0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Ja – Łazarz

-

fot.Uniquedesign52/pixabay.com
fot.Uniquedesign52/pixabay.com

Zakładam słuchawki, włączam muzykę i idę w drogę, przed siebie. To mój styl. Jeśli tylko mam na to czas i pogoda sprzyja, pokonuję dystans kilku mil pieszo. Dla zdrowia, nie tylko fizycznego, ale także duchowego i emocjonalnego. To mój czas przemyśleń, obserwacji, modlitwy. Tak jest i teraz. Dzisiaj myślę o człowieku, którym jestem częściej, niż mogłoby mi się wydawać. Człowiek ten ma na imię Łazarz. Spotkałem go w Ewangelii, kiedy Jezus opowiada przypowieść nie komu innemu, jak faryzeuszom, to znaczy ludziom, którzy uważali się za pobożnych i uczonych. Wiele im jednak brakowało. Przede wszystkim takiego zwyczajnego bycia człowiekiem.

REKLAMA

Łazarz z Ewangelii i Łazarz we mnie jest kimś, kto żebrze. Chce być, tak po prostu, kochany. On nie chce pieniędzy, może nawet jest wystarczająco bogaty, żeby móc się utrzymać. On chce być najzwyczajniej człowiekiem. W scenie, którą właśnie rozważam, Łazarz jest konfrontowany z innym człowiekiem, który nie ma imienia, wiadomo tylko, że jest Bogaczem. Łazarz leży przed drzwiami domu Bogacza. Tak sponiewierany, że zupełnie nie ma siły na to, żeby się podnieść i ogarnąć. Życie poraniło go tak, że psy lizały jego wrzody, dając odrobinę ukojenia bólu. Jego głównym cierpieniem jest jednak to, że nikt nie dostrzega w nim człowieka. Wszyscy widzą tylko Łazarza, żebraka. Patrzę w jego oczy. Widzę w nich leżącego narkomana, alkoholika, uzależnionego od pornografii i seksu. Widzę niekochanego dzieciaka, który nie rozumie, dlaczego rodzicom na nim nie zależy. Widzę staruszka, którego dzieci oddały do domu „pogodnej starości”, a tak naprawdę skazały go na umieranie w osamotnieniu. Widzę siebie i mam przekonanie, że w każdym jest trochę Łazarza.

Bogacz ma po ludzku rzecz biorąc wszystko. Jedyne czego mu brakuje, to miłość. Opływając we wszelkie dobra, nie potrafi kochać. Przyjmuje w swoim domu tylko tych, od których może dostać coś w zamian, z którymi może się bawić, zabijając nudę i próżność. Nie obchodzi go jakiś tam żebrak, leżący przed drzwiami. Do czasu. Taką granicą i zarazem momentem spotkania jest śmierć. Obaj umierają tak samo. I nagle sytuacja się odwraca. Łazarz, którego życie było piekłem osamotnienia, teraz idzie na łono Abrahama, jest szczęśliwy. Bogacz zaś pogrąża się w piekle bezkresnej samotności takiej, która boli, wywołując jęki błagania o pomoc. Przechodząc obok cmentarza, myślę sobie, że po tamtej stronie wszystko się jakoś wyrówna. Nie jest to jednak dla mnie pocieszeniem. Nie życzę nikomu takiego oddania pięknym za nadobne. Mam nadzieję na przebudzenie i zmianę, na otwarcie oczu, żeby obok siebie zobaczyć człowieka.

Jestem Łazarzem, żebrzę o miłość, o zaakceptowanie mojego człowieczeństwa. Tak bardzo potrzebuję, żeby ktoś podał mi rękę, powiedział: „dobrze, że jesteś”, poświęcił chwilę czasu, był. Tak bardzo chciałbym, żeby człowiek był dla drugiego po prostu człowiekiem. Bezinteresownie. Myślę o ludzkiej przyjaźni. Prawdziwej przyjaźni. Słusznie się mówi, że znaleźć w życiu jednego prawdziwego przyjaciela, to znaleźć prawdziwy skarb. Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy kocha się za coś, albo dla czegoś. „Najpiękniejsze rzeczy w życiu wcale nie są rzeczami”, czytam na fejsbukowym profilu mojego znajomego. „To ludzie, miejsca, wspomnienia i zdjęcia. To uczucia i chwile, w których się uśmiechasz”. Myślę sobie, że właśnie o to chodzi, że to jest naprawdę coś najpiękniejszego. Móc się uśmiechać dzięki komuś, kto widzi w tobie człowieka. Takie poczucie daje szczęście i wolność, jest siłą motywującą do życia i źródłem wielu dobrych pomysłów. Czy to takie trudne? Nie sądzę. Jednak wymaga bardzo konkretnego działania.

