Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 27 września 2024 16:34
Reklama KD Market
Reklama

Wiech

Słowo "wiech" w latach 50. i 60. ubiegłego wieku oznaczało gwarę warszawską. Dodawało do utworów elementy rodzajowe i komiczne. Stosował wiechy chętnie Julian Tuwim w "Kwiatach polskich",  a pisarza używającego tej gwary w swojej twórczości po raz pierwszy nazwał "Homerem warszawskiej ulicy i warszawskiego języka".


 


Tym "Homerem" był Stefan Wiechecki "Wiech", od którego nazwiska powstało powyższe określenie językowe. Mojemu pokoleniu nieobce są postacie Teofila Piecyka, Walerego Wątróbki, Piekutoszczaka czy Apolonii Karaluch. Ci bohaterowie zaludniali strony felietonów, humoresek i powieści Wiecheckiego. Zaczynał jednak od korespondenta sądowego dla "Expressu Wieczornego".


 


Fragmenty jego kroniki kryminalnej, a właściwie powstałe na jej kanwie felietony, przedstawili w formie parateatralnej aktorzy: Ewa Staniszewska i Krzysztof Arsenowicz w minioną sobotę na scence Art Gallery Kafe. Folkloru warszawskiego dodawały piosenki Stanisława Grzesiuka, zarówno te odtwarzane ze sprzętu elektronicznego, jak i zaśpiewane "na żywo". A śpiewano też sławny kuplet uliczny "posłuchajcie, ludzie, mojej opowieści..."


 


Dzięki talentowi muzycznemu Marka Lichoty, który potrafił swój akordeon przemienić w harmonię, co "z cicha na trzy czwarte rżnie", niewarszawscy wykonawcy przybliżyli widzom atmosferę przedwojennej "knajackiej" Warszawy z jej barwnym językiem, zaskakującymi środowiskowymi wydarzeniami i mistrzostwem obserwacyjno-literackim Wiecha.


 


Nastrój tworzyły też zdjęcia autora wykonane w zwiększonym formacie przez Piotra Gadka.


 


Czekamy na dalszy ciąg opowieści wiechowych, a jest z czego czerpać. Bo przecież "Warszawa da się lubić... tutaj szczęście można znaleźć, tutaj serce można zgubić".


 


Tekst i zdjęcia:


Bożena Jankowska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama