huknął ile sił i było 1:0.

Gol zmienił nieco obraz gry. Stal nie grała już tak odważnie i optyczną przewagę uzyskali gospodarze. Lubinianie nie narzucili jednak wysokiego tempa, spokojnie rozgrywali swoje ataki i wyczekiwali na kolejne błędy rywali. I taka taktyka przyniosła drugiego gola.

Maciej Domański po rzucie rożnym, zamiast wybić piłkę, próbował ją przyjąć i uczynił to tak fatalnie, że trafiła do Lubomira Guldana. Kapitan Zagłębia idealnie dograł do wbiegającego Sasy Balica, a ten mierzonym strzałem głową nie dał szans Rafałowi Strączkowi.

Wydawało się, że skoro pierwszy gol tak mocno podłamał Stal, to drugi może już ją zupełnie złamać i „zamknąć” mecz. Tak się nie stało, bo trzy minuty później było już tylko 2:1. Po akcji Mateusza Maka obrońcy Zagłębia tak wybijali piłkę, że ta trafiła do Domańskiego. Pomocnik gości od razu uderzył, piłka jeszcze odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki.

Pięć minut po wznowieniu gry po przerwie było już 2:2. Stal wywalczyła rzut wolny około 30 metrów od bramki. Do piłki podszedł Forsell, który dopiero w drugiej połowie pojawił się na boisku. Fin w swoim stylu huknął i Dominik Hładun musiał sięgać do siatki.

Kolejne fragmenty meczu mogły się podobać, bo obie ekipy nie myślały bronić remisu i starały się atakować. Optyczną przewagę ponownie miało Zagłębie, ale kontry gości były bardzo groźne.

Dla gospodarzy dwie świetne okazje miał Filip Starzyński i za każdym razem posyłał piłkę w trybuny. Ze strony Stali blisko trafienia do siatki był Paweł Tomczyk, który strzelał z pola karnego i gospodarze tylko dzięki świetnemu refleksowi Hładuna zawdzięczali, że nie stracili trzeciego gola.

Sędzia do regulaminowego czasu doliczył aż sześć minut i cały ten czas gra toczyła się na połowie Stali, ale lubinianom nie udało się już pokonać Strączka.

(PAP)

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Enable Notifications    Ok No thanks