REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaPoloniaAmbasador Piotr Wilczek − profesor w dyplomacji

Ambasador Piotr Wilczek − profesor w dyplomacji

-

Ambasador RP w USA Piotr Wilczek fot.Matthew Stefanski/MSZ
Ambasador RP w USA Piotr Wilczek
fot.Matthew Stefanski/MSZ

 

Prezydent elekt obiecał publicznie Polakom, że rozwiąże problem zniesienia wiz w dwa tygodnie. Wiadomo, że to pewien chwyt retoryczny, bo rozwiązanie takiego problemu nie następuje za pomocą dekretu prezydenta USA. Dobrze jednak, że taka wypowiedź się pojawiła. Będziemy ją przypominać prezydentowi Trumpowi” – mówi w rozmowie z Alicją Otap nowy ambasador Rzeczypospolitej w Stanach Zjednoczonych prof. Piotr Wilczek.

REKLAMA

Alicja Otap: Polakom w USA, podobnie jak Polakom w Polsce, leży na sercu kwestia zniesienia amerykańskich wiz. Polonia amerykańska od lat podejmuje inicjatywy mające na celu wywarcie nacisku na Kongres USA, by zatwierdził odpowiednią ustawę. Nasza gazeta zainicjowała jedną z takich akcji w zeszłym roku. Czy wśród Pana planów są działania na rzecz włączenia Polski do Visa Waiver Program?

Ambasador Piotr Wilczek: Po pierwsze oczekujemy, że liczba odmów wizowych w Polsce się zmniejszy, bo procent odmów dla obywateli danego kraju jest podstawą podjęcia decyzji w sprawie włączenia go do VWP. Paradoksalnie więc zależy to od konsulów amerykańskich, a nie od obywateli czy władz polskich. Wysoki procent odmów jest niezrozumiały w sytuacji, gdy Polacy nie stanowią w tej chwili żadnego zagrożenia jako nielegalni imigranci. Mogą pracować zupełnie legalnie w całej Unii Europejskiej, a do USA przyjeżdżają, by odwiedzić rodziny lub zwiedzać kraj. Nie żyjemy pod koniec XIX wieku!

Poruszam ten problem podczas każdego spotkania w Kongresie, a sprawa jest trudna, bo po pierwsze de facto sprzeciw jednego senatora może wstrzymać reformę tego programu, a po drugie obecna atmosfera w USA wokół imigracji nie sprzyja poszerzaniu programu, obejmującego przecież tylko 28 z ok. 200 państw świata. Niektórzy chętnie by go w ogóle zlikwidowali.

Musimy zresztą pamiętać, że w przypadku krajów objętych programem VWP ich obywatele też muszą obecnie wypełniać dość obszerne wnioski elektroniczne, a jeśli mają podwójne obywatelstwo lub wcześniej odwiedzali niektóre państwa uznawane za wrogie wobec USA, muszą i tak starać się o wizę. Jest wiele przypadków niewpuszczania obywateli tych krajów do USA bez podawania konkretnych powodów.

Trzeba też w tej sprawie współpracować w ramach Unii Europejskiej, z której pięć krajów jest w podobnej sytuacji (Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Polska i Rumunia). Jednak propozycje, które pojawiały się w Unii, by z powodu takiego traktowania tych państw wprowadzić obowiązek wizowy dla Amerykanów, są nierealistyczne. Prezydent elekt obiecał publicznie Polakom, że rozwiąże ten problem w dwa tygodnie. Wiadomo, że to pewien chwyt retoryczny, bo rozwiązanie takiego problemu nie następuje za pomocą dekretu prezydenta USA. Dobrze jednak, że taka wypowiedź się pojawiła. Będziemy ją przypominać prezydentowi Trumpowi.

Często dowiadujemy się o przypadkach złego traktowania Polaków zatrzymanych na lotniskach w USA podczas przekraczania granicy. Są dowody na to, że funkcjonariusze amerykańskich służb imigracyjnych przekraczają swoje uprawnienia i naruszają konwencje podpisane między USA i RP. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie? Czy Polacy zatrzymani na granicy mogą liczyć na pomoc ambasady?

