REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaHistoriaPrezes IPN: Przez reparacje do pojednania

Prezes IPN: Przez reparacje do pojednania

-

Prezentujemy artykuł prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który w wersji angielskiej został opublikowany w niedzielnym wydaniu gazety „Chicago Tribune” i poświęcony jest historii Polski w okresie II wojny światowej. Tekst został opublikowany wspólnie z polskim miesięcznikiem „Wszystko co Najważniejsze” w projekcie historycznym z Instytutem Pamięci Narodowej i Polską Fundacją Narodową. Artykuł został nam udostępniony przez Konsulat Generalny RP w Chicago.

Karol Nawrocki
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej

REKLAMA

Na każdą wzmiankę o reparacjach wojennych Berlin reaguje alergicznie. Tymczasem
ich wypłata byłaby krokiem milowym i szansą dla Niemiec, by doprowadzić do pełnego
polsko-niemieckiego pojednania.

„Zabijali w bezczelny sposób, bez żadnych skrupułów” – opowiada z przejęciem Winicjusz
Natoniewski. Miał zaledwie 6 lat, gdy 2 lutego 1944 r. Niemcy spalili jego rodzinną wieś
Szczecyn na Lubelszczyźnie. Ten sam los spotkał wówczas kilka pobliskich miejscowości
podejrzewanych o wspieranie partyzantów. W sumie zginęło tego dnia od 800 do nawet 1300
osób, w tym kobiety i dzieci. Była to jedna z najbrutalniejszych akcji „pacyfikacyjnych”
przeprowadzonych przez Niemców na terenach wiejskich okupowanej Polski.

Natoniewski przeżył, ale został dotkliwie poparzony. Blizny pozostały mu na zawsze, tak jak
i traumy. „Mówi, że to jest sprawa niezamknięta w jego życiu” – tłumaczy jego córka
Bożena. Jej ojciec nie uzyskał statusu inwalidy wojennego, bo nie mieści się w ustawowych
kryteriach. Nie otrzymał świadczeń ze środków Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”, bo
wsparcie przewidziano tylko dla określonych kategorii ofiar. Wiedząc, że nie ma
najmniejszych szans na jakiekolwiek zadośćuczynienie przed sądem w Niemczech, pozwał
państwo niemieckie przed polskim sądem. Bezskutecznie – Sąd Najwyższy powołał się na
immunitet Niemiec. Nie pomogła też skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka –
ten nie przyjął nawet sprawy do rozpoznania.

Przypadek Natoniewskiego pokazuje jasno: nie może być mowy o tym, że Niemcy w pełni
rozliczyły się z II wojny światowej. Podczas rozmaitych uroczystości rocznicowych z ust
niemieckich polityków padają wprawdzie piękne słowa o szczególnej historycznej
odpowiedzialności ich kraju. Najwyraźniej jednak nie ma to być – jeśli nie liczyć drobnych,
często wymuszonych gestów – odpowiedzialność materialna. Gdy bowiem przychodzi do
konkretów, mamy odwoływanie się do kruczków prawnych, niegodną grę na przeczekanie,
przedawnienie i zapomnienie.

Po powstaniu RFN indywidualne odszkodowania dla ofiar niemieckiego nazizmu początkowo
w ogóle nie objęły polskich obywateli. Późniejsze wypłaty – dla ofiar eksperymentów
medycznych czy robotników przymusowych – trzeba zaś uznać za symboliczne na tle
gigantycznej hekatomby, jaką Niemcy urządzili Polakom w latach 1939–1945. Mówiąc
brutalnie, świadczenia otrzymali ci, którzy żyli dostatecznie długo i znaleźli się w
„odpowiedniej” grupie ofiar. A i oni mieli nieraz poczucie, że doczekali się jedynie jałmużny.

Podobna gra toczy się wokół reparacji wojennych, czyli rekompensat należnych już nie
indywidualnym ofiarom, lecz Polsce jako państwu napadniętemu i brutalnie okupowanemu
przez Niemcy. Kolejne rządy w Berlinie próbują przekonać świat, że sprawa jest zamknięta w

sensie prawnym. Ci sami politycy, którzy na co dzień chętnie odwołują się do moralności, w
tej sprawie mówią bezdusznym językiem paragrafów. Usilnie starają się wytłumaczyć,
dlaczego nie muszą płacić reparacji. Jak ognia unikają zaś odpowiedzi na pytanie, dlaczego
płacić nie chcą.
Pada niekiedy argument, że reparacje to droga donikąd – że po I wojnie światowej wpędziły
Niemcy w kryzys i pośrednio utorowały drogę do władzy Adolfowi Hitlerowi. Jako historyk
nie mogę się zgodzić z tą analogią. Dziś Niemcy to największa gospodarka Unii Europejskiej
– nieporównanie silniejsza i odporniejsza na kryzysy niż za czasów przedwojennej Republiki
Weimarskiej. Mało kto wie, że reparacje za I wojnę światową Niemcy spłacały aż do roku 2010.

Nijak nie przeszkodziło im to w zbudowaniu zamożnego państwa.

Słyszę też czasem, że niemal cała Europa doświadczyła skutków II wojny światowej i gdyby
wszystkie rządy domagały się teraz reparacji, roszczeniom nie byłoby końca. Ktoś, kto
powołuje się na taki argument, najwyraźniej nie zna specyfiki niemieckiej okupacji ziem
polskich, nieporównanie straszniejszej niż w zachodniej Europie. Prawie 6 milionów ofiar,
masowa eksterminacja w obozach, pokazowe i potajemne egzekucje, przymusowe
wysiedlenia, grabież dóbr kultury, celowe burzenie miast i palenie wsi – to wszystko nie tylko
pozostawiło głębokie traumy, lecz również przyniosło horrendalne straty, które da się w miarę
precyzyjnie wyliczyć. Żaden z naszych przodków, który został zamordowany w latach II
wojny światowej lub w inny sposób doświadczył wtedy okrucieństwa, nie dał nam prawa, aby
w jego imieniu dokonać pełnej abolicji tych wszystkich krzywd, które wyrządzili Niemcy.

Owszem, Niemcy są naszym sąsiadem, z którym w XXI w. chcemy budować dobre relacje
jako partnerzy w NATO i Unii Europejskiej. Reparacje wojenne byłyby krokiem milowym na
tej drodze – aktem twardej, materialnej sprawiedliwości. Mam nadzieję, że również rząd w
Berlinie zacznie dostrzegać w nich szansę na autentyczne pojednanie między naszymi
narodami.

Karol Nawrocki


Tekst publikowany wspólnie z polskim miesięcznikiem „Wszystko co Najważniejsze” w
projekcie historycznym z Instytutem Pamięci Narodowej i Polską Fundacją Narodową.

REKLAMA

2103245469 views

REKLAMA

2103245702 views

REKLAMA

2105042094 views

REKLAMA

2103245845 views

REKLAMA

2103245945 views

REKLAMA

2103246054 views