Zawód: mikołaj, czyli nie o „ho ho ho” tu chodzi

Zawód: mikołaj, czyli nie o „ho ho ho” tu chodzi

Zaczyna się niewinnie – w domu szwagierki po groźbach żony, w lokalnym kościele za namową proboszcza, w szkole na prośbę dyrektor, której nie wypada odmówić. Później są zbiórki na szczytne cele, kolędowanie na miejskim skwerze, może też wpaść zaproszenie na imprezę firmową. Karierze mikołaja można poświęcić się na emeryturze w ramach wolontariatu lub też pójść o krok dalej i wspinać się po stopniach mikołajowej kariery aż do samego bieguna północnego.

 

Są trzy rodzaje mikołajów: sklepowi, czyli ci, do których ustawia się długa kolejka do zdjęć w centrach handlowych, showmani obsługujący prywatne przyjęcia oraz dobroduszni amatorscy mikołaje rodzinni. Żeby nie było wątpliwości, wszyscy są oczywiście prawdziwi.

Według International Council of Shopping Centers przeciętne amerykańskie centrum handlowe zatrudni w sezonie świątecznym dwóch pełnoetatowych mikołajów, którzy przez niespełna półtora miesiąca zabawiać będą około osiem tysięcy dzieci.

Pozycja sklepowego mikołaja, niegdyś uważana za idealną pracę sezonową dla brzuchatych emerytów, na przestrzeni lat ewoluowała do wysoce konkurencyjnego procesu doboru i szkolenia odpowiednich kandydatów. I choć w mniejszych miejscowościach białowłosy dziadek, który godzinami siedzi na mikołajowym tronie, może w istocie być lokalnym emerytem, to na obszarze aglomeracji jest większa szansa, że został on starannie wyselekcjonowany przez mikołajową firmę rekrutacyjną. Przedsiębiorstwa tego typu zaopatrują setki centrów handlowych w całym kraju zimą w mikołajów, zaś wiosną w wielkanocne zajączki.

Największe plusy pracy w galerii handlowej to, według sklepowych mikołajów, stała płaca i dłuższy sezon, bo czasami zaczynający się już od połowy listopada. Nie trzeba się nigdzie przemieszczać, a także – co tu dużo mówić – praca polega w większości na siedzeniu i pozowaniu do zdjęć. Nawet początkujący mikołaje w centrach handlowych mogą zarobić do 8–10 tys. dol. za sezon.

Niech nikogo nie zdziwi również fakt, że mikołaj w centrum handlowym na przedmieściach Chicago może wcale nie być z Chicago, ani nawet z Illinois. Agencje pracy dokładają starań, aby nikt nie rozpoznał sędziwego staruszka. Stąd dyspozycyjność i gotowość do podróżowania kandydatów odgrywają dużą rolę przy zatrudnieniu.

Wśród innych wymogów – doświadczenie w pracy z dziećmi, preferowana mikołajowa przeszłość, niekaralność i pozytywne przejście procesu sprawdzania danych. Szansę mają przedstawiciele wszystkich grup etnicznych. Do firm spływają zamówienia na mikołajów dwujęzycznych, jak i afroamerykańskich. Zła wiadomość dla pań – nie ma mowy o równouprawnieniu. W duchu tradycji idealni kandydaci to mężczyźni i to najlepiej ci z naturalnymi brodami.

Wygląd to za mało

Jaki powinien być idealny mikołaj? Kwalifikujący się kandydaci otrzymują podstawowe szkolenie, listę co wypada mikołajowi, a co nie, a jeśli i to za mało, organizowane w całym kraju szkółki i warsztaty mają umożliwić sędziwym brodaczom rozwój zawodowy i sprostanie rosnącym wymaganiom amerykańskiego konsumenta. Na kursach tego typu dowiesz się między innymi, że…

Nie powinieneś polegać zanadto na swoim wyglądzie, choć niewątpliwie jest on bardzo istotny. Błąd ten popełniają często brzuchaci panowie o naturalnym wyglądzie Świętego Mikołaja. U dobrego mikołaja najbardziej liczy się ciepłe usposobienie i miłość do dzieci. Dobry mikołaj powinien zachować twarz bez względu na zaistniałe okoliczności. A należą do nich: płacz, krzyk, ciągnięcie za brodę, testowanie brzucha, prośby o absurdalne prezenty, zadawanie trudnych pytań, a w skrajnych przypadkach – kontakt z płynami ustrojowymi. Mikołaj za wszelką cenę powinien unikać rozczarowania dziecka, składania pustych obietnic, czy też kreowania fałszywej nadziei.

