0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaAmerykaUmarł Castro, niech żyje Castro

Umarł Castro, niech żyje Castro

-

Fidel Castro fot.Alejandro Ernesto/EPA
Fidel Castro fot.Alejandro Ernesto/EPA

 

REKLAMA

Gdy obserwujemy reakcje świata na odejście przywódcy kubańskiej rewolucji Fidela Castro trudno nie kręcić głową ze zdziwieniem. Reakcje na odejście człowieka, który przetrwał 11 amerykańskich prezydentów rażą swoją skrajnością.

W świat poszły zadziwiające obrazy – od polityków (wśród nich oczywiście był Władimir Putin) i demonstrantów wylewających na ulicach łzy żalu po „wielkim” Fidelu, po sceny z ulic Małej Hawany w Miami, gdzie ludzie nie ukrywali swojej radości z powodu śmierci znienawidzonego dyktatora, który wygnał ich z wyspy.

Ocean hipokryzji

Wielu Amerykanów zdumiała też oficjalna reakcja Białego Domu na śmierć Castro. W oświadczeniu nie było nic o zbrodniach popełnianych przez hawański reżim, a jedynie enigmatyczne sformułowanie, że dyktator “zmienił losy wielu ludzi, rodzin i narodu kubańskiego”. Trudno nie dopatrzeć się w tym hipokryzji. Ale ten sam problem miały inne światowe demokracje, które utrzymują dyplomatyczne i handlowe relacje z wyspą.

W wielu częściach świata żal po El Comandante jest jak najbardziej autentyczny. Trzeba przecież pamiętać, że dla znacznej części mieszkańców Ameryki Łacińskiej (i nie tylko) Castro z jego reżimem pozostawał przez ostatnie kilkadziesiąt lat symbolem skutecznego oporu przeciwko hegemonii Waszyngtonu. W odróżnieniu od Polski, gdzie komunizm przyniesiono na sowieckich bagnetach, rewolucja kubańska była ruchem autentycznym, a propaganda hawańskiego reżimu konsekwentnie i skutecznie związała socjalizm z poczuciem narodowej dumy i odrębności.

Uczniowie na ulicach Hawany. Pożegnanie Fidela Castro fot.Orlando Barria/EPA
Uczniowie na ulicach Hawany. Pożegnanie Fidela Castro fot.Orlando Barria/EPA

Gospodarka – tak, polityka – nie

To jeden z głównych powodów, dla których mało kto przewiduje szybkie i radykalne zmiany na karaibskiej wyspie. Utrzymaniem status quo zainteresowanych jest zbyt wielu spośród 11 milionów mieszkańców karaibskiej wyspy. To przecież gigantyczny system biurokracji, budowany od ponad 50 lat. Dlatego też większość ekspertów uważa, że kryzys ekonomiczny na Kubie będzie wymuszać na reżimie powolne zmiany i stopniowe otwarcie gospodarki. O polityczne reformy będzie na pewno dużo trudniej. Wyspą nadal przecież rządzi brat El Comandante – Raul Castro. A doświadczenie Chin, czy Wietnamu uczy, że ekonomiczne otwarcie nie zawsze oznacza upadku komunistycznych reżimów. Michael Shifter, prezes waszyngtońskiego think tanku Inter-American Dialogue przewiduje, że będzie wręcz odwrotnie. „Niepewność gospodarcza może oznaczać konieczność zmian w sferze ekonomicznej, ale to zwiększa prawdopodobieństwo, że nie będziemy świadkami politycznych transformacji” – powiedział Shifter dziennikarzom „Christian Science Monitor”. I przypomina, że Raul Castro rządzi Kubą ciężką ręką od 2006 roku, kiedy coraz bardziej sędziwy Fidel zaczął odsuwać się w cień. 85-letni prezydent deklaruje, że odejdzie w 2018 roku, ale w kolejce czekają kolejni członkowie klanu – jego syn lub zięć. Wszystko może więc pozostać w rodzinie.

Zmiany może utrudniać także rosnąca w ostatnich latach emigracja z wyspy. Wiadomo, że na taki krok decydują się najbardziej zdesperowani i przedsiębiorczy, a więc ludzie, którzy mogliby inicjować zmiany na miejscu. Tymczasem tylko w tym roku do USA dotarło 44 tys. Kubańczyków, którzy na podstawie obowiązującego prawa “sucha stopa, mokra stopa” mogli od razu złożyć wnioski o azyl. Liczba nie obejmuje 20 tysięcy osób, które Stany Zjednoczone przyjmują co roku na podstawie umowy zawartej z reżimem w Hawanie.

