Szaleństwo Schetyny

„Gazeta Wyborcza” przypuściła atak na ministra Antoniego Macierewicza. Nikogo to nie dziwi – obok Jarosława Kaczyńskiego jest to jeden z głównych wrogów środowiska, które tę gazetę tworzy, i to wcale nie od czasu „nocnej zmiany”. Niechęć Michnika do Macierewicza sięga znacznie głębiej, jeszcze czasów PRL, kiedy to w lewicowo-liberalnej podziemnej „Krytyce” przestrzegano, że upadek komunistycznej dyktatury może otworzyć drogę do władzy narodowym katolikom, którzy urządzą tu wyznaniowy faszyzm – mając na myśli właśnie konkurencyjną grupę opozycyjną, skupioną wobec podziemnego „Głosu”.

Gdybym nie miał oporów przed kopiowaniem sposobu „argumentowania” typowego dla michnikowszczyzny i jej gazety, napisałbym, że Michnik, mały, zawistny człowieczek, nie może wybaczyć Macierewiczowi, że to on zakładał KOR, do którego Michnik dołączył dopiero później – i że tymi ciągłymi atakami rozładowuje swoje kompleksy „spóźnionego kombatanta”. Ale oczywiście powyższe słowa proszę traktować tylko jako parodię dyskursu, jakim wspomniane towarzystwo traktuje z zamiłowaniem swoich przeciwników.

Sam fakt nie dziwi, natomiast sposób ataku owszem. Gazeta pragnąca uchodzić za poważną i opiniotwórczą reklamuje na pierwszej stronie „artykuł śledczy”, który przypomina mętne aluzje tabloidów, insynuujących temu czy innemu celebrycie „kryzys w związku” na tej podstawie, że widziano go z żoną osobno. W całym tekście, pełnym gołosłownych oskarżeń i jadowitych aluzji, zawarty został tylko jeden „twardy” fakt: Antoni Macierewicz znał niejakiego Roberta Luśnię, który w roku 2005 zdemaskowany został jako były tajny współpracownik SB. Tenże Luśnia w 2003 został prezesem fundacji „Głos”, w której Antoni Macierewicz, jako jeden z fundatorów, kierował Radą Nadzorczą. Fundacja nie podjęła żadnej działalności, od tego czasu jest praktyczne rzecz biorąc fikcją, ale nikt nie pofatygował się jej wyrejestrować, więc w rejestrze sądowym nadal figurują w niej Luśnia i Macierewicz. Choć skądinąd wiadomo, że od chwili, gdy wyszła na jaw konfidencka przeszłość Luśni, i – czego gazeta nie wspomni – że do działalności u Macierewicza został on zapewne „zadaniowany” na mocy osławionej instrukcji 0015/92, nikt z prawicy nie utrzymuje z nim kontaktów. Pan Luśnia zresztą źle na tym nie wyszedł, jak wielu TW został biznesmenem, któremu los i inne czynniki nieodmienne w III RP sprzyjały.

Na tym jednym wpisie z KRS spiętrzyła „Wyborcza” retoryczne pohukiwania o „niejasnych powiązaniach Macierewicza” – trzeci raz powtórzę, nic zaskakującego, taka to gazeta. Ale podchwycenie tej publikacji przez liderów Platformy Obywatelskiej i użycie jako argumentu do wniosku o wotum nieufności dla szefa MON – to jednak dziwi. Taki wniosek to poważna sprawa, zwłaszcza na dwa tygodnie przed planowanym w Warszawie szczytem NATO. W kontekście tego szczytu niewiarygodne brednie wygadywane przez prezesa PO Schetynę, byłego ministra obrony Siemoniaka i innych o rzekomym „opleceniu MON przez agentów SB i Putina” czy „sieci niejasnych interesów” (chodzi oczywiście o interesy prowadzone przez Luśnię po 2005) są po prostu szkodliwe. My w kraju wiemy już dobrze, że „opozycja totalna” jest w swej histerycznej agresji zwyczajnie głupia, ale na świecie ktoś może jeszcze traktować ją poważnie.

Oczywiście PO zgłasza swój wniosek w poczuciu całkowitego bezpieczeństwa – nie poprze go nikt poza jej posłami, nawet lider Nowoczesnej przytomnie zauważył, że po pierwsze jest on oparty na niczym, a po drugie w tym momencie wyjątkowo nie na miejscu. Ale też nie chodzi o nic więcej niż o ten skrawek elektoratu kierujący się wyłącznie nienawiścią do PiS, o pokazanie mu: my jesteśmy bardziej antypisowscy niż Petru i KOD.

Rafał A. Ziemkiewicz

Na zdjęciu: Grzegorz Schetyna fot.Tobias Hase/EPA

Categories: ziemkiewicz

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*