REKLAMA

2130455475 views

REKLAMA

2130455474 views
0,00 USD

Brak produktów w koszyku.

Ogłoszenia(773) 763-3343

Strona głównaAmerykaFatalne ułaskawienie

Fatalne ułaskawienie

-

 

Joe Arpaio fot.Roy Dabner/EPA

REKLAMA

25 sierpnia prezydent ułaskawił Joego Arpaio – „najtwardszego szeryfa Ameryki”, znanego ze stosowania sprzecznych z prawem i niekonstytucyjnych metod ścigania nieudokumentowanych imigrantów w powiecie Maricopa w Arizonie. Prezydenckie ułaskawienie spotkało się z falą krytyki, tym bardziej, że było kolejnym ukłonem Trumpa w stronę ruchów nacjonalistycznych i antyimigranckich – czyli najwierniejszego elektoratu prezydenta.

Joe Arpaio kierował policją powiatu Maricopa w Arizonie przez 24 lata. Sławę „najtwardszego szeryfa Ameryki” przyniosła mu nieprzejednana postawa wobec nielegalnej imigracji do Stanów Zjednoczonych i niezwykła wręcz determinacja w tropieniu i ujmowaniu nieudokumentowanych przybyszy zza południowej granicy. Policjanci pracujący pod jego kierownictwem urządzali regularne „łapanki” nielegalnych imigrantów, wykorzystując najdrobniejsze nawet wykroczenia drogowe jako pretekst do zatrzymania podejrzanego o nielegalne przekroczenie granicy i sprawdzenie jego statusu imigracyjnego.

Joe Arpaio w 2010 roku, kiedy kierował policją powiatu Maricopa w Arizonie fot.Roy Dabner/EPA

Z inicjatywy szeryfa Arpaio powstało tzw. miasteczko namiotowe (ang. Tent City) – obozowisko dla schwytanych nieudokumentowanych imigrantów, a właściwie więzienie na świeżym powietrzu, w którym Latynosów skuwano łańcuchami, jak niebezpiecznych przestępców, i zmuszano np. do noszenia różowej bielizny i skarpetek oraz pasiastych uniformów. Mieszkających w wojskowych namiotach z demobilu więźniów pilnowali uzbrojeni strażnicy rozlokowani na 15 wieżach strażniczych. Cierpiący nieznośny w lecie upał, a zimą przenikliwy chłód nieudokumentowani imigranci próbowali skarżyć się szeryfowi twardzielowi na panujące w namiotowym miasteczku warunki. Arpaio odpowiedział butnie, że amerykańscy żołnierze pełnią służbę w Iraku w jeszcze wyższych temperaturach, a w dodatku w pełnym umundurowaniu i nakazał malkontentom, aby „się zamknęli”. Dla podkreślenia swojej stanowczości obniżył im dodatkowo racje żywnościowe do dwóch posiłków dziennie i nakazał, aby dodać do nich dużo pieprzu i soli. Arpaio wprowadził też nakaz pracy więźniów, a w mediach pojawiły się obrazki pracujących w upale skutych łańcuchami Latynosów pilnowanych przez uzbrojonych w broń długą strażników. Organizacje praw człowieka podniosły larum, a namiotowe miasteczko zaczęto nazywać „obozem koncentracyjnym” dla nielegalnych. Krytyka spływała po szeryfie jak woda po kaczce. Arpaio uparcie twierdził, że działa w ramach prawa stanu Arizona.

Jego sława osiągnęła wymiar najpierw krajowy, a potem globalny, a jego nieprzejednana postawa wobec nielegalnej imigracji zjednała mu rzesze zwolenników. Wśród nich znaleźli się mieszkańcy powiatu Maricopa – znajdującego się na narkotykowym szlaku przerzutowym oraz zwolennicy zaostrzenia amerykańskiej polityki imigracyjnej, którzy dzięki szeryfowi poczuli się bezpieczniej. Dla nich Joe Arpaio stał się symbolem patriotyzmu i wcieleniem mitu o samotnym rewolwerowcu mścicielu.

