„Od nas zależy, jakie więzi wytworzymy z publicznością. Reszta przychodzi sama”.

Rozmowa z wybitną pianistką, urodzoną na Łotwie Angelą Yoffe, twórczynią North Shore Chamber Music Festival, który po raz dziewiąty odbędzie się Northbrook, o jej pasji do muzyki i mężu, światowej sławy skrzypku, Vadimie Gluzmanie.

Angela Yoffe i Vadim Gluzman fot.Angela Yoffe/Facebook

Anna Rosa: W połowie czerwca chicagowscy melomani będą mogli uczestniczyć w ważnym wydarzeniu muzycznym, jakim jest North Shore Chamber Music Festival odbywający się w Northbrook już po raz dziewiąty.

Angela Yoffe: – Trudno uwierzyć, że minęło już dziewięć lat. Zaczęło się od idei stworzenia trzydniowego festiwalu muzyki klasycznej, do udziału w którym chcieliśmy zaprosić przyjaciół. Miał to być koncert od przyjaciół dla przyjaciół, zarówno tych na scenie, jak wśród publiczności. Idea stała się przyczyną powołania The Music Makers, organizacji non-profit odpowiedzialnej za coroczny festiwal w Northbrook, fundację stypendialną Arkady Fomin Scholarschip Fund i wiele innych wydarzeń muzycznych o zasięgu międzynarodowym.

Wasz festiwal jest ponad wszelkimi granicami, co odróżnia go od innych, podczas których publiczność podziwia artystów na scenie i nie ma między nimi bliższej interakcji.

– Po każdym z koncertów mamy spotkanie i rozmowę z publicznością, która zadaje pytania artystom, a oni udzielają odpowiedzi ze sceny. Dla osób, które przychodzą na nasze koncerty, rozmowa z artystą może być nowym doznaniem. I o to nam chodzi – o wymianę myśli, idei, doświadczeń. Jeśli wybudowalibyśmy szklaną ścianę pomiędzy widownią a sceną, my – artyści – nie bylibyśmy do końca usatysfakcjonowani, a publiczność nie doświadczyłaby do końca magii tworzenia muzyki. Jesteśmy nie tylko pond granicami państwowymi czy kulturowymi, ale także pokoleniowymi. Dążymy do tego, by przyciągnąć dzieci, by zarazić je muzyką. Podczas nadchodzącego festiwalu, w piątek 14 czerwca, odbędzie się koncert młodych artystów zatytułowany „Nowe Pokolenie (ang. The New Generation), na którym zagra tegoroczna laureatka stypendium im. Arkadego Fomina, fenomenalna, niezwykle uzdolniona pianistka z Indonezji, Janice Carissa, oraz młodzi skrzypkowie, studenci Betty Haag Academy of Music w Arlington Heights. Nawiązaliśmy kontakt z jedną z polskich szkół, więc liczymy, iż polska młodzież również zaszczyci nas swoją obecnością. Polacy mogą pochwalić się bogatą kulturą muzyczną, nazwiskami wybitnych twórców.

We współczesnym świecie coraz częściej wytyczamy granice i wznosimy mury. Dzielimy nie tylko przestrzeń, ale także sferę duchową i kulturową, budując granice w naszych głowach. Myślę, że muzyka jest uniwersalnym językiem rozumianym przez ludzi wszystkich kultur, językiem który pozwala wyrażać emocje bez konieczności używania słów. Czy to jest ideą festiwalu?

– Absolutnie tak. Moją ideą zawsze było stworzenie festiwalu, który połączy scenę z widownią, artystów z publicznością, podczas którego przyjaciele grają z przyjaciółmi dla przyjaciół. Co roku mamy zaszczyt gościć wspaniałych artystów z różnych części świata. Kiedy gra się 150 koncertów w ciągu roku, a grafiki napięte są do granic możliwości, właśnie przyjaźń i atmosfera są tym, co decyduje, że przyjeżdżają do nas wielcy artyści. Festiwal jest też programem edukacyjnym, ponieważ równie ważne, co łączenie ponad granicami, jest dla nas przyciągnięcie młodego pokolenia, wykształcenie w nim wrażliwości i miłości do tworzenia i odbioru muzyki. Jeśli nie zrobimy tego teraz, nadejdzie dzień, że będziemy musieli grać w pustej sali.