Idąc przed siebie, mijam mnóstwo Łazarzów. Spotykam się z ich głodnym spojrzeniem. Doskonale to czuję, bo jest ono też we mnie. Paradoksalnie jednak często głód ten przykryty jest lękiem. Dlatego współcześni Łazarze zakładają na twarze maski. Uśmiechniętych, beztroskich, twardych, intelektualnie mocnych, samowystarczalnych. Kiedy jednak zostają sam na sam ze sobą, zdejmują je, dotykają swojego prawdziwego oblicza. Czasem wiąże się to ze smutkiem, graniczącym z depresją. Lęk przed byciem sobą, żeby nie być odrzuconym i osamotnionym jeszcze bardziej.

Czy coś mogę zrobić? Oczywiście, że tak! Wyciągnąć rękę, uśmiechnąć się, poświęcić czas, dać poczucie bezpieczeństwa, stworzyć przestrzeń zaufania, wysłuchać, zaakceptować, może nawet przytulić, być. Być człowiekiem. Popatrzeć w oczy tego drugiego, poranionego przez życie i ludzi, osamotnionego i zamkniętego w sobie. Popatrzeć i zobaczyć w nim człowieka. A to będzie początek tego, za czym tak bardzo tęskni Łazarz, prawdziwej i szczerej przyjaźni.

ks. Łukasz Kleczka

2 KOMENTARZE

  1. I takich właśnie kazań potrzeba w kościele katolickim ,nie politycznych wskazówek i pełnych nienawiści i pogardy dla człowieka patologicznych wynurzeń pseudo sług bożych.Nie odwróciłbym się od kościoła tak bardzo gdyby tak właśnie nauczał.Czytając odpocząłem po tych komentarzach pełnych zawiści ,arogancji i chamstwa pod moim adresem.

  2. Fragmenty książki:

    “Pierwszą – i można powiedzieć, że przez pewien czas główną – myślą, która najwyraźniej dominuje w umyśle niemowlęcia, jest świadomość własnego ja. Ostatnia myśl, pojawiająca się w momencie śmierci, także dotyczy ja. W latach pomiędzy tymi dwoma punktami narodzin i śmierci – latach, na które składa się kompozycja z codziennych wydarzeń, przypadkowych komedii, nagłych dramatów, krótkich okresów słońca i długich cieni, przez nas nazywana życiem – większość ludzkich istot również zajmuje się tym samym ja.
    Choć może się to wydać dziwne, owo ja otoczone jest tajemnicą; tkwi mocno zakorzenione w czymś nieznanym i ze wszystkiego na świecie najmniej świadome jest siebie samego. Jednak człowiek nie wie naturalnie o swojej ignorancji; ta świadomość przychodzi do niego, kiedy zaczyna się interesować sensem swego jestestwa i myśli o sobie. Wówczas główną zagadką, rywalizującą z zagadką Sfinksa, a także największym problemem, staje się on sam. Jeśli tylko ma odwagę wziąć w nawias życie, aby zinterpretować swe ludzkie doświadczenie bez narosłych uprzedzeń, będzie zaskoczony własną niemożnością zrozumienia Prawdy, całej prawdy dotyczącej jego relacji, jako pojedynczego osobnika, do wielkiej Siły-Życia, w której wszystko żyje, porusza się i ma swą istotę, a czego on sam jest pojedynczym wyrazem.

