REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Społeczeństwo Trumny na czterech kółkach

Trumny na czterech kółkach

-

General Motors zmuszony był w minionym roku wycofać do naprawy największa w historii liczbę pojazdów pięcioletnich lub starszych.

Mój samochód to praktycznie trumna na kołach. Za ukrywanie wady fabrycznej przez tak długi okres, poważnej wady, z powodu której giną ludzie, przez zakłamanie straciłem całkowicie zaufanie do producenta. Podsumowując jednym zdaniem: już nigdy więcej Chevroleta nie kupię – mówi Piotr Serocki, właściciel Chevroleta Cobalta rocznik 2009.
Samochody wciąż niebezpieczne

– O tym, że mam problem ze stacyjką dowiedziałem się z radia i telewizji dopiero dwa lata temu. Wtedy też uświadomiłem sobie, że ten problem dotyczy milionów tych samych modeli jeżdżących po amerykańskich drogach. Występujący w mediach eksperci wyjaśnili mi, że z powodu wady zapłonu w czasie jazdy może wyłączyć się cały samochód, co automatycznie blokuje koła i hamulce, przestają działać poduszki powietrzne. Jednym słowem, dochodzi do kompletnej awarii skutkującej zagrożeniem zdrowia i życia kierowcy i pasażerów. Wiem, że z powodu tej wady doszło do wypadków śmiertelnych, dlatego rząd zmuszony był zabrać się za rozwiązanie tego problemu, by zapobiec kolejnym ofiarom. Tylko dlaczego przez 10 lat informacja ta była ukrywana? – mówi Serocki.

Wada zapłonu samochodów schodzących z taśmy produkcyjnej GM, wykryta w modelach z lat 2003-2011, była przyczyną śmierci przynajmniej 42 osób. General Motors zmuszony była w minionym roku wycofać do naprawy największa w historii liczbę pojazdów pięcioletnich lub starszych.

Z analiz ekspertów „The New York Times” wynika, że do warsztatów naprawczych wysłano w USA ponad 60 mln pojazdów różnych marek, prawie dwukrotnie więcej niż wynosił poprzedni rekord, który padł w 2004 roku. Przeciętnie w minionym roku wydano 700 komunikatów wzywających pojazdy do napraw – średnio ponad dwa dziennie – w praktyce dotyczy to jednej piątej pojazdów poruszających się po drogach.

Ośmiu największych producentów samochodów wezwało do naprawy w Stanach Zjednoczonych więcej niż wynosiła przeciętna od 1966 r., kiedy to zaczęto zbierać dane w tej kategorii. Rekordy wezwań pobiły GM, Honda i Chrysler.

[blockquote style=”4″]Do warsztatów naprawczych wysłano w USA ponad 60 mln pojazdów różnych marek, prawie dwukrotnie więcej niż wynosił poprzedni rekord, który padł w 2004 roku[/blockquote]

fot.Kamil Krzaczyński/EPA
fot.Kamil Krzaczyński/EPA

Nadrabianie zaległości

GM stanął na czele firm gotowych nadrobić zaległości. Wydał ok. 80 komunikatów wzywających do naprawy ponad 26 mln pojazdów, w tym 2,2 mln małych samochodów z wadliwym zapłonem.

Honda zamówiła zewnętrzną kontrolę, która wykryła zaniżoną liczbę wypadków śmiertelnych zgłaszanym agencjom regulacyjnym, a firma ze swej strony zapowiedziała zmiany organizacyjne, które pozwolą na lepsze przestrzeganie federalnych przepisów bezpieczeństwa.

Fiat Chrysler zmuszony do naprawy samochodów marki Jeep wyposażonych w baki paliwa, które przy zderzeniu mogą wybuchać stworzył departament zajmujący się wyłącznie bezpieczeństwem produkowanych pojazdów.

Przeglądu swoich praktyk w kwestii bezpieczeństwa Toyota dokonała już przed kilku laty po serii wycofań do naprawy pojazdów z wadliwym pedałem gazu. Ten problem spowodował, że w w marcu ub.r. koncern musiał zapłacić grzywną w wysokości 1,2 mld dol., najwyższą w historii USA nałożoną na producenta samochodów przez departament sprawiedliwości. W ostatnich miesiącach jednak kompania ta zmuszona była wezwać do naprawy kolejne pojazdy wyposażone w wadliwe poduszki powietrzne.

Potwierdza to Mark Glinka, który pełni funkcję szefa działu obsługi klienta w warsztacie naprawczym salonu Toyoty na jednym z chicagowskich przedmieść. – W naszym warsztacie obsługujemy ok. 120 samochodów dziennie. Z liczby tej ok. 25 proc. stanowią pojazdy, które zostały wycofane przez producenta do naprawy z powodu wady fabrycznej. Lista usterek jest długa, lecz ze wszystkimi musimy sobie poradzić bez obciążania kosztami klienta. Jak właściciele są powiadamiani o usterce? Wyłącznie drogą pocztową. Przypuszczam, że gdy producent nie zna adresu właściciela pojazdu, to kierowca nigdy nie dowie się o wadzie fabrycznej swego auta – mówi Glinka.

Brak odpowiedzialnego

Dostawcy samochodowych części samochodowych podnoszą krzyk, domagając się rewizji kontraktów z producentami, by ostatecznie wyjaśnić, kto ponosi odpowiedzialność za część, która okazuje się być wadliwa.

− Dostawcy są zaniepokojeni. Produkują części według specyfikacji firmy samochodowej, ale później to oni są pociągani od odpowiedzialności – twierdzi Thomas Manganello, prawnik z Detroit reprezentujący kompanie produkujące części zamienne.

– Z jednej strony dostaję listy o konieczności oddania samochodu do naprawy, a z drugiej listy informujące o braku części zamiennej. Jak można czuć się bezpiecznie wiedząc, że „mój samochód może stanąć bez ostrzeżenia”, może„pod maską wybuchnąć pożar” czy „hamulce mogą odmówić posłuszeństwa” – stwierdza Jacek Zieniuk, właściciel Toyoty Avalon z 2010 roku.

fot.Tannen Maury/EPA
fot.Tannen Maury/EPA

Odzyskać zaufanie

G.M. wydał nie tylko miliardy dolarów na kampanie naprawy pojazdów oraz fundusz na rzecz ofiar wypadków spowodowanych wadliwym zapłonem, ale też podjął drastyczne kroki na rzecz przywrócenia zaufania klientów do swych produktów.

Nowy dyrektor generalny G.M. Boyer przyznaje, że fabryczny zespół ds. bezpieczeństwa został powiększony o prawie sto osób, z czego 45 to kontrolerzy bezpieczeństwa produktów. Wyjaśnia, że największą zmianą jest bezpośrednie zaangażowanie dyrektorów w monitorowanie dochodzeń w sprawie bezpieczeństwa, potencjalnych odwołań do naprawy oraz samych napraw.

Najnowsza technologia może okazać się pomocna w próbach dotarcia do konsumentów z informacją o wycofaniu ich samochodów do naprawy. Eksperci twierdzą, że już niedługo informacje takie będzie można przesyłać bezpośrednio do auta. Wiosną zaś na rynek trafi aplikacja dla użytkowników telefonów Apple i Android, która po wprowadzeniu danych o marce, modelu i roku produkcji umożliwi otrzymywanie od federalnej agencji informacji o wadzie i konieczności oddania pojazdu do naprawy.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

fot.Jeff Kowalsky/EPA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Enable Notifications    Ok No thanks