Powiedziałaś o stypendium imienia Arkadego Fomina, wybitnego łotewskiego skrzypka i nauczyciela kilku pokoleń muzyków na Łotwie i w USA. Czy to znaczy, że wspieracie młodych artystów?

–Tak, pomysł ufundowania stypendium jego imienia wypłynął z potrzeby serca. Stypendium stworzyliśmy po śmierci tego wspaniałego nauczyciela i wychowawcy wielu artystów, w tym Vadima Gluzmana, mego męża. Arkady Fomin był członkiem orkiestry symfonicznej w Dallas, twórcą New Conservatory w Dallas i dyrektorem artystycznym Conservatory Music in the Mountains w Durango w stanie Kolorado. Wspaniały, wielki człowiek, był naszym mentorem, nauczycielem i przyjacielem. Zmarł w 2015 roku, a my postanowiliśmy uhonorować pamięć o nim, kontynuując jego dzieło wspierania aspirujących muzyków. W ciągu pięciu lat przyznaliśmy stypendia 28 młodym ludziom pochodzącym z 14 krajów. Trzy stypendia zostały przyznane wybitnie uzdolnionym uczniom szkoły w Rydze, do której sama uczęszczałam. Ideą naszych projektów i festiwali jest wspieranie kultury miejsc i krajów, w których mieszkaliśmy i które kochamy. Dlatego tak ważne jest dla nas tworzenie więzi między artystami i publicznością.

W języku polskim mamy powiedzenie – muzyka łagodzi obyczaje. Obawiam się, że wiele talentów pozostaje nieodkrytych lub zaprzepaszczonych, a dzieci bez kształcenia artystycznego nie rozwijają wrażliwości.

– Dlatego mamy fundusz stypendialny, którym wspieramy młode talenty z różnych części świata. Wdzięczni jesteśmy za wsparcie, jakie otrzymujemy od naszych dobroczyńców jako organizacja niedochodowa.  Kiedy ze względów uczuciowych i kulturowych zdecydowałam, że przyznamy stypendium utalentowanym łotewskim dzieciom, natychmiast otrzymaliśmy wsparcie z łotewskiego konsulatu. Kształcenie następców jest naszym obowiązkiem, do udziału w festiwalu zapraszamy laureatów naszego stypendium, w tym roku jest to wspomniana wcześniej Janice Carissa, oraz młodych artystów z lokalnych szkół muzycznych, takich jak wychowankowie akademii muzycznej Betty Haag.

Oprócz nich jakie wielkie nazwiska pojawią się na scenie?

– Mamy zaszczyt gościć nowojorski Escher String Quartet, który od 2005 roku koncertuje na całym świecie, a także uznanego na świecie izraelsko-amerykańskiego skrzypka, kompozytora i profesora, Atara Arada, którego smyczkowe trio – From Here to There składające się z naszych artystów, będzie miało światową premierę podczas festiwalu. Mamy także zaszczyt gościć na scenie tak wybitnych artystów, jak: Lisa Shihoten, Mark Kosower, Kurt Muroki, Ilya Shterenberg, Catherine Chen, Eric Reed. Oczywiście Vadim Guzman i ja także będziemy występować.

Ty jesteś pianistką, Vadim Gluzman, prywatnie twój mąż, jest wybitnym skrzypkiem. Instrument, na którym gra, jest niezwykły.

– Od kilkunastu lat Vadim gra na bezcennym instrumencie, prawdziwym stradivariusie z 1690 roku, który ma nawet własne imię, “ex-Leopold Auer”, ponieważ w przeszłości należał do węgierskiego kompozytora i skrzypka Leopolda Auera. Instrument zostały wypożyczony Vadimowi przez Stradivari Society w Chicago. Jest to piękny, unikatowy instrument o bogatej historii i szlachetnym rodowodzie.

Podczas festiwalu zaprezentujecie muzykę wielkich mistrzów. W programie są takie nazwiska, jak Beethoven, Schubert, Strauss, Mozart, Dworak, Mendelssohn.

