REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Kalejdoskop Afera, która zniszczyła kanclerza

Afera, która zniszczyła kanclerza

-

Historie szpiegowskie są powtarzalne: szantaż, pieniądze, seks. Czasami patriotyzm. Znacznie rzadziej zdarzają się szpiegowskie przypadki czy szczególne zbiegi okoliczności, jak to miało miejsce w trakcie wydarzeń, o których będzie mowa. A była to największa afera szpiegowska w historii Niemiec…

Szpiegowska para

REKLAMA

Niemcy byli wtedy podzieleni na część wschodnią i zachodnią – NRD i RFN. Ofiarą gigantycznej afery stał się kanclerz RFN, Willy Brandt. Ten wówczas najważniejszy polityk w Zachodnich Niemczech potwierdził nienaruszalność powojennej granicy pomiędzy Polską a Niemcami. Wcześniej nie było to takie oczywiste. Tego, że musiał odejść z urzędu kanclerza, żałowały nawet ówczesne władze PRL. A odszedł, ponieważ swoim sekretarzem uczynił człowieka, który od lat był funkcjonariuszem Stasi, wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa.

Rok 1951. Nic nie wskazywało, aby ta para małżeńska miała w przyszłości odnieść wielki sukces szpiegowski. Oboje niespełna trzydziestoletni. Ona – Christel Margarete Boom – niezbyt urodziwa sekretarka. Miała charakterystyczny spiczasty nos i wąskie usta, przezywali ją „Krogulec”. On – Guenter Guillaume – fotograf, typ rozkosznego młodzieńca, który owijał sobie wokół palca spragnione życia mieszkanki powojennego Berlina. Nie bardzo do siebie pasowali. Boom była lepiej wykształcona od Guillaume’a. Znała języki obce, grała na fortepianie.

Berlin był pod kontrolą czterech mocarstw, które w czasie wojny walczyły przeciw Niemcom. Otaczało go terytorium NRD. To miasto, wciąż jeszcze zrujnowane przez działania wojenne, zastąpiło Wiedeń w charakterze szpiegowskiej stolicy Europy. Rozpoczynała się zimna wojna pomiędzy Zachodem a Wschodem. NRD należała do komunistycznego Wschodu.

Cały wschodni aparat państwowy przesiąknięty był strachem przed zachodnimi szpiegami i sabotażystami. Podobnie było w RFN. Tu i tam powstały służby bezpieczeństwa. W NRD zostało utworzone Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, później osławione Stasi. W Republice Federalnej Niemiec powołano do życia Federalną Służbę Wywiadowczą, BND.

Werbunek

Ważną postacią w ówczesnej wschodnioniemieckiej bezpiece był major Paul Laufer. Szybko odkrył osobę mającą, jego zdaniem, talent do pracy w tajnych służbach – fotografa Guillaume’a. Zwerbował go i kilkakrotnie wysłał na Zachód z mało ważnymi misjami.

Guillaume pracował we wschodnioberlińskim wydawnictwie i utrzymywał kontakt ze związkowcami na Zachodzie. W dokumentach wywiadu zachodnioniemieckiego odnaleziono notatkę z 1954 roku stwierdzającą, że niejaki „Guenter Guillaume z wydawnictwa Volk und Wissen przybył do Republiki Federalnej Niemiec w celu nawiązania kontaktów z wydawnictwami, drukarniami i osobami fizycznymi oraz ich infiltracji na rzecz niemieckich służb”. Notatka przeleżała bezużytecznie w archiwum kilka dziesiątków lat. Gdyby odkryto ją wcześniej, Willy Brandt zachowałby na dłużej urząd kanclerza.

Na początku 1955 roku Guenter przedstawił swoją żonę majorowi Laufrowi. Ten, dysponując doskonałym wyczuciem ludzi, także w Christel zobaczył materiał na dobrą agentkę i bez problemu zwerbował ją do służby w aparacie bezpieczeństwa NRD. Mało tego, zwerbował też matkę Christel, Erne Boom. I całą trójkę, za pieniądze Stasi, usadowił we Frankfurcie nad Menem w RFN. Tam kupili mieszkanie i otworzyli kawiarnię „Boom Am Dom”. Pracowali w kawiarni i pozyskiwali od klientów informacje o nastrojach zachodnioniemieckiego społeczeństwa.