Trudne sytuacje. Na prośby o niedorzeczne prezenty mikołaj pogodnie uśmiecha się i odpowiada: „Zobaczymy, co da się zrobić”. Musi być przygotowany na odpowiedzi na życzenia o powrót tatusia, pracę dla mamusi lub przywrócenie do życia zmarłej osoby. Ważne, by nie składać pustych obietnic. Czasami empatia i umiejętność słuchania to wszystko, czego dzieci oczekują od Świętego Mikołaja.

Dieta. Dobry mikołaj, mimo preferencji otyłości brzusznej, powinien prowadzić zdrowy tryb życia, dobrze się wysypiać, a w najruchliwszym sezonie powstrzymywać się od obfitych posiłków, które mogą prowadzić do częstych wizyt w toalecie. I jeszcze jedno – Święty Mikołaj jest oczywiście abstynentem alkoholowym.

Głos. Jeżeli myślisz, że każdy może wskoczyć w czerwony kostium i wołać „ho ho ho”, ta praca nie jest dla ciebie. Słynne „ho ho ho” Świętego Mikołaja to nie okrzyk, tylko jego naturalny śmiech, który powinien być regularnie ćwiczony aż do osiągnięcia perfekcji.

Zapach. W szczycie sezonu zapomnij o perfumach. Idealny zapach Świętego Mikołaja to choinka lub laski cukrowe z miętą pieprzową i nutką cynamonu. Zawsze powinieneś mieć pod ręką odpowiedni zapas drażetek odświeżających oddech. Czy można sobie wyobrazić coś gorszego niż mikołaj śmierdzący potem i z nieświeżym oddechem?

Wybielana broda

Rzeczywistość jest brutalna – w wyglądzie mikołaja nie ma miejsca na niedoskonałości. Aparycja sędziwego przybysza z bieguna północnego od stóp do głów może przyczynić się do przypieczętowania umowy lub odesłania z kwitkiem.

Broda. Preferowani są panowie z naturalnymi brodami, które powinny być codziennie starannie pielęgnowane oraz, uwaga, profesjonalnie wybielane. Amatorskie wybielanie zarostu domowymi sposobami może spowodować nieapetyczny pożółkły odcień brody. Najlepszym środkiem do wybielania bród jest nadtlenek wodoru, lecz zanim sam spróbujesz tej metody w domu, porozmawiaj najpierw ze swoim fryzjerem. Aby osiągnąć efekt śnieżnobiałego, miękkiego zarostu czasami konieczne jest kilkakrotne powtórzenie zabiegu. Brodę należy codziennie myć, nakładać odżywkę i szczotkować. W zależności od rodzaju brody niektórzy panowie decydują się na modelowanie brody suszarką ręczną lub też kręcenie jej lokówką.

Strój. Składa się z czerwonych spodni, kubraka i czapki z białymi futerkowymi wykończeniami. Idealnie, jeżeli jest ręcznie szyty na miarę. Do tego szeroki czarny pas ze złotą klamrą i białe rękawiczki. Panowie nieobdarzeni otyłością brzuszną muszą ratować się specjalnymi wkładkami.

Dodatki we własnym zakresie. Okulary z drucianymi oprawkami, własny worek, czarne buty oraz odpowiednia ilość różu w celu utrzymania rumianego oblicza.

fot.Sebastian Kahnert/EPA

Jeżeli myślisz, że każdy może wskoczyć w czerwony kostium i wołać „ho ho ho”, ta praca nie jest dla ciebie. Słynne „ho ho ho” Świętego Mikołaja to nie okrzyk, tylko jego naturalny śmiech, który powinien być regularnie ćwiczony aż do osiągnięcia perfekcji

Od klauna do mikołaja?

Wąska grupa sklepowych mikołajów, którym znudziło się wystawanie w centrach handlowych w otoczeniu grymaśnych dzieci, decyduje się pójść o krok dalej i zabawiać prezesów i dyrektorów podczas przyjęć korporacyjnych. Czasami na taki skok w bok decydują się zawodowi klauni, wodzireje czy magicy, którzy przez resztę roku kręcą balony i zabawiają tłumy podczas rozmaitych imprez. Najlepsi z najlepszych mają swoich agentów, czytaj elfy, a rezerwacje przyjmują z rocznym wyprzedzeniem. Niektórzy skuszeni perspektywą lukratywnych zarobków decydują się na pracę w Wigilię, która dla każdego mikołaja niesie największy potencjał finansowy. To właśnie ci pasjonaci decydują się na perukę i brodę importowane ze Szwajcarii za 750 dol. i robiony na zamówienie pas z Montany z pozłacaną klamrą o wartości 400 dolarów.

