REKLAMA

REKLAMA

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona główna Ameryka USA – największy producent ropy. Jakim kosztem?

USA – największy producent ropy. Jakim kosztem?

-

Stany Zjednoczone są obecnie największym producentem ropy naftowej i gazu. Pod względem wydobycia przeskoczyły nawet Arabię Saudyjską i Rosję. W pierwszym kwartale roku dzienna produkcja ropy przekroczyła 11 milionów baryłek. Międzynarodowa Agencja Energetyczna uważa, że do 2019 roku wydobycie w USA wzrośnie do ponad 13 mln baryłek dziennie, po czym zatrzyma się na tym poziomie. Jak na razie naftowa hossa nie przekłada się na niższe ceny paliw, głównie z powodu kłopotów z transportem. Zastrzeżenia budzą też metody pozyskiwania ropy, choć w USA stosowane są już od 1947 roku.

fot.Larry W. Smith/EPA
fot.Larry W. Smith/EPA

REKLAMA

Z raportu przedstawionego na początku lipca przez Bank of America wynika, że sukces zawdzięczamy zwiększonemu wydobyciu ropy z łupków bitumicznych. Specjaliści twierdzą, że gdyby nie to, ceny benzyny osiągnęłyby astronomiczny poziom. To właśnie łupkom przypisuje się kluczową rolę w odnowie ekonomicznej państwa. Szczególnie wysokie wydobycie odnotowano w Teksasie i Dakocie Północnej, gdzie stosuje się metodę szczelinowania hydraulicznego umożliwiającą zwiększenie wydajności odwiertu. Proces polegający na wtłaczaniu mieszaniny wody z dodatkami chemicznymi i piaskiem do skał budzi jednak wiele kontrowersji.

Szczelinowanie a trzęsienia ziemi 

Metoda szczelinowania niesie z sobą ryzyko zanieczyszczenia wód i zużycia ogromnej ilości wody, brak której odczuwa już kilka stanów. Wkrótce możemy stanąć przed dylematem: ropa czy woda? Sądząc po rosnącej produkcji, problem ten nie niepokoi szefów spółek naftowych, ich podwykonawców ani inwestorów. Natomiast głowią się nad nim naukowcy i denerwują mieszkańcy osiedli usytuowanych w pobliżu pól naftowych. Do strachu o nadmierne zużywanie słodkiej wody i zanieczyszczenie gruntu środkami chemicznymi doszły obawy o trzęsienia ziemi.

Wydobycie gazu łupkowego w miasteczku Troy w Pensylwanii fot.Jim Lo Scalzo/EPA
Wydobycie gazu łupkowego w miasteczku Troy w Pensylwanii fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Amerykańskie Stowarzyszenie Geologiczne podaje, że w samej Oklahomie od stycznia tego roku miało miejsce blisko 250 małych i średnich trzęsień ziemi. Nie wywołały wprawdzie poważnych szkód, lecz zmusiły do zastanowienia. Kilka stanów, w tym Ohio, Oklahoma i Kalifornia, wprowadziło nowy regulamin wierceń. Zmuszono firmy do przeprowadzania pomiarów ilości roztworu i ciśnienia, pod jakim jest on wstrzykiwany do odwiertu. Ponadto spółki muszą monitorować podziemne wstrząsy.

Naukowcy nadal debatują nad zależnością między hydraulicznym szczelinowaniem a ruchami sejsmicznymi. Wcześniej sądzono, że trzęsienia następują nie dalej niż w odległości trzech mil od miejsca szczelinowania. Teraz już wiadomo, że obejmują tereny oddalone nawet o 20 mil. Na razie nikt nie bije na alarm, co krytycy tej metody przypisują skuteczności działań naftowego lobby.

Ropa jest, dróg brak

Zakładając, że nie ma powodu do paniki, trzeba zwrócić uwagę na trudności, z jakimi borykają się koncerny prowadzące odwierty w południowym Teksasie i w Dakocie Północnej, gdzie drogi są przystosowane do pojazdów przewożących warzywa lub bydło na targ, a nie potężnych ciężarówek. W rezultacie pod wielotonowymi ładunkami drogi po prostu rozjeżdżają się. Samochody nie mogą wydostać się z błota. Muszą wzywać na pomoc buldożery. Dochodzi do częstych wypadków i opóźnień w dostawie niezbędnych do wydobycia ropy piasku i wody. To oczywiście powoduje wzrost kosztów produkcji. Tymczasem zdominowana przez republikanów Izba Reprezentantów odmawiała przyznania funduszy na budowę dróg. A przecież republikanie uchodzą za grupę zdecydowanie probiznesową! Skoro nie spieszyło się im z pomocą, musieli uznać, że od ukłonów w stronę biznesu ważniejsze jest drażnienie Baracka Obamy.

Protest przeciwko wydobyciu gazu łupkowego fot.Patrick Seeger/EPA
Protest przeciwko wydobyciu gazu łupkowego fot.Patrick Seeger/EPA

Na złość prezydentowi

fot.Larry W. Smith/EPA
fot.Larry W. Smith/EPA

Republikanie są wyjątkowo konsekwentni. Postępują tak, jak zalecał lider GOP w Senacie Mitch McConnell, który z nadzieją na porażkę wyborczą Baracka Obamy w 2012 roku radził robić wszystko, by jego prezydentura okazała się pomyłką. Choć republikanie sami sobie czasami strzelają w stopę, to zawsze jakoś z tego wychodzą obronną ręką. Tak też stało się i tym razem. Wiedząc, że kasa opustoszeje już z początkiem sierpnia, zwlekali z przyznaniem funduszy na Highway Trust Fund, by w ostatniej chwili zmienić zdanie, ale też nie dać prezydentowi pełnej satysfakcji. Nie zgodzono się bowiem na przyznanie pełnej kwoty na budowę i naprawę dróg w ciągu czterech lat – ustawowo określonej na 302 miliardy dolarów.

Izba wyznaczyła na ten cel tylko 11 mld, by zaspokoić najbardziej palące potrzeby. Głównym celem tego manewru było stworzenie kolejnej sytuacji podbramkowej, by za kilka miesięcy znów mieć powód do sporów z prezydentem… najlepiej przed listopadowymi wyborami.

Walka szykuje się również z innego powodu. Znani z tendencji do oszczędzania, kosztem tych, którzy mają najmniej, ustawodawcy GOP proponują finansowanie dróg częściowo z pieniędzy pobranych z funduszu dla bezrobotnych.

Zaczyna niektórych ta ropa kosztować coraz więcej.

Elżbieta Glinka

e.glinka@zwiazkowy.com

 

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Obraźliwe słowo

Po linie na randkę

Śmierć przyszła nocą

REKLAMA

Enable Notifications    Ok No thanks