REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Polecamy Przezorny zawsze uzbrojony, czyli kto w USA ma broń

Przezorny zawsze uzbrojony, czyli kto w USA ma broń

-

– Mam Glocka kal. 9 mm i nieźle strzelam – rzuciła pół żartem pół serio Gabrielle Giffords rok temu w wywiadzie dla „New York Times’a” w odniesieniu do gróźb i aktów wandalizmu, z którymi zetknęła się po udzieleniu poparcia dla reformy zdrowia. Okazało się jednak, że równie sprawnie posługiwał się identycznym półautomatycznym pistoletem Jared Lee Loughner, 22-latek, który na wiecu organizowanym przez kongresmankę postrzelił dwadzieścia osób, sześć śmiertelnie. Samą Giffords poważnie ranił w głowę.

fot. Próba zamachu na prezydenta USA Ronalda Reagana

REKLAMA

W 1981 roku James Brady, rzecznik Białego Domu, został ranny podczas zamachu na prezydenta Reagana. Kula przeszyła mu czaszkę. Do dziś jest częściowo sparaliżowany. Dopiero za Clintona Kongres uchwalił tak zwane „prawo Brady’ego”, ograniczające w minimalnym stopniu dostęp Amerykanów do broni. I od 30 lat obserwujemy nieustanne próby jego złagodzenia.

Szacuje się, że w USA jest obecnie około 300 mln sztuk broni. Broń palną posiada od 40 do 45 proc. gospodarstw domowych. Statystyki ofiar aktów przemocy w użyciem broni w Stanach przypominają bilans małej wojny. Dla przykładu w 2008 roku, na 16,272 morderstw około 67 proc., czyli ponad 10 tys., popełniono przy użyciu broni.

Wymagania, by ją zdobyć są niemal nieistniejące. Na przykład warunkiem uzyskania pozwolenia na noszenie ukrytej broni w miejscach publicznych jest pozytywna weryfikacja (tzw. background check, który w praktyce ogranicza się do sprawdzenia danych osobowych) i odbycie kursu bezpiecznego posługiwania się bronią. Tak stanowi prawo federalne obowiązujące obecnie w 39 stanach. Jedyne odstępstwa dotyczą Arizony, Alaski i Vermont, gdzie legalni posiadacze broni nie muszą otrzymywać szkolenia i licencji uprawniającej do jej noszenia. Niektóre stany wymagają dodatkowego uzasadnienia potrzeby noszenia przy sobie broni (jest ich 9), a jedynie w Illinois i Wisconsin obowiązuje całkowity zakaz noszenia schowanej broni.

W każdym razie problemu z uzyskaniem pozwolenia na broń nie miał Jared Loughner pomimo, iż jego przeszłość mogła budzić wątpliwości. Loughnera nie przyjęto do wojska, gdyż nadużywał narkotyków, a w college’u ze względu na problemy ze zdrowiem psychicznym wszczynał awantury wymagające interwencji policji. Warto podkreślić, że sprzedaż broni osobie w przeszłości wykazującej oznaki niezrównoważenia psychicznego i zażywającej nielegalne substancje jest niezgodna z prawem i podlega karze pozbawienia wolności do 10 lat. Jared Glocka 9 mm kupił bez przeszkód w sklepie z bronią. W jego kieszeniach policja znalazła dwa 15-nabojowe magazynki, których w chwili ataku nie zdołał użyć, gdyż został obezwładniony.

W okresie od 30 listopada 1998 roku do końca 2008 roku, na 96 mln weryfikacji odrzucono 681 tys. wniosków, czyli ok. 1 proc. aplikacji. Rejestr federalny NICS (National Instant Criminal Background Check System) jest po prostu zbyt ubogi – w przypadku osób z oznakami choroby umysłowej w przeszłości rejestruje się jedynie skazanych lub z orzeczeniem sądowym. Ale to nie koniec paradoksów. Nielegalna jest również sprzedaż broni skazanym na więzienie. Jednak prawo do jej posiadania jest przywracane zaraz po odbyciu kary. Od 2010 roku z kolei federalne prawo nie zabrania nabywania i posiadania broni przez członków organizacji terrorystycznych…

fot. Biały Dom - Eric Draper/ Prezydent Bush na kampusie Virginia Tech w 2007 roku, kilka dni po masakrze

Ponadto po tragicznej strzelaninie na uczelni w Wirginii w 2007 roku, w której zginęły 33 osoby, Republikanie chcą wprowadzić prawo zezwalające wykładowcom i studentom na noszenie broni na terenie kampusów. Na razie jest to legalne jedynie w Utah. Zdanie prezydenta na ten temat ciężko przytoczyć, bo w sprawie prawa do broni głosu praktycznie nie zabiera.

