Żarówką po rachunkach

fot.tookapic/pixabay.com

fot.tookapic/pixabay.com

W tym wydaniu chciałbym, abyście przyjrzeli się swoim rachunkom za energię elektryczną. Niewątpliwie w okresie, w którym nie używamy klimatyzatorów, powinny one być niższe, aczkolwiek często zdarza się, że różnica nie jest znacząca. Dzieje się tak dlatego, że dni są coraz krótsze, przez co częściej używamy świateł. Około 30 procent naszego rachunku to opłaty za oświetlenie. Proponuję zredukowanie ich do minimum dzięki prostej wymianie przestarzałych żarówek wolframowych na lampy diodowe LED (ang. Light Emitting Diode). Przygotowując się do napisania tego artykułu, zauważyłem, że poruszam się wśród danych fizycznych, które mogą być trudne do zinterpretowania dla przeciętnego Kowalskiego, a tak naprawdę chodzi przecież o to, by każdy z nas wiedział, ile to kosztuje i ile może zaoszczędzić. Pozwólcie zatem, że posłużę się przykładem.

Wielu z nas ma w domach lampy wbudowane w sufit (ang. recessed lights). Zakładając, że mają one standardową żarówkę o mocy 75W i są włączone codziennie przez trzy godziny, to zużyta energia przez dziesięć takich lamp będzie nas kosztowała rocznie około 100 dolarów. Natomiast te same lampy zaopatrzone w żarówkę LED zredukują koszty do 20 dol. rocznie. Myślę, że to bardzo dobrze obrazuje zakres oszczędności, jakie zyskujemy na prostej wymianie żarówek. Kolejną zaletą LED-ów jest ich żywotność. Ocenia się, że standardowa żarówka jest w stanie wytrzymać około 750 godzin, ale każdy z nas wie, są i takie, które zaraz po wkręceniu w oprawkę przestają działać. Włókno wolframowe jest elementem bardzo delikatnym, podatnym na zniszczenie nawet przez minimalne wstrząsy. W przypadku lamp diodowych nie mamy tego problemu, każda żarówka LED jest sprawna, a jej życie ocenia się na 20 tys. godzin, co oznacza że w normalnych warunkach użytkowania LED wystarczy nam na jakieś 15 lat.

Skąd biorą się takie oszczędności? Otóż nowa technologia pozwala na osiągnięcie maksymalnej jasności przy minimalnym zużyciu energii. Każda żarówka posiada swoją moc, którą określamy w watach, i stopień jasności, który określamy w lumenach. Z doświadczenia wiemy, że im więcej watów, tym jaśniejsza żarówka, i tak na przykład 100W to stopień jasności rzędu 1600 lumenów. Ten sam stopień jasności w przypadku LED osiągamy, używając diody o mocy zaledwie 20W, co oznacza, że zmniejszamy zużycie energii pięciokrotnie. Spotkałem się z opinią osób, które mówiły, że owszem oszczędności są duże, ale nie zamierzają unowocześniać oświetlenia, bo nie podoba im się odcień tego typu światła. Wytłumaczę państwu, skąd biorą się takie teorie: w przypadku diod światło białe powstaje przez zmieszanie światła żółtozielonego z niebieskim. Tym sposobem możemy otrzymać światło o dowolnej temperaturze, którą określamy stopniami kelwina. Im więcej stopni, tym bardziej światło będzie niebieskie. Odpowiednie oświetlenie dla domu, określane jako ciepła barwa odwzorowująca stare modele żarówek, to pułap między 2800–3500K, kolejny zakres 4500–5500K jest nieco bielszym światłem, które nadaje się do kuchni lub miejsc, gdzie czytamy, a wszystko powyżej 5500K rozważane jest jako odcień światła komercyjnego, które używa się w sklepach, fabrykach, na parkingach itp. Chcę, byście zapamiętali, że tego typu LED-y są zwykle odrobinę tańsze! Dlatego bardzo ważne jest, gdy kupujemy lampy diodowe, aby zwracać uwagę na opakowanie, by później nie być rozczarowanym metalicznym odcieniem światła.

LED podobnie jak wszystko inne ma również swoje słabe strony. Jeśli mamy w domu włączniki z możliwością przyciemniania światła (ang. dimmer), kupując produkt, należy zwrócić uwagę, czy będzie on z nimi działać. Może się również okazać, że sam włącznik nie jest dostosowany do przyciemniania LED. Wtedy zmuszeni będziemy go wymienić, gdyż będzie powodował wadliwe funkcjonowanie lampy. Do największych minusów z pewnością należy cena LED-ów. Mimo że producenci ciągle usprawniają produkt, wprowadzają nowe kształty odwzorowujące wszystkie modele starych żarówek i staje się on coraz tańszy – to jednak za dobrej jakości lampę diodową musimy zapłacić około 5 dolarów. Polecam kupowanie większej ilości w pakietach, wtedy zwykle oszczędzamy nieco na sztuce. Sugerowałbym również nie eksperymentować z mało znanymi producentami bez wcześniejszego sprawdzenia opinii o nich. Oświetlenie ma wpływ na nasz nastrój, więc może sprawić, że czujemy się komfortowo, albo może nas drażnić, czego nikomu nie życzę.

Pozdrawiam serdecznie i życzę samych udanych projektów.

Stanisław Sprytny

Categories: Zrób to sam

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*