Mogą liczyć na pomoc ambasady, a w pierwszym rzędzie na pomoc konsulatów, również Wydziału Konsularnego w Waszyngtonie, pod warunkiem że konsulat lub ambasada dowiedzą się, że obywatel polski został zatrzymany na lotnisku i jest przesłuchiwany. Problem bowiem w tym, że często nie jesteśmy informowani o tym, że godzinami przesłuchuje się obywatela polskiego na lotnisku, np. O’Hare, gdzie zdarza się to wyjątkowo często. Poruszyłem tę sprawę kilka dni temu w rozmowie z jednym z kongresmenów z Illinois, który obiecał się zająć sprawą i już poprosił nas o materiały, w tym o przekład artykułu we „Wprost”, gdzie niedawno szczegółowo opisano ten problem.* Planuję w najbliższym czasie spotkanie z wysokim urzędnikiem Homeland Security w tej sprawie.

Waszyngtońska placówka dyplomatyczna RP to przede wszystkim polityka i lobbing. W jakim kierunku pójdą one podczas administracji Donalda Trumpa?

Intensywnie podtrzymujemy i nawiązujemy kontakty ze środowiskami bliskimi nowej administracji. Warto pamiętać, że − w przeciwieństwie do innych krajów − nasze kontakty z tymi środowiskami, skupionymi np. wokół Heritage Foundation czy Institute of World Politics, trwają od bardzo dawna, nie od wczoraj, jak to jest w przypadku nawet niektórych dużych państw europejskich. Również dzięki temu rozmowa prezydenta Dudy z prezydentem elektem odbyła się dość szybko – byliśmy siódmym krajem Unii Europejskiej, a pierwszym w regionie, który miał taki kontakt. Odbywamy codziennie wiele spotkań i konsultacji, informujemy rząd polski i prezydenta o tutejszych tendencjach i naszych staraniach, które służą realizacji polskiej polityki zagranicznej. Ten lobbing nie pojawia się na pierwszych stronach gazet, ale jest konieczny i jest prowadzony.

Czy ma Pan w planach starania o spotkanie z nowym prezydentem (na razie ciągle elektem) Donaldem Trumpem? Jeśli tak, to jakie kwestie zamierza Pan poruszyć podczas takiego spotkania?

Trwają rozmowy na temat spotkań naszych polityków z czołowymi przedstawicielami nowej administracji. Być może również nawet jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta spotka się z nim ktoś z Polski. Ambasador jest od tego, by koordynować takie działania i ewentualnie towarzyszyć przy takich rozmowach. Ambasada nad przygotowaniem takich spotkań właśnie pracuje.

W jaki sposób i na jakich polach zamierza Pan współpracować ze środowiskami i organizacjami polonijnymi w USA?

Współpraca nasza musi obejmować wszystkie pola, najlepiej w sposób systemowy i prowadzący do osiągnięcia określonych celów, np. nawiązania współpracy między placówkami medycznymi czy naukowymi z Polski i USA w celu realizacji wzajemnie korzystnych projektów. Takie projekty zwykle są inicjowane przez przedstawicieli Polonii pracujących w instytucjach amerykańskich. Odbyłem już kilka takich rozmów. Wspierać będziemy, tak jak dotąd, projekty wyłącznie polonijne, realizowane tylko w USA, licząc na bieżące informowanie nas o nowych pomysłach. Senat RP ma możliwość wspierania takich inicjatyw. W ośrodkach akademickich w USA istnieje również zainteresowanie wymianą studencką i naukową między konkretnymi wydziałami, zwłaszcza w dziedzinach, w których Polska jest powszechnie uważana za lidera, a dodatkowo język nie stanowi bariery (grafika użytkowa, muzyka, informatyka, film). Takie inicjatywy będziemy wspierać. Jest szansa na to, że fundacje polonijne włączą się we wspólne projekty z fundacjami polskimi, dzięki czemu będzie je można wspierać z polskich funduszy. Po spotkaniu z grupą przedsiębiorców polonijnych widzę, jak wiele inicjatywy może być w ich rękach. Podsumowując − jesteśmy po to, aby wspierać aktywność Polonii, ale przede wszystkimi liczymy na pomysły i sugestie, w jaki sposób moglibyśmy być użyteczni przy konkretnych projektach.

