Jeśli wyrzucą cię z domu… Przyjdź, przekonaj się na własne oczy!

Jeśli wyrzucą cię z domu… Przyjdź, przekonaj się na własne oczy!

Chcesz się przekonać osobiście, co to znaczy być uchodźcą? Wybierz się koniecznie w ten weekend na Daley Plaza w śródmieściu Chicago. Organizacja Lekarze Bez Granic (fr. Médecins Sans Frontières – MSF; ang. Doctors Without Borders) zbudowała tam obóz uchodźców, po którym  oprowadzą cię ludzie, którzy w takich obozach na całym świecie pracują i pomagają na co dzień. Jedną z takich osób jest Marta Soszyńska – dokumentalistka i fotoreporterka pracująca dla MSF.

Stacja 1. Wprowadzenie. Kopuła wideo 360 stopni
Wystawa jeździ po świecie już trzy lata. Prezentuje problem migracji i uchodźców. Ci ludzie uciekają głównie z rejonów objętych wojnami. Szukają bezpieczeństwa. Z wielu rejonów świata wybrano pięć krajów: Afganistan, Syrię, Burundi, Południowy Sudan i Honduras. Wystawa podzielona jest na kilka stacji. W każdej czeka pracujący dla Lekarzy Bez Granic lekarz lub członek personelu medycznego, który był na miejscu i przeżył to, o czym opowiada.
W 2018 roku liczba uchodźców na świecie bije kolejny rekord. Ludzi, którzy muszą uciekać jest ponad 68,5 miliona na całym świecie.
Wchodzisz do kopuły. Zamykają się szczelnie drzwi i rozpoczyna się projekcja. Przeniesiecie się z wygodnego Chicago do świata uchodźców. Zobaczycie gdzie i jak żyją ci, których zmuszono, by opuścili swoje domy.

Stacja 2. 30 sekund
Tablice z nazwami pięciu wybranych krajów:  Afganistan, Syria, Burundi, Południowy Sudan i Honduras. Do każdej z nich przyczepione kolorowe kartki z obrazkami. Na nich m.in. paszport, lekarstwa, zabawki, maszyna do szycia, gitara, motocykl, telefon komórkowy, klucze. Masz 30 sekund i musisz wybrać pięć przedmiotów, które jako uchodźca zabierzesz ze sobą w podróż. Pamiętaj, że tymi przedmiotami będziesz też musiał „zapłacić” za podróż, np. przemytnikowi na granicy.

Stacja 3. Płyniemy
Morze Śródziemne, a na nim ponton. Taki zwykły, gumowy. Zabiera kilkadziesiąt osób. Siedzą ciasno stłoczeni.  Jesteś jedną z tych osób. Oddajesz pierwszą kolorową kartkę z przedmiotem – to opłata dla przemytnika. Ten ponton w Chicago jest tylko repliką. Mniejszą, ale i tak robi wrażenie. Niektórym ciężko na niego wsiąść. A tu nie ma fal i bezkresu wody! Sprawdzasz mapę (jaki to dystans!) i dostajesz od przemytnika „kamizelkę ratunkową”. Dla porównania jest prawdziwa kamizelka. Jeśli masz szczęście dopłyniesz do lądu. W 2017 r. na Morzu Śródziemnym utonęło ponad 3 tys. osób.

 

Stacja 4. Masz paszport? Ty szczęściarzu!
W kolejnej stacji uświadamiasz sobie jakim jesteś szczęściarzem bo posiadasz paszport! Ten europejski lub amerykański to prawdziwy skarb. Masz kraj, który się tobą opiekuje. Ale razem z tobą jest tutaj wielu, którzy nie mają żadnych przywilejów. Mógłbyś być bezpaństwowcem tylko dlatego, że urodziłeś się w miejscu, gdzie twoi rodzice nie mogą ci dać obywatelstwa, na przykład na łodzi na Morzu Śródziemnym. Tym samym nie masz żadnych praw, a możesz być bardzo łatwo wykorzystany, chociażby przez przemytników.

Stacja 5. Musisz coś jeść, musisz pić
Dotarłeś do obozu dla uchodźców. Nie zginiesz, ale nie będzie wesoło. Na głowę w obozie przypadają 2 galony wody na dzień – musi wystarczyć do picia, gotowania i umycia się. Po wodę chodzisz codziennie, około jednego, dwóch kilometrów. Dla porównania w Ameryce codziennie jedna osoba zużywa około 90 galonów wody.
W obozie możesz naładować swojego smartfona. Przydał się w podróży jako mapa GPS. Teraz może pomóc ci w poszukiwaniu na przykład pracy. Za wodę, jedzenie, telefon zostawiasz jedną kartkę, dwie…

Stacja 6. Pomoc medyczna
Nie zginiesz. Na miejscu są Lekarze Bez Granic. Szczepią, zapobiegają epidemiom. Próbowałeś kiedyś zaszczepić tysiąc osób dziennie, w środku dżungli, gdzie temperatura powietrza przekracza 40 stopni Celsjusza? Dla Lekarzy to dzień powszedni. Walczą też m.in. z niedożywieniem dzieci. Batonik z mleka w proszku i orzeszków laskowych ma 500 kalorii. Dzieci jedzą go 1-2 razy dziennie. Po tygodniu ich waga wzrasta. Będą żyły! Sporo ludzi udało się uratować. To optymistyczne historie. Tutaj nie zostawiasz żadnej karteczki z przedmiotem. Lekarze Bez Granic za to, co robią, nie pobierają opłat.

Stacja 7. Żeby nie padało ci na głowę…
Uchodźcy mieszkają w namiotach. W Afryce są to najczęściej lepianki sklecone z czego się da. W Europie, w Grecji uchodźcy z Syrii dostawali zwykłe, kilkuosobowe namioty. Wyglądały jak te, w których spędzamy wakacje. Ale chciałbyś tak mieszkać na przykład przez rok, w zimie? Na Daley Plaza rozbito też duży namiot, który służy do dzisiaj za schronienie w takich krajach jak Irak czy Tanzania. Często przez kilka lat (!) mieszkają w nim dwie rodziny, które posługują się innymi językami, mają po 4-5 dzieci. W namiocie musi zmieścić się kuchnia. Zdarzają się wypadki, jak poparzenia. Najgorsze jest jednak to czekanie i niewiadoma „co dalej?”. Są obozy, gdzie wysoki procent nastolatków popełnia samobójstwa. Tutaj też zostawiasz kartkę z przedmiotem.

 

Stacja 8. Rzeczywistość wirtualna
Dotarłeś do końca. Zakładasz na oczy gogle do oglądania wirtualnej rzeczywistości. Poczujesz się jakbyś na prawdę tam był.  Jak zdejmiesz już je i przejdzie ci wzruszenie, to w ostatnim namiocie czekają na ciebie materiały informacyjne. Możesz tam także wysłać pocztówkę do Lekarza Bez Granic, który akurat szczepi gdzieś uchodźców w dżungli lub walczy z epidemią cholery.

Wystawę “Forced from Home” można odwiedzić na Daley Plaza w śródmieściu Chicago tylko do niedzieli, 30 września. W tygodniu w godzinach od 9.00 am do 1.00 pm oraz od 4.00 pm do 8.00 pm. W weekend od 10.00 am do 6.00 pm. Zwiedza się ją z przewodnikiem. Po polsku opowie wam i oprowadzi was po niej Marta Soszyńska – wystarczy o to poprosić przy wejściu. Wstęp jest bezpłatny. Czas zwiedzania to około  godziny.

Tekst: Ewa Malcher

Zdjęcia: Jacek Boczarski


Marta Soszyńska: Lekarze Bez Granic to moja rodzina

 

Z Martą Soszyńską, dokumentalistką i fotoreporterką o jej pasji dla Lekarzy Bez Granic rozmawia Ewa Malcher.

 

Ewa Malcher: Co sprawiło, że zaangażowałaś się w Lekarzy Bez Granic? Przecież to jest jak sama wspomniałaś życie bez domu. To chyba nie jest zbyt popularne? Każdy przecież teraz lubi mieć swój dom, swój „wypasiony” samochód, swoje wysokie zarobki, a nie jeździć po świecie i oglądać tragedie!

Marta Soszyńska: – To jest wspaniała praca i nie zamieniłabym jej na inną. Ma swoje wyrzeczenia i nie jest łatwa. Zaangażowałam się dlatego, że zawsze interesował mnie świat. Jak byłam mała to naczytałam się Kapuścińskiego i potem to już tylko chciałam jechać do Afryki. Studiowałam stosunki międzynarodowe i ta tematyka była mi bliska. A Lekarze Bez Granic są dla mnie najlepszą organizacją humanitarną na świecie, bo są niezależni i działają. Jak była epidemia Eboli w 2014 roku, to oni się spakowali, polecieli, otworzyli szpital i leczyli ludzi. Jak jedziesz z nimi, to pracujesz z ludźmi z całego świata, którzy są w tę pracę zaangażowani i w miejscach, w których nikt nie chce być – bo jest niebezpiecznie, bo jest niedostępnie, bo jest za drogo. Pracując z nimi pracuję z ludźmi z całego świata, którzy dodatkowo dzielą tą samą pasję ze mną. Mam tak na prawdę rodzinę w pracy na całym świecie. Nie byłabym w stanie wrócić teraz do pracy za biurkiem od 8 do 16.00.

A co na to twoja biologiczna, oryginalna rodzina?

– Rodzina oryginalna już się przyzwyczaiła. Myślę, że wspierają mnie. Nie oszukujmy się – to nie jest popularna kariera zawodowa w Polsce. Praktycznie nie ma pracy humanitarnej w Polsce. Moja rodzina widzi, że ja się w tym spełniam i już się tak o mnie nie martwi. Wbrew pozorom to nie jest znowu tak niebezpieczna praca. Lekarze Bez Granic są organizacją z bardzo długim stażem działania i mają wielkie doświadczenie. Oczywiście zdarzają się wypadki. Ale tak na prawdę prowadząc samochód w Chicago masz większe szanse na to, że coś ci się stanie, niż kiedy przebywasz z Lekarzami w którymś z tych krajów, gdzie byłam.

Jak długo jeździsz z Lekarzami Bez Granic?

– Minęło trzy lata. Moja pierwsza misja była w Republice Środkowoafrykańskiej. Potem na Morzu Śródziemnym. Potem poszukałam trochę stabilizacji, zamieszkałam w Hiszpanii, skąd jeździłam na krótsze misje.

A pamiętasz najgorsze, co przeżyłaś w tej pracy?

– To była misja na Morzu Śródziemnym, niby blisko domu, gdzie ratowaliśmy ludzi i to w sensie dosłownym, fizycznym – wyciągania ich z wody. Fizycznie i psychicznie trudne doświadczenie. W Europie, na kontynencie tyle złych rzeczy mówiło się dzień w dzień o tych ludziach. A ja z nimi tam byłam codziennie. Widziałam, jak to jest na prawdę. Jedna z tych łodzi zatonęła. Z wody wyciągaliśmy ciała. To wszystko dzieje się bardzo szybko. Jest trudno. Ale tym bardziej chcesz tam być i robić to, co robisz. Bo wiesz, że nikt inny tego nie zrobi.

To jaki masz sposób na odreagowanie tego wszystkiego?

– Dobre pytanie! To jest podobnie jak z każdą pracą, która ma wpływ na twoją psychikę. Z nami jest podobnie, jak z dziennikarzami wojennymi. Robię to bo wiem, że to jest ważne i potrzebne, i jeśli by mnie nie było w danym miejscu, to nikt by nie usłyszał o tym, co zobaczyłam i przeżyłam. To mnie motywuje i daje siłę. Nie miałam nigdy kompletnego załamania. A jak jest mi ciężko, to jest sport. Taka najprostsza rzecz. Albo idę potańczyć. Staram się żyć normalnie.

Jakaś pozytywna historia?

– Mam zdjęcie z łodzi ratunkowej „Dignity” na Morzy Śródziemnym. Wyciągnęliśmy z wody kobietę w ciąży. Dwie godziny po tym urodziła chłopczyka. Poród odebrała Astrid – położna, która jest także przewodnikiem na wystawie na Daley Plaza. Do dzisiaj mam kontakt z tą kobietą na zdjęciu. Chłopczyk skończy 4 latka. Jego mamie się udało – została we Włoszech i tam mieszkają. Ale miała okropną historię. Została porwana, była gwałcona, udało jej się uciec, została przeszmuglowana do Libii. My na statku byliśmy pierwszymi ludźmi, którzy nie chcieli jej skrzywdzić. Moje zdjęcie jest częścią wystawy w Chicago.

