REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Społeczeństwo 7 procent ochłapów. Obraz bogactwa Ameryki

7 procent ochłapów. Obraz bogactwa Ameryki

-

Prezydent Obama zapowiada, że zabierze bogatym, by dać biednym. Najwyższy czas, bo przepaść pomiędzy bogatymi elitami a większością społeczeństwa jest ogromna. Dane o rażących dysproporcjach nie są ani nowe, ani ukrywane. Mimo to większość Amerykanów nie zdaje sobie sprawy, jak w rzeczywistości wygląda podział dóbr w ich kraju.

Według raportu agencji Oxfam, zajmującej się likwidowaniem społecznych nierówności, w 2016 r. 1 proc. najbogatszych ludzi świata będzie w posiadaniu ponad połowy światowych zasobów. 85 najbogatszych żyjących osób, a wśród nich Carlos Slim, Bill Gates i Mark Zuckerberg, posiada majątek w przybliżeniu równy majątkowi 3,5 miliarda najbiedniejszych ludzi świata. W Stanach Zjednoczonych, kolebce wolności, amerykańskiego snu i równości szans, hasła o społecznej sprawiedliwości można włożyć między bajki. Statystyki pokazują obraz społeczeństwa rządzonego przez elitarną garstkę zajadle broniącą swoich wpływów i bogactwa.

REKLAMA

Sprawiedliwa wizja…

Badania przeprowadzone na Harvard University pokazały, jak wiedza Amerykanów o dystrybucji zasobów oraz ich oczekiwania mają się do rzeczywistości (wyniki pokazuje tabelka). Amerykańskie wyobrażenie o sprawiedliwym podziale dóbr zakłada, że wszyscy żyją na godnym poziomie, przy czym najbogatsi mają oczywiście najwięcej. Zaraz za nimi plasuje się klasa wyższa, potem średnia, a w końcu nieźle funkcjonująca klasa pracująca. Według zdroworozsądkowych założeń podział dóbr rozkłada się mniej optymistycznie. Amerykanie są przekonani, że bogaci posiadają nieco ponad połowę całego majątku, a klasa średnia wciąż ma się dobrze. Nawet ludzie pracy posiadają ok. 10 procent dóbr.

…a rzeczywistość

Najbardziej szanowane i kompetentne źródło informacji o rozkładzie bogactwa w świecie to „Credit Suisse Global Wealth Databook”. Według statystyk 20 procent najzamożniejszych Amerykanów kontroluje, bagatela, 93 proc. zasobów: pieniędzy, nieruchomości i aktywów. Cała reszta społeczeństwa, czyli 80-procentowa większość, musi zadowolić się marnym 7-procentowym kawałkiem amerykańskiego tortu. Najbiedniejsze 40 proc. społeczeństwa nie posiada praktycznie nic. To ludzie żyjący albo poniżej progu ubóstwa, albo „od czeku do czeku”. Zaglądając na drugi koniec osi amerykańskiego stanu posiadania, okazuje się, że 1 proc. społeczeństwa posiada 40 proc. zasobów. W tej elitarnej grupie znajduje się superbogata elita, czyli 0,1 procenta Amerykanów. Według ostatnich badań National Bureau of Economics ta grupa posiadała w 2012 r. 24 proc. puli bogactwa, choć w 1976 r. było to zaledwie 9 procent.

Rozkład zasobów finansowych w USA fot.YouTube
Rozkład zasobów finansowych w USA fot.YouTube

Co oznaczają te liczby i statystyki? Bogatsi stają się coraz bogatsi, a biedna reszta co najwyżej stoi w miejscu. Bogactwo, czyli stan posiadania, wiąże się ze wzrostem dochodu. Ci, którzy zarabiają więcej – mogą więcej kupić i zainwestować. Różnice pomiędzy zarobkami prezesów dużych korporacji a uśrednionymi zarobkami ich pracowników dają do myślenia. Prezes zarabia 380 razy więcej niż przeciętny Smith, czy Johnson, który zajmuje stanowisko średniego szczebla. Przeciętny pracownik musi więc pracować ponad miesiąc, aby zarobić tyle, co prezes w godzinę. Woźny w tej samej firmie – jeszcze dłużej.

Stany Zjednoczone są potęgą…

w społecznej i ekonomicznej nierówności, choć daleko im do dzierżącego niechlubne pierwsze miejsce w rankingu afrykańskiego Lesoto. Rażące dysproporcje w podziale dóbr pozwalają zestawić USA raczej z rozwijającymi się, skorumpowanymi krajami niż z czołówką państw rozwiniętych. Do mierzenia dystrybucji dóbr używa się wskaźnika Giniego (od nazwiska włoskiego statystyka Corrado Giniego). W skali od 0 do 100 zero oznacza równy podział dóbr pomiędzy wszystkich obywateli (całkowita równość), a sto – ich koncentrację w rękach jednego człowieka (całkowitą nierówność). Według danych Central Intelligence Agency (CIA) w skali Giniego Stany Zjednoczone osiągnęły 45 punktów, co stawia je na 39. miejscu na świecie w klasyfikacji krajów o największych nierównościach w podziale dóbr, pomiędzy Urugwajem a Filipinami. Dla porównania Polska na tej liście znajduje się dopiero na 95. miejscu, ze wskaźnikiem Giniego na poziomie 34 punktów, a Kanada na 125. ze wskaźnikiem 32,1 punktu.

