REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Sport Ekstraklasa piłkarska - potknięcie Górnika Zabrze. Pierwsze zwycięstwo Warty

Ekstraklasa piłkarska – potknięcie Górnika Zabrze. Pierwsze zwycięstwo Warty

-

- Advertisement -

Wisła Kraków przerwała w Zabrzu zwycięską passę Górnika fot.Facebook

W piątkowych meczach piątej kolejki ekstraklasy piłkarskiej Górnik Zabrze stracił pierwsze w tym sezonie punkty, bezbramkowo remisując na własnym boisku z krakowską Wisłą. Warta Poznań z kolei odniosła pierwsze zwycięstwo, pokonując w Płocku Wisłę 3:1.

Przed spotkaniem w Zabrzu nastroje w obu ekipach były odmienne. Zabrzanie tydzień wcześniej pokonali na wyjeździe mistrza Polski Legię Warszawa 3:1, notując czwartą wygraną w sezonie. „Biała Gwiazda” na własnym stadionie uległa Wiśle Płock 0:3 i w piątek walczyła o pierwsze zwycięstwo.

Ponad 12 tysięcy kibiców – komplet w obecnej sytuacji sanitarnej – nie miało powodów, by żałować zakupu biletu, mimo braku goli. Od początku dużo się na boisku działo. Nie było mowy o jakimś „murowaniu”, obie drużyny grały o komplet punktów.

Świetną okazję do wyprowadzenia zabrzan na prowadzenie miał już w 4. minucie Jesus Jimenez. Jego uderzenie z niewielkiej odległości zdołał obronić Mateusz Lis. Później dużo bliżej zdobycia gola byli krakowianie. Mieli pecha, bo po uderzeniu Yaw Yeboah piłka odbiła się od słupka, a Stefan Savic trafił w poprzeczkę.

W drugiej połowie nadal oba zespoły grały ofensywnie, ale nieskutecznie. Krakowianie powinni objąć prowadzenie w 58. minucie, kiedy szybką kontrę Jeana Carlosa zwieńczył zawstydzająco niecelnym strzałem Savic.

Po drugiej stronie boiska bramkarza Wisły nie potrafili zmusić do kapitulacji Jimenez i Daniel Ściślak. Obaj „główkowali” z kilku metrów wprost w ręce Mateusza Lisa. W efekcie krakowianie zdobyli trzeci punkt w sezonie, Górnik po raz pierwszy musiał się zadowolić remisem.

Kibice Wisły Płock znów nie doczekali się zwycięstwa na własnym boisku – “Nafciarze” nie zdołali pokonać beniaminka Warty Poznań. Rywale wykorzystali szansę, nie tylko wygrali 3:1, zdobywając pierwszy komplet punktów, ale także strzelając pierwsze bramki w tym sezonie. Wisła, po okazałym zwycięstwie w Krakowie (3:0), była faworytem pojedynku. Warta przed meczem zajmowała przedostatnie miejsce w tabeli, nie miała na koncie żadnego strzelonego gola.

Początek spotkania nie był zbyt ciekawy. Drużyny próbowały się poznawać, sprawdzały swoją czujność, ale nie stwarzały sytuacji podbramkowej. Zawodnicy się nawzajem pilnowali. Pierwszy strzał na bramkę, minimalnie obok słupka oddał Alan Uryga w 14. min, zaś goście, w ich imieniu Jakub Kuzdra, sprawdzili Krzysztofa Kamińskiego dopiero w 20. min.

W 24. min swoimi umiejętnościami popisał się Mateusz Szwoch, który wypracował sobie świetną pozycję, ale jego strzał obronił Adrian Lis.

Płocki bramkarz z wielkim trudem wybił na rzut rożny strzał Michała Jakóbczaka w 28. min. Po dośrodkowaniu Łukasza Trałki piłka poszybowała do Aleksa Ławniczaka, a ten strzelił głową historycznego, pierwszego w tym sezonie gola dla Warty.

Zdobyta bramka dodała skrzydeł piłkarzom gości, w 34. min strzelona przez Kuzdrę piłka musnęła poprzeczkę, w odpowiedzi, po rzucie rożnym wykonanym przez Szwocha, futbolówka leciała do Tuszyńskiego, ale Lis był na swoim miejscu. Gra się wyraźnie ożywiła.

Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły w tych samych składach, ale goście ze znacznie większym animuszem. W efekcie w 48. min prowadzili już 2:0, po golu strzelonym ponownie głową przez Bartosza Kieliba z podania Trałki.

Wisła rzuciła się do ataku, stworzyła dwie kolejne sytuacje, które zatrzymał bez większego problemu Lis.

Na boisku sporo się działo, ale żadna z drużyn nie potrafiła zmienić wyniku. Dodatkowo grę utrudniał padający mocno deszcz, piłka była mokra i ciężka, a murawa śliska. Goście byli już usatysfakcjonowani wynikiem, a płocczanie nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza rywali. Wreszcie w 79. min Filip Leśniak strzelił na bramkę i gdyby piłka nie trafiła w Ławniczaka, pewnie stałaby się łupem bramkarza Warty, a tak całkowicie zmieniła bieg i wpadła do siatki, zmniejszając rozmiary porażki.

Na odpowiedź gości czekano do 85. minuty – akcję wykończył Trałka, a strzeloną piłkę Krzysztof Kamiński tylko odprowadził wzrokiem.

(PAP)

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Enable Notifications    Ok No thanks