    Chociaż w przeogromnej i bezgłośnej kosmicznej rewolucji jesteśmy nie liczącymi się próżniakami, musimy pamiętać, że wszechświat osiągnął swą najwyższą manifestację w rasie ludzkiej, której złożona struktura uzewnętrznia większość elementów i zasad obecnych w prostszych formach. Dlatego też analizując ludzką naturę, możemy mieć nadzieję na odnalezienie pierwszego klucza do samego wszechświata. I rzeczywiście, w ogólnej koncepcji współczesnej nauki obiektywny wszechświat da się sprowadzić do kilku symboli oferowanych przez Naturę ludzkiej świadomości. Prawo względności udowodniło, że czas i materia to idee pozostające w ścisłej zależności, a teoria kwantów zabrała nas tak daleko od staromodnej definicji „masy”, że dociekliwy naukowiec prędzej czy później uzna, że nie da się przekroczyć granic badań naukowych bez uprzedniego pokonania granic ludzkiej świadomości.”

    “Wiedza zwykłego człowieka o jego własnym ego jest zazwyczaj ograniczona do uświadomienia sobie, że składa się on z organizmu zbudowanego z ciała, krwi i kości. Gdzieś z górnej części, czyli w głowie, znajduje się masa szarych i białych komórek zwana mózgiem, gdzie pośród zwojów zachodzi proces zwany myśleniem. Człowiek wie, że tam właśnie pojawiają się rozmaite uczucia, takie jak aspiracje, seks, miłość, nienawiść, zazdrość, strach i tak dalej, i pchają go do określonych czynów na płaszczyźnie fizycznej, w zależności od tego, które uczucie dominuje. W przeciętnym człowieku te rzeczy stwarzają jego „makijaż”, jego „ja”. Poza tym wie on niewiele na temat własnej osoby; taka ograniczona koncepcja tłumaczy mu większość zjawisk w życiu. Jeżeli więc ktoś nie zacznie zastanawiać się nad tą kwestią, może z powodzeniem i umiarkowanym zadowoleniem dokonać w ten sposób żywota.
    Przyjmijmy na moment, że człowiek to tylko powłoka cielesna i rozważmy wszelkie implikacje takiego założenia. Mamy istotę zbudowaną z różnych substancji fizycznych i pierwiastków chemicznych w najrozmaitszych kombinacjach, powiązanych ze sobą w worku ze skóry.
    A jednak te bierne i najwyraźniej nieinteligentne związki, które znajdujemy w człowieku – takie jak węgiel, azot czy fosfor – w niewyjaśniony sposób manifestują dziwną witalność, zdolność do celowego myślenia i samoświadomego działania.
    Czyż nie jest to niezwykła tajemnica?
    Czy znalazł się naukowiec, który ją rozwiązał? Odpowiedź brzmi: nie. Dlaczego? Ponieważ żaden naukowiec na świecie, jak na razie, nie zdołał z pierwiastków składających się na ludzkie ciało stworzyć istoty, która żyłaby, poruszała się, mówiła i działała jak człowiek. Z drugiej strony, wielu naukowców przedstawiło własne opinie, stworzyło sprytne i proste systemy, w większości oparte na materializmie, które próbują tłumaczyć zagadkę człowieka. Jednak każda teoria musi ostatecznie znaleźć potwierdzenie w laboratorium. Dopiero więc stworzenie człowieka przy pomocy chemii udowodni takie koncepcje – nic więcej. Nauka zgłębiwszy tak wiele zagadek, wciąż pozostaje w tyle, jeśli chodzi o zrozumienie niewidzialnej siły życia, kieruje się jednak ku prawdzie, można więc mieć nadzieję na jej postępy.”

    “Wszystkie te religie, wiele systemów filozoficznych oraz kilka dziedzin nauki, a także tajemnicze obrzędy i nie istniejąca dzisiaj sekretna wiedza z rytualnymi ścieżkami do starożytnych świątyń – wszystko to wyrosło ze starań człowieka, by pojąć prawdziwe ego. A jednak, pomimo tych wszystkich obecnych w historii starań, liczba osób, które mogłyby stwierdzić, że ich zrozumienie życia oraz kontrola nad nim zadowala ich, jest zadziwiająco mała. “

REKLAMA

2121783824 views

REKLAMA

REKLAMA

2121783844 views

REKLAMA

REKLAMA

2123580164 views

REKLAMA

2121783855 views

REKLAMA

2121783864 views

REKLAMA

2121783868 views