Jakość ma swoją cenę – w grę wchodzą nie tylko koszty przebrania, ale i benzyna, dodatkowe szkolenia i wysokie rachunki z pralni chemicznej. Ale czymże jest suma 500 dol. za półgodzinną wizytę Świętego Mikołaja w wigilijny wieczór dla klientów, którzy dodatkowo aranżują jego przybycie helikopterem, wozem strażackim, dorożką konną, a czasem nawet na prawdziwym reniferze. Wejście kominem – to przestarzały stereotyp.

Mówimy po polsku

Norbert Garczyński fot.arch. N. Garczyńskiego

W mikołajowej branży jest miejsce dla przedstawicieli wszystkich grup etnicznych, bo pamiętajmy, że amerykański Santa Claus jest bezwyznaniowy i przychodzi do wszystkich dzieci! Wśród kilku polonijnych mikołajów jest mikołaj Norbert Garczyński, który od pięciu lat przynosi radość i prezenty polskim dzieciom w Chicago i na północnych przedmieściach. Odwiedza domy, gdzie zbierają się zaprzyjaźnione rodziny, rozdaje prezenty w polskiej szkole i popularnych polskich delikatesach. W tym roku dostał zamówienie na przyjęcie firmowe i imprezę w domowym przedszkolu. Fuchę mikołaja traktuje jako zabawę i zastrzega, że nie pracuje w Wigilię.

Mimo amatorskiego podejścia mikołaj Garczyński może poszczycić się zdaniem najtrudniejszego chyba testu – jeszcze do zeszłego roku nie rozpoznawał go jego własny 12-letni syn. Nabrał się również kolega, który opowiadał Norbertowi, jak to w kościele widział Świętego Mikołaja do złudzenia przypominającego kumpla. Norbertowi udało się wyperswadować koledze niedorzeczne podejrzenie, że może to był on. Garczyński przyznaje, że przewagę nad konkurencją daje mu naturalna postura mikołaja: – Niepotrzebne żadne poduszki na brzuch – śmieje się 38-latek, na co dzień pracujący jako konserwator i dozorca. Na pytanie o zarobki odpowiada, że Świętemu Mikołajowi nie wypada rozmawiać o pieniądzach, jednak zapracowane niewielkie sumy co roku przeznacza na prezenty dla własnych dzieci oraz rodzinny zimowy wyjazd.

Akcja broda w zęby

Z dziećmi zawsze jest niezły ubaw, wspomina mikołaj Garczyński. Kilkuletnie doświadczenie nauczyło go, jak unikać niezręcznych sytuacji przez odwracanie uwagi dzieci. W zeszłym roku jeden z dowcipnych tatusiów zachęcał syna do pociągnięcia przybysza za brodę: „Adrianku, no zobacz, czy Święty Mikołaj ma prawdziwą brodę”. W takiej sytuacji Garczyński zawsze łapie w zęby specjalny materiał przyszyty do brody, uniemożliwiający jej odciągnięcie i całkowite zdemaskowanie. Jak wielkie było zdziwienie, ale i strach małego Adrianka, gdy poirytowany Święty Mikołaj podszedł do niegrzecznego taty i wykręcając mu ucho rzekł: „A teraz zobaczymy, czy tatę zaboli”.

Żeby zostać Świętym Mikołajem, nie wystarczy wskoczyć w czerwony kostium. Amerykańskim mikołajom XXI wieku daleko do panów z brodą z waty i brzuchem wypchanym gazetami, których niektórzy pamiętają z kraju nad Wisłą. Być mikołajem w najbardziej konsumpcyjnym kraju na świecie to nie tylko przywilej, ale i ogromna odpowiedzialność. Klientela najbardziej wymagająca z możliwych – szczere aż do bólu dzieci w każdym wieku. Jest jeszcze jeden podstawowy warunek, bez którego każdy mikołaj naraża się na kompletną demaskację, a nawet dyskwalifikację od dalszego wykonywania zawodu. Trzeba wierzyć w magię świąt.

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

fot.Mohammed Jalil/EPA

Categories: Społeczeństwo, XMAS 2017

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*