Twoja siostra mieszka w Chicago więc pewnie miałaś okazję już tu być?

– To jest moja druga wizyta w Chicago. Ale wcześniej była przelotem. Moja siostra mieszka tutaj od roku. Teraz mam okazję, żeby się z nią zobaczyć dłużej.

Dlaczego Polonia powinna przyjść zobaczyć „Forced from Home”?

– Ojej, każdy powinien przyjść zobaczyć tę wystawę! Jest ciekawa, interaktywna, aktualna i za darmo! Przyjdźcie i przekonajcie się na własnej skórze jak to jest. Przyjdź i skonfrontuj to, co widzisz w mediach, co zobaczyłeś na Facebooku, co przeczytałeś. Przyjdź i posłuchaj co ma do powiedzenia osoba, która była w takim miejscu!

Ale prasa w Polsce nie jest najlepsza dla uchodźców. A wielu z naszych rodaków tę prasę śledzi tutaj.

– Nie jest. Wiele mediów opiera się na sensacji. Dlatego przyjdź na wystawę. Masz szansę wyrobić sobie opinię osobiście. Może być pozytywna, może być negatywna. Ale przynajmniej przyjdź zobaczyć, porozmawiać. Zobacz na własne oczy jak to wygląda. Przecież to jest ciekawe. Bo nie oszukujmy się. Zwykła osoba nie pojedzie sobie jutro do Sudanu, który jest daleko i jest niebezpieczny. A tutaj poznasz trochę rzeczywistość Sudańczyków i innych uchodźców. To są ludzie, którzy przyjeżdżają do naszych krajów. Tego się nie zatrzyma. Cokolwiek byś nie robił. Możesz wybudować wszystkie mury, które chcesz. Ludzie będą przyjeżdżać. Będą uciekać, jeśli ich życie jest zagrożone. Każdy ma prawo do bezpieczeństwa. Mamy takie motto: „nie możesz karać za to, że ktoś chce żyć bezpiecznie”. Zapraszam! Przyjdźcie przekonać się osobiście.

A jak myślisz o sobie za pięć, dziesięć lat, to gdzie jesteś?

– Myślę, że jestem otwarta na różne możliwości. To jest praca, która wymaga dużo energii i bardzo dużo prywatnego czasu. Być może za dziesięć lat nie będę miała aż tyle energii. Ale ta praca też nie jest tylko pracą. To jest sposób życia. Lekarze Bez Granic to moja druga rodzina. I nie wyobrażam sobie, żeby za 10 lat w ogóle się tym tematem nawet nie interesować. Ale… myślałam, żeby wrócić do Polski. W Polsce jest dużo do zrobienia. Teraz zbliżają się wybory. Jeśli jesteś aktywnym obywatelem, to jest szansa na działanie.

Spotykasz Polaków w Lekarzach Bez Granic?

– Spotykam. Nie jest ich zbyt wielu. Szkoda. Polski personel medyczny mógłby sporo tutaj zrobić. Nie pamiętam nazwiska, ale jest polski ginekolog, który służył w szeregach Lekarzy bardzo długo. Sporo zrobił. Nie spotkałam go osobiście. Ale jest legendą tej organizacji. Na całym świecie dla Lekarzy Bez Granic pracuje 30 tysięcy ludzi. Co ciekawe, 90 proc. z nich pochodzi z krajów, gdzie Lekarze pracują, pomagają. To taki swoisty wyraz wdzięczności wobec społeczeństwa,  za to co się od niego otrzymało.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Soszyńska jest dokumentalistką i fotoreporterem. Interesuje ją tematyka problemów społecznych i słabiej reprezentowanych społeczności. Od 2015 roku podróżuje i pracuje z Lekarzami Bez Granic (fr. Médecins Sans Frontières , MSF), gdzie odpowiada za projekty multimedialne. Dokumentuje kryzysy humanitarne, problem uchodźców, migracje i dostępność do opieki zdrowotnej. Mieszkała i pracowała w Afryce, w Europie, w Ameryce Łacińskiej i południowowschodniej Azji.

