REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaNa bieżącoCzarnobyl. 30 lat później

Czarnobyl. 30 lat później

-

Po wybuchu w elektrowni w Czarnobylu, zdjęcie archiwalne z 1986 roku fot.STR/EPA
Po wybuchu w elektrowni w Czarnobylu, zdjęcie archiwalne z 1986 roku fot.STR/EPA

 

REKLAMA

Od wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu minęło trzydzieści lat. Eksperci, oceniając jej skutki, coraz rzadziej stosują określenie „katastrofa” i mówią raczej o awarii. Czarnobyl stał się dla Polaków swoistą zbiorową traumą. Na przełomie kwietnia i maja 1986 r. w Polsce zapanowała jedyna w historii „nuklearna psychoza strachu”.

25 kwietnia w czarnobylskiej elektrowni, znajdującej się w pobliżu ukraińskiego miasta Prypeć, rozpoczęto eksperyment, którego celem miało być przetestowanie awaryjnych systemów reaktora. Bezpośrednio przed awarią pracownicy elektrowni przeprowadzali testy turbin, zmniejszając moc czwartego bloku. 26 kwietnia o godzinie 1.23 operator Aleksander Akimov odczytał niepokojące wskaźniki instrumentów pomiarowych, wskazujące na niestabilność reaktora i podjął decyzję o awaryjnym wyłączeniu bloku. Postąpił zgodnie z instrukcjami, jednak zainicjowany przez niego zrzut tzw. prętów bezpieczeństwa spowodował wybuch. W reaktorze wybuchł pożar kilkutonowej grafitowej izolacji, a ogień szybko rozprzestrzenił się po budynku elektrowni. Grafit to materiał szczególnie trudny do ugaszenia, udało się to dopiero po 9 dniach. Wraz z dymem do atmosfery przedostały się izotopy promieniotwórcze, które wraz z radioaktywną chmurą dymu nadciągnęły nad Europę. Skażeniu uległ obszar ponad 140 tys. km kwadratowych na pograniczu Rosji, Białorusi i Ukrainy. Podczas akcji ratowniczej ewakuowano 350 tys. mieszkańców skażonego terenu. 134 osoby – pracownicy i członkowie ekip ratowniczych ulegli zagrażającemu życiu napromieniowaniu. 28 osób zmarło na skutek choroby popromiennej w 1986 roku, a 2 od poparzeń. Radioaktywna chmura powędrowała na zachód.

Wybuch, którego „nie było”

Wraz z radioaktywną chmurą nad Polskę spłynęła psychoza nuklearnego strachu.
– O awarii dowiedzieliśmy się dopiero kilka dni po wybuchu reaktora – mówi nam Barbara Krupa, która w 1986 r. pracowała w tarnowskim Urzędzie Miasta. – Praktycznie nikt nas nie informował o zagrożeniach ani sposobach działania. Musieliśmy szukać informacji na własną rękę. Byłam zdezorientowana, bo moja jedyna wiedza na temat zagrożenia promieniowaniem pochodziła z lekcji przysposobienia obronnego i ograniczała się do wskoczenia za nasyp ziemny na widok atomowego grzyba – wspomina.
Barbara Krupa miała w 1986 r. 30 lat, trzy córki i pielęgniarkę w rodzinie. To od niej zdobyła płyn Lugola, który podała dziewczynkom. Sama nie wypiła, bo jak wspomina – wszyscy wtedy powtarzali w kółko, żeby chronić dzieci i kobiety w ciąży. Po ośmiu latach od awarii, już na emigracji zdiagnozowano u niej niedoczynność tarczycy i problemy z systemem immunologicznym. W Chicago lekarze stwierdzili, że powodem zaburzeń mogło być napromieniowanie.

