REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Gospodarka Woda, złota żyła. Nie dla wszystkich

Woda, złota żyła. Nie dla wszystkich

-

Kalifornijscy farmerzy desperacko poszukują gruntowej wody na pokrytych suchą skorupą polach. W  tym samym czasie przedsiębiorstwa takie jak Nestle, opróżniają dorzecza wielkich rzek, a firmy stosujące  metodę hydraulicznego szczelinowania do wydobycia gazu zużywają miliony galonów wody dziennie. Przed wzrostem cen wody bronią się małe miasteczka, podczas gdy politycy coraz częściej rozważają możliwość oddania życiodajnego płynu w prywatne ręce. Tymczasem Bank Światowy ostrzega, że za kilkanaście lat cały świat zacznie odczuwać brak wody. 

Kryzys w Kalifornii

REKLAMA

Dla wielu farmerów jedyną nadzieją na ratowanie plonów jest woda gruntowa, po którą trzeba sięgać coraz głębiej z pomocą dieslowskich wiertarek. 3-letnia susza w Kalifornii na dobre daje się we znaki dopiero teraz, ponieważ podziemne źródła zaczęły się wyczerpywać. Wiercenia trzeba prowadzić głębiej, co wymaga użycia droższego sprzętu i zatrudnienia dobrze wyszkolonych specjalistów. Wszystko to składa się na wzrost kosztów uprawy warzyw. Wkrótce naturalne zasoby wody mogą okazać się tak samo cennym towarem jak ropa naftowa. Sytuacja ta nie dotyczy tylko Kalifornii. Bank Światowy ostrzega, że około 2025 roku dwie trzecie populacji świata nie będzie mieć dostępu do dostatecznej ilości wody zdatnej do picia. Ostatnie dane krajowego centrum ds. minimalizowania skutków suszy (National Drought Mitigation Center) wskazują, że 80 proc. powierzchni Kalifornii dotknęła ekstremalna susza, co spowodowało podwyżkę cen żywności. Od ubiegłego roku ceny artykułów spożywczych wzrosły o 2,5 proc.; przed końcem tego roku podskoczą o dalszy procent, a w ciągu najbliższych miesięcy za owoce i warzywa będziemy płacić 6 proc. więcej niż dzisiaj.

[blockquote style=”4″]Do 2025 r. dwie trzecie populacji świata nie będzie mieć dostępu do dostatecznej ilości wody pitnej [/blockquote]

Korporacje pod ochroną

Szefowie korporacji już dawno zorientowali się, że położenie łapy na wodnych zasobach jest bardzo zyskowne. Pierwszy wychylił się prezes Nestle Peter Brabeck, który otwarcie wyśmiał rezolucję ONZ (64/292), stanowiącą, że woda jest dobrem publicznym. Korporacje takie jak Nestle, przedsiębiorstwa energetyczne i luksusowe pola golfowe zużywają 75 proc. wody z rzeki Kolorado w czasie, gdy zachód kraju nawiedzają dotkliwe susze. I będą to robić, powołując się na konstytucję, która zabrania federalnym i stanowym agencjom narzucania regulacji wpływających na ograniczenie zysków przedsiębiorstw. Decyzja Sądu Najwyższego USA ze stycznia 2010 roku znana jako Citizens United vs. FEC, umocniła  pozycje korporacji przyznając im takie same prawa jak osobom indywidualnym. Dzięki temu mogą wydawać nieograniczone kwoty pieniędzy na wybór do władz federalnych i stanowych polityków, którzy przedkładają prawo korporacji do mnożenia zysków nad prawo obywateli do dostępu do wody.

Łodzie zacumowane w zatoce Packers na jeziorze Shasta w Kalifornii fot.John G. Mabanglo/EPA
Łodzie zacumowane w Zatoce Packers na jeziorze Shasta w Kalifornii fot.John G. Mabanglo/EPA

W dorzeczu rzeki Kolorado Nestle ma dwa zakłady. Stamtąd  woda jest przewożona do 29 punktów w całym kraju, butelkowana  i sprzedawana pod nazwami Arrowhead i Pure Life w tak dużej ilości, że wylana na wysuszone pola Kalifornii spowodowałaby powódź. Rzeka Kolorado to szczególnie ważne źródło, stąd bowiem czerpie się wodę dla 40 mln mieszkańców miast i do irygacji 5,5 mln akrów ziemi. Naukowcy z University w California w Irvine obliczyli, że w latach 2004 – 2013 Netsle wypompowała z dorzecza Kolorado dwukrotnie więcej wody niż zawiera jezioro Mead. W samym tylko 2012 roku  zarobiła na wodzie 4 miliardy dolarów. Jej filia Ice Mountain również wysusza zbiorniki wodne na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