Ambasador RP w USA Piotr Wilczek fot.Karolina Siemion-Bielska/MSZ
Ambasador RP w USA Piotr Wilczek
fot.Karolina Siemion-Bielska/MSZ

[blockquote style=”4″]…jesteśmy po to, aby wspierać aktywność Polonii, ale przede wszystkimi liczymy na pomysły i sugestie, w jaki sposób moglibyśmy być użyteczni przy konkretnych projektach.[/blockquote]

Dlaczego po sukcesach na niwie naukowej zdecydował się Pan na podjęcie pracy w dyplomacji?

Moim zdaniem człowiek nie powinien całe życie tkwić w tym samym miejscu. Wielokrotnie zmieniałem miejsce zamieszkania, kilkakrotnie miejsce pracy. Poza uniwersytetami pracowałem też w organizacjach pozarządowych, prowadziłem duży, międzynarodowy festiwal artystyczny. Teraz przyszedł czas na służbę dyplomatyczną.

Czy fakt, że jest Pan historykiem literatury i kultury, z ogromnym dorobkiem naukowym oraz doświadczeniem interdyscyplinarnym, europejskim i amerykańskim, pomaga w sprawowaniu obowiązków ambasadora?

Myślę, że pomaga nie tylko przy rozmowach w różnych kręgach dyplomatycznych i towarzyskich Waszyngtonu, o czym się już przekonałem, ale również w czasie pracy w ambasadzie. Muszę poznać wiele nowego, ale również na pewne sprawy mogę spojrzeć z innego punktu widzenia, np. wykorzystując moje doświadczenia administracyjne w szkolnictwie wyższym i działania akademickie w zakresie dyplomacji kulturalnej. A praca merytoryczna ambasady jest prawdziwie interdyscyplinarna i wieloobszarowa. Nasi znakomici eksperci muszą poruszać się po różnych obszarach, korzystać z rozmaitych źródeł wiedzy. Współpraca z nimi przynosi mi codziennie dużą satysfakcję.

Czy zamierza Pan wprowadzić jakieś zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu ambasady i placówek konsularnych w USA?

Ambasada i konsulaty działają na podstawie konkretnych przepisów prawa, pod nadzorem Ministra Spraw Zagranicznych. Wszyscy jesteśmy pracownikami MSZ i realizujemy wytyczne Ministerstwa. Oczywiście staramy się dostosować naszą pracę do aktualnych warunków, również w zakresie merytorycznym – np. obecnie, w okresie powyborczym, więcej pracowników Wydziału Politycznego ambasady zajmuje się sprawami wewnątrzamerykańskimi. Odbywa się też, zgodna z zasadami MSZ, rotacja pracowników. Jedni odchodzą, przychodzą ich następcy. Zmieni się np. wkrótce zastępca ambasadora. Cieszę się, że będę mógł współpracować z nowymi konsulami w Chicago i Nowym Jorku. Będę starał się również o otwarcie nowych konsulatów honorowych.

Czy waszyngtońska placówka pod Pana kierownictwem będzie reagowała na szkalowanie dobrego imienia Polski i próby fałszowania jej historii, czego przykładem w przeszłości były „polskie obozy śmierci” i „polskie obozy koncentracyjne”?

Sprawa niestosowności skandalicznej formuły „polskie obozy śmierci” na szczęście już została w dużej mierze wyjaśniona opinii publicznej w USA i jeśli się wciąż taka formuła pojawia, jest szybka reakcja ambasady i środowisk polonijnych. Mamy teraz nowe wyzwania i zagrożenia. Wbrew faktom sytuacja w Polsce jest przedstawiana teraz jako zagrażająca demokracji, wolności słowa etc. Dzieje się tak z powodu tendencyjnych przekazów, jakie napływają z Polski, głównie za sprawą polityków opozycji i sprzyjających im dziennikarzy. Wiadomo, że wszyscy popełniamy błędy. Mnie się jednak wydaje, że każdy błąd czy gafa przedstawiciela obecnej władzy jest natychmiast bardzo nagłaśniana i niemal groteskowo wyolbrzymiana przez media. Gdy tylko pojawi się projekt jakiejś kontrowersyjnej ustawy, nagłaśniane to jest za granicą, nawet gdy krytykowany projekt ustawy nie trafił jeszcze do komisji sejmowych, a na dodatek wcale nie jest projektem rządowym, lecz obywatelskim.