Miasto Słoneczny w strefie ewakuacji p[o wybuchu w Czarnobylu, fotografia archiwalna z 2000 roku fot.Victor Drachev/EPA
Miasto Słoneczny w strefie ewakuacji p[o wybuchu w Czarnobylu, fotografia archiwalna z 2000 roku fot.Victor Drachev/EPA
[blockquote style=”4″]Społeczeństwo o awarii dowiedziało się dopiero 30 kwietnia, kiedy „Trybuna Ludu” zamieściła krótka notkę o „wycieku substancji radioaktywnej”. Nie zamknięto jednak szkół, nie ostrzeżono przed przebywaniem na zewnątrz, nie zalecono dokładnego mycia owoców i warzyw[/blockquote]

Początkowo Moskwa podjęła decyzję o utajnieniu awarii, licząc, że radioaktywna chmura rozwieje się i katastrofa pozostanie niewykryta. Jednak już dwa dni po awarii, 28 kwietnia o godz. 5.33 Służby Pomiaru Skażeń Promieniotwórczych w Mikołajkach zaobserwowały gwałtowny wzrost radioaktywności, o pół miliona razy wyższy niż normalnie. O 10.00 Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie ogłosiło alarm podejrzewając, że w pobliżu polskiej granicy doszło do eksplozji atomowej. Dopiero wieczorem radio BBC podało, że w elektrowni atomowej w Czarnobylu doszło do awarii. W nocy z 28 na 29 kwietnia polskie władze podjęły decyzję o masowym zastosowaniu płynu Lugola, który miał chronić tarczyce Polaków przed przyjęciem szkodliwych radioaktywnych izotopów. Społeczeństwo o awarii dowiedziało się dopiero 30 kwietnia, kiedy „Trybuna Ludu” zamieściła krótka notkę o „wycieku substancji radioaktywnej”. Nie zamknięto jednak szkół, nie ostrzeżono przed przebywaniem na zewnątrz, nie zalecono dokładnego mycia owoców i warzyw.

Atmosfera w kraju stała się napięta, przypominała mieszankę paniki z bezsilnym oczekiwaniem. Teorie spiskowe i zwykłe plotki mieszały się z oficjalną propagandą władz. Do budowania atmosfery niepokoju przyczyniły się informacje prasowe mówiące o skażeniu równemu skutkom wybuchu stu bomb atomowych, a wkrótce potem o drastycznym wzroście umieralności dzieci. Informacje te nie znalazły potwierdzenia w badaniach naukowych ani statystykach umieralności i zachorowań. Psychoza i brak rzetelnej informacji zrobiły jednak swoje – rodzice bali się o zdrowie dzieci, a kobiety w ciąży z przerażeniem powtarzały piętrzące się informacje o postpromiennych deformacjach.

Wiosna była piękna

Pochodząca z Jeleniej Góry nasza czytelniczka Joanna Mazurek była w trzecim miesiącu, kiedy dowiedziała się, że rejon Dolnego Śląska został silnie napromieniowany. – Pamiętam, był piękny, słoneczny dzień. Siedzieliśmy z rodziną na leżakach na tarasie naszego domu i wystawialiśmy twarze do wiosennego słońca. Spędziliśmy na zewnątrz kilka godzin. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że dostajemy niezłą dawkę promieniowania. Kiedy gruchnęła wiadomość o wybuchu reaktora, pamiętam panikę mojej matki, która mi wtedy powiedziała: „módl się, żeby dziecko było zdrowe”. Nie dane mi było jednak doświadczyć macierzyństwa. Poroniłam kilka tygodni później. Nie wiem czy Czarnobyl był tego powodem. Ale moje kolejne próby zajścia w ciążę zarówno w Polsce, jak i po przyjeździe do USA, nie powiodły się – wspomina.

Skażenie terytorium Polski cezem–137  Infografika: artykuł archiwalny Zbigniewa Jaworowskiego, “Wiedza i Życie”, 1996 rok
Skażenie terytorium Polski cezem–137
Infografika: artykuł archiwalny Zbigniewa Jaworowskiego, “Wiedza i Życie”, 1996 rok

Majka Magdziarz 30 lat temu mieszkała w Bytomiu. Kiedy doszło do wybuchu, była w drugim miesiącu ciąży. Pamięta, że stała w długiej kolejce w przychodni po przyjęcie płynu Lugola, czyli wodnego roztworu jodu i jodku potasu, który miał chronić tarczycę przed wchłonięciem radioaktywnego izotopu jodu. Nasza czytelniczka wspomina psychozę, która wybuchła po ujawnieniu stopnia napromieniowania: – Pamiętam, że zasięgałam różnych konsultacji, jeden lekarz mówił tak, inny inaczej. Straszono mnie, że jak nie wypiję, dziecko urodzi się z różnymi wadami. Do końca ciąży obawiałam się, że dziecko może być niewidome. Pierwsze moje pytanie po porodzie dotyczyło tego, czy dziecko widzi, czy wszystko jest w porządku. Na szczęście 30 października 1986 r. urodziłam zdrową córeczkę.

Anna Krawczyk miała w kwietniu 1986 r. 23 lata. To była jej pierwsza ciąża, była w siódmym miesiącu. – Byłam spanikowana, zadzwoniłam do swojego ginekologa, z pytaniem co robić. Odpowiedział mi „proszę siedzieć w domu, zamknąć okna i nigdzie nie wychodzić”. Nie był zdecydowany co do tego, czy powinnam pić jod. W końcu uznał, że ponieważ i tak należę do tej grupy szczęśliwych kobiet, których płód jest już chroniony łożyskiem, uznał, że mogę przyjąć dawkę. Ale gwarancji jego działania żadnej nie dał, a poza tym, jak mi powiedział, i to pamiętam dokładnie, „i tak za późno wszyscy to pijemy. Płyn Lugola skutkuje przed ekspozycją na napromieniowanie, a nie po fakcie”. Do końca ciąży żyłam w przerażeniu, że dziecko urodzi się z wadami. Nigdy nie zapomnę ulgi, kiedy lekarz mi powiedział: „chłopak, zdrowy!”.

Kwiecień 2016 roku, Czarnobyl. Z prawej stare zabezpieczenie uszkodzonej elektrowni. Błyszczący obiekt po lewej to powstające nowe zabezpieczenie fot.Sergey Dolzhenko/EPA
Kwiecień 2016 roku, Czarnobyl. Z prawej stare zabezpieczenie uszkodzonej elektrowni. Błyszczący obiekt po lewej to powstające nowe zabezpieczenie fot.Sergey Dolzhenko/EPA

Reaktor bez osłony

W Związku Radzieckim wybudowano 17 Kanałowych Reaktorów Dużej Mocy, identycznych jak ten w Czarnobylu. 12 reaktorów, 11 w Rosji i jeden na Litwie działa do dziś. Reaktory jądrowe, chłodzone wodą, otoczone są zwykle tzw. obudową bezpieczeństwa, czyli kopułą ze zbrojonego betonu, która chroni przed rozszczelnieniem reaktora i wyciekiem substancji radioaktywnych. Reaktor w Czarnobylu takiej kopuły nie miał, ponieważ jego konstruktorzy zdołali w fazie projektowania i budowy „udowodnić”, że nie jest ona potrzebna, a reaktor jest bezpieczny. Wykorzystali przy tym radzieckie przepisy, które umożliwiały budowanie reaktorów jądrowych bez betonowych osłon. Reaktor zalano betonem dopiero po wybuchu.

Trzydzieści lat po awarii strefa wokół elektrowni wciąż pozostaje zamknięta. Mimo to nieliczni mieszkańcy okolicznych miejscowości zdecydowali się na powrót do swoich domów. Do Czarnobyla ciągną też tłumy turystów spragnionych nietypowej atmosfery tego opuszczonego miejsca. Pomimo upływu lat Czarnobyl wciąż wymaga nakładów finansowych i działań zabezpieczających. W 2017 roku ma ruszyć budowa nowego betonowego sarkofagu o wysokości 108 i szerokości 260 metrów. Na jego konstrukcję przeznaczone zostanie blisko 400 mln dolarów. Podjęta zostanie też próba wydobycia ze starego sarkofagu wciąż zalegającego tam paliwa jądrowego. Czarnobylska elektrownia zostanie zalana betonem, „atomowi turyści” będą tam jeździć po dawkę adrenaliny, przeciwnicy energii nuklearnej – używać Czarnobyla jako koronnego argumentu . I tylko szczury, które opanowały Prypeć przypominają, że to one, nie my przeżyją atomową zagładę.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Współpraca:

Małgorzata Błaszczuk

[ot-video type=”youtube” url=”https://youtu.be/Zt0gfyq2jQA”]

REKLAMA

2128839746 views

REKLAMA

REKLAMA

2128839762 views

REKLAMA

REKLAMA

2130636082 views

REKLAMA

2128839772 views

REKLAMA

2128839776 views

REKLAMA

2128839780 views