W 2007 r. grupa Latynosów wniosła przeciwko Arpaio pozew, oskarżając szeryfa o dyskryminację i profilowanie rasowe. Po trwającej cztery lata rozprawie sądowej sędzia okręgowego sądu federalnego G. Murray Snow nakazał Arpaio zaprzestania rasistowskich praktyk i zatrzymywania Latynosów na podstawie podejrzeń, że mogą przebywać w USA nielegalnie. Szeryf odmówił podporządkowania się nakazowi sądu, czym dał do zrozumienia, że on i jego podwładni mogą działać ponad prawem, łamiąc decyzję sądu. Arpaio tłumaczył, że „wykonuje przecież swoją pracę najlepiej, jak potrafi”, za co „powinni dać mu medal, a nie stawiać przed sądem”.

Ponowny nakaz zaprzestania profilowania rasowego zatrzymanych szeryf usłyszał w roku 2013. Tym razem sąd przestrzegł jego biuro, że dalsze antyimigranckie działania będą uznawane za sprzeczne z amerykańską Konstytucją. Arpaio przejął się nakazem równie mocno jak mieszkańcy Arizony przejmują się opadami śniegu.

[blockquote style=”1″]85-letniemu szeryfowi groziło sześć miesięcy więzienia, a wyrok miał zapaść w październiku br. Miał, ale nie zapadnie, gdyż 25 sierpnia Joe Arpaio został ułaskawiony przez prezydenta Trumpa, który nie szczędził mu pochwał, nazywając szeryfa „twardym facetem” i „patriotą”[/blockquote]

Miasteczko namiotowe fot.Darren Hauck/EPA

Więźniowie w miasteczku namiotowym fot.Darren Hauck/EPA

W 2016 r. Joe Arpaio usłyszał zarzuty sprzecznego z prawem federalnym profilowania rasowego. Sąd zarzucił Arpaio, że jego biuro stosowało „bezprawne, systemowe zatrzymania, których celem byli latynoscy kierowcy i pasażerowie, zatrzymywani do kontroli drogowych w powiecie Maricopa”. 31 lipca 2017 roku sędzia federalna Susan Bolton uznała Joego Arpaio za winnego złamania prawa, nieprzestrzegania wcześniejszych postanowień sądu oraz składania fałszywych zeznań. 85-letniemu szeryfowi groziło sześć miesięcy więzienia, a wyrok miał zapaść w październiku br. Miał, ale nie zapadnie, gdyż 25 sierpnia Joe Arpaio został ułaskawiony przez prezydenta Trumpa, który nie szczędził mu pochwał, nazywając szeryfa „twardym facetem” i „patriotą”.

Ułaskawienie „najtwardszego szeryfa Ameryki” nie było niespodzianką. Arpaio był aktywnie zaangażowany w kampanię wyborczą Donalda Trumpa, wielokrotnie publicznie wyrażał dla niego poparcie, zachęcał do głosowania oraz nie szczędził krytyki politycznym przeciwnikom Trumpa. Kilka dni przed ułaskawieniem, podczas wystąpienia w Phoenix, prezydent zwrócił się do zebranych: „Szeryf Joe został skazany za wykonywanie swoich obowiązków. Prognozuję, że nie stanie mu się krzywda”. Rzeczywiście, Joe Arpaio został pierwszym skazanym, który został ułaskawiony przez prezydenta Trumpa. Po ułaskawieniu Arpaio podziękował prezydentowi na Twitterze, pisząc, że „był ofiarą polowania na czarownice, prowadzonego przez ludzi związanych z administracją Baracka Obamy”.

Liberalna Ameryka, demokraci i organizacje latynoskie zatrzęsły się z oburzenia, pomstując, że „Trump ułaskawił szeryfa rasistę”. Posunięcie prezydenta skrytykowali także republikanie, w tym senator John McCain, który napisał na Twitterze: „Prezydent ułaskawiając Joego Arpaio, który nielegalnie profilował Latynosów, podważył własne żądania, by przestrzegać obowiązującego prawa”. Krytycy zarzucili też Trumpowi, że swojej decyzji nie skonsultował z Departamentem Sprawiedliwości, ale w tym przypadku ich argumenty o uprawianiu prywaty są łatwe do podważenia – prezydent USA ma prawo samodzielnie ułaskawiać skazanych.

