REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaWywiadyProf. Jan Miodek: mowa Polonii wciąż jest polszczyzną

Prof. Jan Miodek: mowa Polonii wciąż jest polszczyzną

-

Andrzej Kazimierczak: Czy Polacy w Ameryce powinni obchodzić Christmas czy Boże Narodzenie?

prof. Jan Miodek: − Amerykańska Polonia powinna obchodzić przede wszystkim Boże Narodzenie, ale równie dobrze Christmas. Obydwa określenia są dobre dla nazywania tych świąt, z którymi obchodzący je identyfikują się. Jeśli u Polonusa w Ameryce dominującym językiem jest polski, to jest rzeczą oczywistą, że o nadchodzących świętach będzie mówił Boże Narodzenie. Gdy polski jest dopiero jego drugim językiem, to z całą pewnością będzie miał wspomnienia z obchodami Christmas i angielska nazwa połączona ze związanymi z tym świętem tradycjami będzie mu bliższa i częściej będzie posługiwał się tą nazwą. Ważne są konotacje łączące się z danym słowem i towarzyszące mu uczucia. Jeśli uczucia są miłe, to właśnie one decydują o tym, jakie wybierzemy słowo z grupy języków, którymi potrafimy się porozumiewać.

REKLAMA

miodek2
prof. Jan Miodek
fot.uptodate.pl/YouTube

Z perspektywy kraju nasz polonijny język chyba odbiega nieco od normy…

− Mowa Polaków amerykańskich jest dla nas mieszkających w Polsce trochę dziwna, ale bez żadnych wątpliwości wciąż tą polszczyzną jest. Nie mówimy o dziwactwach w rodzaju „stanie na kornerze” czy temu podobnych, bo to już dość zepsuty język polski. Ale inne regionalne odmiany polskich słów są do przyjęcia.

Angielszczyzna to najpopularniejszy obecnie język, więc nie powinno dziwić, że zaczyna dominować nad innymi językami, w tym także nad polskim.

− Oczywiście, że to nikogo nie dziwi. Zwłaszcza, że w przeszłości już tak bywało, kiedy przykładowo francuski był używany na dworach niemal całej Europy, w tym również w Polsce. Język ten znała i posługiwała się nim tylko i wyłącznie elita. Reszta różnych narodów europejskich posługiwała się językami ojczystymi, dzięki czemu te języki przetrwały. Moda na francuszczyznę minęła i do tej pory nie powróciła.

Czyżby dominacja języka angielskiego była tylko jednopokoleniową modą?

− To temat na dłuższy wykład, ale obecnie jednoznacznie trudno odpowiedzieć, czy to jest tylko moda czy długotrwałe zjawisko. Czas pokaże… Wiem za to jedno. My w Polsce nie potrzebujemy odmiany nazwy miasta Toronto. Jest to dla nas miasto egzotyczne używane może trzy razy w roku. Tymczasem Polacy w Kanadzie jeżdżą do Toronta i mieszkają w Toroncie. Podam inny przykład. Gdy przyjechałem do Vancouver to polski konsul generalny w tym mieście wyjaśnił mi, że miejscowa Polonia mówi, że ma konsulat w Wankuwerze, a niektórzy mówią w Wankuwrze. Widać więc wyraźnie, że Polonia za oceanem czuje tę polską potrzebę odmienienia tej nazwy. My zaś w Polsce traktujemy Vancouver jako niezwykle rzadką nazwę i nikomu nie przychodzi do głowy, żeby ją odmienić.

Czy nasz język, język amerykańskiej Polonii, można już traktować jako dialekt?

− To również niezwykle złożona kwestia. Dialekt to, ogólnie mówiąc, terytorialna odmiana języka wyodrębniona z języka ogólnego poprzez odrębności fonetyczne i leksykalne. Granice dialektów wyodrębniane są w badaniach językoznawczych poprzez zestawianie cech dystynktywnych, cech odróżniających na danych terytoriach. Trzymając się więc tej definicji można stwierdzić, że język Polonii można teoretycznie traktować jako dialekt używany na określonym terytorium. W tym wypadku na obszarze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Wrzucanie do codziennego języka słówek angielskich odbywa się nieco inaczej niż to np. ma miejsce w gwarze polskiej młodzieży.