[blockquote style=”4″]Przeciętny amerykański miliarder to mężczyzna około sześćdziesiątki, żonaty, z trojgiem dzieci. Większość urodziła się w bogatych rodzinach i odziedziczyła rodowe fortuny[/blockquote]

Badania wykazują, że trend bogacenia się najbogatszych trwa nieprzerwanie od 30 lat. Co znamienne, ostatni kryzys finansowy wcale go nie zahamował, a wręcz wzmocnił. Pakiety pomocowe, jakie rząd przyznał instytucjom finansowym, trafiły oczywiście do banków i firm, a co za tym idzie – kieszeni amerykańskich miliarderów. Dochody 1 procenta finansowej elity wzrosły w ten sposób o 31 procent, podczas gdy zarobki pozostałych 99 proc. zaledwie o 0,4 proc., co przy inflacji i wzroście cen stawia nas – biedniejszą większość – na minusie. 1 procent bogaczy zgarnął 95 proc. wygenerowanych na kryzysie zysków.

Elita, czyli kto?

Przeciętny amerykański miliarder to mężczyzna około sześćdziesiątki, żonaty, z trojgiem dzieci. Większość urodziła się w bogatych rodzinach i odziedziczyła rodowe fortuny. Przykłady tzw. self-made manów, czyli ludzi, którzy do wielkich pieniędzy doszli dzięki uporowi, kreatywności i ciężkiej pracy, są raczej wyjątkami potwierdzającymi regułę. Szanse przeciętnego Amerykanina na dołączenie do finansowego wierzchołka są nikłe. Ameryka jako kraj wyrównanych szans, gdzie ciężka praca może z pucybuta uczynić milionera – to po prostu część mitu założycielskiego. Powtarzanego tyle razy, że wbił się w zbiorową świadomość jako niepodważalna prawda. Owszem, zdobywając wykształcenie i ciężko pracując, można liczyć na awans i wyższe zarobki. Ameryka jest wciąż krajem, w którym klasa pracująca może żyć na satysfakcjonującym poziomie. Natomiast szanse na przejście na wyższy szczebel społecznej drabiny są niewielkie. Badania nad społeczną mobilnością, czyli możliwościami awansu społecznego, pokazują, że człowiek urodzony w ubogich 20 procentach społeczeństwa ma zaledwie 6 proc. szans na znalezienie się w najbogatszych 20 procentach. Ważnym wskaźnikiem nierównej dystrybucji dóbr i słabej społecznej mobilności w Stanach Zjednoczonych jest rasa i pochodzenie etniczne. Statystyczna biała rodzina posiada majątek w wysokości 142 tys. dolarów, czyli 13 razy więcej niż przeciętna rodzina Afroamerykanów i 10 razy więcej niż rodzina Latynosów.

Podział dóbr wg Amerykanów
Podział dóbr wg Amerykanów

Polak potrafi

Przeciętna polonijna rodzina zarabia prawie 63 tys. dol. rocznie, co stawia naszą grupę etniczną na 34. miejscu wśród wszystkich mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o poziom zamożności. Polacy mają opinię pracowitych, oszczędnych i przedsiębiorczych. Nic dziwnego, że duża część Polonii żyje na względnie dobrym poziomie.

Mamy natomiast tendencję do sytuowania się na zbyt wysokim szczeblu społecznej drabiny. Nasze wyobrażenia o byciu przedstawicielami klasy średniej to najczęściej mrzonka i pobożne życzenia, nie mówiąc o przynależności do górnych 20 proc. ludzi zamożnych. Przykłady polonijnych biznesmenów, którzy przeszli drogę „od zera do milionera” pobudzają wyobraźnię. Najbogatszy Amerykanin polskiego pochodzenia Samuel Zell dotarł na 104. miejsce listy najbogatszych Amerykanów tygodnika „Forbes”, z majątkiem szacowanym na 4,9 mld dolarów. Martha Stewart, córka polskich imigrantów, w 2005 r. zajęła na tej liście 377. miejsce. Inni, jak nieżyjąca już Barbara Piasecka-Johnson, czy informatycy: Andrew Filipowski i Witold Markowicz – znaleźli się również w finansowej elicie.

Bogaci zapewne znajdą kolejny sposób na ukrycie stanu posiadania i znajdą następne podatkowe raje; w końcu nie po to tworzą prawo, by stawać się jego ofiarami. Barak Obama pieniędzmi uzyskanymi z opodatkowania elit chce wspomóc biednych. Zobaczymy, czy wystarczy mu na tę wędkę, czy pozostaniemy przy rybie.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

fot.123RF Stock Photos

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA