0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaKultura i RozrywkaGalopkiem przez weekend

Galopkiem przez weekend

-

Cieszy, że tak wiele dzieje się w życiu kulturalnym polonijnego Chicago, chociaż dla skrupulatnego kronikarza czasami jest to wielkie wyzwanie. Gdzie iść, co zobaczyć, co odnotować? Miniony weekend również obfitował w imprezy i chociaż kilka chcę tu przypomnieć. Chronologicznie.

 

REKLAMA

Powitania, pożegnania


Po ponad półrocznej nieobecności powrócił na scenę DiDi kabaret Bocian. Był to powrót udany, pełen sentymentów, co doceniła licznie przybyła publiczność złożona z wiernych fanów kabaretu, zaprzyjaźnione osoby oraz nowych wielbicieli. Celebrowano wejście w 16 rok rozweselania Polonii. Tematem przewodnim była twórczość znakomitego poety i tekściarza Wojciecha Młynarskiego, ale z lojalności sięgnięto również do tekstów autorów tutejszych, od lat związanych z Bocianem, oraz do numerów lubianych przez kabaretowych bywalców.

 

Ten jubileuszowy wieczór uświetnili występami: ulubienica publiczności i współtwórczyni Bociana Ewa Milde, główny założyciel Bogdan Łańko, utalentowane wszechstronnie małżeństwo Ania i Wojtek Włoch, śpiewający laryngolog dr Krzysztof Kubik oraz powitana uroczyście przez prowadzących spektakl (Ewę i Bogdana), po raz pierwszy w kabaretowych progach, Mirosława Sojka-Topór. Orkiestrę jak zwykle stanowili: Janusz Pliwko (fortepian) i Mieczysław Wolny (flet).

 

Były powitania – powracających z Polski na stałe do Chicago Liliany Para-Piekarskiej i Andrzeja Piekarskiego. Były pożegnania – udającego się do wzmożonej pracy nad doktoratem Wojtka Włocha i jego świeżo i ponownie brzemiennej żony Ani. Plotka głosi, że wkrótce nastąpi wymiana małżeństw. Na scenie, oczywiście.

 

Program był zróżnicowany, każdy mógł coś dla własnego poczucia humoru w nim znaleźć. A po programie na scenie zaroiło się od obecnych i dawniejszych wykonawców wielu kabaretowych odsłon. Witała ich kwiatami najwierniejsza z wiernych Halinka Woźniak. Następnych udanych lat w kabaretowym życiu Chicago!

 

Jeszcze jedno pożegnanie

 

Po wielu latach dziennikarskiej pracy w Chicago udaje się na stałe do Polski redaktor Sławomir Sobczak. Pożegnanie tego wspaniałego reportera imprez sportowych, społecznych i muzycznych, współpracującego z rozgłośniami radiowymi i chicagowską gałęzią telewizji Polsat, odbyło się w miniony piątek w sali klubu sportowego Eagels. Przybyli gromadnie przyjaciele dziennikarze, ludzie polonijnych mediów i artyści. Wszyscy, którzy przez lata współpracowali z red. Sobczakiem. A sporo ma mu do zawdzięczenia pomoc w rozwijaniu profesji.

 

Przyjęcie poprzedziło wydarzenie artystyczne – koledzy muzycy wspominali związanego mocno z chicagowskim środowiskiem ś.p. Waldemara Koconia. Impreza początkowo otwarta dla publiczności, zakończyła się bardzo kameralnie i prywatnie.

 

Redaktorowi Sławkowi Sobczakowi życzymy dalszych sukcesów w uprawianej profesji. A także mocnych smeczów, celnych backhandów i pomyślnych wiatrów w żagle, bo i w tę dziedzinę wkłada wiele serca.

 

Młodzi dla Oli


Rówieśnice i rówieśnicy Alex Błaszczuk postanowili dołączyć do łańcucha ludzi dobrej woli i zorganizowali artystyczny benefis na wspomożenie funduszu pomagającego Oli w spełnieniu jej ambitnych zamierzeń. Sparaliżowana po wypadku samochodowym Alex powróciła do Nowego Jorku, aby kontynuować studia prawnicze. A w salach Towarzystwa Sztuki Krzysztofa Kamyszewa młodzi artyści plastycy wystawili swoje prace na aukcję.