Ułaskawienie z pewnością nie jest posunięciem przypadkowym, zważywszy na fakt, że od czasu prezydentury George’a W. Busha żaden prezydent nie użył prawa łaski podczas swojej pierwszej kadencji. Co oznacza zatem ułaskawienie szeryfa Arpaio? Zdaniem komentatorów interpretacji jest kilka.

Po pierwsze, ułaskawienie szeryfa pokazuje stosunek prezydenta do obowiązującego prawa. Faktem jest, że Arpaio złamał legalny nakaz sądowy i nie zaprzestał nielegalnych metod ścigania imigrantów, publicznie okazując pogardę dla amerykańskiego prawa federalnego. Poprzez ułaskawienie emerytowanego szeryfa, prezydent legitymizuje tę retorykę, a ułaskawienie jest rękawicą rzuconą w stronę władzy sądowniczej.

Po drugie, nasuwają się pytania o kolejne możliwe ułaskawienia. 25 września Trump wysłał bowiem czytelną wiadomość dla Paula Manaforta, Michaela Flynna i innych przesłuchiwanych przez komisję Muellera ws. rosyjskich wątków w prezydenckiej kampanii wyborczej. Można przypuszczać, że jeśli odmówią oni współpracy z komisją lub złożą nieprawdziwe zeznania, mogą liczyć na prezydencką łaskę.

Po trzecie, ułaskawienie nastąpiło krótko po wydarzeniach w Charlottesville i niesławnym braku zdecydowanego potępienia przez Trumpa białych supremacjonistów i neonazistów. Co prawda role kozłów ofiarnych odegrali już prezydenccy doradcy Steven Bannon i Sebastian Gorka, którzy pożegnali się ze stanowiskami w Białym Domu; z drugiej strony ułaskawienie policjanta, który zasłynął dzięki profilowaniu rasowemu i dyskryminowaniu Latynosów, jest kolejnym ukłonem w stronę amerykańskiej skrajnej prawicy i ruchów antyimigranckich. W artykule wstępnym „Arizona Republic” – największej dziennej gazety w Arizonie czytamy: „Poprzez ułaskawienie Arpaio Trump postawił sprawę jasno. Systemowy rasizm przestał być czymś, na co prezydent się godzi. Stał się jego celem”.

Przesada? Być może, ale trudno nie zauważyć, że Donalda Trumpa i Joego Arpaio łączą wyznawane wartości. Obaj mają dość niefrasobliwy stosunek do prawa, a sędziów, którzy się nim posługują, uznają za osobistych wrogów. Trump ułaskawiając Arpaio, umacnia swoją pozycję u najtrwalszego elektoratu, który i tak zagłosuje na niego w roku 2020. Smutne, że przy okazji stawia na panteonie narodowych bohaterów rasistę i ksenofoba, a systemowy rasizm czyni narzędziem uczynienia Ameryki „great again”.

Grzegorz Dziedzic

[email protected]

5 KOMENTARZE

  1. Demokracja to rzady wiekszosci, ale przeciez nie chodzi o to by korzystajac z wiekszosci wiekszosc wykorzystala okazje by zniszczyc mniejszosc. Nie o to najprawdopodobniej chodzilo fundatorom kraju. Demokracja ma w sobie zalazki samounicestwienia i tu rola wlasnie dla oswiaty, wartosci ogolnoludzkich oraz cywylizacyjnych…..

    A jakie “wartosci” wyznaje obecny prezydent to opisano w powyzszym artykule wiec komentowac nie wypada.
    Zostaje zasmucenie. Najwazniejsze zeby w ogolnej znieczulicy nie zapomniec o czlowieczenstwie….

REKLAMA

2126309466 views

REKLAMA

REKLAMA

2126309483 views

REKLAMA

REKLAMA

2128105803 views

REKLAMA

2126309493 views

REKLAMA

2126309497 views

REKLAMA

2126309501 views