Narracja jest prowadzona w ten sposób, by pokazać, że w Polsce w ostatnim roku nie tylko nie było żadnych osiągnięć czy sukcesów, a wręcz, że zmiana powyborcza jest wyłącznie negatywna. To wyolbrzymianie błędów i przemilczanie spraw pozytywnych jest przykre i niesprawiedliwe.

Polskie władze też oczywiście muszą dbać o to, aby przekaz na temat Polski był spójny, wiarygodny i przekonujący. Jest to również jeden z moich priorytetów. Trzeba podkreślać, jak wielką i przełomową zmianą był program 500+, jak wielką systemową zmianę zapowiada program zrównoważonego rozwoju przedstawiony przez wicepremiera Morawieckiego, jak ważne są prace MON zmierzające do unowocześnienia armii i implementacji szczytu NATO. Nawet ten ostatni temat, ściśle związany z polsko-amerykańską współpracą gospodarczą, z trudem przebija się do amerykańskich mediów. Trudno znaleźć informację o tym, że Jan Karski i Ryszard Kukliński zostali awansowani na stopień generała, a zdziwienie budzi pozbawienie stopni generalskich dwu wojskowych, którzy są odpowiedzialni za prześladowania obywateli polskich w roku 1970 i po wprowadzeniu stanu wojennego. W czasie gdy takie osoby awansowały w Ludowym Wojsku Polskim, legendarni polscy generałowie, Haller i Maczek, cierpieli biedę na emigracji, nie mając żadnego wsparcia ze strony ówczesnych władz. Obecnie państwo polskie prowadzi politykę historyczną, która ma na celu oddanie sprawiedliwości tym, o których zapomniano. Dobrym przykładem był pogrzeb pułkownika Ignacego Matuszewskiego i majora Henryka Floyara-Rajchmana, których doczesne szczątki przewieziono do Polski. W grudniu odbył się uroczysty pogrzeb tych dwu oficerów, którzy przeprowadzili ewakuację 75 ton złota Banku Polskiego, a po wojnie w Nowym Jorku założyli Instytut Józefa Piłsudskiego. Przypominanie o takich bohaterach nie jest próbą napisania na nowo historii Polski, jak niektórzy twierdzą, ale próbą przywrócenia naszej pamięci tych, którzy zostali zapomniani. I temu służy też misja ambasadora. Moje wizyty w Instytucie Józefa Piłsudskiego i u weteranów w Nowym Jorku to były niezapomniane przeżycia. Nigdy nie zapomnę rozmowy z Antonim Chróścielewskim, 100-letnim już bohaterem spod Monte Cassino, komendantem Okręgu 2. Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej. Mam nadzieję, że wkrótce będę miał okazję odwiedzić Chicago i tam również zetknę się z przykładami trwania polskości i przechowywania pamięci o polskiej historii przez Polonię amerykańską.

Mówiąc o Chicago… Przez kilka lat mieszkał Pan w Wietrznym Mieście, wykładając na tutejszych uniwersytetach. Jak wspomina Pan ten okres w swoim życiu? Czy miał Pan wówczas okazję nawiązać współpracę ze środowiskami polonijnymi? Kiedy możemy spodziewać się Pana wizyty w Chicago?

Bardzo dobrze wspominam swój pobyt w Chicago w latach 1999–2001. To były chyba najlepsze lata mojego życia. Miasto jakby stworzone dla przybysza z Polski, przyjazne, otwarte. Pracowałem na dwóch uniwersytetach − przez dwa lata na University of Illinois w Chicago, a dodatkowo przez ostatni rok na University of Chicago. Miałem wielu przyjaciół, z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś − z moimi współpracownikami z UIC, prof. Alexem Kurczabą i prof. Wandą Sorgente, z byłymi studentami − Kingą Kosmalą i Karen Underhill i Zbyszkiem Stryjeckim. Mieszkałem przy East Delaware, w małym studio mieszczącym się w dawnym hotelu. Mieszkanie w samym centrum i podróżowanie na oba kampusy było ciekawym doświadczeniem różnorodności tego miasta. Zwiedzałem różne dzielnice, często bywałem w dzielnicach polskich, gdzie oczywiście bardzo dobrze się czułem. Na UIC byłem stypendystą Fundacji Kościuszkowskiej, której po latach starałem się odwdzięczyć, zakładając w Polsce stowarzyszenie byłych stypendystów i prowadząc biuro FK w Warszawie. Do Chicago wybiorę się już w przyszłym roku. Będę się starał, aby ta wizyta, przygotowana we współpracy z panem konsulem Janickim, odbyła się jak najszybciej.