– Staramy się zaprezentować coś dla każdego – klasykę dawnych mistrzów oraz współczesnych twórców, jak wspomniane już trio Atara Arada. Jeśli ktoś zainteresowany jest mozaiką krótszych, znanych fragmentów, mamy w planie paradę wirtuozów – nasz grand finale. Nasz festiwal nie jest zwykłym koncertem muzyki kameralnej. Będzie to podróż przez różne epoki.

Jako współcześni twórcy muzyki czerpiecie całymi garściami z dorobku poprzednich epok oraz kultur krajów, z którymi mieliście okazję się zetknąć.

– Doświadczenie kulturowe jest bezcenną inspiracją dla każdego twórcy. Vadim i ja mieliśmy szczęście zetknąć się z różnymi tradycjami. Ja urodziłam się w Rydze, Vadim na Ukrainie, ale dzieciństwo spędził w Rydze. Potem wyemigrowaliśmy do Izraela, następnie do Dallas, gdzie kształciliśmy się pod okiem Arkadego Fomina, następnie do Nowego Jorku, gdzie uczyłam w słynnej Juilliard School. W końcu trafiliśmy do Chicago. W każdym miejscu staramy się zagłębić w lokalną kulturę, szukać tego co nas łączy, nie dzieli.

Angela Yoffe i Vadim Gluzman fot.Angela Yoffe/Facebook


9th Annual North Shore Chamber Music Festival
12, 14-15 czerwca 2019
Village Presbyterian Church
1300 Shermer Road, Northbrook, IL
www.nscmf.org

Czynicie muzykę klasyczną dostępną dla wszystkich, nie tylko dla elit – bliski kontakt i rozmowy z artystami, ceny biletów na każdą kieszeń.

– Naszą ideą jest zaprezentowanie artystów grających na największych muzycznych festiwalach i prestiżowych scenach europejskich stolic, tu, dosłownie trzy kroki od publiczności, na wyciągniecie ręki. Wszystkie próby są otwarte dla publiczności, studenci i seniorzy otrzymują dodatkowe zniżki. Chcemy, by ludzie przychodzili i wracali do nas, by przeżywali to wydarzenie emocjonalnie i głęboko jeszcze przez wiele dni, by stali się częścią naszej muzycznej rodziny i, jeśli mogą, wspierali nasz fundusz stypendialny.
Rzeczywiście, jest to festiwal muzyki klasycznej inny niż wszystkie. Przyjaciele spotkają się na scenie, by grać dla przyjaciół, by cieszyć się tą muzyką, by poznać się bliżej i stworzyć coś nowego. Na tym od lat polega fenomen naszego festiwalu. Ludzie przychodzą na nasze koncerty codziennie i pod koniec festiwalu znają wszystkich artystów z imienia, rozmawiają z nimi, pytają, co słychać. Jest to niesamowita energia, atmosfera niemal rodzinna i poczucie bycia integralną częścią czegoś wielkiego. Chcemy dać naszej publiczności to, co w nas najlepsze i mieć nadzieję, że do nas wróci.

Odnieśliście wielki sukces, ponieważ festiwal odbędzie się w czerwcu po raz dziewiąty.

– Tak, a w przyszłym roku przypada okrągła, dziesiąta rocznica, w związku z czym mamy wielkie plany. Jesteśmy jednak organizacją non-profit, więc wszystko zależy od hojności i otwartego serca naszych wspaniałych darczyńców. Ale to jest bardzo ważne, by mieć marzenia i starać się je realizować.

Podkreślasz, jak ważne jest wspieranie i kształcenie młodych artystów. Jak to było z tobą? Kiedy odkryłaś w sobie pasję do muzyki i stwierdziłaś, że będziesz pianistką?