Tym samym dobiegł końca pierwszy etap drogi wiodącej ku największej aferze szpiegowskiej w historii współczesnych Niemiec. Sam major Laufer nie spodziewał się, że do czegoś takiego może dojść. Guenter i Christel byli jednymi z wielu agentów przerzuconych na Zachód – na zasadzie, że może któremuś z nich uda się zdobyć jakieś ważne informacje.

Polityczna kariera szpiegów

Kiedy dwoje agentów wstąpiło do SPD, silnej partii niemieckiej, nagle wypadki nabrały przyspieszenia. Christel Boom – z uwagi na jej znajomość języków – została sekretarką przewodniczącego SPD i posła do Bundestagu Birkelbacha. Również była jego sekretarką, gdy stanął na czele Kancelarii Państwa.

Później Guillaume tak to opisał: „Wszystko znalazło się nagle w pełnym biegu. Pierwotnie Christel przyjechała na obszar operacyjny po to, aby mi pomagać. Dzięki nowej pracy uzyskała zupełnie inną, wyższą pozycję w systemie koordynacyjnym naszej komórki. Trzeba się było liczyć z tym, że awansuje do roli pierwszoplanowego źródła. To się szybko potwierdziło. Na jej biurku lądowały materiały o dużym znaczeniu dla pracy wywiadowczej”.

Przez ręce Boom przechodziły strategiczne dokumenty SPD, jak również rządu federalnego i NATO. Sfotografowane przez Guentera docierały na Wschód za pośrednictwem kurierów. Guillaume pełnił coraz bardziej podrzędną rolę. Typ macho, który miał ambicje być samcem alfa, cierpiał z tego powodu. Frustracje rekompensował sobie zabawianiem dam.

Ale i dla niego nadeszły lepsze czasy. Jego żona, coraz bardziej wpływowa w SPD, załatwiła mu stanowisko partyjnego fotografa. Później dostał posadę reportera w biuletynie Der Sozjaldemokrat. I nieoczekiwanie otworzyła się przed nim droga awansów w coraz wyższych instytucjach partyjnych. Ostatecznie wylądował w ówczesnej stolicy RFN, Bonn, na stanowisku referenta do spraw gospodarczych i finansowych w Urzędzie Kanclerskim. Mimo braku wykształcenia, miał talent organizacyjny. Stawał się coraz bardziej niezbędny.

I największy sukces. W 1972 roku awansował do rangi jednego z trzech osobistych sekretarzy kanclerza Willy’ego Brandta. Kariera jak z bajki – jeszcze kilkanaście lat wcześniej stał przy ekspresie kawowym w kawiarni teściowej. Teraz dostawał miesięczną pensję w wysokości 4469 marek – rok 1972! Guenter żałował, że tego czasu nie dożył jego mentor, major Laufer. Na czele Stasi stał osławiony Markus Wolf. Ten na pewno bardzo się cieszył z sukcesu swojego agenta.

Tymczasem Christel po urodzeniu dziecka musiała się przenieść do innego, mniej ważnego urzędu. Guenter znowu zaczął grać pierwsze skrzypce w tym duecie szpiegowskim. Drogą radiową utrzymywał łączność ze Stasi. Zaszyfrowane ciągi liter zawierały polecenia. Zachodnie służby nie były w stanie dojrzeć sensu tych przekazów. Wiele sfotografowanych materiałów wysyłał przez kurierów.

