Powtórka z Trybunału

fot.Leszek Szymański/EPA30

Nie zrozumiemy decyzji prezydenta o zawetowaniu przepychanych przez Sejm kolanem ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa bez przypomnienia sobie, jak to było ponad półtora roku temu z Trybunałem, Konstytucyjnym.

Wtedy również prezydent był poza Polską – z oficjalną wizytą w Chinach. A dzień wcześniej jego urzędnik zapowiedział, że po powrocie wystąpi z inicjatywą wybrnięcia z prawnego pata, jaki powstał po bezprawnym wyborze przez Sejm poprzedniej kadencji pięciu sędziów Trybunału, w tym dwóch, których prawo wybrać miał dopiero Sejm obecny. I oto w połowie dnia nagle PiS zgłosił i przegłosował zmianę w porządku dziennym, a potem przegłosował „konwalidację”, jak nazwał to poseł Piotrowicz, polegającą na wybraniu przez nowy Sejm raz jeszcze całej piątki – także tych, których poprzedni skład Sejmu miał prawo wybrać. Prezydent, postawiony po powrocie do kraju pod ścianą, zgodził się z tym i od nowo wybranych przyjął ślubowanie, którego nie przyjmował od piątki poprzedniej – po nocy, żeby uprzedzić ewentualny ruch opozycji.

Nie było to złamaniem konstytucji, ale na pewno jej nagięciem, kolejną „falandyzacją” prawa. Ale w przeciwieństwie do poprzednich rządów, którym takie numery uchodziły bezkarnie, PiS znalazł się za to pod potężnym ostrzałem w kraju i za granicą – a prezydent ustawiony został na pozycji „notariusza” partii rządzącej. Śmiem twierdzić, że było to jednym z istotnych, jeśli nie jedynym zamierzeniem partii rządzącej. Bo poza zneutralizowaniem prezydenta właściwie żadnej korzyści ze sporu o Trybunał nie odniosła. Przejęła go wprawdzie, ale pozbawiła autorytetu i znaczenia, a przy okazji naraziła Polskę na ataki Unii Europejskiej – podczas gdy przy odrobinie cierpliwości mogła mieć go nieco później, ale bez strat. Kadencje kolejnych sędziów i tak się już bowiem kończyły.

Z reformą sądów jest podobnie. Kadencje członków Krajowej Rady Sądownictwa kończą się za pół roku. To nie jest tak wiele czasu, żeby jakaś gwałtowna potrzeba kazała je wygasić natychmiast i zastąpić istniejącą Radę wybraną w sposób z punktu widzenia konstytucji wątpliwy. Przeciwnie, rozsądek nakazywałby przez ten czas przygotować lege artis nowe zasady ich wyboru. Reforma jest przecież oczekiwana i ma społeczne poparcie. Podobnie bez gwałtownych ruchów mogłaby sejmowa większość rozwiązać inne problemy. Tymczasem spróbowano jakiegoś sejmowego „blitzkriegu”, z demonstracyjnym pogwałceniem zasad przyzwoitości. I na dodatek z uszczupleniem i tak skromnych konstytucyjnych prerogatyw prezydenta.

Gdyby prezydent się na to zgodził, stałby się w jeszcze większym stopniu zakładnikiem sejmowej większości.

Polsce ani przez moment nie groziło „państwo policyjne”, „zamiana w jeden wielki areszt” i inne plagi wieszczone histerycznie przez „opozycję totalną” i jej zagranicznych patronów – ale prezydent, jak się zastanowić, nie miał innego ruchu. Odmawiając tym razem udziału w „falandyzacji”, naprawił swój błąd sprzed półtora roku. I wszedł do gry jako jeden z rządzących Polską polityków. Mający z natury urzędu inną niż PiS perspektywę, bo musi liczyć się nie tylko z żelaznym elektoratem „dobrej zmiany”, ale także tym bardziej umiarkowanym. Tym, który kolejna pisowska reforma robiona siekierą zamiast skalpela przestraszyła i skłoniła do wyjścia na ulice – bynajmniej nie dlatego, że nagle pokochała „totalną opozycję”, która, jak pokazują zrobione już po wecie sondaże, nic na tym wszystkim nie zyskała, a wręcz straciła.

Wygrał tylko prezydent – i trochę sekundujący mu Kukiz. No i, generalnie, wygrała Polska, bo na usamodzielnieniu się prezydenta zyska nie tylko ta i inne oczekiwane reformy, ale i cała polska polityka.

Rafał A. Ziemkiewicz

ziemkiewicz

(ur. 1964), rodem ze wsi, żyje w mieście, inteligent w 2. pokoleniu – absolwent polonistyki UW, pisarz, publicysta i współpracownik mediów elektronicznych. Autor ponad 20 książek – powieści (m.in. Walc Stulecia, Ciało Obce, Żywina, Zgred), zbiorów opowiadań (Coś Mocniejszego), felietonów (Viagra Mać, Uwarzałem Że) oraz esejów (Polactwo, Myśli Nowoczesnego Endeka, Jakie Piękne Samobójstwo). Negatywnie ustosunkowany do rzeczywistości i klasy panującej III RP. Jest jednym ze współprowadzących satyryczne podsumowanie dnia >>W tyle Wizji<<  w TVP Info.

twitter.com/R_A_Ziemkiewicz
www.facebook.com/rziemkiewicz

Categories: ziemkiewicz

Comments

  1. Canossa
    Canossa 1 sierpnia, 2017, 10:41

    Obawiam się, że opisuje Pan rzeczywistość w kilku istotnych szczegółach odmienną od tej za oknem. Teza o licznym elektoracie zniechęconym do PiS z powodu „szaleństw rewolucji” jest co najmniej ryzykowna. Autorytet i znaczenie Trybunału Konstytucyjnego odebrane przez PiS? A jakież znaczenie i autorytet miał TK wcześniej? Potężny ostrzal ze strony w kraju i z zagranicy po „przejęciu” TK? Rozumiem, że wcześniej PiS był noszony na rękach i głaskany po główce? Szkoda, że posuwa się Pan do tak żenująco niemądrej argumentacji, jak w powyższym felietonie. Pańskie znaczenie i autorytet na pewno na tym nie skorzystają.

    Reply this comment
  2. wiiiktor
    wiiiktor 6 sierpnia, 2017, 18:14

    kiedyś miałem pomysł, żeby wysłać Jarosławowi Kaczyńskiemu w prezencie białe rękawiczki – chyba dobry.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*