Gwara młodzieżowa również ulega modzie na język angielski.

− Nie tylko moda, ale i konieczność życiowa powoduje, że rośnie liczba pytań dotyczących zjawisk leksykalnych i frazeologicznych. No bo, młodzieżowe stwierdzenie: „Przyniosłem filmy na penie, rzuć je na kompa” osadza się w nurcie potocznych zachowań komunikacyjnych. Słowa „pendrive” i „komputer” są – zdaniem mówiącego – zbyt długie, dlatego należy je skracać, by i wypowiedź stała się krótsza. Ekonomia języka codziennego nakazuje bowiem, by − jeśli to możliwe − mówić zwięźle i treściwie. W razie konieczności nawet przy użyciu słów obcych. Często jednak ta zasada jest nadużywana. Co polska młodzież określa mianem „chillout” czy „krejzol” – podając tylko dwa przykłady – z powodzeniem można zastąpić polskimi „wypoczynek, relaks” i „szalony”. Obce słowa nie są tu potrzebne.

Czy z tego samego powodu Polonia wtrąca do języka wyrażenia angielskie?

− Niewątpliwie tak, ale co za tym idzie, w ten sposób wpasowuje się w tendencję panującą w Polsce, która nakazuje posługiwanie się niemal na każdym kroku angielskim jako drugim językiem. Inaczej ma się sytuacja wśród Polonii w Niemczech, Holandii czy innych krajach nieanglojęzycznych. Tam język polski jest ubarwiany słówkami pochodzącymi z lokalnego języka i tym samym staje się mało zrozumiały dla Polaków zamieszkałych w Polsce, którzy – jak już wspomniałem – wzbogacają język polski niemal w stu procentach słówkami angielskimi, innych języków obcych niemal nie uznając. Z tym, że taka tendencja panuje nie tylko w Polsce, ale w wielu – choć nie wszystkich – krajach świata.

Czy powstawanie dialektu gdzieś daleko od ojczyzny jest dobre dla języka polskiego jako całości?

− Trudno i na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Polacy za oceanem są rzeczywiście bardzo oddaleni od starego kraju. Nie mają tak bliskiego kontaktu z codziennym językiem polskim, jak to ma miejsce w przypadku Polonii europejskiej. Z tym, że to uogólnienie w zasadzie powinno odnosić się do ubiegłego wieku. Dzisiaj, gdy mamy po polsku telewizję satelitarną i internetowe radio oraz świeżą prasę prosto z kraju i prasę lokalną, zapomnieć język polski jest niezwykle trudno.

Można przyjąć, że dialekt polonijny jest faktem, choć dialekty różnią się od siebie w zależności od kraju zamieszkania Polonii. Czy taka tendencja powinna się utrzymać?

− Życie toczy się swoim torem, a wraz z nim nasz codzienny język, który – czy tego chcemy czy nie – będzie się rozwijał w swoją własną stronę i służył potrzebom osób posługujących się nim. Na szczęście, żyjemy w czasach, gdy nasza ojczyzna jest wolnym krajem i polski jest językiem urzędowym. W razie wątpliwości, Polonia zawsze może odwołać się do wzorców językowych używanych w Starym Kraju. Może skorzystać z językowej porady ekspertów w Polsce, by dbać o mowę ojczystą w jej najlepszej postaci.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Kazimierczak

1 KOMENTARZ

  1. Wyobraźcie sobie teraz, że gdzieś w równoległej rzeczywistości Polska staje się niewyobrażalnie bogatym krajem, oazą wolności oraz bezpieczeństwa, i następuje wielka reemigracja. Tabuny Polaków z całego świata wracają do Polski, liczyć ich trzeba w milionach. Ciekawe jakby to wpłynęło na język polski w Polsce oraz na samą kulturę… i naród 🙂

REKLAMA

2117985977 views

REKLAMA

2117986115 views

REKLAMA

REKLAMA

2119782476 views

REKLAMA

2117986203 views

REKLAMA

2117986276 views

REKLAMA

2117986343 views