Otwarcie swoją opinię prezentuje natomiast Charles Helle – sekretarz Arizona Citizens Defense League, grupy obrońców prawa do broni, zrzeszającej 4 tys. członków – który przy sobie nosi zawsze co najmniej dwa pistolety, trzeci trzyma w drzwiach samochodu, a pozostałe w skrytce na broń i specjalnym schowku zamocowanym w bagażniku. – Tragedia, która wydarzyła się w Tucson uświadamia nam dlaczego tak ważne jest, byśmy nosili broń. Zło czai się wszędzie.

Wszyscy Amerykanie, podobnie jak Helle z pewnością szanują prawo do obrony własnej, jednak większość popiera częściowe obostrzenia w dostępie do broni. Na przykład myśliwi do strzelania na polowaniach nie potrzebują półautomatycznych pistoletów, takich jak Glock, zasilanych magazynkiem o dużej pojemności, nawet do 30 naboi. Zakaz dotyczący noszenia przy sobie tak dużej ilości amunicji wygasł w 2004 roku i tylko w kilku stanach obowiązuje limit do 10 naboi w magazynku. Problem w tym, że milcząca większość społeczeństwa zawsze zostaje stłumiona w politycznym świecie przez lobbystów z Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego (National Rifle Association) czy niezrzeszonych obrońców prawa do broni. Giffords, jak większość polityków z Arizony, jest jego gorącą orędowniczką.

Jeżeli dołożyć do tego agresywną politykę Arizony wobec imigrantów, skrajnego szeryfa Joe Arpaio, rosnące jak grzyby po deszczu obywatelskie organizacje policyjne, likwidację studiów etnicznych, a także głośną decyzję gubernator stanu Jan Brewer o odcięciu finansowania z funduszu Medicaid transplantacji organów, skazującą tym samym pacjentów na liście oczekujących na wyrok śmierci, to nie powinno dziwić, że obywatele kipią od emocji. A broń w ich ręce staje się wyrazem tych emocji.

fot. Brian Lary/ Na Południu i Zachodzie broń ma niemal każdy

Problem wydaje się tkwić także w amerykańskiej mentalności. Głównie na Zachodzie i Południu, z dala od miast, posiadanie broni jest naturalnym stanem rzeczy. I tak było od zawsze. Gdy USA nie miała jeszcze armii, jedynie milicję, każdy musiał mieć broń, tak wręcz nakazywało prawo, by móc obronić się przed odwetem Indian. To m. in. bronią palną koloniści przekupywali tubylczą ludność, którą następnie zamienili w niewolników i dopuścili się na niej masowych mordów.

Pozostaje pytanie czy pasję Amerykanów do broni jest w stanie ograniczyć jakiekolwiek prawo skoro drugą poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych – mówiącą, że „regularne oddziały milicji są konieczne dla utrzymania bezpieczeństwa wolnego państwa, a prawo obywateli do posiadania i noszenia broni nie może być naruszone” – dwojako interpretują same sądy w USA? W 1856 Sąd Najwyższy roku ustanowił, że policja nie ma obowiązku ochrony poszczególnych obywateli, a jedynie obowiązek egzekwowania prawa. Natomiast w 1982 roku Sąd Apelacyjny poszedł jeszcze dalej i wydał orzeczenie „że państwo nie ma konstytucyjnego obowiązku ochrony obywateli przed zbrodniarzami i psychopatami, a Konstytucja nie nakłada na rząd obowiązku zapewniania ładu i porządku”.

Jeszcze bardziej ekstremalnie interpretuje się poprawki do konstytucji. „The right of the people to keep and bear arms” zamienia się nagle nie w „prawo obywateli” czy „prawo społeczeństwa” (które być może nie dopuszczałoby do broni szaleńców), ale według federalnego sędziego z Teksasu, Sama Cummingsa, w prawo „każdej poszczególnej jednostki”. Sędzia orzeczenie to wydał 30 marca 1999 roku i twierdzi, że ma zastosowanie do każdej z poprawek amerykańskiej konstytucji. Taki bieg wydarzeń sugeruje, że interpretacja „broni” („arms”) nie tylko jako broni palnej, ale też nuklearnej czy każdej innej wydaje się jedynie kwestią czasu. Dlaczegoż by nie?

Anna Samoń

Główne źródło danych statystycznych: “Gun Control Facts”, James D. Agresti i Reid K. Smith

6 KOMENTARZE

  1. to na zdjęciu to nie żadna M16-tka, tylko najzwyklejszy Kałasznikow. Broń strzelająca w każdych warunkach i dlatego tak ulbuiona przez wszelkiej maści terrorystów i chbya najbardziej rozpowszechniona pm na świecie.
    A tak na marginesie – kto mieczem wojuje itd.

  2. takie ma znaczenie, że jak sie podpisuje zdjęcia, to niech to będzie podpis zgodnie z prawdą. Tylko i wyłącznie takie znaczenie ma. Pani Anna nie musi się znać na broni, ale jakaś rzetelność reportersko-dziennikarska obowiązuje wszędzie, w internecie też. Bo da się zdjęcie niejakiego Jarka,a podpisze Donald. Albo na odwrót.

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Enable Notifications    Ok No thanks