Umowa z Trumpem

Kluczowe dla przyszłości Kuby będzie także nastawienie Stanów Zjednoczonych podczas kolejnej kadencji prezydenckiej. Pozostaje ono wielką zagadką.

Administracja Baracka Obamy zaapelowała do zwycięskiego obozu Donalda Trumpa o nieschodzenie z drogi ocieplania stosunków Waszyngtonu z Hawaną. Rzecznik prasowy Białego Domu Josh Earnest ostrzegł przeszłego prezydenta, że zerwanie coraz silniejszych więzów dyplomatycznych i biznesowych, a zwłaszcza ustępstw w dziedzinie turystyki nie będzie łatwe. „To jest dużo trudniejsze niż napisanie jednego tweeta” – pozwolił sobie na małą złośliwość. Przypomniał przy okazji, że zaledwie kilka dni wcześniej do Hawany zaczęły latać regularnie amerykańskie komercyjne linie lotnicze. Ale to nie jedyne ustępstwa. Mimo embarga pozwolono na eksport niektórych towarów z Kuby do USA. Sieci amerykańskich hoteli mogą inwestować na wyspie, podobnie jak spółki telekomunikacyjne. Coraz więcej amerykańskich obywateli może podróżować (choć z pewnymi restrykcjami) na wyspę i przywozić stamtąd zakazane dotąd cygara i rum. Emigranci mogą też przesyłać swoim bliskim na wyspie większe sumy pieniędzy.

[blockquote style=”1″]Raul Castro rządzi Kubą ciężką ręką od 2006 roku, kiedy coraz bardziej sędziwy Fidel zaczął odsuwać się w cień. 85-letni prezydent deklaruje, że odejdzie w 2018 roku, ale w kolejce czekają kolejni członkowie klanu – jego syn lub zięć[/blockquote]

Na razie – przynajmniej w sferze werbalnej – stanowisko prezydenta elekta nie uległo zmianie. Już po śmierci Fidela Castro Trump zagroził „unieważnieniem” decyzji Obamy o normalizacji stosunków, jeśli Kuba nie pójdzie na głębsze reformy – otworzy swoją gospodarkę i zaprzestanie represji politycznych. Nie będzie to trudne, bo przyszły prezydent nie będzie musiał pytać o zgodę Kongresu. Wszystkie decyzje o ociepleniu stosunków z Hawaną Obama podejmował w drodze decyzji administracyjnych. Bez wątpienia zmianę kursu wspierać będzie wielu republikanów oraz wpływowa, 2-milionowa grupa Amerykanów kubańskiego pochodzenia mieszkających przede wszystkim w kluczowym w wyborach prezydenckich stanie, jakim jest Floryda.

Konwój z urną z prochami Fidela Castro na ulicach Hawany fot.Orlando Barria/EPA
Konwój z urną z prochami Fidela Castro na ulicach Hawany fot.Orlando Barria/EPA

Czas renegocjacji?

Ale Trump nie jest ideologiem. Jego krytyka polityki Obamy podczas kampanii wyborczej dotyczyła „złej umowy” z kubańskim reżimem. Kiepski interes polegał na tym, że Biały Dom ofiarował braciom Castro zbyt wiele, nie otrzymując w zamian żadnych poważniejszych ustępstw w takich kwestiach jak przestrzeganie praw człowieka, czy wolności religijnych. „To biznesmen, który na pewno wsłucha się głosy świata biznesu zanim podejmie decyzje o wycofaniu się z koncesji oferowanych przez Obamę. Nie sądzę, aby chciał uchylić obowiązujące embargo, ale jednocześnie wątpię, czy będzie chciał wycofać się z niektórych zmian, które zostały pozytywne przyjęte w jego środowisku” – uważa Shifter.

Trudno się więc spodziewać, aby po 20 stycznia 2017 roku Trump chciał zamykać ambasadę w Hawanie i zakazywać lotów komercyjnych na Kubę. Istnieje przecież cała gama środków pośrednich. Może chociażby nie powoływać swojego ambasadora, czy restrykcyjnie przestrzegać zasad podróżowania Amerykanów na wyspę (trzeba się zmieścić w jednej z 12 kategorii). Na pewno jednak w polityce Waszyngtonu wobec Hawany zamiast przysłowiowej marchewki zobaczymy teraz dość porządny kij.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

REKLAMA

2121773006 views

REKLAMA

REKLAMA

2121773026 views

REKLAMA

REKLAMA

2123569346 views

REKLAMA

2121773037 views

REKLAMA

2121773046 views

REKLAMA

2121773050 views