REKLAMA

REKLAMA

0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaAmerykaNowojorski Nowy Dziennik sprzedany, wyprowadza się z Manhattanu

Nowojorski Nowy Dziennik sprzedany, wyprowadza się z Manhattanu

-

Obchodzący niedawno 40-lecie działalności „Nowy Dziennik”, największa polskojęzyczna gazeta na  Wschodnim Wybrzeżu jest w trakcie sprzedaży i wyprowadzki  ze swojej historycznej siedziby przy 333 West 38th Street na Manhattanie.

fot.Nowy Dziennik/ Najbardziej rozpoznawalny polski tytuł wyprowadza się z siedziby na Manhattanie

Od dawna mówiło się, że  „Nowy Dziennik” przeżywa kryzys.  Po  śmierci  w 2003 roku legendarnego założyciela  gazety, Bolesława Wierzbiańskiego, ikony powojennej emigracji niepodległościowej i kawalera Orderu Orła Białego,  nie potrafiła ona znaleźć formuły obecności na rynku medialnym gwarantującej  przetrwanie.  Nie pomogły kolejne  zmiany redaktorów naczelnych i  profilu dziennika.  

REKLAMA

Jeden z dziennikarzy  gazety, proszący o zachowanie anomimowości, wśród przyczyn kryzysu wymienia brak pomysłu na wydanie internetowe oraz rosnące koszty utrzymania budynku.  Dodaje, że o próbach sprzedaży „Nowego Dziennika” mówiło się od dawna. Nie było jednak chętnego na zakup całego pakietu:  gazety i jej manhattańskiej siedziby.

 Ostatecznie pakiet ofertowy został rozdzielony.Tytuł– jak udało się ustalić –   nabywa  z sukcesem działająca agencja reklamowa  Blueberries Advertising z Garfield należąca do Nicka, Barta i Chrisa Sadowskich. Wydawała ona  przez pewien czas „Twój Dom”,  kwartalnik „Polakow mieszkających w Ameryce”.   Budynek „Nowego Dziennika” ma być sprzedany osobno.  Do Garfield z Manhattanu zostanie przeniesiona redakcja.

Jak się dowiadujemy od naszego rozmówcy pracownicy „Nowego Dziennika” dostali wymówienia.  Ilu ponownie zatrudni nowy  właściciel  nie wiadomo.

 W nowym miejscu  “Nowy Dziennik” ma być tworzony, jako  gazeta przede wszystkim internetowa i silnie stawiająca na sieć jako  sposób docierania i utrzymywania kontaktu z  czytelnikiem.  Pozostanie także jakiś segment „papierowy”, ale o zupełnie nowym  wyglądzie.

Tak więc dobiega końca pewna era.  Era nowojrskiej obecności gazety, która zbudowała przez lata wokół swej siedziby interesujące środowisko. Była miejscem spotkań, imprez kulturalnych, wystaw. Prowadziła własną księgarnię i galerię. Odwiedzały ją także polskie elity III RP z Lechem Wałęsą, Bronisławem Geremkiem, Adamem Michnikiem, Jackiem Kuroniem i wieloma innymi,  luminarze świata kultury i sztuki.  Był to wyrazisty polski adres na Manhattanie.

Szkoda, że znika.  Samej gazecie należy życzyć, aby w nowym miejscu i w nowej formule znalazła  dla siebie miejsce na rynku mediów polonijnych.

 Robert  Bartel,   Nowy Jork

10 KOMENTARZE

  1. SB a propaganda polonijna.

    Między sowiecką agenturą a koncepcją „budowania mostów”
    Polonia amerykańska w polityce i propagandzie PRL

    Na podstawie Martwej Wizy
    Pozwolono im, pijanym
    Widmom sinym i rozchwianym,
    Tułać się i straszyć ludy
    Nad rzekami Babilonu…
    I rzygają do Tamizy,
    I rzygają do Sekwany,
    I rzygają do Hudsonu.
    Julian Tuwim, Pasażerowie martwej wizy

    http://www.videofact.com/polska/robocze%20today/cenckieiwcz_sb_polonia.html

  2. Dr Marek Ciesielczyk ujawnia esbeków polonijnych w Chicago

    http://www.youtube.com/watch?v=XjpRPLB77Rs

    http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt6669.html

    Inwigilacja Polonii amerykańskiej przez komunistyczną agenturę w latach siedemdziesiątych

    (korespondencja M. Ciesielczyka w Dzienniku Związkowym)
    http://www.polishdailynews.com/sp.php?id=9454

    Jak wynika z dokumentów, dostępnych obecnie w IPN, w drugiej połowie lat 70. PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa zaczęła niepokoić działalność powstałego w 1974 roku w Chicago Komitetu Obywatelskiego przy Kongresie Polonii Amerykańskiej, skupiającej działaczy polonijnych otwarcie występujących przeciw systemowi komunistycznemu.