Koniec szpiegowskiej kariery

W 1973 roku – po kilkunastu latach pobytu w RFN – małżeństwo szpiegów zorientowało się, że jest obserwowane przez federalne służby. Ale Guillaume nie przejmował się tym. W swym zadufaniu uważał, że nawet jak go złapią, to od razu wymienią na szpiegów Zachodu zatrzymanych przez komunistów. I tak rodzina, z synem i babcią Boom, żyła sobie jakby nigdy nic, zamiast w te pędy uciekać do NRD.

Po latach wyszło na jaw, że w latach 1973-1974 funkcjonariusze federalni śledzili ich około dwieście razy. Byli już poważnie podejrzanymi o szpiegostwo. Mimo to nie powiadomiono kanclerza Brandta, że ma w swoim otoczeniu agenta Stasi. A nawet dopuszczono do tego, że Guillaume pojechał z kanclerzem, jako sekretarz, na urlop do Norwegii.

Willy Brandt podczas urlopu nie mógł oderwać się od swych kanclerskich zajęć. W tym czasie trwała właśnie decydująca faza negocjacji pomiędzy członkami NATO w kwestii Deklaracji Atlantyckiej. Brandt otrzymywał w Norwegii informacje „tajne”, „ściśle tajne”, a nawet klasy „Cosmic”. Do wszystkich tych dokumentów miał wgląd Guillaume.

Można sobie wyobrazić, jakie chwile chwały przeżywali wówczas dowódcy Stasi, na czele z Markusem Wolfem. Ich szpiedzy, którzy początkowo nie rokowali większych osiągnięć, stali się asami.

Służby zachodnioniemieckie nie sprawdziły się. Willy Brandt z powodu afery Guillaume’ów musiał ustąpić z urzędu kanclerza. Rozgoryczony napisał: „Jeśli zachodziło istotne podejrzenie, to agenta nie należało pozostawiać w moim bezpośrednim otoczeniu, lecz przesunąć go na inne dobrze nadające się do obserwacji stanowisko, a w razie potrzeby nawet awansować. Zamiast chronić kanclerza, uczyniono z niego »agenta prowokatora« służb specjalnych jego własnego kraju”.

W kwietniu 1974 roku, o świcie ktoś zadzwonił do drzwi mieszkania w Bonn, gdzie mieszkał Guillaume. On sam tak to opisał: „Otworzyłem i ujrzałem grupkę mężczyzn oraz kobietę o nieruchomych, a jednak w pewnym stopniu podekscytowanych twarzach, i wiedziałem, że moja godzina wybiła. Mężczyzna stojący z przodu zapytał: »Czy pan Guenter Guillaume?«. Odpowiedziałem cichym głosem: »Tak, a w jakiej sprawie?«. Usłyszałem: »Mamy rozkaz aresztowania od prokuratora generalnego«”.

Następnego dnia wszystkie media światowe donosiły o „sprawie Guillaume”. Ruszyła lawina artykułów, opinii, oskarżeń. W ich wyniku runął niemiecko-niemiecki proces odprężenia politycznego i runął sam kanclerz Brandt. Bardzo rzadko w historii zdarzało się, by wykrycie szpiega miało tak szerokie reperkusje.

Ciekawe, co o tych wydarzeniach napisał sam Markus Wolf: „Do dziś wiele osób uważa, że infiltracja Urzędu Kanclerskiego przez Guilaume’a jest moim największym sukcesem. Liczni zwolennicy Willy’ego Brandta nie mogą mi wybaczyć udziału w doprowadzeniu do jego upadku i winią mnie za to, że musiał ustąpić. Dlatego jeszcze raz powtarzam: sprawa Guillaume’a była największą porażką mojej służby. W żadnym wypadku nie chciałem ustąpienia Brandta. Nawet z ówczesnego punktu widzenia było jasne, że jest to dla NRD gol samobójczy”.

Guillaume i Boom nie zostali wymienieni na innych szpiegów. Przesiedzieli siedem lat w więzieniu zachodnioniemieckim.

Piotr Szymański

REKLAMA

Poprzedni artykułCzarna ospa we Wrocławiu
Następny artykuł„Kto pyta, nie błądzi”

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Enable Notifications    Ok No thanks