Lekarze bez Granic (fr. Médecins Sans Frontières – MSF; ang. Doctors Without Borders) – międzynarodowa organizacja pozarządowa utworzona w 1971 przez grupę francuskich lekarzy. Siedzibą organizacji jest Genewa. Organizacja powstała w wierze, że wszyscy ludzie mają prawo do opieki medycznej, i to prawo jest ważniejsze niż granice państwowe. Lekarze z MSF ryzykują życie, by udzielać pomocy medycznej ludziom w strefach walk, które przedstawiciele innych organizacji opuścili z obawy o własne bezpieczeństwo. Dostarczają pomoc w przypadkach nagłych i w czasie epidemii. MSF działa w ponad 80 krajach całego świata, w szczególności w krajach Trzeciego Świata oraz w krajach ogarniętych wojną. Składa się z wolontariuszy oraz stałych pracowników i jest sponsorowana przez osoby prywatne, organizacje non-profit, przedsiębiorstwa i w niewielkim stopniu przez rządy. W 1999 roku Lekarze Bez Granic otrzymali Pokojową Nagrodę Nobla. Więcej informacji znajdziesz na ich stronie internetowej: www.msf.org (Wikipedia).

Zdjęcia: Jacek Boczarski

  • 42222123_1031687480325265_3709156421368020992_n
  • 42350815_1910078189030626_8453564428254707712_n
  • 42362279_1232531673553356_4803157185196457984_n
  • 42363969_536774686780809_3367673312648888320_n
  • 42374704_330419354372411_7452500563368869888_n
  • 42378273_1830636737050133_4929682356186382336_n
  • 42387510_475986179580096_1196815928638046208_n
  • 42392037_2177978182460181_6817898181649498112_n
  • 42406285_899332900256483_2477850492298854400_n
  • 42414550_708799082808159_8495426997747449856_n
  • 42422061_1888385727909241_7383516263244365824_n
  • 42428536_696212050744629_7099192915762610176_n
  • 42431268_1825416167541915_4887645935007432704_n
  • 42437768_2110233355683174_384848332649922560_n
  • 42450706_1794800310637269_1350515185911070720_n
  • 42453321_1137240459785886_5044019844509335552_n
  • 42453938_339191000152772_9177751744640188416_n
  • 42476429_2699629590054595_2778843797562327040_n
  • 42504758_340769693149444_156380145794416640_n
  • 42543410_524612844678284_9011042223973728256_n
  • 42551796_1940206026284996_9139951621503975424_n
  • 42554735_1883592848396381_9206816149109473280_n
  • DSC_9615
  • DSC_9616
  • DSC_9618
  • DSC_9620
  • DSC_9624
  • DSC_9625
  • DSC_9629
  • DSC_9642
  • DSC_9644
  • DSC_9647
  • DSC_9652
  • DSC_9655
  • DSC_9668
  • DSC_9670
  • DSC_9671
  • DSC_9674
  • DSC_9676
  • DSC_9685
  • DSC_9689
  • DSC_9703
  • DSC_9704
  • DSC_9731
Categories: Wywiad, Wywiady, Z miasta

Comments

  1. Yaroon
    Yaroon 1 października, 2018, 01:53

    Wstrząsające. A świat woli zajmować się tym, że małżonka księcia zamknęła za sobą drzwi. 🙁 !

    Reply this comment
  2. Takie czasy
    Takie czasy 3 października, 2018, 12:22

    Wstrząsające jest to, że ci niby uchodźcy gardzą nami. Jedzenie i woda im nie potrzebne. Ubrania tylko markowe, inne idą do kosza. Liczą się tylko pieniądze, telefon, zasiłek i białe kobiety. Potem utworzyć bandę i ruszać w miasto na polowanie i sprzedawać prochy. Taka policja w Niemczech to nawet proponuję łapówki ludziom żeby nie składali doniesień na uchodźców jak popełnili przestępstwo. Białych ludzi wieczorami czasami ciężko spotkać bo się boją.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*