    Esbeckie źródło informacji w Chicago, występujące w tej sprawie pod kryptonimem “TOKA”, przekazało centrali SB w Warszawie 22 czerwca 1976 roku raport na temat tej grupy polonijnej. Służba Bezpieczeństwa została poinformowana wówczas, iż w Chicago zaktywizował się Komitet Obywatelski, “powołany do życia 23 stycznia 1974 roku przez 28 organizacji weterańsko-społecznych do: 1. koordynacji pracy w celu odzyskania niepodległości i wolności narodu polskiego, 2. popierania legalnego prezydenta i jego rządu w Londynie, 3. współpracy z narodami w niewoli sowiecko-rosyjskiej”.

    Rezydenturę esbecką w konsulacie PRL w Chicago oraz kierownictwo Departamentu I SB w Warszawie zaniepokoiły zwłaszcza takie działania wspomnianego Komitetu Obywatelskiego, jak organizacja cyklu odczytów profesora J. Lerskiego w Chicago na przełomie maja i czerwca 1976 roku oraz to, że jego pobyt w Chicago łączył się z faktem powołania władz “Studium Spraw Polskich w Ameryce Północnej”. Agentura chicagowska SB donosi także centrali, iż Komitet Obywatelski gościł w Chicago w marcu 1974 roku przewodniczącego Rady Narodowej RP w Londynie, F. Wilka, oraz utrzymuje stałego delegata do Związku Narodów Zaprzyjaźnionych (anykomunistycznej organizacji międzynarodowej) pułkownika Piotra Harcaja. Zaniepokojenie SB wywołało również utrzymywanie przez Komitet Obywatelski ścisłych kontaktów z Kongresem Polonii Amerykańskiej, np. ustanowienie delegatów Komitetu do KPA.

    Sprawa “Salamandra”

    Kapitan SB, E. Fulczyński, który podpisał się pod raportem, sporządzonym na podstawie donosów esbeckiego informatora o kryptonimie ‘‘TOKA”, zwraca uwagę na “antysocjalistyczny” charakter “tez ideowo-politycznych” Komitetu Obywatelskiego, opracowanych przez znanego w Chicago działacza polonijnego, Jana Morelewskiego, zwłaszcza na takie sformułowania tez, jak: “główny cel naszej pracy to dążenie do odzyskania niepodległości Polski”, “uznajemy i współpracujemy z KPA z jednym zastrzeżeniem – że przestrzegane będą paragrafy 1 i 5 jego statutu”. Esbecy obawiali się, że Komitet Obywatelski wpłynie na radykalizację postawy samego Kongresu Polonii Amerykańskiej wobec komunistycznych władz PRL.

    Po zapoznaniu się z raportem esbeckiej rezydentury w konsulacie PRL w Chicago, kapitan Eugeniusz Fulczyński, inspektor Wydziału VIII Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 15 września 1976 roku pisze w “Postanowieniu o założeniu teczki rozpracowania obiektowego” (które oznaczone jest jako “tajne specjalnego znaczenia”): ‘‘…rozpatrzywszy materiały dotyczące ‘Komitetu Obywatelskiego’ przy KPA w Chicago, stwierdzam, że program Komitetu, którego celem działalności jest m. in. ‘koordynacja pracy w celu odzyskania przez naród Polski niepodległości i wolności’ posiada wyraźnie charakter dywersyjny – antypolski i antysocjalistyczny. Wnoszę o założenie rozpracowania obiektowe kryptonim ‘Salamandra…’. Postanowienie to zatwierdził następnie dyrektor Departamentu I MSW, który zajmował się zdobywaniem dokumentów i informacji, dotyczących politycznych, ekonomicznych, militarnych i wywiadowczych planów i zamierzeń “wrogów socjalizmu’’, które oceniane były przez komunistów jako “skierowane przeciwko PRL i innym krajom socjalistycznym”.

    W ten to sposób Komitet Obywatelski został także formalnie uznany przez SB za “obiekt”, który należy poddać systematycznej inwigilacji. SB zebrała informacje na temat najbardziej aktywnych działaczy Komitetu Obywatelskiego. Esbecka agentura chicagowska zwracała uwagę na szczególnie antysocjalistyczny charakter działań “aktywu Komitetu Obywatelskiego, wybranego 30 stycznia 1976 roku” (na plenarnym zebraniu Komitetu), wymieniając w swych raportach następujących działaczy:
    – pułkownik dyplomowany Aleksander Kajkowski, który został wówczas wybrany prezesem Komitetu Obywatelskiego, był równocześnie prezesem Niezależnego SPK i członkiem Rady Nadzorczej Studium Spraw Polskich,
    – dr Leon Konopka, wiceprezes Komitetu,
    – dr Jan Morelewski, wcześniej prezes, a później wiceprezes Komitetu oraz równocześnie prezes Polskiego Towarzystwa Prawniczego i sekretarz Komitetu Wykonawczego Studium Spraw Polskich, a także delegat Komitetu do Kongresu Polonii Amerykańskiej,
    – a ponadto: Stanisław Jarosz, Artur Kozłowski, Stefan Kowalik, Tadeusz Wojna, Michał Bojczuk, Piotr Harcaj, Kazimierz Iwonicki, Zofia Jaworska, Stanisław Jaworski, Marian Karczmarski, Jerzy Miklaszewski, Zygmunt Podbielski, Julian Sak, Władysław Stępień, Kazimierz Szternal, Henryk Wilimczyk, Julian Witkowski, Jerzy Zalewski, Władysław Libida, Alfred Stokinger, Leopold Serbałowicz, Edmund Sawczyński, Feliks R. Jędrzejak, Franciszek Dziubiński, Bolesław Rogowski, Jerzy Pasiński, Wanda Zbierzowska-Frydrych, Zygmunt Wygodzki, Stanisław Kos, Kazimierz Skowron.

    W ocenie Służby Bezpieczeństwa najbardziej antykomunistycznie nastawionymi działaczami Komitetu Obywatelskiego byli dr Jan Morelewski (którego miałem przyjemność poznać osobiście w 1983 roku w czasie mojej pierwszej wizyty w USA), autor “antysocjalistycznego” programu Komitetu, Michał Bojczuk, określany w raportach SB jako “napastliwy działacz antykrajowy”, Władysław Stępień, przedstawiony z kolei jako “zajadły działacz antykrajowy”, Jerzy Zalewski, o którym SB pisała – “jeden z czołowych niezłomnych” oraz Julian Witkowski – “antykrajowy, zajadły i napastliwy wobec PRL” (jego także miałem okazję poznać osobiście).

    Rezydenci SB w Chicago sugerowali warszawskiej centrali, że “warto się bliżej przyjrzeć’’ Komitetowi Obywatelskiemu, gdyż “zbliża się bardzo do Studium Spraw Polskich”, uważanego za siedlisko i źródło antykomunizmu w środowisku polonijnym w USA. Studium powołane zostało do życia bezpośrednio po zorganizowanym 30 maja 1976 roku przez Komitet odczycie profesora J. Lerskiego. Jego czołowymi działaczami byli członkowie Komitetu: Morelewski, Kajkowski i Stępień. Służba Bezpieczeństwa obawiała się aktywności Studium, które miało “formułować założenia długofalowej polityki niepodległościowej na potrzeby Kongresu Polonii Amerykańskiej”. Komitet Obywatelski współpracował także ściśle z Komitetem Katyńskim przy KPA, a sam Kajkowski był jednocześnie prezesem obydwu komitetów.