 

Zaroiło się od ślicznych zgrabnych dziewcząt, elegancko ubranych młodzieńców, wolontariuszek i wolontariuszy. Sprzedawano bilety na loterię, przeprowadzono cichą aukcję, witano VIP-ów i rozmawiano na żywo dzięki połączeniu internetowemu z Alex. Cały dochód z biletów wstępu oraz przeprowadzonch zbiórek zasili fundusz The Alex Blaszczuk Trust, o którym więcej danych na stronie internetowej www.alexbtrust.org.

 

Chociaż, jak zapewniali organizatorzy, tego typu działania podjęli po raz pierwszy, impreza okazała się nad podziw udana i jest nadzieja, że zasili konto funduszu wcale niemałą sumą.

 

Prawdziwy underground

 

Niewiele osób wie, że niedaleko Muzeum Polskiego w Ameryce na ulicy Milwaukee znalazł miejsce klub przedziwny, wielowymiarowy artystycznie, nazwany Multikulti. Specyficzna atmosfera klubu przyciąga bardzo specyficznych artystów – można ich nazwać współczesną bohemą. Nieświadomie nawiązują bowiem do tej dziewiętnastowiecznej francuskiej, która charakteryzowała się absolutną wolnością formy uprawiania sztuki.

 

Na pierwszy rzut oka Multikulti szokuje, ale bardziej zaciekawia i to jest mocna strona klubu. Interesujące zespoły muzyczne, zaskakujące prace plastyczne (obrazy, murale, grafiki), kramiki z nawiązującą do mody New Age biżuterią i ubraniami. Wszystko to w przyćmionych światłach, za to w mocnym nagłośnieniu, które jednak nie zagłusza rozmów. Cień z kolorem się miesza i uzupełnia. W minioną sobotę trwała jeszcze wystawa prac bardzo uzdolnionej młodej malarki Magdaleny Krzak. Warte są te prace uwagi i promocji. Klub działa na 4. piętrze i gdy popsuje się winda, raczej nie polecam młodzieży po pięśdziesiątce.

 

A może by na grzyby?

 

Takie pytanie padło cztery lata temu w Art Gallery Kafe i grupa miłośników leśnego zbieractwa odpowiedziała “czemu nie”. Od tej pory raz do roku, czasami dwa razy, wyrusza rankiem z Wood Dale Wesoły Autobus (szkolny) z ponadtrzydziestoosobową grupą. Autobus zmierza prosto do posiadłości państwa Ewy i Tadeusza Żaczków, położonej lekko powyżej Wisconsin Dells w Wisconsin.

 

Posiadłość zwana Kruczą Polaną oferuje wiele więcej niż banalne grzyby. Chodzenie po lesie obfituje w niespodzianki: tu wyrośnie wysoka skałka, tam w gąszczu skryją się stare wraki zabytkowych samochodów, a jeszcze gdzie indziej doprowadzi do rzeki. Poza tym zawsze jest poczęstunek zupno-kiełbasiany i leśne śpiewy przy ognisku. Czy pogoda sprzyja grzybom, czy – jak w tym roku – nie, zabawa jest przednia, więc uczestnicy wracają zadowoleni z odpoczynku na łonie natury i czekają na następny rok, aby znowu zawitać na Kruczą Polanę.

 

Bo, jak podsumowuje wycieczki Wiecho Gogacz, właściciel AGK, zawsze jest „pogoda dla Gogaczy”.

Galopowała i zdjęciami dokumentowała

Bożena Jankowska

REKLAMA

2126822641 views

REKLAMA

REKLAMA

2126822657 views

REKLAMA

REKLAMA

2128618977 views

REKLAMA

2126822667 views

REKLAMA

2126822671 views

REKLAMA

2126822675 views