Dyspensa Macrona

Emmanuel Macron
fot.Ian Langsdon/EPA

W polityce najbardziej lubię ten moment, gdy po krótszej lub dłuższej grze wstępnej politycy, nawycierawszy sobie gęby szczytnymi frazesami o imponderabiliach, wartościach moralnych i słuszności, odkładają je na bok i wreszcie mówią jasno, o co konkretnie chodzi.

Właśnie, na przykład, nowo wybrany prezydent Francji odłożył w ten sposób na bok całą używaną od dwóch lat retorykę w sprawie relokacji tak zwanych uchodźców. Pojechał w objazd po krajach środkowej Europy (Polskę ominął) namawiać je, aby zajęły odwrotne od nas stanowisko w ważnej dla niego sprawie „pracowników delegowanych” – używając argumentu, że jeśli w tej sprawie poprą stanowisko francuskie, to Francja załatwi z Niemcami, to znaczy formalnie z Komisją Europejską, żeby odczepiono się od nich z tymi narzuconymi kwotami imigrantów.

Pozwolę sobie przypomnieć, że do tego czasu przyjmowanie „uchodźców” było zdaniem zachodniej Europy obowiązkiem moralnym. „Pokażmy, że jesteśmy chrześcijanami” – apelowała Angela Merkel w Parlamencie Europejskim, przypominając sobie na tę okoliczność, że jej partia jest z nazwy (i tylko z nazwy) „chrześcijańsko-demokratyczna”. Okładano nas po głowach słowami papieża, bo papież, jak wiadomo, gdy każe nam miłosiernie pomagać uchodźcom albo kochać homoseksualistów, to jest najwyższą wyrocznią moralną i oberautorytetem, a jak mówi, że aborcja jest zła, to jest głupi i się nie zna – zresztą wtedy się go w ogóle nie cytuje. Wypominano, że i nam pomagano w przeszłości jako uciekinierom – i tak dalej. Jednak wreszcie się okazało, że te kraje, które zgodzą się na poddanie swoich „pracowników delegowanych” zasadom kraju, w którym pracują, a nie kraju pochodzenia, mogą na moralne, chrześcijańskie obowiązki miłosierdzia dostać od Unii dyspensę.

Co to takiego ci pracownicy delegowani? Jeśli pamiętają jeszcze Państwo francuską kampanię przeciwko „polskiemu hydraulikowi” z początków naszego członkostwa w Unii, to jest to wciąż ta sama sprawa. Polak pracujący w polskiej firmie na terenie Francji zadowala się polską pensją, a przede wszystkim – w ogóle pracuje, w przeciwieństwie do rozleniwionych swoimi „zdobyczami socjalnymi”, czyli 35-godzinnym tygodniem pracy i absurdalnie rozdętym socjalem obywateli francuskich. W związku z tym polska firma wypiera z rodzimego, własnego rynku firmy francuskie, bo jest po prostu lepsza. I to jest jedna ze spraw, która prezydenta Francji boli (drugą jest fakt, że francuskie firmy, z powodu tychże „zdobyczy”, przenoszą całe fabryki do krajów nowej Unii – o czym mówił już w kampanii wyborczej, atakując zlokalizowanie w Polsce zakładów Whirlpolu). W mowie Macrona nazywa się to „dumpingiem socjalnym”. I, oczywiście, radę na to widzi bynajmniej nie w podjęciu przez Francję konkurencji i zmuszeniu się do tego, by pracować tak jak Polacy – tylko w zakazaniu konkurencji, właśnie za pomocą dyrektywy o „pracownikach delegowanych”.

Jest to atak na same podstawy Unii Europejskiej, bo to właśnie wolność przepływu kapitału, siły roboczej i usług stanowią jej fundament, a nie żadne ideolo – ale ponieważ Francja nie jest jedynym bogatym krajem w podobnej sytuacji, rozbijanie Unii przez Macrona przyjmowane jest przez takich na przykład Niemców z milczącą aprobatą.

Przy okazji bowiem może uda się Macronowi rozbić Grupę Wyszehradzką, której pozostali członkowie są sprawą mało zainteresowani – nas dyrektywa może kosztować nawet pół miliona miejsc pracy, Czechów, Słowaków i Węgrów po kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy. Nawet odniósł w tym sukcesy – coś jednak poszło nie tak, bo z kolei po naszej stronie mocno opowiedziała się Hiszpania.