– Jak wspomniałam, wychowywałam się w czasach Związku Radzieckiego. Nie mieliśmy wówczas tylu możliwości wyboru, jakie dzieci mają dzisiaj. Zarówno moja rodzina, jak i rodzina mojego męża, to profesjonalni muzycy – profesorowie, artyści, twórcy. Muzykę wyssaliśmy z mlekiem naszych matek, odziedziczyliśmy ją w genach. Zupełnie naturalne było pójście tą drogą. Byliśmy utalentowani, pochodziliśmy z muzykalnych rodzin i od początku decyzje dotyczące naszej przyszłości związane były z muzyką. Moja mama, doskonała pianistka, dawała mi lekcje gry na pianinie, odkąd skończyłam 4 lata. Vadim zaczął grać na skrzypcach w wieku 7 lat. W Rydze obydwoje otrzymaliśmy bardzo restrykcyjne wykształcenie w szkole dla dzieci wybitnie uzdolnionych muzycznie. Konkurencja była bardzo duża. Kiedy miałam 7 lat, na jedno miejsce w tej szkole przypadało 10 osób. Kiedy kończyliśmy szkołę, w mojej klasie było już tylko osiem osób. Z jednej strony wydaje się to bezduszne, ale z drugiej strony zostawali tylko ci, którzy byli absolutnie najlepsi. Patrząc na to dzisiaj myślę, że to uczyniło nas silniejszymi.  Mieliśmy więc niesamowite szczęście, że nasi rodzice podjęli takie a nie inne decyzje, że nasi nauczyciele byli profesjonalni i wiedzieli, czego od nas wymagać. Dziś, kiedy gram na scenie, czuję energię płynącą w obydwu kierunkach i doświadczam jedności z publicznością, wiem, że warto było poświęcić całe lata. Na własnym przykładzie przekonałam się, że kiedy jest w życiu cel, trzeba się na nim skupić i ciężko pracować, bo nic nie przychodzi za darmo. I nie poddawać się. Kiedy dzieci zadają nam pytania po piątkowym koncercie młodych talentów, zawsze pytają czy naprawdę lubiliśmy ćwiczyć. Prawda jest taka – kiedy ma się 7 lat, marzy się o wyjściu na podwórko i zabawie z rówieśnikami, a nie by ćwiczyć godzinami grę na instrumencie. Kiedy pada to pytanie, Vadim z rozbrajającą szczerością odpowiada, że nie lubił ćwiczyć, ale mieliśmy szczęście trafić w życiu na kompetentnych ludzi, którzy pokierowali naszą edukacją – rodziców i nauczycieli. Dzięki nim jesteśmy dziś, kim jesteśmy, a nasze sukcesy są ich sukcesami.

Kto jest twoim ulubionym kompozytorem? Kogo zawsze lubiłaś grać z największą pasją i przyjemnością?

– To bardzo interesujące pytanie! Powinnam lubić artystę, którego aktualnie gram, inaczej nie jestem odpowiednią osobą, by wyruszać w tę muzyczną podróż. Zawsze kochałam Bacha i Beethovena, czułam się z nimi bardziej związana niż na przykład z twórcami romantycznymi, ale nawet utwory romantyczne gram z wielką przyjemnością. Jesteśmy artystami, musimy znaleźć coś wyjątkowego w każdym utworze i w każdym kompozytorze. Czasem ludzie pytają mnie, w jakim kraju lubię koncertować najbardziej, gdzie publiczność jest najlepsza. Nie ma czegoś takiego, jak najlepsza publiczność czy najlepszy kraj. Od nas zależy, co stworzymy będąc na scenie,  jakie więzi wytworzymy z publicznością. Reszta przychodzi sama. Mam nadzieję, że Polacy mieszkający w Chicago przyjdą na nasze koncerty, by posłuchać międzynarodowych artystów. Polacy i Łotysze mają wiele wspólnego, nasze kraje leżą nad Morzem Bałtyckim, kultury i doświadczenia historyczne są podobne. Jesteśmy prawie sąsiadami. Polska to piękny kraj o bogatej tradycji i kulturze, o wspaniałej muzyce i sztuce, wydała wielu wielkich kompozytorów, jak chociażby Chopin, dlatego mam nadzieję, że wielu Polaków przyprowadzi swe rodziny, by delektować się piękną muzyką w przyjacielskim gronie.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na festiwalu.

a.rosa@zwiazkowy.com

Categories: Kultura, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*