    Gołębie i jastrzębie w KPA

    Z dokumentów dostępnych w archiwach IPN, a dotyczących sprawy ‘‘Salamandra”, wynika, że służba Bezpieczeństwa dysponowała precyzyjnymi informacjami na temat wewnętrznych stosunków w organizacjach Polonii amerykańskiej. Swego rodzaju ciekawostką jest, że rezydent SB w konsulacie PRL w Chicago, który przekazywał raporty do warszawskiej centrali, nie podpisywał się kryptonimem, lecz nazwiskiem “J. Rafałowski” i wymieniał swoją funkcję “attache”, co było nietypowe dla oficera SB w takiej sytuacji. Tenże attache Rafałowski pisze w swojej tajnej “notatce służbowej” 6 sierpnia 1976 roku:
    “Komitet Obywatelski w Chicago działa w warunkach pozwalających na uzyskiwanie wpływu na Kongres Polonii Amerykańskiej (…). Mimo że prezes Wydziału Stanowego T. Kowalski rywalizuje z grupą A. Mazewskiego z pozycji bardziej umiarkowanych, gdy chodzi o politykę wobec kraju, jednak Zarząd Wydziału zdominowany jest również przez działaczy kombatanckich. Grupa działaczy kombatanckich aktywizujących się na płaszczyźnie Komitetu Obywatelskiego stanowi w zasadzie oparcie dla najbardziej antykrajowego (czytaj: antysocjalistycznego, przyp. M. C.) skrzydła w Zarządzie Centralnym Kongresu Polonii Amerykańskiej z Kazimierzem Łukomskim na czele”.
    Esbecki informator donosi także centrali, iż działacze Komitetu Obywatelskiego “nie zaniedbują żadnej okazji dla wywierania presji na kierownictwo Kongresu Polonii Amerykańskiej, w tym bezpośrednio na prezesa A. Mazewskiego”, chcą działać na rzecz “narodów ujarzmionych przez komunizm”. Służba Bezpieczeństwa obawiała się więc, że skrzydło “radykałów”, skupionych wokół wiceprezesa KPA Łukomskiego (uważanego przez esbeków za “jastrzębia antykomunistycznego”), może mieć znacznie większy wpływ na politykę Kongresu Polonii Amerykańskiej (zwłaszcza na prezesa Mazewskiego) niż grupa popierająca bardziej ugodowego wobec PRL szefa oddziału KPA w stanie Illinois, Kowalskiego. Podczas moich wizyt w USA kilka lat później, kiedy to miałem okazję rozmawiać z wiceprezesem KPA Łukomskim, mogłem sam przekonać się, iż faktycznie funkcjonowała wówczas frakcja “jastrzębi” i “gołębi” w Kongresie Polonii Amerykańskiej.

    Zainteresowanie SB działaniami Komitetu Obywatelskiego przy Kongresie Polonii Amerykańskiej wynikało także i z tego, że – jak zauważa w swym raporcie wspomniany attache, “władze Komitetu ‘zalecają informowanie’ w każdy dostępny sposób administracji amerykańskiej, a zatem i jej wyspecjalizowanych służb, o ‘zagrożeniu’ ze strony ZSRR i komunizmu dla tych narodów (ujarzmionych, przyp. M. C.)”. SB obawiała się, że Morelewski, Kajkowski i ich koledzy są w stanie przekazywać wiarygodne informacje na temat sytuacji w tzw. “obozie socjalistycznym” amerykańskim politykom i instytucjom i w ten sposób oddziaływać na politykę USA wobec państw komunistycznych, w tym PRL.

    Agentura SB w Chicago informuje warszawską centralę z pewnym oburzeniem: “Komitet w swych uchwałach zalecił, by osoby odwiedzające konsulat PRL nie mogły być wybierane do KPA i Komitetu Obywatelskiego”. Warto w tym miejscu przypomnieć, że nieco później, bo w latach 80. w Chicago aktywny był osobnik, który przybył do USA jako “bohater” opozycji antykomunistycznej, a nie tylko odwiedzał konsulat, ale nawet poprosił o paszport konsularny PRL. W zmienionej już Polsce został odznaczony jakimś orderem przez prezydenta RP. Być może kiedyś wrócimy jeszcze do tego przypadku.

