Polenwitz

Polenwitz

Niemieckie poczucie humoru jest przysłowiowe; nawet moje córki, gdy chcą podsumować jakiś wyjątkowo prymitywny i wulgarny dowcipas, mówią „ale bawaria”, i bynajmniej nie ja je tego nauczyłem – przyniosły ze szkoły. Karnawałowa figura z parady w Düsseldorfie (Kaczyński w generalskiej stylizacji na Jaruzelskiego trzyma but na głowie rozpłaszczonej przed nim ubranej na biało-czerwono kobiety z napisem „Polska”, rękę wspierając na radioodbiorniku z napisem „Radio Maryja”) nie odstaje więc od teutońskiej średniej. Zresztą towarzyszyły mu „instalacje” równie mądre i gustowne – na jednej David Cameron kopulował z symbolizującym Europę bykiem, na drugim kukła Angeli Merkel całowała w zad prezydenta Obamę, i tak dalej. Norma.

Polskie poczucie humoru ma inne cechy. Marian Hemar napisał o tym przed laty wierszyk (do wyguglania): jesteśmy mistrzami poczucia humoru, jeśli chodzi o żarty z innych, ale niech Pan Bóg broni, by ktoś odważył się kpić z nas – „już krew oczy zalewa, już dłoń rycerska na kordzie – nasze poczucie humoru już każe walić po mordzie!” Więc reakcja Polski na niemieckie żarty – niezwłoczny list naszego MSZ do niemieckiego odpowiednika z „żądaniem wyjaśnień”, a przynajmniej publiczna zapowiedź takowego – też doskonale wypełniła stereotyp.

Noty dyplomatyczne to może nie najpoważniejsza sprawa, ale wypada ich używać z umiarem. Wtedy, gdy w jakimś kraju znieważenia Polski dopuszczą się agendy rządowe czy media publiczne, gdy kolportuje się tam poniżające nas kłamstwa o „polskich obozach koncentracyjnych” – ale, na litość boską, nie wtedy, gdy jakiś kretyn nabazgroli obelżywy dla Polaków napis na ścianie szaletu! A karnawałowe witze z Dusseldorfu to zdecydowanie zjawisko tej drugiej kategorii.

Trudno mi zrozumieć tę gorliwość MSZ. Bardzo przypomina ona „aferę kartoflową” z czasów śp. Lecha Kaczyńskiego. Przypomnę, lewacka gazeta, niespecjalnie wpływowa, zamieściła przed wizytą polskiego prezydenta „satyryczny” tekst o rządzących Polską braciach-kartoflach (w niemieckim warzywo to jest odpowiednikiem polskiej obelgi „burak”), którzy współżyją z własną matką. Prezydent odwołał wówczas wizytę i choć formalnym tego powodem była choroba i nikt nie wspomniał w oficjalnych wypowiedziach o obleśnych żartach, to rozpowszechniona przez ówczesną opozycję opinia, że Kaczyński przedłożył własną obrazę ponad dobro państwa (odwołane spotkanie miało swoją wagę), bardzo mu zaszkodziła. Podejrzewam, że w tym akurat przypadku tezy polityków PO i ich mediów nie były insynuacją. Bracia Kaczyńscy mieli zawsze dziwną cechę, na której zresztą doradca Tuska, Ostachowicz, zbudował całą jego politykę: wielkoduszny tam, gdzie szło o niego samego, każdy zaperzał się śmiertelnie i małostkowo, gdy obrażono mu brata – a już gdy zelżono mamę, obaj po prostu tracili z gniewu rozsądek.

Tym razem mamy oficjalną wypowiedź MSZ, i to jeszcze gorsze, bo jaki właściwie – czy ktoś o tym pomyślał – stanowi ona dla świata sygnał? Mniejsza o wizerunek ludzi pozbawionych dystansu do siebie, nadętych i obrażalskich, zresztą odnoszony bardziej do rządzącej Polską partii, niż do ogółu Polaków. Znacznie gorszy jest fakt, iż angażując się w tego typu sprawę, rząd Polski pokazuje, iż, zdaniem obecnych naszych władz, państwo ma prawo, ba, obowiązek – nadzorować i cenzurować nawet uliczne wygłupy. To absolutnie sprzeczne z tym, co na Zachodzie uważa się za oczywiste. Wyobraża ktoś sobie, by na opisane wyżej figury zareagowała oficjalną notą czy oświadczeniem dyplomacja brytyjska albo amerykańska? No właśnie.

I co najgorsze ten sygnał wysyłany jest w chwili, gdy Polska zaatakowana została przez wpływowe zachodnie lobbies za rzekome ograniczanie wolności słowa! Trudno o lepszy dla nich prezent.

Rafał A. Ziemkiewicz

fot.Monika Skolimowska/EPA

Categories: ziemkiewicz

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*