Kim jest ambasador Piotr Wilczek prywatnie?

Ambasador jest osobą publiczną 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Prywatność w takiej sytuacji może istnieć w bardzo ograniczonym zakresie… Niewiele czasu zostaje na spotkania z przyjaciółmi, słuchanie muzyki, wycieczki, zwiedzanie Waszyngtonu innymi ścieżkami niż te oficjalne.

Dziękuję za rozmowę.

a.otap@zwiazkowy.com

* Wspomniany przez ambasadora Wilczka tekst w tygodniku „Wprost” został zapożyczony z oryginalnego materiału opublikowanego na łamach „Dziennika Związkowego” zarówno w wersji papierowej, jak i elektornicznej: https://dziennikzwiazkowy.com/polonia/bez-milosierdzia-polski-kompozytor-zatrzymany-na-ohare/

[spacer color=”000000″ icon=”Select a Icon” style=”1″]

Piotr Wilczek urodził się 26 kwietnia 1962 r. w Chorzowie. Jest historykiem literatury i kultury, a także pisarzem i tłumaczem.  21 października 2016 r. został mianowany na ambasadora Polski w Stanach Zjednoczonych i we Wspólnocie Bahamów. W latach 1998-2001 profesor wizytujący na uniwersytetach w USA (Rice University, University of Illinois at Chicago, University of Chicago). Do września 2016 dyrektor Kolegium „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. Do czasu nominacji na stanowisko ambasadora w Stanach Zjednoczonych był w Polsce przedstawicielem nowojorskiej Fundacji Kościuszkowskiej. Był też prezesem zarządu Fundacji Kościuszkowskiej Polska.

Aktywny członek Amerykańskiej Grupy Studyjnej przy Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych w Warszawie, skupiającej ekspertów, dziennikarzy i naukowców zainteresowanych wydarzeniami społecznymi, politycznymi i kulturalnymi w Stanach Zjednoczonych oraz ich konsekwencjami dla Polski, Europy i wspólnoty transatlantyckiej.

Autor i redaktor 22 książek naukowych oraz autor ponad 100 rozpraw, publikowanych po polsku i angielsku w Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Jest członkiem wielu zespołów redakcyjnych, rad naukowych i komitetów doradczych w Europie i USA.

(Źródło: ambasada RP w Waszyngtonie)

 

 

1 KOMENTARZ

  1. „Obecnie państwo polskie prowadzi politykę historyczną, która ma na celu oddanie sprawiedliwości tym, o których zapomniano. Dobrym przykładem był pogrzeb pułkownika Ignacego Matuszewskiego i majora Henryka Floyara-Rajchmana, których doczesne szczątki przewieziono do Polski. (…) Przypominanie o takich bohaterach nie jest próbą napisania na nowo historii Polski, jak niektórzy twierdzą, ale próbą przywrócenia naszej pamięci tych, którzy zostali zapomniani.”
    *
    Pan ambasador raczył był 2 razy użyć słowa „zapomniano” oraz 1 raz „przypominanie”.
    *
    Zamiast tak gorliwie uprawiać pisrydzykową propagandę w duchu polskojęzycznych szczekaczek dojnej zmiany pan ambasador powinien obejrzeć sobie na youtube (może ktoś młodszy w ambasadzie pokaże jak?) film pt. „Złoty pociąg”.
    *
    Film nakręcony za „komuny” i przez „komucha” Bohdana Porębę.
    *
    Ignorancja pana ambasadora dorównuje oślizgłości jego neofickiej gorliwości.

REKLAMA

2107135560 views

REKLAMA

REKLAMA

2107135792 views

REKLAMA

2108932183 views

REKLAMA

2107135933 views

REKLAMA

2107136032 views

REKLAMA

2107136140 views