    Morelewski, Kajkowski, Witkowski i inni oskarżeni zostali przez chicagowską esbecję o to, że “koncentrują się na działaniu politycznym, bazującym na ideologii antykomunizmu, wyzwalania kraju i zwalczania PRL w interesie rządu londyńskiego”. Attache w konsulacie PRL w Chicago, J. Rafałowski, tak oto kończy swój tajny raport: ‘‘Działalność Komitetu Obywatelskiego będziemy śledzili nadal, próbując rozszerzać nasze rozeznanie kadrowe tej organizacji i metody przenikania środowisk polonijnych”. Publiczną tajemnicą było, że dyplomaci PRL (np. sekretarze ambasad, attache kulturalni etc.) byli równocześnie oficerami SB i funkcjonowali jako rezydenci Służby Bezpieczeństwa za granicą. Jednak osobliwym było zachowanie Rafałowskiego, który podpisując swoją tajną “notatkę służbową” jako attache, obiecywał warszawskiej centrali SB rozszerzenie metod inwigilacji Polonii amerykańskiej.
    26 listopada 1980 roku porucznik Jan Zawadzki, inspektor Wydziału XI Departametu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wydaje ‘‘Postanowienie o zakończeniu i przekazaniu sprawy do archiwum Departamentu I”, stwierdzając: “Wnoszę o zaniechanie dalszego prowadzenia sprawy rozpracowania obiektywnego, kryptonim ‘Salamandra’ i przekazanie jej do archiwum”, co faktycznie nastąpiło 5 grudnia 1980 roku. SB oczywiście nie zmieniła zdania na temat Komitetu, w dalszym ciągu uważając, że “program Komitetu posiadał charakter dywersyjny – antypolski, antyradziecki”. Sprawa “Salamandra” trafiła do esbeckiego archiwum z powodów czysto pragmatycznych. Główni działacze Komitetu, Morelewski i Kajkowski zaangażowali się wówczas bardzo mocno w działalność Północno-Amerykańskiego Studium Spraw Polskich, które w tym momencie stało się dla SB nowym obiektem zainteresowania. Dodać należy, że przekazanie jakiejś sprawy do archwium Służby Bezpieczeństwa, nie oznaczało bynajmniej, że SB nie mogła do niej wrócić. Gdy sprawa stawała się znowu interesująca z punktu widzenia “organów”, SB mogła ponownie wydać “postanowienie o założeniu teczki rozpracowania obiektowego”.

    dr Marek Ciesielczyk
    Dziennik Związkowy, Chicago

  3. Nie ma sie co dziwic, ze nowy dziennik zostal wykonczony!!
    Zatrudnianie w gazecie dziennikarzy pokroju anny spiewak czy piotra milewskiego, musialo predzej czy pozniej doprowadzic do jej upadku. Amatorskie wypociny pustej glupiej tlustej dupy nie reprezentujacej soba ani grama profesjonalizmu dziennikarskiego, ktora dla kariery sprzedala by polske pierwszemu lepszemu zydowi, nie powinny za swiaty trafic na lamy polonijnej gazety. To samo sie tyczy narkomana, ktory w swoim „dziennikarstwie” nie zachowuje ani grama obiektywizmu tylko jak taki komunistyczny propagandzista rznie idiotyczne teorie nie majace nic wspolnego z rzeczywistoscia.
    Czytajac regularnie wpisy na forum internetowym gazety wiem, ze naczelny nowego dziennika byl o tym wielokrotnie informowany przez madra czesc polonii nowojorskiej, ale zamiast zareagowac nie robil nic. Ogolnie to dzialalnosc gazety sprowadzala sie ostatnimi czasy do suchej skopiowanej informacji z agencji prasowych, Zadnnego kontaktu z czytelnikami, ciagle ich ignorowanie jak i ignorowanie istotnych uwag odbiorcy docelowego ktorym jest wlasnie czytelnik, musialo doprowadzic do spadku popularnosci i spadku dochodow. Szkoda gazety, ale to polityka redakcyjna do tej sytuacji doprowadzila

    staly czytelnik od lat
    darek z chicago

  4. Niech spoczywa w pokoju. To konskewencja kolejnych porabanych managerow. Majac dom na Manhattanie trzeba bylo z tej chalupy ciagnac zysk i dokladac do utrzymania redakcji, ktora wcale nie musiala urzedowac w takim miejscu, a gdzies taniej. To mogl policzyc pierwszy lepszy student biznesu. No, ale jak sie chcialo i zjesc ciastko i miec ciastko, to sie teraz sp…nicza do Garfiled, uroczo zwanego przez Polonie „Garki”.
    czyli „Nowy Dziennik” do „Garkow” !!!

  5. .. budynek na Manhattanie , tak , lakomy konsek, ktory budzil zazdrosc i apetyt na procesy… Gazeta naprawde wykazala duzo dobrego obiektywizmu i przyhamowala wyzywajace sie srodowiska… Byla wspanialym nauczycielem taktu i oglady… Zeby miec wyniki trzeba miec wspanialych czytelnikow, a Tych widocznie w kryzysie zabraklo…

REKLAMA

2105153074 views

REKLAMA

2105153306 views

REKLAMA

2106949698 views

REKLAMA

2105153449 views

REKLAMA

2105153547 views

REKLAMA

2105153652 views