Miasteczko mówi  STOP

Z chwilą, kiedy filia Nestle, Poland Spring, sprowadziła  się do miasteczka Fryeburg w Maine, mieszkańcy  spostrzegli, że okoliczne strumienie zaczęły wysychać. Okazało się, że przedsiębiorstwo wypompowywało miejscowy akwen i sprzedawało im ich własną wodę w butelkach. Tego było za wiele. Gdy poziom wody spadał fryeburżanie podnieśli bunt. Nestle odpowiedziała agresywną kampanią typu dziel i rządź. Ustanowiono biuro kontaktów z mieszkańcami i stowarzyszenie “miejscowych” biznesmenów. Celem kampanii jest skłonienie ludzi do zaakceptowania faktu, że za wodę, z której korzystali bez ograniczeń i bezpłatnie, teraz muszą płacić. Ponieważ Fryeburg nie ulegał naciskom, korporacja wniosła sprawę do sądu aż pięciokrotnie. Cztery przegrała, piąta nie została jeszcze rozstrzygnięta. Miasteczko założyło stronę internetową StopNestleWaters.org, która ma służyć jako ostrzeżenie dla innych.

Plansza z komunikatem o konieczności oszczędzania wody przy wjeździe do Shasta Lake City fot.John G. Mabanglo/EPA
Plansza z komunikatem o konieczności oszczędzania wody przy wjeździe do Shasta Lake City fot.John G. Mabanglo/EPA

Woda, towar luksusowy

Wszędzie drożeją opłaty za wodę. Zdrożały również na przedmieściach Chicago. Szukając pieniędzy na naprawę infrastruktury w 2012 r. miasto podniosło cenę za wodę z jeziora Michigan o 25 proc. i o 15 proc. przez kolejne trzy lata. Podwyżki wprowadzono również w najbiedniejszych miasteczkach powiatu Cook. Siedem z nich postanowiło się bronić. W tym celu Alsip, Blue island, Calumet Park, Harvey, Markham, Midlothian i Robbins uformowało wspólną agencję z myślą o stworzeniu własnego systemu wodociągowego, który miał przebiegać od Michigan przez Hammond na południowe przedmieścia. By zdobyć fundusze na realizację projektu wydano obligacje wartości 5,8 mln dol., po czym zamówiono plan budowy. Projekt utknął w miejscu w tym roku, kiedy okazało się , że amerykańska komisja papierów wartościowych  oskarżyła finansowego kontrolera miejscowości Harvey Josepha Letke o defraudację.

Mimo to od projektu nie odstąpił burmistrz Alsip Patrick Kitching. Burmistrz oświadczył, że obniżka rachunków za wodę jest tak ważna dla miejscowych biznesów, że będzie walczył o budowę wodociągu, chociaż już obliczono, że nowy system będzie kosztować ponad 300 mln dolarów.

Tymczasem z chwilą, gdy Chicago ogłosiło podwyżki, Hammond również podniosło opłaty za wodę dla południowych przedmieść aż czterokrotnie, choć i tak cena za galon wody jest tu o 12 proc. niższa od wody z Chicago. Indiana zabrania ciągnięcia profitu ze sprzedaży wody na terenie tego stanu, lecz nie ogranicza cen na wodę sprzedawaną do Illinois. Wodę z Hammond kupuje Chicago Heights i sprzedaje ją dalej do Glenwood, Thorton i Ford Heights.

Warto zauważyć, że za wodę najwięcej płacą mieszkańcy Bolingbrook, Homer Glen, Lemont, Woodridge i Romeoville, którzy są klientami prywatnego przedsiębiorstwa Illinois American Water. I dlatego należy się bronić przed prywatyzacją wody do czego usilnie  dążą korporacje, które dostrzegły w wodzie złotą żyłę. A co oznacza oddanie usług publicznych w prywatne ręce chicagowianie odczuli na własnej skórze po prywatyzacji systemu miejskich parkometrów.

Elżbieta Glinka

e.glinka@zwiazkowy.com

Zdjęcie główne: Wysychające jezioro Shasta w Kalifornii fot.John G. Mabanglo/EPA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Enable Notifications.    Ok No thanks