W każdym razie warto pamiętać, że w kampanii prowadzonej przeciwko Polsce pod hasłem „praworządności” i „wartości” chodzi, jak zwykle, o zupełnie co innego.

Rafał A. Ziemkiewicz

ziemkiewicz

(ur. 1964), rodem ze wsi, żyje w mieście, inteligent w 2. pokoleniu – absolwent polonistyki UW, pisarz, publicysta i współpracownik mediów elektronicznych. Autor ponad 20 książek – powieści (m.in. Walc Stulecia, Ciało Obce, Żywina, Zgred), zbiorów opowiadań (Coś Mocniejszego), felietonów (Viagra Mać, Uwarzałem Że) oraz esejów (Polactwo, Myśli Nowoczesnego Endeka, Jakie Piękne Samobójstwo). Negatywnie ustosunkowany do rzeczywistości i klasy panującej III RP. Jest jednym ze współprowadzących satyryczne podsumowanie dnia >>W tyle Wizji<<  w TVP Info.

twitter.com/R_A_Ziemkiewicz
www.facebook.com/rziemkiewicz

Categories: ziemkiewicz

Comments

  1. pilaster
    pilaster 5 września, 2017, 04:22

    Jakoś tak dziwnie się składa, że ów rozleniwiony socjalem Francuz wytwarza w ciągu każdej z tych 35 godzin w tygodniu 66 dolarów produktu narodowego, podczas gdy pracowity Polak ledwo 31 dolarów

    Reply this comment
    • Adam J.
      Adam J. 5 września, 2017, 12:26

      Polski piekarz piecze chleb warty dwa złote, francuski piekarz piecze chleb warty cztery złote. Oba bochenki wyglądają tak samo i tak samo można się nimi najeść.
      W bochenkach chleba mamy tyle samo, w dolarach oni są dwa razy bogatsi.
      Tyle są warte „wskaźniki” współczesnej pseudo ekonomii …

      Reply this comment
  2. Borsa
    Borsa 6 września, 2017, 12:23

    Merkel-Putin ?=? Hitler-Stalin

    Emmanuel Macron- komu POLSKA znowu przeszkadza by mógł swobodnie czołgami, przez Paryż, dojść do Atlantyku??? Komu pan chce ułatwić przejazd swoją polityką???

    Reply this comment
  3. Normals
    Normals 6 września, 2017, 14:30

    Wyjatkowo musze sie z Ziemkiewiczem zgodzic tyle, ze posunalbym sie o krok dalej i zastanowil nad przyczyna takiej wrogiej i agresywnej postawy Francozow. Do tej pory poprzednie ekipy rzadowe potrafily sie dogadywac z innymi panstwami i negocjowac korzystne dla nas zmiany. Sprawa pracownikow delegowanych nie wyplynela nagle teraz czy wczoraj. Ta inicjatywa byla juz raz zblokowana na bodajze dwa lata przez poprzedni polski rzad.Co wiec sie stalo co tak bardzo rozwscieczylo Franzuzow ( i nie tylko)? Ano nadeszla ” dobra zmiana „. Polityke zagraniczna zaczelismy uprawiac opowiadajac, ze Francuzi to nam moga bo oni od nas uczyli sie jesc widelcem, zrywajac kontrakt na Caracalle w atmosferze skandalu bo Caracale sa dobre dla armi indyjskiej ( 3 potega militarna swiata po USA i Rosji), dla Singapuru, Filipn czy Japonii ale dla Polakow okazaly sie za slabe w efekcie czego polska armia dalej pozostala z wysluzonymi poradzieckimi zlomami a w tym samym czasie Macierewicz wyglasza plomienne mowy o tym jak to on sam jeden w pojedynke przeksztalcil polskie wojsko w superarmie, ktorej nawet specnaz nie podskoczy.Taka rzeczywistosc alternatywna bo glupi polski narod wszystko kupi.

    Reply this comment
  4. Marek
    Marek 21 września, 2017, 06:17

    Ehhh, niby się dobrze p. Ziemkiewicza czyta, ale research dalej przysłowiowy, ziemkiewiczowski. Whirlpool to nie francuska ale amerykańska firma.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*